Janusz Piechociński: Na razie kasa się zgadza, ale Grecja jest na horyzoncie [WYWIAD NEXT+]

Piotr Skwirowski
- Do górnictwa węgla kamiennego wpompowaliśmy w półtora roku 3,5 mld zł. Teraz trzeba dołożyć jeszcze miliard. I tak bez końca. Możliwe, że będziemy musieli importować węgiel - mówi Janusz Piechocińcki, były wicepremier i minister gospodarki.

Piotr Skwirowski: Słynie pan z nietypowego sposobu komentowania gospodarki na Twitterze. Napisał pan np. o tym, że Polacy najczęściej jedzą pizzę z dowozem do domu, albo, że do naszych portów wpłynie w tym roku 67 dużych statków wycieczkowych. Skąd pan to bierze?

Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki w rządach Tuska i Kopacz, były prezes PSL: To proste. Pracuję na kilkudziesięciu newsletterach (śmiech).

A wie pan ile jajek zjada przeciętny Polak w okresie świąt Wielkanocnych? 

- 38.

Strasznie dużo.

- Jak pan weźmie też to, co idzie do ciast i innych potraw, to tyle wychodzi. I tak jemy mniej jajek niż mieszkańcy starej Europy.

Zostawmy jajka. Rok temu w jednym wywiadów wieszczył pan, że szybko zatęsknimy za Polską w ruinie. Powinniśmy już tęsknić?

- Oczywiście, że tak. Mam wzór na obliczenie naszego wzrostu gospodarczego. Jeśli w Europie jest dobra koniunktura, to nasz wzrost trzeba liczyć tak: niemiecki wzrost PKB razy dwa plus 0,5 pkt proc. Jeśli tyle wychodzi, to wiadomo, że władza, społeczeństwo, przedsiębiorcy nie zmarnowali tej szansy.

Zmarnowaliśmy?

- W 2015 r. Niemcy mieli 1,7 proc. wzrostu PKB. Razy dwa to jest 3,4, plus 0,5 - powinno być 3,9 proc. Mieliśmy 3.8. Ale w 2016 r. Niemcy mieli 1,9 proc. wzrostu. Razy dwa to 3,8, plus 0,5, powinniśmy mieć ponad 4 proc. wzrostu.

Było 2,8 proc.

- No właśnie. Widać więc bardzo wyraźnie, że coś się stało. Więcej się stało w otoczeniu, klimacie, niż w sferze realnej. Ale to wystarczyło. Przez pierwsze pół roku dobra zmiana w sferze realnej nic nie zepsuła, bo ciężko jest zepsuć tak od razu. W dalszym ciągu idą inwestycje, jest dobra koniunktura w strefie euro. I nagle okazuje się, że tylko działaniami w sferze prawa, polityki, opinii, klimatu psujemy i to dramatycznie. A przecież byliśmy na krzywej wznoszącej. Pierwszy kwartał 2013 to 0,3 proc. wzrostu, ostatni kwartał 2015 już 4,3 proc. Ale przyszło przesilenie polityczne.

Jeszcze w 2015 r. mieliśmy opinię kraju świetnie rozwijającego się, z dużymi inwestycjami i wykwalifikowaną siłą roboczą. Mówiono o nas, że Polacy są zaradni, racjonalni, świetnie wykształceni. Po roku dobrej zmiany okazuje się, że nie ma już przyzwolenia na polski kapitał prywatny. Wszystko musi być państwowe, bo państwowe jest lepsze. Dowiadujemy się nagle, że za PRL polska gospodarka kwitła, bo wszystko było państwowe. Że prywatyzacja to rozkradanie, że sprzedajemy się obcemu kapitałowi, że cała ta Unia i wolny rynek jest bez sensu. Z dorobku gospodarki światowej chcemy wziąć tylko to, co nam służy. Całą resztę wyrzucić.

Czułem, że taki klimat narasta. Jako wicepremier odwiedziłem tysiąc firm, odbyłem tysiące spotkań. Widziałem, że rodzi się wirus demokracji bezpośredniej, który kazał mówić do wicepremiera „Janusz wprowadźcie cła na to, na to i na to, a na to nie”. „Dlaczego nie?”. „Bo to są jajka, które sprowadzam z Ukrainy”. I jeśli się do tego nie stosowaliśmy, to odwracali się od nas.

Demokracja bezpośrednia, internet, zburzyły starą debatę publiczną i wprowadziły nową. Każdy może napisać, co chce. W sieci pojawiło się kłamstwo polityczne, które szybko nabierało i siły i nagle okazało się, że duża część społeczeństwa mówi „co z tego, że rośnie PKB, skoro ja nic z tego nie mam”.

Ale dobra zmiana też już odczuwa skutki tej przemiany. Przeciwko niej coraz mocniej podnosi się pytanie „co z tego, że średnia pensja urosła do 4400 zł, skoro ja tego nie czuję”.

W upodmiotowianiu biednego, nieszczęśliwego przekroczyliśmy granicę, straciliśmy z oczu tego trochę bogatszego, zaradnego, pracowitego. Gdzieś nam znikła klasa średnia. Nagle to, co było naszą siłą, dzięki czemu byliśmy „zieloną wyspą”, uniknęliśmy recesji w czasie kryzysu, przekreśliliśmy.

Ekonomiści mówią, że przedsiębiorcy nie inwestują, bo przestali ufać państwu. Nie wiedzą co im zafunduje.

- Tak. Zaufanie do państwa i jego instytucji prysło. To rzeczywiście zahamowało wzrost inwestycji. Z trzech silników, które dotąd w miarę równo ciągnęły naszą gospodarkę, z eksportu, konsumpcji i inwestycji, została tylko konsumpcja. Nie da się długo jechać na samej konsumpcji. I nie da się bez końca korzystać z tego, co zrobili poprzednicy.

Pański następca, wicepremier Mateusz Morawiecki, za żadne skarby nie chce przyznać, że w gospodarce zrobiliście coś dobrze. Rząd twierdzi, że zostawiliście ją w fatalnym stanie.

- To bardzo smutne. To jest charakterystyczne zawłaszczanie dokonań poprzedników. A dlaczego kondycja ZUS i pewność wypłacania emerytur nagle się poprawiła? Dlatego, że ktoś kiedyś podjął niepopularną decyzję o wydłużeniu wieku emerytalnego. A bezrobocie? To nie jest tak, że ono spadło, bo PiS wybudował nagle miejsca pracy. Ten spadek to pochodna wielkiego wysiłku ośmiu lat rządów poprzedników. Pełno jest takich przykładów.

Wicepremier Morawiecki ma chyba inne zdanie.

- Fatalnie, gdy ministrowie poprzedniego rządu mówią źle o swoich następcach. Staram się tego unikać. Szkoda, że Morawiecki nie potrafi się zdobyć na kilka słów prawdy. Bo w gospodarce, w polityce, jest ciągłość zdarzeń. I jeśli się wykorzysta dobre trendy z przeszłości, to się idzie do przodu. A jak nie - to się traci.

Teraz tracimy?

- Skala zamętu, upartyjnienia dyskusji o gospodarce, przeniesienia jej do polityki nienawistnej, sloganowej, jest dramatyczna. Przez pierwsze miesiące władza chciała pokazać, że nie szkodzi inwestycjom. Były „bardzo udane” wyjazdy do Niemiec. Prezydent z Morawieckim pojechali do Berlina, opowiadali, jaką to wartością jest dobra współpraca. Tego samego dnia były już minister finansów na spotkaniu z polsko-niemiecką izbą handlową mówi „skończyło się drenowanie Polski przez niemiecki kapitał”.

Ale przyciągnęli do Polski fabrykę Mercedesa.

- Potrzebny był sukces. Ogłosili więc, że Mercedes zbuduje fabrykę. Dopiero później negocjowali skalę pomocy, jakiej udzielą niemieckiemu koncernowi. W tej sytuacji nie mieli w ręce mocnej karty przetargowej. Sukces uczyniliśmy też z repolonizacji Pekao S.A., tymczasem to jedno z głupszych rozwiązań jakie świat widział.

Dlaczego?!

- Bo trzeba polonizować strumień kredytu, a nie banki. Nie odbijać sprywatyzowane banki, tylko zwiększać udział polskich banków w akcji kredytowej.

Jarosław Kaczyński, który nie rozumie gospodarki, opowiada, że jak zbierzemy wszystko do kupy, wszystko będziemy mieli państwowe, to nam to pociągnie gospodarkę. Postawimy w Polsce na czebole, wielkie koncerny. To lata 60-70 w Korei. Tam to się spełniło, bo nie było demokracji, było wojsko. Z czego my dziś chcemy zrobić te nasze czebole? Mamy jedną światową firmę - KGHM. Nasz gigant paliwowy Orlen jest dopiero szósty w Europie. Nasz lider bankowości PKO BP nawet po przejęciu części Pekao SA nie będzie europejskim gigantem.

Rząd twierdzi, że uratował górnictwo.

- Proszę pana, do górnictwa węgla kamiennego wpompowaliśmy w półtora roku 3,5 mld zł. Teraz trzeba dołożyć jeszcze miliard. Rozważano, czy Orlen nie powinien dołożyć 500 mln zł, bo ma pieniądze.

W 2015 r. nie było lekko. Mieliśmy górników na posiedzeniach w Sejmie i pod każdą kopalnią. Wspierali ich politycy i sympatycy PiS. Krzyczeli gromko „złodzieje, złodzieje”. Ale udało się ograniczyć koszt wydobycia statystycznej tony węgla o 15 proc. Dobra zmiana w 2016 r. nie dość, że wpompowała w kopalnie pieniądze ze spółek energetycznych, to statystyczna strata na tonie węgla wzrosła o 4 proc. Mimo, że energetyka kupowała węgiel po dużo wyższych cenach niż wcześniej.

Żeby pomóc kopalniom.

- Tak. Teraz okazuje się, że węgla nam brakuje. W stosunku do planu wydobycia w pierwszym kwartale jest o 2 mln ton mniej. Policzmy o ile, gdyby nie to zasilenie górnictwa pieniędzmi, wzrosłyby koszty wydobycia. A to wszystko wydarzyło się przy spadku inwestycji o 30 proc. i przy spadku bieżących modernizacji o 27 proc.

Powiedzmy wprost: powołanie Polskiej Grupy Górniczej to króciutki oddech. Problemy ujawnią się za chwile z wielką siłą. Po dwóch latach rządów PiS może się okazać, że musimy dramatycznie zwiększyć import węgla. Co gorsza, ten mechanizm wyssał ze spółek energetycznych pieniądze na rozwój. W ratowanie górnictwa trzeba już było zaangażować spółki gazowe.

Rząd ogłosił wielki sukces - „uratowaliśmy górnictwo”. Ale nie dał odpowiedzi, czy Bogdanka może wybudować drugi szyb. Nie dał odpowiedzi tym, którzy chcą wydobywać węgiel na Lubelszczyźnie. Ba, nie godzi się na to, by na Lubelszczyźnie powstała elektrownia.

Dlaczego nie ma tych decyzji?

- Bo jesteśmy uzależnieni od opinii górnictwa śląskiego. Rząd nie chce rozzłościć tamtejszych górników. Chce im wysyłać tylko dobre sygnały.

Wbrew przewidywaniom wielu ekonomistów rządowi udaje się spinać finanse państwa.

- Na razie kasa się zgadza, bo nie realizujemy inwestycji w sektorze publicznym. Do tego bardzo mocno przykręciliśmy kurek i rozliczenia VAT. Nie zwracamy go przedsiębiorcom. Jest też zmiana polityki finansowania długu. Wprowadzamy 20- i 30-letnie obligacje. To sygnał, że nie stać nas na bieżące finansowanie zwrotu pieniędzy za obligacje. Ale stać nas jeszcze na odsetki. Zadłużamy się więc na dłuższe terminy. Napływa kapitał spekulacyjny, któremu za nasze długoletnie obligacje płacimy 4,8 proc. Zwykłemu ciułaczowi 1-2 proc. Poniżej inflacji.

Zadłużenie wymyka się spod kontroli. Rośnie w nim udział wydatków sztywnych - takich, których w razie kryzysu, nie można bezkarnie ograniczyć. Po dwóch latach rządów PiS będzie o 200 mld zł długu więcej. Miedzy innymi za sprawą wypuszczania obligacji o dłuższym terminie wykupu. Przy ostatniej emisji nie wypełniliśmy popytu. Bo na razie nie jesteśmy Grecją.

A będziemy?

- Jak się pogorszy koniunktura. U nas bardzo o to łatwo. Wystarczy kilka widowiskowych upadłości. To wystraszy inwestorów. Nie mówiąc już o jakichś poważnych zawirowaniach na rynkach zagranicznych.

Brexit już jest problemem. Z Wielką Brytanią mamy największą nadwyżkę handlową. Pytam więc w imieniu europejskiego lidera produkcji pralek i lodówek: Będą cła na Wyspy czy nie? A jeśli tak, to co robimy?. O to samo pytam w imieniu numeru jeden europejskich producentów urządzeń audiowizualnych oraz stolarki okiennej. A kurczaki i indyki? Też jesteśmy numerem jeden. Co z nimi będzie? Cisza. Ktoś nad tym pracuje? Ktoś buduje jakąś alternatywę?

Czasu starcza, żeby jechać na event, sfotografować się w Londynie ze studentami i powiedzieć, że tu nie ma przyszłości, bo ona jest w Lublinie. Albo, by robić kolejne konferencje o innowacyjności.

Chcemy mieć innowacyjną gospodarkę. Do tego zmierza „Strategia” Morawieckiego. To źle?

- Niech pan nie żartuje. Plan Morawieckiego to ładnie opakowany dokument. Nie jest realizowany. Efektywność administracji nie wzrosła, warunki inwestowania nie poprawiły się, nasze notowania w świecie pogorszyły się. Zaburzyły nam się proporcje. Zamiast PLANU Morawieckiego, mamy MORAWIECKIEGO plan. Mamy nazwisko Morawieckiego, slogan, który ma zastąpić wszystko. Do tego coraz mniejszy plan, w którym zebrano to, o czym się mówi na świecie. Nikt nie analizował jednak, jak to przystaje do naszych realiów. W efekcie, w oparciu o jeden wycieczkowiec i jeden okręt podwodny, chcemy sobie zrobić stocznię z siedzibą w Radomiu, ale tak naprawdę w Szczecinie. Mamy na to 100 mln zł. Zapominamy, że dobrze funkcjonująca stocznia w Gdańsku ma trzy statki, których nie odebrali Norwegowie. Nie przejmujemy się tym, że piąta firma kontenerowa świata, koreańska, zbankrutowała. Nie panujemy nad tym.

Mamy być potęgą w produkcji samochodów elektrycznych.

- Tak, ale kiedy będziemy mieli milion samochodów elektrycznych, skoro na razie jest 700? Miasta już wchodzą w tę propagandę i budują sieć do zasilania takich aut. Ale przecież niczego nie produkujemy. Będą więc miejsca poboru energii, ale nie będzie samochodów.

Zapominamy, że najnowszy samochód Volvo od deski kreślarskiej do produkcji to 10 mld dolarów. Oni mają przy tym doświadczenie, technologię, markę. My nic. To wszystko bierze się z potrzeby polityki, która jest ponad wszystko.

Dobrze brzmi: Polska potęgą motoryzacyjną.

- Ależ jesteśmy nią.

Tyle, że nie narodową. Składamy cudze samochody.

- Zdecydujmy się, w jaki sposób traktujemy patriotyzm w gospodarce. Chcemy, żeby na Litwie nasz Orlen zarabiał, a nie dokładał. Ale jak Volkswagen zarobi w Polsce to źle. A przecież on zostawia dużą część swoich pieniędzy w naszym kraju, daje miejsca pracy. To pomieszanie pojęć, jazda na prostym populizmie.

Zapominamy, że jedną z podstaw udanej polityki gospodarczej jest zaufanie. Jak chcemy sprzedać 1 mln ton kurczaków do krajów islamskich czy arabskich, kiedy widzimy z jaką pogardą podchodzi się u nas do problemów imigracji z tamtych regionów świata? Z czołowych, często ministerialnych ust, padają zarzuty o terroryzm. Tam to słyszą. Jak robić interesy w takiej atmosferze?

Nie pomoże też zamiana Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych w Polską Agencję Informacji Handlowej. Ba, uważam to za najgłupsze z możliwych zachowań. Pozbyto się w tym procesie wielu wartościowych ludzi. Pracę stracił na przykład radca z kilkunastoletnim doświadczeniem w handlu z Chinami. Miał kontakty, wytarte ścieżki. Był silnie osadzony w kulturze chińskiej gospodarki. Straciliśmy to. Nie da się tego łatwo odbudować. Taki specjalista powinien być święty. My się go bezmyślnie pozbywamy. Bo nie był nasz, PiS-owski. Tymczasem on, jeśli ma zdrowie i może tyrać, powinien tyrać 100 lat.

Najgorsze co zrobiła dobra zmiana, to upodlenie urzędników i tak przecież w powszechnej opinii bardzo nisko ocenianych. Dziś urzędnik boi się podjąć decyzję, bo będzie z niej rozliczony, także przez CBA. Jak Polska długa i szeroka, statystyczny urzędnik zaczyna więc myśleć: Jeśli podejmę decyzję, będę się z niej musiał tłumaczyć, a jeśli nie podejmę, to najwyżej nie dostanę premii. Cały system administracji jest więc sparaliżowany. A przedsiębiorca czeka na decyzję. Bo nawet zła decyzja jest lepsza niż brak decyzji. Od złej decyzji można się odwołać.

PiS przebudowuje administrację.

- Popełniono fundamentalny błąd. Z powodów politycznych uruchomiono kilka procesów razem, które z punktu widzenia jakości i skuteczności administracji wzajemnie się wykluczają. Jest wielka zmiana polityczna, kadrowa, ludzka, bo po ośmiu latach wyposzczenia środowisko PiS chce wszystko obsadzić swoimi ludźmi. Chce nagrodzić swoje kadry. Ale dobrzy pracownicy się do tego nie rwą. Bo w administracji nie ma kokosów. Prawda jest taka, że w 2015 r. 10 proc. urzędników urzędu wojewódzkiego w Opolu miało prawo do świadczeń socjalnych ze względu na ubogość.

Tymczasem równolegle do zmian kadrowych zrobiono ogromne zmiany instytucjonalne. Na przykład w obszarze wsi i rolnictwa połączono różne agencje. Ale zmiana szyldów nie jest wcale taka prosta, jak się wydaje. Wiąże się z koniecznością zdobycia certyfikacji unijnych, zmianami oprogramowania. Decyzje się więc opóźniają, programy nie działają. To kolejny element demontowania sprawności państwa i jego instytucji.

Na to kładzie się cieniem przekonanie, że państwo narodowe, państwo PiS, musi mieć swoją Gdynię. Nie rozbudowujemy więc już portu morskiego w Gdańsku, ale mamy zbudować Centralny PORT MORSKI. Mamy wizje, nie poparte analizami i za 30 mld zbudujemy centralny port lotniczy. Jak będziemy mieli pieniądze, to za 15-20 lat taki port powstanie. Nie patrzymy na Modlin, na to, że umiera Radom, Łódź dokłada do istniejącego lotniska. Minister od transportu opowiada, że jak będziemy mieli pieniądze, to zrobimy sobie koleje wielkich prędkości. Ale pieniędzy nie będzie. I ministra wkrótce też nie będzie.

PiS skutecznie szuka pieniędzy. W budżecie znaleźli 23 mld zł rocznie na dodatki na dzieci z programu 500+. Wy ich nie widzieliście.

- Znaleźli też 100 mln zł na promocję Polski, a ja musiałem z Rostowskim toczyć wielkie boje o dwa razy po 5 mln zł na Wydział Promocji i Handlu, na przykład w Wietnamie. Wszystko zależy od priorytetów. My oszczędzaliśmy, żeby potem móc wydawać. Oni wydają i nie martwią się o pieniądze. Zobaczymy, jak to się skończy.

Co do 23 mld zł, teraz już wiadomo, że te pieniądze wcale nie dały wielkiego skoku demograficznego. Można je wydać znacznie skuteczniej. Gorzej, że po półtora roku od przejęcia władzy ekipa rządowa ma więcej obietnic niż cała opozycja razem wzięta. Zdecydowana większość opozycji ma przy tym świadomość, że nie wygra się najbliższych wyborów proponując racjonalne programy. Trzeba być antyPiSem. I przegonić ich w obietnicach. To dramat. Ustała jakakolwiek merytoryczna debata. Liczy się propaganda.

Nie przesadza pan? PiS jednak jakoś sobie radzi w gospodarce. Nic tu się nie zawaliło.

- Jesteśmy w kolejnej fazie światowego kryzysu. Groźniejszej niż poprzednie, bo wtedy dobrze sobie radziła Brazylia, Rosja, kraje Bliskiego Wschodu. Teraz one też mają kłopoty. Arabia Saudyjska musiała uruchomić rezerwy strategiczne. 5 mln mieszkańców Afryki jest gotowych do emigracji. My tego nie zauważyliśmy. Zachód podsycał niepokoje w Libii czy Iraku. Uruchomiliśmy element totalnej destabilizacji. Do tego dochodzi teraz groźba wojny na Półwyspie Koreańskim i możliwa wojna handlowa między USA i Chinami. Świat zrobił się niesamowicie nieprzewidywalny.

W takim świecie ci, którzy gonią, ponoszą największe straty. My gonimy. Nie potrafimy wypracować strategii działania w tej sytuacji. Ba, mamy temperamentnych ministrów, którzy sobie nie żałują i mówią to co myślą. Tak nie można. Z pozycji goniącego i słabszego nie toczy się wojny z przeciwnikiem znacznie silniejszym. Wybiera się pola, na których można wygrać. Rzuca się na szyję każdemu i chce się z nim robić interesy, a nie bić się. Moja Polska taka była. Zabiegaliśmy o inwestorów. Na całym świecie. Pokazywaliśmy, że warto z nami robić interesy, że warto tu przyjść, bo jesteśmy stabilni, przewidywalni, przyjaźni.

Z tym stało się coś fatalnego. To myślenie, że można się porwać na rozgrywkę w Europie, być obruszonym, jest bez sensu. Dziś potrzebujemy bycia w jądrze kształtowania polityki, a nie na ławce w kącie, jako obrażony gbur, który ciągle ma o coś pretensje.

Nie uczmy patriotyzmu walki, wojny i umierania za Polskę. Uczmy patriotyzmu życia, pracy i bycia dumnym z Polski. Tu się odwróciły proporcje. Dotyczy to także gospodarki.

PiS odbił PSL-owi wieś?  

- Nie. Choć rzeczywiście wszedł na wieś. Powodów jest kilka. Przede wszystkim kościół opowiedział się zdecydowanie za PiS-em. To dla mieszkańców wsi ważne. Poza tym, gdy PSL idzie do wyborów z opozycji, zdobywa ponad 8 proc. głosów. Przez 8 lat byliśmy jednak w rządzie. Zapłaciliśmy za to. Wieś się podzieliła. Za nami opowiedziała się większość wsi produkcyjnej, towarowej. Przeciw drobni rolnicy, którzy nie żyją z produkcji towarowej. Co gorsza, do wyborów szliśmy też wewnętrznie podzieleni. To wszystko przełożyło się na nasz wynik. Siłą PiS były też obietnice socjalne. To 500 zł na każde dziecko przemówiło do mieszkańców wsi. Część z nich zagłosowała na Kukiza’15. Dla żartu.

Teraz to się odbudowuje. Wieś widzi już, że PiS jej nie pomaga. W sprawach społeczno-gospodarczych nie da się na dłuższą metę oszukiwać. Za chwilę wyjdzie na przykład, że obiecali wyrównanie opłat, tylko nie powiedzieli, iż będzie to równanie w dół.

PiS ma szanse rządzić przez drugą kadencję?

- Największym zagrożeniem dla PiS jest sam PiS. Każdy, kto grzebał w ordynacji wyborczej pod siebie, przegrywał. Teraz też tak będzie.

Kiedyś, także moim głosem, nie postawiliśmy przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobro. Uznałem, że czas rozliczeń był właściwy w 2007-2008 roku, a w 2015 byłby to tylko spektakl polityczny. Teraz większość przeciwników PiS od każdego potencjalnego zwycięzcy wyborów będzie oczekiwała brutalnego rozliczenia polityków tej partii z łamania konstytucji, zawłaszczania państwa, jego instytucji, mediów. Część zaś wyborców PiS ma pretensje do swojej matki partii, że nie wsadziła 5 tysięcy polityków i urzędników związanych z poprzednią koalicją. Naród podzielony i skłócony chce „krwi” tych z innej paczki i innego sortu. To droga donikąd. Do wewnętrznej wojny, z której nic dobrego nie wynika.

Ale jak bez tego wrócić do normalności?

- To jest właśnie dramat. Jak odbudować państwo, tak by swoje role pełniły w nim rząd, parlament, sądy, media, po tym jak załamała nam się państwowość. Po tym, jak złamano wszelkie reguły demokratycznej gry, demokratyczne instytucje. Po tym, gdy rządzi ktoś, kto formalnie nie rządzi. Z tylnego siedzenia, bez odpowiedzialności. 

Mieliśmy już jedną pokojową przemianę. Nawet wtedy nie zdecydowaliśmy się na budowanie na gruzach. Czy teraz to będzie możliwe? Nie wiem.

Myślałem, że jest pan większym optymistą.

- Jestem strasznym optymistą. Wierzę, że jeszcze da się to wszystko naprawić.

Więcej o:
Komentarze (136)
Janusz Piechociński: Na razie kasa się zgadza, ale Grecja jest na horyzoncie [WYWIAD NEXT+]
Zaloguj się
  • Aurine Mirel

    Oceniono 57 razy 37

    Zaskakująco dobry wywiad. Bardzo racjonalne podejście, bez darcia szat i górnolotnych słów Jestem pozytywnie zaskoczona, bo fanką Piechocińskiego nigdy nie byłam.

  • dante_waw

    Oceniono 18 razy 8

    Nie ma to jak rolnicy wypowiadaja sie o innowacyjnej gospodarce... ja jednak proponuje zapytac pana Janusza co zamierza zrobic ws KRUSu i doplat rolniczych do hektara a nie do produkcji i najwazniejsze jakie zmiany proponuje aby rolnicy wreszcie zaczeli placilc podatek dochodowy....

    A biadolenie na nepotyzm przez polityka PSLu jest juz skrajna hipokryzja.....

  • solomen

    Oceniono 13 razy 7

    " Teraz trzeba dołożyć jeszcze miliard. I tak bez końca." A dokąd będziemy musieli łożyć na dopłaty dla rolnictwa o opłacanie leczenia w systemie KRUS ? O tym guru ekonomii jakoś nie wspomina.

  • Jerzy Klichowski

    Oceniono 8 razy 4

    Pan Piechociński nie powiedział że rolnicy dostają na dzieci tzw. 500 + mimo wysokich dochodów i mimo tego że nie płacą podatku dochodowego. Do tego interesu dokładają emeryci okrafdani drakońskimi podatkami.

  • Trolluj T

    Oceniono 6 razy 4

    Szkoda, że każden mądry i wie co należy robić, jak jest poza korytem. Bo jak już się dorwie do żłobu, to robi zupełnie coś innego...

  • sunzi15

    Oceniono 3 razy 3

    Piechocinski sie myli.
    Tak mylili sie politycy Republiki Weimarskiej,
    oceniajac rozwoj wypadkow w normalnych kategoriach.
    Nic nie jest normalnie.
    PiS z ePiSkopatem realizuje
    kato-faszystowski ZAMACH STANU.
    Lamie Konstytucje, niszczy fundamenty demokratycznego ustroju,
    dewastuje i grabi Rzeczypospolita,
    zawlaszcza przez nomenklature partyjna wszystkie obszary panstwa.
    Krok za krokiem zmierza do faszystowskiej DYKTATURY.
    Konfliktuje nas z sojusznikami, niszczy nasza pozycje
    i wiezi z UNIA, wystawiana na agresje i wprowadzenie
    w strefe Rosyjskiego Imperium.
    Dla PiS i ePiSkopatu liczy sie tylko zdobycie
    wladzy absolutnej na wzor i podobienstwo
    III Rzeszy Hitlera, czy tez Rosji Putina.

    Przed dyktatura chroni nas ostatnia
    linia obrony, jaka jest niezawisle sadownictwo,
    na ktore PiS przypuscil zmasowany atak,
    zawlaszczajac juz i paralizujac TK,
    a przez tzw. reforme zmierzajac do uzyskania
    kontroli partyjnej nad systemem sadownictwa.
    Oznaczaloby to wprowadzenie
    stalinowskiego/radzieckiego/rosyjskiego/nazistowskiego
    systemu sadownictwa, zapewniajacego
    sprawujacemu wladze BEZKARNOSC
    i przeksztaltenie wymiaru sprawiedliwosci
    w APARAT TERRORU, przy pomocy ktorego,
    jak w III Rzeszy, moglby PiS w krotkim czasie
    wykonczyc opozycje i spacyfikowac spoleczenstwo.

    System stalinowski/rosyjski to ferowanie wyrokow
    na partyjny telefon i powszechnosc tortur wobec ofiar represji.

    W ciagu kilku miesiecy po opozycji moze nie byc sladu,
    a po demokracji i Rzeczypospolitej moze byc zaorane.

    Przestepcza bande, dokonujaca
    kato-faszystowskiego zamachu stanu,
    wprowadzajaca WBREW Konstytucji DYKTATURE,
    nalezy przez masowe wystapienia spoleczenstwa
    - SUVERENA - usunac od wladzy,
    sprzeczna z Konstytucja i lamiaca Konstytucje
    NS-Partei PiS - ZDELEGALIZOWAC,
    a winnych zamachu stanu osadzic za kratami
    do dozywocia wlacznie.

    Jesli wam zycie i wasz los nie sa obojetne,
    trzeba tego dokonac JUZ, w ramach wiosennych porzadkow.

    Inaczej skonczycie w kajdanach i na kolanach.

  • krark

    Oceniono 9 razy 3

    Najpiękniejszą wiadomością jest ta, że po następnych wyborach parlamentarnych PSL uwolni nas od swojej obecności w parlamencie.

  • krzysio333

    Oceniono 23 razy 3

    Piechociński z PSLu?, tak On się znał na górnictwie jak nikt w PO. Fachowiec.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX