Moim zdaniem bitcoin nie jest bańką spekulacyjną. Jest znacznie gorszy niż zwykła bańka

Rafał Hirsch
Bańka spekulacyjna jest wtedy, kiedy cena rynkowa jakiegoś aktywa czy instrumentu finansowego odrywa się bardzo wyraźnie od jego wartości fundamentalnej. Problem z bitcoinem jest taki, że nie wiadomo, jaką ma wartość fundamentalną. Możliwe nawet, że nie ma jej wcale.

20 mln za bitcoina? Czemu nie?

A instrument finansowy, który nie ma żadnej wartości fundamentalnej, może mieć każdą dowolną cenę. Może więc kosztować 20 tysięcy dolarów, ale równie dobrze może kosztować 20 milionów dolarów, albo 20 dolarów. Albo 20 centów. Dlaczego nie? W żadnym z tych przypadków nie da się powiedzieć, że jest za drogi albo za tani, bo w żaden sposób nie da się określić, ile powinien kosztować. 

W przypadku bardziej konwencjonalnych instrumentów finansowych, takich jak akcje firm albo obligacje, wartość fundamentalną można określić dość łatwo. Przyjęło się, że jest ona powiązana ściśle z tym, jakie dochody w przyszłości może otrzymywać właściciel danego instrumentu.

Akcje bowiem mogą dawać co roku dywidendę z zysku spółki, a obligacje i każdy inny dług dają odsetki. W ten sam sposób można oszacować wartość fundamentalną inwestycji w mieszkanie, które potem wynajmuje się innym ludziom na rynku. Tu też można szacować, ile będziemy dostawać w przyszłości w formie czynszu.

Problem z wartością fundamentalną bitcoina

Za każdym razem dane aktywa mają wartość, ponieważ oczekujemy, że będą przynosić dochód - niezależnie od tego, jaka będzie cena tych aktywów na rynku. Akcje będą dawać dywidendy niezależnie od tego czy drożeją, czy tanieją, a mieszkanie będzie generować dochód z czynszu niezależnie od tego, jaka jest aktualna cena za metr kwadratowy nowego mieszkania.

W związku z tym, że spółek akcyjnych płacących dywidendę, firm i rządów emitujących obligacje, a także mieszkań na wynajem jest na rynku niezmiernie dużo, zawsze można wyliczyć jakąś średnią z tego, w jakiej proporcji do siebie są te oczekiwane przyszłe dochody i bieżąca cena rynkowa. Kiedy ta proporcja zaczyna wyraźnie odbiegać od tego, co było w poprzednich latach, kiedy sięga poziomów nigdy wcześniej nie notowanych, wtedy mamy bańkę. Potem bańka pęka i proporcja ceny do wartości wraca w stronę średniej rynkowej. 

W przypadku bitcoina nic takiego nie może się wydarzyć, bo bitcoin nie niesie ze sobą obietnicy jakichkolwiek dochodów w przyszłości. Podobnie zresztą jak złoto, srebro, ropa, miedź i inne surowce. One też nie dają odsetek, ani dywidendy. Ale tu z kolei mamy profesjonalne prognozy popytu na dany surowiec w gospodarce, prognozy dotyczące podaży, ropa czy miedź są powszechnie wykorzystywane w globalnym przemyśle. Złoto ma do tego dodatkowo popyt ze strony konsumentów, a poza tym trochę mocą tradycji nadal jest wykorzystywane przez banki centralne w budowaniu rezerw walutowych państw.

Bitcoin jako spekulacja idealna

Bitcoin tego wszystkiego nie ma. Bitcoin ponadto nie ma też jakiejś znaczącej przeszłości, nie da się więc wysnuć wniosku o tym ile powinien kosztować z tego, ile kosztował kiedyś. Nie da się go porównać z innymi aktywami finansowymi, bo nie ma innych podobnych aktywów. Bitcoin jest tworem, który nie ma żadnego zastosowania w globalnej gospodarce i nie daje żadnych dochodów poza możliwością zmiany swojej ceny.

Czyli mówiąc inaczej, bitcoin jest czystą spekulacją. Wręcz sednem spekulacji. W jego roli równie dobrze mogłaby wystąpić stara ładowarka do telefonu, albo zepsuty długopis. Bitcoinem oczywiście czasami gdzieś można za coś zapłacić, ale płacić w sprzyjających okolicznościach i chęciach obydwu stron można czymkolwiek. Starymi ładowarkami do telefonów pewnie też, jeśli tylko dwie strony transakcji tak się umówią. Nie będzie to powszechnie akceptowany środek płatniczy, więc ładowarki nie będą przez to pieniądzem i bitcoin dziś właśnie dlatego także nie jest pieniądzem. Może kiedyś będzie, ale na razie jeszcze nie jest.

Bitcoin jest więc ideałem spekulacji. Jego bieżąca cena zależy wyłącznie od chciwości i strachu uczestników rynku, bez jakichkolwiek czynników fundamentalnych. A jego cena rośnie praktycznie wyłącznie ze względu na ciągle nowe perspektywy przyciągnięcia na rynek nowych graczy. W tym kontekście bardzo przypomina to piramidę finansową, która działa, dopóki pojawia się ktoś nowy, który wyłoży nowe pieniądze.

Gorzej niż bańka spekulacyjna

W 2017 roku bitcoin drożał głównie z powodów technologiczno-instytucjonalnych, których efektem miało być ułatwienie dostępu do rynku dla nowego kapitału. Zawsze w perspektywie było otwarcie jakiegoś nowego rynku, jakieś wprowadzenie nowej dźwigni, która pozwala zainwestować więcej np. na rynku japońskim, albo wprowadzenie kontraktów terminowych na bitcoina na rynku amerykańskim.

Bitcoin drożeje, bo istnieje powszechne oczekiwanie, że rynek będzie się robił coraz głębszy, coraz bardziej płynny i ciągle będą się na nim pojawiać nowi inwestorzy z nowymi zapasami gotówki. Będzie więc komu sprzedać drożej. Tak naprawdę takie oczekiwanie jest fundamentem każdej spekulacji.

Tyle, że w przypadku aktywów przynoszących dochód, albo surowców szeroko wykorzystywanych w gospodarce światowej, po krachu kończącym bańkę wartość rynkowa może wrócić do wartości fundamentalnej. W przypadku bitcoina będzie to niemożliwe. Dlatego moim zdaniem bitcoin nigdy nie będzie klasyczną bańką spekulacyjną. Składając się wyłącznie z samej spekulacji jest na to zdecydowanie zbyt abstrakcyjny.

To także sprawia, że jest zdecydowanie bardziej ryzykowny. Będzie mógł nie tylko zaliczyć krach, ale też odejść w zapomnienie jako aktywo w zasadzie nikomu już do niczego niepotrzebne. Może wręcz zniknąć. Ropa, złoto, czy obligacje raczej nie znikną, bo nie przestaną być ludziom potrzebne. Z bitcoinem jest inaczej. Proszę o tym pamiętać.

Więcej o:
Komentarze (372)
Moim zdaniem bitcoin nie jest bańką spekulacyjną. Jest znacznie gorszy niż zwykła bańka
Zaloguj się
  • 0

    Bitcoin umożliwia latwy i szybki transfer środków gdziekolwiek. A to juz podważa sens istnienia PayPala czy innych systemów bankowych.

    Jest znacznie bardziej oplacalny niz SEPA (zwlaszcza dla duzych sum) i znacznie szybszy. Dodatkowo sposób przechowywania pieniedzy (w ktorym tylko my mamy klucz) czyni z niego aktywo bezpieczniejsze dla nas

  • keicam70

    0

    Waluty niezależne pozwalają uniknąć podporządkowania się rządom i korporacjom - to ich główna zaleta:
    Poszukajcie informacji o odcięciu wikileaks od systemu bankowego (nie podaję linka bo to treści tu zabronione)

  • Ewa Jarosz

    0

    BITCOIN nie zniknie to nowa nieuniknione technologia która się już nie zatrzyma.A pionier będzie zawsze w cenie bo to Btc pokazał ta technologię i warto w niego inwestować ponieważ dzisiejsza cena to kropla w morzu .Lata temu nie było Internetu i Btc co zaistnieje to już nie zniknie.Na tym polega ewolucja ludzkości i taki jest sens życia idziemy ciągle do przodu a nie do tylu.

  • marek.usc

    Oceniono 2 razy 2

    Jak można oszacować wartość czegoś co W zasadzie nie istnieje. Tutaj chłopaki sobie interes wymyślili:) ciekawe czy znajdzie się ktoś kto pójdzie siedzieć W razie czego. W zasadzie to nawet nie wiem o czyM pisze bo fizycznie ta waluta nie istnieje

  • lech2011

    Oceniono 3 razy 3

    Ilość zużytego prądu przy kopaniu bitcoina tak samo nie ma nic wspólnego z jego wartością, jak ilość zużytej farby w obrazie Picassa.
    Popyt i podaż.
    Ktoś chce kupić, ktoś chce sprzedać. Kurs wyrównuje te przeciwstawne chciejstwa.
    A bańka, bo spekulacja.

  • freewma

    Oceniono 2 razy 2

    Tak, panie Hirsch. "obligacje raczej nie znikną, bo nie przestaną być ludziom potrzebne". Zwłaszcza śmieciowe obligacje korporacyjne.

  • Oceniono 4 razy 0

    Skoro Bitcoin nie ma wartosci, to nie ma jej tez PayPal, Amazon, PayU. Sa one posrednikami platnosci, procesorami platnosci, zupelnie jak Bitcoin. Sadze ze tworca ma problem z docenieniem niezaleznosci jaka daje Bitcoin. Gdyby nie on - takie Wikileaks by dawno zbankrutowalo, mimo ogromnej liczby wspierajacych.

    Bitcoin to ekonomiczny democratiser - nie mozesz nikogo tak sobie odciac od gospodarki, blokujac go, bo udostepnia niewygodne rzeczy. Jest Bitcoin, ktory mu pomoze dalej monetyzowac sukcesy. Bitcoina mozna w kazdej chwili wymienic na fiducjalny pieniadz, na wiele sposobów, wiec po prostu wladza traci wladze na tym polu. To dobrze. Nikt nie powinien sprawowac kontroli nad emisja pieniedzy. Kiedys to byla natura (era zlota), dzis - matematyka i informatyka (umowne zapisy wartosci umieszczone w rozproszonej bazie danych + protokol sieciowy umozliwiajacy ich wymiane). Oba te dobra (zloto czy kryptowaluta) maja pokrycie w zaufaniu spoleczenstwa. Zeby zaufac legitnosci technologii Bitcoin wystarczy zaufac nauce. Jego wartosc jest w tym, ze nie wymaga on zaufania do konkretnej instytucji i tyle. Rozprasza on zaufanie na tysiace rownowaznych maszyn.

  • wranek

    Oceniono 4 razy 2

    Znajomy kupił na giełdzie auto za 1 BTC i zapłacił, po aktualnym kursie, dolarami. Przyjechał do domu i sprawdził swoje konto.Okazało się, że jego samochód wart jest, w przeliczeniu na dolary 3 razy więcej, niż za niego zapłacił.
    Ucieszył sie bardzo i postanowił, natepnego dnia sprzedac samochód za 1 BTC, biorąc z tabelki okreslony kurs BTC w dolarach. Okazało się, że samochód, kupiony za 1BTC, warty jest, po przeliczeniu, tylko 30 % wartości( w dolarach).
    Trzeciego dnia auto było warte tylko 10% wartości.
    Okazało się, że tego dnia,kiedy kupował auto, wszyscy "znawcy rynku" sprzedawali swoje auta i teraz, po 3 dniach zgłosiło się kilka osób chcacych kupić jego autko za 10% wartości...Oczywiscie, gość nie sprzedał auta.
    Czwartego dnia,wartość auta spadła do 5% ( w dolarach).
    Piatego dnia żona i dzieci wyruciły gościa z mieszkania do pomieszczenia na narzedzia działkowe.
    Okazało się, że gość sprzedał za BTC dom( w przeliczeniu, za UD 250 000) i jego aktualna wartość wynosi
    USD 25 000. Żona nie mogła sie opedzić od chetnych na kupno domu. Oferujących 100% wiecej od jego aktualnej ceny rynkowej. Dalsze losy rodziny nie sa znane. Podobno, mąż, powiesił się, a żona poszła do innego,który przysiągł, że nie bedzie niczego kupował/ sprzedawał za BTC.

  • twzelnik

    Oceniono 3 razy 1

    Teraz trochę filozoficznie: czym jest wartość?

    Ekonomia różni się od matematyki, czy fizyki m.in. tym że nie istnieje tu żaden stały punkt odniesienia. Nie ma zera bezwzględnego. Zawsze można powiedzieć, że zdrożał dolar, albo że staniał złoty.

    Ale ekonomia to nie tylko cyferki, to również pewna wiedza o ludziach i ich zachowaniach. Dlatego jeżeli (teoretycznie) drożeją cebula, samochody, lokomotywy i dolar, to mamy do czynienia ze spadkiem wartości złotego, a nie naglą deflacją dolara ;-)
    Krótko mówiąc, za punkt odniesienia służy ekonomistom tzw. reszta świata. Jeżeli CHF wyskoczył do góry to ceny cebuli (i pensje!) Szwajcarów się raczej nie zmieniły, ale mieliśmy odniesienie do reszty świata, więc możemy uznać, że to frank zdrożał, a nie złoty staniał. Jeszcze mniej wątpliwości mieliśmy wobec dolara Zimbabwe...

    I druga sprawa: co i kiedy jest warte? Mówimy o inwestowaniu w złoto, jako coś stabilnego, wiecznego. A jaką wartość miało złoto w Treblince??? Więcej: złoto w getcie było śmiesznie tanie w stosunku do chleba. To oczywiście skrajne przykłady, ale jeżeli ktoś podważa wartość złota, dolara, czy EURO, to na szczęście nie wie co mówi, bo raczej nie rozważa kataklizmu na miarę WWII.

    A więc, w normalnych warunkach (nie musimy tego definiować) normalne dobra nie zmieniają radykalnie swoich wartości. Jeżeli nawet prześledzimy "gwałtowne skoki" wartości ropy, czy CHF, to raz że są one nieporównywalne z wielkością zmian kursu BTC (kursu? wobec czego?). A dwa, że skok wartości CHF, czy baryłki ma uzasadnienie w zdarzeniach polityczno-gospodarczych. Zmiany kursu BTC mają uzasadnienie w ...no właśnie. Jedyne, co nam mówią iluminaci, to że BTC jest tyle wart, bo ktoś chce za tyle go kupić. Dokładnie jak cebulki tulipanów. Tylko po krachu tulipanowym cebulki nadal miały jakąś wartość. Stosowną dla ładnych kwiatów. Wartość fundamentalną.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX