5 powodów, dla których partyjni nominaci w państwowych spółkach to nieszczęście [PIENIĄDZE NEXT]

Marcin Kaczmarczyk
Partyjni nominaci w spółkach kontrolowanych przez państwo są szkodliwi dla naszej gospodarki i demokracji. Co gorsza, działania nacjonalizacyjne prowadzone przez rząd prowadzą do sytuacji, że jest i będzie ich jeszcze więcej.

Zacznijmy od tego, że tak naprawdę menedżerowie wielkich państwowych spółek wcale nie muszą mieć talentów w zarządzaniu takich, jak Lee Iacocca - legendarny amerykański menager, który dał światu Forda Mustanga i uratował potem Chryslera, ani też być wizjonerami, jak Elon Musk, który zbudował niezwykle udany samochód elektryczny i pracuje nad lotem na Marsa.

Nie muszą bo, po pierwsze, zarządzają firmami, które zajmują na rynku pozycję niemal monopolistyczną, albo dominującą, rzadziej są zaliczane do kilku najważniejszych graczy. To znakomicie ułatwia zadanie - łatwiej jest prowadzić biznes, gdy konkurencja słaba.

Po drugie, państwowe firmy zawsze mogą liczyć na życzliwość państwa i innych państwowych molochów, co ułatwia zabawę w biznes w sposób niedostępny dla żadnego prywatnego przedsiębiorstwa. I tu nawet nie chodzi o pomoc instytucji państwowych w rodzaju np. fiskusa, nadzoru finansowego lub ochrony środowiska. Wystarczy, że Staszek z odpowiedniego ministerstwa zarządzi np. by cały majątek Orlenu zawsze ubezpieczało tylko PZU i już jest piękniej - przychody, zyski i zadowolenie menedżerów w spółkach kontrolowanych przez państwo idą w górę.

Czytaj więcej: Nowy problem nie tylko Brytyjczyków. Słaby pieniądz ma wiele wad.

1 i 2 - gorsze produkty i mniejsze zyski

To, że partyjni nominaci do zarządów i rad nadzorczych nie muszą być wybitnymi menedżerami, wcale nie przeczy tezie, że byłoby wyśmienicie, gdyby takimi jednak byli. Osoby bez odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia w dużych państwowych firmach bowiem, chociaż ich nie zabiją z wymienionych już wcześniej przyczyn, to jednak mogą wpłynąć negatywnie na jakość oferowanych przez nie produktów i usług oraz wysokość przychodów i zysków.

Wybitny menedżer może zrobić cuda. Kiedy wspomniany Iacocca został szefem Chryslera, firma miała rekordowe straty. On między innymi zredukował zapasy warte miliard dolarów, zwolnił połowę pracowników biurowych, wprowadził nowe modele na rynek i zostawił firmę w 1992 roku, odchodząc na emeryturę, z zyskiem na poziomie 700 mln dol. Mówiąc krótko, spowodował, że z Chryslera znowu zaczęli być zadowoleni zarówno klienci, jak i akcjonariusze.

Partyjny nominat bez odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia wątpliwe, by zarządzał firmą z takim polotem - nawet jeżeli na niższym szczeblu wspiera go "wół roboczy" nie pochodzący z nominacji partyjnej. Wątpliwe, by zarząd lub rada nadzorcza składająca się w znacznym stopniu z amatorów, zamiast z profesjonalistów, poprawiła jakość oferowanych produktów i jeszcze do tego doprowadziła do zwiększenia zysków firmy. Śpiewać jednak nie każdy może. Kompetencje dobrego menedżera nie przypadkiem są warte na rynku miliony.

Partyjny nominat bardzo często może oznaczać gorsze produkty i niższe zyski - jeżeli nie w stosunku do tego co było w przeszłości, to przynajmniej w stosunku do tego, co byłoby, gdyby firmą zarządzał dobry menedżer, wybrany na stanowisko w oparciu o kryterium wiedzy i umiejętności.

Mówiąc jeszcze inaczej, brak odpowiednich kwalifikacji wśród zarządzających firmami kontrolowanymi przez państwo oznacza wymierne straty dla jej klientów oraz akcjonariuszy. To ostatnie ma o tyle znaczenie dla Kowalskiego, że wśród akcjonariuszy państwowych przedsiębiorstw jest wielu drobnych inwestorów z giełdy w Warszawie.

Czytaj więcej: Dlaczego z Alior Banku odchodzi jego twórca i wieloletni prezes? 

3 - mniejsza konkurencja, wyższe ceny

Partyjni nominaci, pozbawieni często odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia, ale dysponujący poparciem rządowym, mogą wybrać drogę na skróty. W tym przypadku będzie ona oznaczała większe oparcie działalności swojej firmy na działaniach lub zleceniach rządowych. Po co się wysilać, inwestować, poszukiwać innowacji lub restrukturyzować, jak można poprosić władze o pomoc?

To może być np. lobbowanie za korzystnym dla państwowych spółek prawem, to może być wygrywanie odpowiednio ustawionych konkursów itp. Takie działania oznaczają naruszenie konkurencji na rynku - a więc promowanie rozwiązań, które niekoniecznie są najlepsze lub najtańsze.

To, co oczywiste, utrudnia biznes prywatnym firmom. One na działalności spółek państwowych i wspierających ich władz mogą tracić.

Tracą również na takich działaniach zwykli klienci. Poprzez wzrost cen. Tam, gdzie maleje konkurencja, tam rosną ceny.

4 - rośnie ryzyko korupcji

Na rynku, na którym jest coraz mniej konkurencji, a za to coraz więcej zależy od decyzji rządu, coraz więcej również znaczy pozycja szefów państwowych firm. Mogą otrzymywać coraz więcej korupcyjnych propozycji - dogadanie się z nimi często bowiem oznaczać może jedyną szansę dotarcia do korzystnego zamówienia.

Oni sami mogą być bardziej skłonni do zachowań korupcyjnych, ponieważ wiedzą, że nad nimi jest rozpięty parasol ochronny - tego typu zjawiska znamy już z przeszłości. Jak nam przybędzie partyjnych nominatów, więcej pracy może mieć CBA.

Poza tym partyjny nominat wie, że jego praca może się skończyć zaraz po wyborach. To może dodatkowo popychać go do niestandardowych działań.

Czytaj więcej: Krótka historia franka w Polsce. Dlaczego podrożał o niemal 70 proc.?

5 - nominaci podgryzają demokrację

Duża liczba partyjnych nominatów buduje w społeczeństwie przekonanie o tym, że tak naprawdę politycy biją się nie o polityczne stanowiska i rację w merytorycznych sporach, ale o dużo lepiej płatne stanowiska w państwowych spółkach. Prymitywnie rozumiane "koryto" i dostęp do niego jest najważniejszy. To istota polskiej polityki - ktoś może pomyśleć.

Trudno odpierać argumenty, że jest inaczej, skoro ktoś woli być członkiem zarządu PZU, niż szefem Kancelarii Prezydenta.

Takie przekonanie jest destrukcyjne dla naszej demokracji. Zniechęca między innymi do uczestniczenia w życiu politycznym i wspiera ugrupowania radykalne, które mówią o demontażu aktualnego "zgniłego" systemu.

Partyjni nominaci to naprawdę duży problem dla Polski.

Tekst pochodzi z blogu "Giełda i gospodarka.pl".

Więcej o:
Komentarze (43)
5 powodów, dla których partyjni nominaci w państwowych spółkach to nieszczęście [PIENIĄDZE NEXT]
Zaloguj się
  • atlas41

    Oceniono 11 razy 9

    To co pisze autor artylulu to niestety prawda, polscy politycy w wiekszosci mysla glownie o tym jak tu dorwac sie do przyslowowiego koryta, ludzie to widza i dlatego tak bardzo ich nienawidza, polowa wyborcow nie idzie glosowac i nie ma sie czemu dziwic.
    A te zrobki po 50 i 100 tysiecy, to chore, to sie musi zle skonczyc
    Dzisiaj polityk to synonim cwaniaka, oszusta, chama i kretacza, wstyd sie przyznac ze sie jest politykiem, miec w rodzinie polityka to hanba.
    SLD, PSL to lapowkarskie partie, PO byla troche lepsza, probowali nawet cos uporzadkowac ale nie udalo sie specjalnie, PiS to juz napowrot calkowici oszusci i w dodatku partacze, nawet nie ukrywaja ze przestrzegaja jakis standartow przyzwoitosci tak jak to robila PO.
    Do tego wszystkiego zaklamany, oszukanczy i pazerny na kase kosciol rymsko-katolicki, no i narod ktory udaje ze tego nie ma i tego nie widzi.
    Czasami to chce sie plakac, mozna sie naprawde zalamac, a kiedys myslelismy ze nieszczescia Polski to wina naszego polozenia geograficznego, nic bardziej blednego.

  • unterhose

    Oceniono 12 razy 4

    Oczywiście wszystko jest OK, gdy nominaci są z NASZEJ opcji. Wystarczy popatrzeć kto był np. prezesem elektrowni atomowej w budowie.

  • domektomek

    Oceniono 24 razy 4

    Balcerowicz to tatuś cudownego dziecka polskiej ekonomii, które nie dość że nigdy nie było ekonomistą, to a dodatek okazało się imbecylem.

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 12 razy 2

    Długo żyję i mogę stwierdzić, że jeden z lepszych sposobów doboru kadr na kierownicze stanowiska mieli komuniści, może dlatego, że generalnie rządzili wtedy nie ekonomiści, nie prawnicy, nie nauczyciele, ale inżynierowie, albo w innych dziedzinach gospodarki, kultury, szkolnictwem itd. ludzie związani z danym miejscem pracy, a nie ktoś z zewnątrz, który nie miał bladego pojęcia o danym zakładzie pracy czy też branży.
    Bo generalnie jest tak, że ryba psuje się od głowy.
    Czy prywatne, czyli akcjonarnat, czy też inwestorzy są w stanie dobrać właściwe kadry? Śmiem wątpić. Przecież wystarczy logicznie pomyśleć, dlaczego nie robi się konkursów, dlaczego nie szuka kadry wewnątrz firmy i nie stawia na niej jej czele kogoś kto zna branżę na wylot, tylko na czele firmy staje człowiek obcy, często z wykształceniem od czapy i rezultat jest taki, że sieje się trawę na stadionie w lutym. I ci głupi ludzie pobierają pensje takie, że ich zarobki to jest znaczący procent całego funduszu płac przedsiębiorstwa. O co w tym wszystkim chodzi i dlaczego tak się dzieje?
    Wytłumaczenie jest jedno. Mamy ukryty krąg władzy, właściwie można powiedzieć, że mamy ukrytą arystokrację, opartą na niejasnych powiązaniach. A kluczowym elementem tych powiązań są loże masońskie i inne ekskluzywne organizacje jak np. rotarianie (członkiem jest chociażby Merkel), czy też stowarzyszenia pracodawców. I dopiero wtedy staje się jasne z jakiego powodu takie wysokie pensje. Te na wpół mafijne organizacje są zamknięte na ludzi zewnątrz, Jeśli ktoś z zewnątrz coś osiągnie, zajmie jakieś wysokie stanowisko, to te na wpół mafijne organizacje proponują mu członkostwo. Dzięki temu mafia rządząca potrafi zniszczyć każdego, kto nie dochowa tajemnicy, potrafi skazać na śmierć publiczną kogoś nie posłusznego, a czasami na faktyczną śmierć, jeśli zbyt zagraża np. Lepper. Te ukryte organizacje zaczynają się już na studiach, zwłaszcza tych ekskluzywnych. Przecież na takim Oksfordzie ludzie bardzo mało się uczą, a większość czasu zajmują im bankiety i inne tego typu rozrywki mające na celu poznanie póżniej tego zamkniętego kręgu ludzi władzy. To samo i nas Dawna Czerwona Oberża, skąd pochodzi nic nie umiejąca kadra, oni tylko potrafią tylko pierdzielić o wolnym rynku i obcinać wynagrodzenia innym. Tylko tyle, że ich czas się kończy z powodu braku pracowników. Bo ta cała ideologia wolnego rynku , konsumpcji doprowadziła do tego, że ludzie nie mają kasy i czasu na posiadanie własnych dzieci.

  • dar10ko

    Oceniono 8 razy 2

    Teraz wiadomo, dlaczego głównym wrogiem pisowców czy Samoobrony byli Lewandowski i Balcerowicz. - ci prywatyzowali spółki skarbu państwa lub popierali rozwiązania rynkowe, by jak najmniej było koryta dla partyjnych nominatów w spółkach państwowych a jak najwięcej konkurencji w gospodarce rynkowej. Teraz PiS pod przykrywką repolonizacji baków i gospodarki odkupuje dla swoich miernot nowe stołki w ww spółkach.

  • cehaem

    Oceniono 1 raz 1

    Gdybym zarabial tyle forsy nie majac kompletnie kwalifikacji to tez bym sie tak smial. Ale pare milionow odurnionych owieczek z emeryturami po 1000 zlotych na reke lyknie i chetnie pobiegnie zaglosowac na PiS.

    Strzyglo PO, strzyze PiS a pacany dalej swoje.

  • maras63

    Oceniono 27 razy 1

    Repolonizacja i nacjonalizacja to nie to samo, przynajmniej w normalnym świecie. reszta też od rzeczy: po 28 latach III RP taki tekst? o 20 lat spóźniony.
    PS czy Balcerowicz jest politykiem czy fachowcem?

  • sextusempricus_pl

    Oceniono 4 razy 0

    Niech się wreszcie GW zdecyduje czy chce prywatyzacji (spieniężenia aktywów państwowych i zarządzanie spółkami przez wrażych kapitalistów) czy chce państwowo-partyjnych nominatów w spółkach Skarbu Państwa. Bo już trudno zrozumieć o co chodzi w tych utyskiwaniach. Chyba, że GW żyje w jakimś wirtualnym świecie nadziei, że spółka może pozostać w rękach państwa (nie wiadomo po co) i nie być obsadzana nominatami.

  • mafjmafj3

    Oceniono 10 razy 0

    Najwazniejszy punkt: politycy przestaja sie interesowac sprawami kraju. Startuja z mysla o panstwowych spolkach i pensjach zarzadu i pracy dla corki i ziecia. A srodki ze spolek przekierowuja na dzialalnosc polityczna wykrzywiajac demokracje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX