Gazeta.pl Next >  Rafał Hirsch Komentuje >  Podwyżki cen paliw to podwyżka cen żywności? Wyjaśniamy, czemu tak nie jest

Podwyżki cen paliw to podwyżka cen żywności? Wyjaśniamy, czemu tak nie jest

13.07.2017 00:50
A A A
Łukasz Rzepecki podczas głosowania nad odrzuceniem w pierwszym czytaniu pisowskiego projektu o funduszu na drogi tzw. paliwo+. Jako jedyny poseł PiS był przeciwko doliczaniu do ceny paliwa 25 gr

Łukasz Rzepecki podczas głosowania nad odrzuceniem w pierwszym czytaniu pisowskiego projektu o funduszu na drogi tzw. paliwo+. Jako jedyny poseł PiS był przeciwko doliczaniu do ceny paliwa 25 gr

To ostatnio popularny pogląd. Brzmi mniej więcej tak: "nowy podatek to 25 groszy na litrze, a więc paliwo podrożeje właśnie o te 25 groszy. A gdy drożeje paliwo, to rosną koszty transportu, czyli podrożeje też żywność i masa innych rzeczy". Śmiem twierdzić, że to jednak nieprawda.

Co zrobią Orlen i Lotos? 

Nowa opłata drogowa ma wynosić 20 groszy na litr plus VAT, czyli łącznie 25 groszy na litr. Czy to oznacza, że na pewno paliwo na stacjach benzynowych podrożeje właśnie o 25 groszy na litr? Na polskim rynku paliwowym mamy dwóch dużych graczy – Orlen i Lotos. Obydwa są kontrolowane przez państwo. Orlen już zdążył dać znać, że podwyżki cen nie są pewne, bo generalnie na ceny paliw wpływa masa innych rzeczy. Ponadto państwowym spółkom podnoszenia cen może po prostu zakazać minister-właściciel. Takie rzeczy już się w Polsce zdarzały, nie można wykluczyć, że to się powtórzy. 

ZOBACZ TEŻ: PKN Orlen o nowym podatku: "wprowadzenie opłaty paliwowej nie musi skutkować wzrostem cen paliw"

Może być też tak, że producenci paliw przerzucą podatek na klientów. Ale mogą to zrobić w sposób niezauważalny. Na przykład rozłożyć te 25 groszy na rok i „dorzucać” po grosiku co 3 – 4 tygodnie. Zapewniam – nikt tego nie zauważy. Po prostu przy kolejnych spadkach cen ropy albo dolara paliwo będzie tanieć w mniejszym stopniu niż powinno i tyle. A przy wzrostach cen ropy drożeć będzie już "normalnie".

W takiej sytuacji nie będzie też można mówić o jakimś nagłym wzroście kosztów transportu. Podniesienie ceny paliw o 25 groszy z dnia na dzień mogłoby wywołać jakiś problem w niektórych firmach transportowych. Rozłożenie tej podwyżki na dłuższy okres (na co stać i Orlen, i Lotos) spowoduje, że rozmyje się ona wśród wielu drobnych ruchów cen wywołanych tym co się dzieje na rynku finansowym. 

Koszty transportu i ceny żywności

Po drugie nawet jeśliby faktycznie doszło do wyraźnie widocznego wzrostu kosztów transportu, to mówienie, że to automatycznie przełoży się na wzrost cen np. żywności jest już zbyt grubym uproszczeniem. Gdybyśmy dziś podnieśli ceny paliw o 25 groszy, to uzyskalibyśmy ceny, które mieliśmy na stacjach benzynowych w kwietniu. Kwiecień to nie był okres, w którym żywność była droższa niż dziś. Niespecjalnie też potem taniała, chociaż ceny paliw w maju i czerwcu spadały. 

Wbrew temu co powtarzają politycy wzrost kosztów transportu nie wywołuje podwyżek cen żywności. Z kilku powodów. 

Po pierwsze coraz większy wpływ na ceny żywności mają duże sieci sklepów. One są najcenniejszym rynkiem zbytu dla producentów, więc to one mogą dyktować ceny. Dyktują je tak, żeby nie rosły, bo to z kolei jest podstawą ich komunikacji z klientami. Nie po to Biedronka czy Tesco od lat bombardują ludzi komunikatem, że jest tam tanio, żeby teraz podnosić ceny żywności tylko dlatego, że wzrosły koszty transportu u producenta. 

Po drugie wzrost kosztów transportu producent może próbować zrównoważyć oszczędnościami w jakimś innym miejscu swojej firmy. Po trzecie nawet jak nic się nie da z tym zrobić, to ta podwyżka nie przekłada się na wzrost ceny produktu w stosunku jeden do jednego, bo transport nigdy nie stanowi całości kosztów. To tylko część tej całości. Czasami większa, czasami mniejsza – zależy od tego jaki to produkt. Ponadto jeśli producent się uprze i podniesie cenę, to sklep może to wziąć na siebie i wyjść z problemu odpowiednio dostosowując asortyment w sklepie. Może dołożyć towarów z większą marżą i na końcu i tak zarobić tyle samo dzięki innej kompozycji towarów na półkach. 

Każda firma jest inna

Generalnie wchodzimy tu w rzeczywistość setek tysięcy firm, z których każda jest inna. Niektórzy wezmą to na siebie kosztem marży, inni tak zmienią model biznesowy, żeby nie stracić, inni faktycznie zaryzykują i podniosą cenę końcową. Jeszcze inni zrobią wszystko naraz. Może faktycznie coś tam gdzieś w jakimś sklepie podrożeje, bo takie rzeczy się w gospodarce rynkowej zdarzają. Ale na pewno nie można twierdzić, że to jest automat i że na pewno od wprowadzenia nowego podatku podrożeje wszystko, bo wszystko trzeba transportować. Takie twierdzenie jest absurdalne. 

Tak więc ani nie można mówić, że paliwa na pewno podrożeją o 25 groszy, ani tym bardziej nie można mówić, że taka podwyżka pociągnie za sobą kolejne podwyżki w sklepach. To jest horrendalny zestaw uproszczeń. 

Uzasadnienie do projektu ustawy mówi o tym, że państwo będzie mieć z niego do 5 miliardów złotych rocznie. Ten koszt może rozłożyć się różnie. Część może wziąć na siebie Orlen z Lotosem, część może obciążyć producentów, część hurtowników, a część sklepy detaliczne. Jakaś tam część może też faktycznie dotrzeć do konsumentów, czyli do nas.  Ale to zupełnie co innego niż twierdzenie, że nowy podatek z pewnością w całości poczują konsumenci. W przypadku rozłożenia kosztów podatku na wiele różnych podmiotów żaden z nich nie odczuje go tak, żeby musiał coś zmieniać w swoim zachowaniu na rynku.

Ponadto zapewniam, że sama skala domniemanej podwyżki cen paliw – te 25 groszy na litrze (czyli około 6 procent) nie gwarantuje jakichś gwałtownych reakcji na rynku. Dzisiaj wg biura maklerskiego Reflex średnia cena oleju napędowego w dolnośląskim to 4,12 PLN,  a w warmińsko-mazurskim 4,25 PLN. Czyli rozpiętość ceny w skali kraju to 13 groszy. Nie wynika z tego wcale, że w Olsztynie są większe problemy z dostawami żywności do sklepów niż we Wrocławiu. Rozpiętość cen benzyny 98 to aż 16 groszy (4,61 PLN  w małopolskim i 4,77 PLN  w śląskim). Mamy do czynienia z rynkiem, gdzie różnica w cenie rzędu kilkunastu groszy jest czymś naturalnym. Podatek podnoszący tę cenę o 25 groszy nie powinien więc wywołać zmian zachowania, czy zmian oczekiwań u nikogo, kto na tym rynku funkcjonuje. 

Po co PiS ten podatek?

Pozostaje intrygująca zagadka: po co PiS wprowadza nowy podatek, skoro budżet państwa ma nadwyżkę. Możliwe, że przyglądając się perspektywom na rok 2018 zakłada, że nie będzie już w nim w budżecie blisko 9 miliardów złotych zysku z NBP. Narodowy Bank Polski ma zysk wtedy, gdy złoty traci na wartości. W tym roku złoty rośnie w siłę. Zysku w NBP może tym razem nie być. 

ZOBACZ TEŻ: Tak jeszcze nigdy nie było. Polski budżet na półrocze ma nadwyżkę zamiast deficytu

Z drugiej strony będą nowe koszty związane ze zmienionym wiekiem emerytalnym. Ekonomiści szacują je na około 10 miliardów złotych. Nowe koszty i mniejsze dochody dają więc potencjalną dziurę w okolicach 20 mld złotych. Sama tylko zwiększona ściągalność VAT tego nie pokryje. Trzeba więc albo zgodzić się na wyższy deficyt w 2018 roku, albo szukać nowych dochodów podatkowych. Zakładam, że dziś rząd wybiera to drugie. 

Do tego opłata drogowa z przeznaczeniem na finansowanie remontów dróg lokalnych może być kolejnym etapem odbierania kompetencji samorządom. O tym na którą drogę dać, a na którą nie dać, decydować będzie wojewoda, czyli urzędnik pani premier. A w 2018 roku są wybory samorządowe. Niewykluczone, że cały pomysł z nowym podatkiem ma motywację nie tylko ekonomiczną, ale też polityczną. 

Możliwe też, że cały pomysł nowego podatku jest bez sensu. Nie twierdzę, że to na pewno dobry pomysł. Wiem tylko, że uproszczone wersje rzeczywistości, zwłaszcza tej ekonomicznej prowadzą na manowce. Życie nigdy nie jest proste, a podatki nigdy nie przenoszą się na ceny w sklepach w równej i prostej proporcji. To zawsze jest skomplikowane.

Komentarze (150)
Podwyżki cen paliw to podwyżka cen żywności? Wyjaśniamy, czemu tak nie jest
Zaloguj się
  • wnuczek_akowca

    Oceniono 68 razy 62

    PO nie obniżyła stawki VAT o 1% i to był dla Polaków dramat. Teraz kroi się nowy podatek wliczony w cenę paliw, opłata za wodę, nowy podatek od centrów handlowych oraz abonament radiowo-telewizyjny. I Polacy są happy.
    Coraz częściej słyszę głosy że Polacy to nie jest naród zdolny do życia w wolnym kraju, że Polacy muszą mieć kogoś kto ich złapie za mordę.
    Coś w tym jest...

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 35 razy 27

    Długie tłumaczenie i dowiedziałem się, że cena detaliczna za benzynę nie wzrośnie tylko Orlen wszystko na siebie przejmie. Po prostu po sąsiedzku powie, dla was mili właściciele aut, poświęcamy się. I rezygnujemy z naszych gratyfikacji. Tylko dla was...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX