Inflacja tak wysoka, że ludzi stać na skórę kurczaka, a nie mięso. W Zimbabwe ceny rosną o 300 proc.

Ceny rosną o 300 proc., cena towaru może zmienić się zanim kupujący dotrze z nim do sklepowej kasy. Do tego brakuje paliwa, a prąd, nawet jeśli jest, to i tak bardzo drogi. W Zimbabwe wraca gospodarczy koszmar.

Mieszkańcy Zimbabwe wiedzą aż za dobrze, jak trudno żyje się z gigantyczną inflacją. Ponad dekadę temu, w latach 2007-2009 ceny rosły tam tak szybko, że nikt już nie był w stanie tego liczyć. Jako szczyt uznano poziom miesięcznej inflacji z listopada 2008 r. na poziomie 89,7 tryliarda (89,7×10 do potęgi 21) procent w ujęciu rok do roku (oficjalne dane rządowe zatrzymały się wtedy na poziomie 230 milionów procent w skali roku).

Zimbabwe: wraca ogromna inflacja

Po kilku latach wydawało się, że sytuacja, przynajmniej częściowo, jest opanowana. Kraj przerzucił się z własnej waluty na dolary amerykańskie. W czerwcu 2019 roku wrócił jednak do dolara zimbabweńskiego, zakazano też obrotu walutami zagranicznymi. Inflacja przyspieszyła. Ostatnie oficjalne dane krajowe z czerwca mówią o 175 proc. Aktualnych nie ma, bo przestano je podawać - najbliższa publikacja planowana jest dopiero na luty. Jak podaje Bloomberg, szacuje się, że inflacja w Zimbabwe wynosi między 230 a 570 proc. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w sierpniu tego roku była na poziomie blisko 300 proc., co oznacza, że jest drugą najwyższą na świecie po Wenezueli.

Zimbabwe. Kolejka do bankomatu.Zimbabwe. Kolejka do bankomatu. Fot. Tsvangirayi Mukwazhi / AP Photo

Agencja Associated Press rozmawiała z jednym z mieszkańców Harare, stolicy kraju. "To koszmar" - mówił dziennikarzom Isaiah Macheku. Ceny zmieniają się tak szybko, że nikt nie jest w stanie planować zakupów. I tak zresztą wiadomo, że kupujących nie będzie stać na zbyt wiele. Rodzinie Macheku na kolację zamiast mięsa musi wystarczyć skóra kurczaka. "Nie stać mnie na prawdziwego kurczaka" - przyznaje mężczyzna. Do zakupów potrzebny jest kalkulator, niektórzy robią zdjęcia, by porównać ceny w innych sklepach.

W walce z inflacją nie pomogły działania banku centralnego, który miesiąc temu podniósł główną stopę procentową z 50 do 70 proc.

To nie wszystkie problemy. Właśnie podniesiono - po raz kolejny - ceny energii elektrycznej, do której zresztą i tak dostęp ostatnio jest utrudniony. Jak podaje Reuters, średnia taryfa za energię wzrosła od 9 października o 320 proc.

Zimbabwe. Przerwy w dostawach prądu sięgają nawet 18 godzin.Zimbabwe. Przerwy w dostawach prądu sięgają nawet 18 godzin. Fot. Tsvangirayi Mukwazhi / AP Photo

Ekonomiści winią władze, władze mówią o sankcjach USA

Od czasu przewrotu z 2017 roku, kiedy obalono prezydenta Roberta Mugabe, kraj pogrąża się w kryzysie. Nikt już nie wierzy w to, że następna Mugabe, prezydent Emmerson Mnangagwa, spełni swoje obietnice dobrobytu. Uważają tak też eksperci. "Każdy, kto myśli, że rozwiązanie jest w zasięgu wzroku, musi być bardzo odważny" - mówi AP ekonomista John Robertson. Jego zdaniem wśród przyczyn problemów są nadmierne wydatki rządu. MFW wśród głównych czynników uderzających w gospodarkę Zimbabwe wymienia spadek wartości krajowej waluty, niepewność polityczna i brak zaufania, a do tego dotkliwa susza oraz wysokie zadłużenie zagraniczne, które utrudnia dostęp do finansowania z zewnątrz.

Emmerson Mnangagwa, prezydent Zimbabwe, podczas orędzia do narodu.Emmerson Mnangagwa, prezydent Zimbabwe, podczas orędzia do narodu. Fot. Tsvangirayi Mukwazhi / AP Photo

Według władz winne są amerykańskie sankcje. Amerykanie argumentują, że sankcje wymierzone są w poszczególnych polityków za naruszanie praw człowieka. W wystąpieniu 1 października Emmerson Mnangagwa prosił obywateli o cierpliwość i czas na przywrócenie gospodarki "z martwych". Wielu z nich, którzy mogą pozwolić sobie na najwyżej jeden posiłek dziennie, ta cierpliwość już się kończy.

Więcej o: