Gazeta.pl Next >  nextplus >  Coraz więcej sygnałów ostrzegawczych z polskiej gospodarki. Na tę chorobę nie ma prostej recepty

Coraz więcej sygnałów ostrzegawczych z polskiej gospodarki. Na tę chorobę nie ma prostej recepty

A A A
Lublin . Budowa ' malej obwodnicy ' miasta.

Lublin . Budowa ' malej obwodnicy ' miasta.

W ciągu ostatniego miesiąca dostaliśmy kilka informacji o tym, że są problemy z realizowaniem niektórych inwestycji w Polsce. Żadna z tych informacji nie jest szokująca i łatwo je było przegapić. Ale ułożone obok siebie zaczynają wyglądać dość dramatycznie.

Przetargi są, chętnych nie ma

14 października Polska Agencja Prasowa w depeszy z Białegostoku napisała, że tamtejszy samorząd nie jest w stanie rozstrzygnąć kilku przetargów i cytuje jedną z urzędniczek, która mówi:

„Jesteśmy przerażeni, od czerwca ceny rosną i rosną i okazuje się, że u nas i tak nie jest najgorzej”

i dodaje:

„Na dużych inwestycjach wykonawcy wychwytują wszystkich podwykonawców. My mamy też problemy na małych inwestycjach, kiedy powtarzamy przetargi po kilka razy, bo żadna oferta nie wpływa”.

Najwyraźniej w sektorze budowlanym nie ma komu pracować. Popyt wyraźnie przewyższa podaż i niektórych zleceń po prostu nie ma kto obsłużyć. A tam, gdzie wykonawcę można znaleźć, coraz częściej żąda on za zlecenie kosmicznych pieniędzy.

Dlatego nie można na przykład zbudować nowego pasa startowego na lokalnym lotnisku. W przetargu zgłosiło się dwóch wykonawców, ten tańszy chciał o kilkanaście milionów złotych więcej, niż samorząd przygotował. Pasa startowego na razie chyba nie będzie.

Brak pracowników podnosi koszty

16 października – NBP publikuje raport, w którym pisze, że „trudności z obsadzeniem stanowisk pracy powoli stają się najważniejszą barierą rozwoju polskich przedsiębiorstw”. Z raportu wynika, że już połowa firm raportuje trudności ze znalezieniem pracowników, a ponad 40% firm ma nieobsadzone wakaty.

Jeszcze tego samego dnia pojawia się kolejny przykład pokazujący, że raport NBP pokazuje to, co naprawdę dzieje się w gospodarce.

Oto bowiem firma Torpol informuje, że jej oferta na wykonanie układu torowego w elektrowni Jaworzno była jedyną ofertą w przetargu. Ale to nie znaczy, że zdobyła to zamówienie. Torpol oszacował bowiem koszt wykonania zlecenia na 452 miliony złotych. Tymczasem Tauron - właściciel elektrowni w Jaworznie - wcześniej szacował, że zapłaci maksymalnie 221 miliony złotych.

Czyli sytuacja jest taka, że na ofertę dużej poważnej firmy odpowiada tylko jeden podmiot i to taki, który chce dwa razy więcej pieniędzy. Chce tyle, bo inaczej mu się to nie opłaci, bo szybko rosną mu koszty pracy. Żeby znaleźć pracowników, trzeba płacić im coraz więcej.

Oczywiście Tauron musi się w związku z tym mocno zastanowić, czy płacić za zlecenie aż 452 mln. Możliwe więc, że układu torowego w Jaworznie nie będzie dłużej, niż się ktokolwiek spodziewał, co dla tej elektrowni może mieć wymierne, negatywne skutki.

Demografia i polityka

Cztery dni później, 20 października agencja Standard & Poor’s napisała, że potencjalne tempo wzrostu polskiej gospodarki w dłuższym terminie to mniej niż 2 procent rocznie, a jako główną przyczynę takiego pogorszenia się sytuacji wskazała na pogarszającą się sytuację demograficzną. Czyli na to, że w Polsce będzie brakować rąk do pracy.

Tego samego dnia minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska pochwaliła się, że w ramach przesunięcia wieku emerytalnego wcześniej na emeryturę poszło już około 270 tysięcy osób i że 72 procent tych osób wcześniej nie było na rynku pracy – byli rencistami albo osobami biernymi zawodowo. Pani minister nie dodała jednak, że to oznacza, że aż 75 tysięcy osób przechodzących na wcześniejszą emeryturę zwolniło się z pracy.

Co kilka dni nowy problem

Sześć dni później Grupa Lotos w swoim raporcie kwartalnym informuje, że doprowadzenie do końca kluczowej inwestycji w spółce, czyli programu Efektywnej Rafinacji opóźni się. Powód, to niedobór pracowników w firmie, która realizuje inwestycję.

Dzień wcześniej "Gazeta Wyborcza" donosiła z Bydgoszczy o tym, że firmy budowlane nie zgłaszają się do remontów termomodernizacyjnych bydgoskich szkół. Pieniądze są, przetargi rozpisano, ale nikt się nie zgłosił. Jeden z cytowanych przez gazetę radnych mówi o krachu inwestycyjnym w mieście.

Potem w radiu TOK FM prezes Budimeksu - największej firmy budowlanej w Polsce - powiedział wprost, że jego zdaniem w branży budowlanej brakuje obecnie 200 tysięcy pracowników. Dodał też, że Ukraińcy, których obecność w ostatnich latach stała się w tej branży kluczowa, w tej chwili już wyjeżdżają dalej na Zachód.

Mniej więcej w tym samym czasie samorząd województwa pomorskiego anulował przetarg na przewozy kolejowe realizowane dziś przez Szybką Kolej Miejską (PKP-SKM). W przetargu startowała tylko PKP SKM i położyła na stolę ofertę za 54 mln PLN. Samorząd ma tylko 50 mln PLN.

W tym roku przewoźnik dostał za swoją działalność 49 mln złotych. Jak łatwo policzyć, postanowił podnieść cenę o 10 procent. Jak widać, taka skala podwyżki wywołuje poważny problem. Dotychczasowa umowa kończy się w grudniu. Urząd marszałkowski oczywiście zapewnia, że wszystko będzie dobrze i trudno w to nie wierzyć, bo brak kolejek SKM wywołałby w Trójmieście paraliż komunikacyjny. Co nie zmienia faktu, że sytuacja na rynku nie jest normalna. 

Hamulec dla całej gospodarki

W najbliższych dniach będą się zapewne pojawiać kolejne przykłady mówiące o coraz większych problemach z realizacją inwestycji w Polsce. Jeszcze rok temu inwestycji nie było, bo prywatne firmy bały się niepewności związanej z poczynaniami nowej władzy, a państwowe firmy były zajęte głównie personalnymi roszadami w zarządach i radach nadzorczych. Dziś tamtych przyczyn już nie ma, ale ta nowa jest jeszcze gorsza, bo związana z nieubłaganą demografią.

Stopa bezrobocia co miesiąc jest bliżej zera, coraz większy problem ze znalezieniem pracowników o jakichkolwiek kwalifikacjach powoduje zmniejszenie podaży usług koniecznych do realizowania inwestycji. W efekcie popyt znacząco przewyższa podaż, a to wywołuje wzrost cen tych usług.

W efekcie coraz częściej na przetargach albo nie ma nikogo, albo ci, którzy są, chcą bardzo dużych pieniędzy. A liczba osób, które można zatrudnić, nie zwiększy się przecież na rynku pracy z miesiąca na miesiąc.

Ponure prognozy mówiące o tym, że za chwilę nie będzie miał kto pracować, zaczynają się realizować na naszych oczach.

Do czego przyzwyczaiły nas dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości?

Polecamy
Komentarze (377)
Coraz więcej sygnałów ostrzegawczych z polskiej gospodarki. Na tę chorobę nie ma prostej recepty
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane