Przygody w "Zatoce Piratów" - historia nieśmiertelnego serwisu z nielegalnymi plikami [FORMAT C:]

The Pirate Bay

The Pirate Bay (fot. Marta Kondrusik | Gazeta.pl)

The Pirate Bay w tym roku obchodzi 14. rocznicę istnienia. Jak doszło do powstania najpopularniejszej na świecie internetowej wyszukiwarki z treściami pirackimi?

Początek XXI wieku uświadomił wytwórniom muzycznym, studiom filmowym, producentom oprogramowania oraz instytucjom zajmującym się ochroną praw autorskich, że problemu piractwa w internecie nie da się dłużej bagatelizować. Internauci na całym świecie z miejsca pokochali aplikacje typu Napster, Kazaa, DC++ czy eMule, które dawały nieograniczony oraz darmowy dostęp do milionów plików multimedialnych.

Fala pozwów sądowych skierowanych w stronę ich twórców spowodowała protesty społeczności opowiadających się za swobodnym dostępem do wszystkich treści w internecie. Wpłynęła również na sposób działania kolejnych serwisów. Zrezygnowano bowiem z hostowania plików na jednym centralnym serwerze, stawiając na rozproszoną strukturę. Strona miała być wyłącznie zbiorem odnośników do zasobów, które udostępniają między sobą sami internauci albo swoistą wyszukiwarką.

Krajobraz zmienił protokół BitTorrent autorstwa Brama Cohena oraz powstanie w 2002 i 2003 roku pierwszych dużych indeksów torrentów - Suprnova, Demonoid oraz isoHunt.

W tym miejscu zaczyna się historia The Pirate Bay. Początkowo serwis działał pod auspicjami szwedzkiej organizacji Piratbyran (biuro piractwa) stanowiącej swoistą przeciwwagę dla rządowej instytucji zajmującej się walką o ochronę praw autorskich. Za oficjalną datę uruchomienia serwisu uważa się 21 listopada 2003 roku.

Twórcami TPB są Gottfrid Svartholm (pseudonim "Anakata") oraz Fredrik Neij (pseudonim "TiAMO"). Pasja obu młodzieńców do technologii oraz informatyki skłania ich do nieustannego eksperymentowania. Przygodę z protokołem BitTorrent zaczyna Gottfrid i zaraża pomysłem Fredrika. Jakiś czas później dołącza do nich Peter Sunde (pseudonim "brokep"), ostatecznie przejmując na siebie rolę rzecznika prasowego The Pirate Bay.

Od lewej: Gottfrid Svartholm oraz Peter SundeOd lewej: Gottfrid Svartholm oraz Peter Sunde fot. kadr z filmu dokumentalnego TPB AFK: Away From Keyboard

"To żyje!" Skromne początki

Pierwszą lokalizacją dla serwera The Pirate Bay okazał się Meksyk i firma, dla której przez pewien czas pracował Gottfrid. Wraz ze stopniowym wzrostem popularności serwisu i problemami z utrzymaniem łącza oraz stabilności działania zdecydowano się przenieść działalność do Szwecji.

Komputer Fredrika, na którym działał wtedy serwer jak na dzisiejsze standardy wzbudza raczej uśmiech politowania - laptop z procesorem Intel Pentium III o częstotliwości taktowania 1 GHz oraz zaledwie 256 MB pamięci RAM. Dość szybko cała trójka przekonała się, że do zapewnienia ciągłości działania “Zatoki Piratów” będą potrzebne dodatkowe serwery. Prowadzona dotychczas za własne pieniądze hobbystyczna działalność stawała się coraz bardziej kosztowna i wymagająca. Od praktycznie samego początku miała jednak tajemniczego sponsora.

The Pirate Bay w 2004 rokuThe Pirate Bay w 2004 roku fot. Wikipedia

Pod koniec 2014 roku The Pirate Bay miał już ponad milion aktywnych użytkowników. Aż 80 proc. ruchu pochodziło spoza Skandynawii, co zachęciło twórców do budowy dodatkowych wersji językowych. Indeks dostępnych torrentów liczył sobie wtedy już 60 tys. pozycji.

Rok później baza użytkowników urosła do 2,5 miliona, a generowany przez nich ruch sieciowy zaczął zwracać na siebie uwagę władz, biznesu rozrywkowego oraz instytucji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Największą presję wywarli rzecz jasna Amerykanie. Instytucje typu RIAA (Recording Industry Association of America), IFPI (International Federation of the Phonographic Industry), wytwórnie filmowe i muzyczne - o nielegalnej działalności TPB było coraz głośniej. Na początku 2006 roku Gottfrid Svartholm oraz Fredrik Neij odkryli, że są śledzeni. To była tylko zapowiedź tego, co musiało niechybnie nastąpić.

Pierwsze naloty czyli początek końca?

Centrum danych w Sztokholmie stało się miejscem pierwszego w historii nalotu na serwery The Pirate Bay. Ekipa składająca się z kilkudziesięciu policjantów 31 maja 2006 roku zarekwirowała całe zaplecze techniczne, a serwis zniknął z sieci. W tym czasie niemal 20 proc. wszystkich torrentów przechodziło przez TPB, zatem zmiana stała się odczuwalna dla użytkowników. Przerwa w działaniu nie potrwała jednak długo i po zaledwie trzech dniach "Zatoka Piratów" znów działała, tym razem na serwerze w Holandii. Backup danych można było wykonać błyskawicznie, bowiem cały indeks zajmował raptem 90 MB.

Jeden z pierwszych serwerów The Pirate BayJeden z pierwszych serwerów The Pirate Bay fot. James Losey | Flickr (CC 2.0)

Szwedzka telewizja poinformowała, że nalot na The Pirate Bay był bezpośrednim następstwem nacisków ze strony amerykańskiego rządu w Waszyngtonie. Przedstawiciele szwedzkich władz twierdzili ponadto, że Amerykanie grozili im nawet sankcjami ze strony Światowej Organizacji Handlu, jeśli nie podejmą kroków prawnych wobec działalności pirackiego serwisu. Całej trójce twórców postawiono oficjalne oskarżenia o łamanie praw autorskich.

Fredrik NeijFredrik Neij fot. kadr z filmu dokumentalnego TPB AFK: Away From Keyboard

Wkrótce ujawniono tajemniczego sponsora wspierającego od pewnego czasu działania TPB. Okazał się nim szwedzki biznesmen Carl Lundstrom. Jego firma Rix Telecom zapewniała niezbędny sprzęt oraz usługi do rozbudowy serwisu. Sam Lundstrom był postacią kontrowersyjną, bowiem kojarzono go z finansowaniem kilku mocno prawicowych i ksenofobicznych partii politycznych. Za pomoc “Zatoce Piratów” został jako czwarty postawiony w stan oskarżenia.

Proces, wyrok i dalsze losy TPB

W procesie, który rozpoczął się przed szwedzkim sądem w połowie lutego 2009 roku, Fredrik Svartholm wyjaśniał, że TPB było rodzajem pustej przestrzeni, którą dowolnie zapełniali internauci. Twórcy serwisu nie chcieli ingerować w udostępniane treści, dając pełną swobodę w wymianie informacji. Co ciekawe, część artystów wyraźnie popierała inicjatywę swobodnego dostępu do treści w sieci. Swoje zeznania w obronie "Zatoki Piratów" chciał zaoferować sam Paulo Coelho, słynny brazylijski pisarz.

Mimo to nieco dwa miesiące później uznano winnymi łamania praw autorskich całą trójkę (Svartholm, Neij, Sunde) oraz sponsorującego ich Lundstroma. Karą za to przestępstwo okazał się rok więzienia dla każdego z nich. Zasądzono również dotkliwą karę finansową w wysokości 30 milionów koron szwedzkich (3,6 mln dolarów), która w toku apelacji i skrócenia wyroków więzienia jeszcze urosła. Cała czwórka po wielu perturbacjach ostatecznie odsiedziała swoje i wyszła na wolność w 2015 roku. Wydaje się, że część z nich nie żałuje popełnionych przestępstw, a co jeszcze ważniejsze, nie ma zamiaru płacić surowych kar finansowych.

Zobacz film dokumentalny TPB AFK: The Pirate Bay Away From Keyboard 

 

Zatrzymanie, oskarżenie i zamknięcie twórców TPB bynajmniej nie zatrzymało działalności samego serwisu, który wielokrotnie zmieniał domeny, lokalizacje, administratorów, żeby w końcu przejść na wirtualny i bardziej rozproszony charakter działalności, który zdecydowanie utrudnia jego namierzenie i wyłączenie. Sami dostawcy internetowi mogą nawet nie wiedzieć, że ich wirtualne serwery stanowią jedno z ogniw systemu.

Mimo wielu kolejnych nalotów i przerw w działaniu "Zatoka Piratów" funkcjonuje do dziś, a najstarsze dostępne torrenty w indeksie pochodzą z 2004 roku. Kilkanaście krajów na świecie zdecydowało się co prawda na wprowadzenie całkowitej blokady dostępu do zasobów pirackiego serwisu, jednak nowe wersje TPB powstają, niczym grzyby po deszczu, a użytkownicy znajdują sposób na to, żeby do nich dotrzeć.

Wydaje się, że najsłynniejszy na świecie serwis z torrentami jest nie do zatrzymania. Niektórzy podejrzewają, iż w obecnej formie jest już fałszywką - po tylu przerwach w działaniu stanowi jedynie przynętę dla naiwnych użytkowników ze strony amerykańskich władz federalnych. Tak czy siak, pozostaje pytanie: czy The Pirate Bay podzieli losy innych serwisów z torrentami i pewnego dnia zniknie na zawsze? Tego tak naprawdę nie wie nikt.

Zobacz także
Komentarze (42)
Przygody w "Zatoce Piratów" - historia nieśmiertelnego serwisu z nielegalnymi plikami [FORMAT C:]
Zaloguj się
  • end_of_job

    Oceniono 33 razy 25

    ja już 40 lat jestem piratem. Chodziłem do pewnego miejsca gdzie pani dostająca pensje od rządu udostępniała mi nie swoje pliki tekstowe. Autorzy i wydawcy na pewno byli i są wściekli, ale kto wygra z państwem. Acha , to miejsce nazywa się biblioteka

  • gnago

    Oceniono 11 razy 7

    Nie zaglądałem tam ładną dekadę , ciekawym czy jeszcze istnieję tam jako użytkownik. Za sugestią artykułu zajrzę tam

  • pawko13

    Oceniono 20 razy 6

    Po pierwszym zdaniu nawet nie czytam dalej. TPB jest wyszukiwarką torrentów. Żadnych plików nie udostępnia. W sumie to tak samo możnaby powiedzieć że Google udostępnia nielegalne treści bo wyszukuje strony które je udostępniają

  • fuckenkreuz

    Oceniono 10 razy 4

    a USA najpierw truje gazem, potem strzela rakietami. Od lat 30 TRZEKAM na wejscie sluzb - gdzie te bolki ? no gdzie ? Trzeba zabic Kaczynskiego

  • mjunhy

    Oceniono 12 razy 2

    Z eMule do dzisiaj korzystam i nie uważam tego jako piractwo gdyby mnie było stać pracując na śmieciówce, na kupowanie oryginalnych filmów to bym ich nie ściągał ale jak Państwo nie chce nam płacić za uczciwą pracę to trzeba sobie samemu wziąć co się komu należy.
    Politycy mają wysokie zarobki, przywileje emerytalne i stać ich na wszystko bo nas okradają to niech sobie kupują oryginały a ja ich mam gdzieś.

  • master_m1nd

    Oceniono 6 razy 2

    ... stanowi jedynie przynętę dla naiwnych użytkowników ze strony amerykańskich władz federalnych...
    I to jest esencja tego artykułu, macie się wystraszyć.

  • kreesdebarg

    Oceniono 1 raz 1

    USA to kraj gdzie oprócz pieniędzy nic inne się nie liczy, szkoda ze wszyscy ich naśladują

  • el.commendante

    Oceniono 3 razy 1

    Macki zbrodniczego korporacyjnego syndykatu sięgają całego świata. To co odbiera ludziom wolność, demokrację i ich prawa, to właśnie złodziejskie korporacje i waszyngtoński gangster na ich usługach.

  • scierplaminoga

    Oceniono 3 razy 1

    oj ci biedni dziennikarze z wyborczych, gazet.pl onetów interii. Od 14 lat znęcają się nad jednym i tym samym, zatoka piratów to, zatoka piratów tamto. Tymczasem ta przestarzała technologia piracenia mało kogo już obchodzi, bardziej budzi śmiech i politowanie. Piraci już dawno zmienili metody, których tak łatwo policja już nie może wykryć i zarabiają na tym ogromne pieniądze, z smsów, wpłat na konto itp.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje