Z automatyzacją nie wygrasz. Chyba, że jesteś kreatywnym marzycielem, który umie... oszczędzać

Już za kilka lat umiejętności, które dziś decydują o naszym sukcesie, mogą się okazać nieprzydatne. Czy będziemy potrafili utrzymać swój poziom życia w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie? I co może nam w tym pomóc?

To nie jest futurologiczna wizja z najnowszego hitu science-fiction „Ghost in the Shell” ze Scarlett Johansson w głównej roli cyborga - policjantki. Nawet, jeśli policjantów w niedalekiej przyszłości nie zastąpią roboty, to pojazdy, którymi się poruszają – jak najbardziej. Automatyzacja do niedawna kojarzyła się wyłącznie z usprawnianiem pracy w wielkich fabrykach i kopalniach. Dziś maszyny coraz częściej zastępują ludzi nie tylko na kasach w supermarketach, ale i na stanowiskach wymagających wyższych kompetencji. W operacjach chirurgicznych, edukacji, księgowości czy pisaniu tekstów analitycznych.

Nawet, jeśli pewne zawody nie znikną, to zmieni się nasza rola. 87 proc. pracowników, wypowiadających się w międzynarodowym badaniu Accenture „Harnessing Workforce”, twierdzi, że w ciągu najbliższych 5 lat część ich obowiązków zostanie zautomatyzowana. Natomiast według danych World Economic Forum, 65 proc. dzisiejszych uczniów będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. W 2020 r. kluczowe okażą się umiejętności, o których dziś nie myślimy nawet jako o dających przewagę na rynku pracy.

Choć lament dotyczący niestabilnej przyszłości słychać głównie ze strony ludzi słabo uposażonych, to paradoksalnie najtrudniej może być przystosować do zmian tym, którzy teraz mają najlepiej – twierdzi Bill Eckstrom, jeden z najsłynniejszych coachów na świecie, twórca EcSek Institute. Człowiek ze stabilną pracą i dobrą pensją nie ma poczucia, że jego życie mogłoby się rewolucyjnie zmienić. Jednak to się stanie – jeśli nie zmienimy naszego myślenia.

embed

Trzeba zmienić myślenie

Pewne jest właściwie tylko jedno: praca w przyszłości nie będzie przypominać tej, którą wykonywali nasi rodzice, czy obecnie my sami. Problem w tym, że nie potrafimy się wciąż z tym pogodzić. Jak wynika z raportu Gumtree 2017 „Aktywni+. Przyszłość rynku pracy”, większość Polaków nie dopuszcza nawet do siebie myśli, że praca na etacie w ramach jednego zawodu już niedługo stanie się rzadkością. Etat zostanie zastąpiony przez tzw. hollywoodzki model pracy, który gromadzi specjalistów z różnych dziedzin do pracy nad jednym projektem. Po zakończeniu zadania grupa przestaje istnieć – dokładnie tak, jak ekipy produkcyjne w Hollywood.

Przestaje też obowiązywać dotychczasowa definicja wiedzy i kompetencji. Raz nabytych, ewentualnie poszerzanych, a potem wykorzystywanych przez większą część kariery. Jak twierdzi dr hab. Renata Włoch z Uniwersytetu Warszawskiego, starsze pokolenia wyśmiewają dziś brak podręcznikowej wiedzy młodszych, broniąc w ten sposób swojej tożsamości: „Ja to umiem, wiem, więc to jest ważne”.

Oprócz tego, że wiedza i kompetencje będą musiały ewoluować praktycznie non stop, nikomu nie przyda się już obszerna wiedza z każdej dziedziny. A na pewno nie przyczyni się do sukcesu w karierze zawodowej i nie pomoże w poradzeniu sobie na rynku pracy.

Współczesna rzeczywistość jest taka, że przez rok możemy się nauczyć więcej z dobrze zarządzanego strumienia na Twitterze niż przez całe studia, a relacje z kolegami z roku są słabsze od tych nawiązanych na LinkedInie. Musimy to zwyczajnie zaakceptować.

Nie oznacza to odejścia od zdobywania wykształcenia i doświadczenia, ale inne rozłożenie wartości. Jak twierdził Alvin Toffler, amerykański futurolog, analfabetami XXI wieku nie będą ci, którzy nie znają Excela lub nie potrafią programować, a ci, którzy nie potrafią się uczyć nowych rzeczy i oduczać starych. W świecie pracy projektowej, fake newsów i robotyzacji to umiejętność logicznego i krytycznego myślenia oraz ustalania priorytetów może przygotować nas na to, co nieprzewidywalne.

– Świat dzieli się na tych, którzy są „science” i tych, którzy są „art”. Po latach ufności dla „science”, zwracamy się w kierunku „art”, czyli ludzi, którzy mają lepiej rozwinięte umiejętności miękkie – mówi prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej, ekspert Deutsche Bank Polska. – Ważne jest, by dbać o kształcenie, które daje konkretne umiejętności. Ale nigdy nie należy zapominać o tych miękkich kompetencjach, które są niezbędne do funkcjonowania w złożonej rzeczywistości – dodaje

Te kompetencje będą ważniejsze niż know-how

Nie we wszystkich gałęziach gospodarki będzie opłacało się zastępować pracę ludzi pracą robotów i nie we wszystkich zadaniach maszyny będą też bardziej cenione niż ludzie. Paradoksalnie, najmniej zagrożeni utratą pracy będą przedstawiciele zawodów, w których liczy się kontakt z drugim człowiekiem, empatia i kreatywność. Czyli coś, czego maszyny (jeszcze...) nie można nauczyć, a która jest kluczowa w zdobywaniu klientów, dopasowywaniu najlepszych produktów, przewidywaniu zmian rynkowych.

1. Budowanie relacji

Hollywoodzki model pracy sprawi, że przestaniemy być „pracownikiem jednej firmy”, a staniemy się „jednostką w stale zmieniającej się grupie zadaniowej”. Będzie to wymagało od nas posiadania rozległej siatki kontaktów i umiejętności networkingu.

W świecie, gdzie wiadomości tekstowe zastępują rozmowę, a maile – spotkania, jest to szczególnie istotne, by kłaść nacisk na umiejętność budowania trwałych relacji i zaufania. Musimy na nowo nauczyć się aktywnie słuchać i rozmawiać.

2. Ciekawość świata, marzycielstwo

Dostęp do wiedzy, nawet specjalistycznej, ma dziś praktycznie każdy. Na wyciągnięcie smartfona. Ale o tym, jak się ją wykorzysta, decyduje ciekawość świata. To ona kształtuje pasje, marzenia, potrzebę relacji z ekspertami i poznawania doświadczeń innych osób. A w efekcie: tworzenia nowych produktów i usług. „Wyuczony dobry zawód”, który nadal przez wielu postrzegany jest za niezbędny, by dobrze radzić sobie w życiu, odchodzi do lamusa. Najlepszymi biznesmenami, inwestorami, są dziś nie specjaliści, a marzyciele. Tacy, jak Elon Musk, czy Richard Branson.

3. Umiejętność dostosowywania się do realiów

Trudno sobie wyobrazić, jaki będzie rynek pracy w 2020 roku, nie mówiąc już o dalszej przyszłości. Bez względu na to, co się wydarzy, umiejętność ciągłego kształcenia się będzie przewagą. Współcześni dwudziestopięciolatkowie pewnie będą pracować w kilkudziesięciu miejscach pracy, wielu branżach i dla kilku firm jednocześnie. Wszyscy będą musieli dostosowywać się do dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości i będą potrzebowali umiejętności wykraczających poza ramy konwencjonalnych studiów. Powinniśmy uczyć się, jak... się uczyć, jak nabierać nowych kompetencji i nie liczyć na to, że przez całe życie będziemy robić to samo.

4. Kreatywność

Zawody, które w niewielkim stopniu są zagrożone automatyzacją to te, które opierają się na kompetencjach i umiejętnościach, które trudno ująć w algorytmy. To przede wszystkim kreatywność i myślenie abstrakcyjne. Największą dźwignią tworzenia wartości jest siła idei. Pomysłowość na rynku pracy przyszłości będzie największą kartą przetargową.

5. Empatia, inteligencja społeczna

Praca przyszłości to ta, która opiera się na wchodzeniu w interakcje z innymi – dostarczaniu im uwagi i reagowaniu empatycznie na ich potrzeby. Umiejętność pracy w grupie już dziś jest niezwykle istotna.  Wszystko wskazuje na to, że jej znaczenie będzie tylko rosło.

Nowe modele finansowania potrzeb

Zmiany funkcjonowania rynku pracy będą miały konsekwencje dla modeli finansowania naszych podstawowych potrzeb życiowych. Nie tylko zniknie wiele starych zawodów, ale i źródeł utrzymywania się. Do lamusa będą przechodzić umowy o pracę. Praca projektowa będzie oznaczała nieregularne dochody, ale i rodzaj umów i rozliczania przestanie mieć znaczenie. Pieniądze będą szły, jak w modelu ekonomii społecznej, za konkretną usługą albo efektem.

To oznacza, że każdy będzie musiał dbać o swoją przyszłość sam, bo dotychczasowe modele jej finansowania – emerytalne czy społeczne – mogą po prostu przestać funkcjonować. W nowej rzeczywistości, gdy możemy być pozbawieni stałego dochodu, inwestowanie w siebie może być najbardziej strategiczną inwestycją. Warto już dziś zastanowić się czy kapitał potrzebny na przekwalifikowanie się po latach aktywności zawodowej nie będzie lepszą inwestycją niż luksusowy samochód czy posyłanie naszych dzieci na lekcje chińskiego w pierwszych latach życia.

Tymczasem, jak wynika z raportu Deutsche Bank Polska „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, zamożni Polacy tylko do pewnego stopnia niepokoją się przyszłością i nie przewidują, by groziły im większe trudności finansowe. Warto dodać, że pomimo większej „mądrości finansowej” i skłonności do budowania kapitału na przyszłość niż średnia w społeczeństwie, niekoniecznie wiedzą jak efektywnie pomnażać swój majątek. Najczęściej wybierają najprostsze rozwiązanie, które niekoniecznie są najskuteczniejsze.

– Obecnie większość podstawowych rachunków jest nieoprocentowanych, a na lokatach zarabiamy najmniej w historii – komentuje Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank. – Powodem są utrzymujące się od dłuższego już czasu rekordowo niskie stopy procentowe, a także rosnąca w ostatnich miesiącach szybciej niż się spodziewano inflacja, która zjada potencjalne zyski. A jednak, jak pokazują wyniki badań, sytuacja ta nie wpłynęła na razie w większym stopniu na finansowe wybory Polaków, nawet tych bardziej zamożnych, którzy nadal przedkładają proste, bezpieczne rozwiązania nad bardziej ryzykowne, ale potencjalnie bardziej zyskowne produkty. Oczywiście, zrozumiałe jest, jeśli część oszczędności lokujemy na depozycie – szczególnie, gdy mamy możliwość skorzystania z atrakcyjnie oprocentowanego konta, np. naszego konta dbNET PREMIUM, lub lokaty – w naszym przypadku z oprocentowaniem 3%. Jednak część środków warto też zainwestować w rozwiązania dające szansę na wyższe zyski, np. fundusze inwestycyjne – podsumowuje.

Dowiedz się więcej - Konto dbNET PREMIUM

Więcej o: