Frankowicze i banki będą walczyć do upadłego. Wyrok TSUE mógł otworzyć nową puszkę Pandory

Jeśli w umowie kredytowej znajduje się niedozwolona klauzula indeksacyjna, to najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest unieważnienie tej umowy za zgodą klienta - taki wniosek płynie po zeszłotygodniowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ws. kredytu frankowego. To nie tylko nie prostuje skomplikowanych stosunków między bankami a kredytobiorcami, ale wręcz jeszcze mocniej je gmatwa.

Choć wyrok wydany 3 października przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczył konkretnej sprawy (państwa Dziubaków przeciw Raiffeisen Bankowi), to został przyjęty jako pozytywny dla ogółu frankowiczów, którzy poszli (albo zamierzają iść) do sądów. Wskazywał on bowiem, co sąd powinien zrobić w sytuacji, gdy uzna, że w umowie kredytowej znajduje się niedozwolona klauzula indeksacyjna (klauzula mówiąca, skąd brany jest kurs stosowany do przeliczania wysokości zadłużenia i rat). 

Choć wyrok daje różne wskazówki co do rozstrzygania sprawy, to w opinii prawników najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest unieważnienie umowy - o ile klient tego chce. Zresztą, jak dowiadujemy się w jednej z kancelarii, to właśnie unieważnienie umowy jest najczęstszym roszczeniem kredytobiorców. 

Unieważnienie umowy - i co dalej?

Intuicja wskazuje, że jeżeli umowa kredytowa zostaje uznana za nieważną, to strony (czyli bank i klient) zwracają sobie wszystko, co sobie nawzajem świadczyły. Czyli - klient oddaje bankowi kwotę kredytu. Bank zwraca klientowi zapłacone raty, opłaty itd. Jeśli - przykładowo - kwota kredytu wynosiła 500 tys. zł, a klient zapłacił dotychczas raty w wysokości 450 tys. zł, to dopłaca bankowi 50 tys. zł i "ma spokój". Bank zdejmuje hipotekę z nieruchomości, klient nie ma już kredytu, i strony mogą się rozejść.

Tyle, że wygląda na to, że żadna ze stron łatwo tutaj nie da za wygraną. W tym kontekście wyrok TSUE wręcz otworzył drzwi dla kolejnych scenariuszy, kolejnych znaków zapytania. 

To, że frankowicze nie będą mieli łatwo z bankami, już kilka godzin po wyroku TSUE zapowiedział prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz dając do zrozumienia, że banki będą mogły w przypadku unieważnienia umowy występować z roszczeniami wobec kredytobiorców. Takie samo stanowisko po kilku dniach przedstawił Zespół Prawno-Legislacyjny ZBP. Chodzi o to, że banki mogłyby - powołując się na przepisy o nienależnym świadczeniu - żądać wynagrodzenia od klienta za to, że ten przez okres trwania umowy mógł korzystać z kapitału banku.

W przypadku unieważnienia umowy roszczenie banku mogłoby istotnie przewyższyć stan zobowiązań, który istniałby przy utrzymaniu umowy w mocy

- czytamy w stanowisku ZBP.

Zresztą kilka miesięcy temu jeden z banków, komentując przegraną sprawę z frankowiczem, informował, że klient powinien mu zapłacić wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, wyliczone np. na podstawie odsetek ustawowych (znacznie wyższych niż odsetki przy kredycie "frankowym"). Nie jest to więc tylko teoretyczny scenariusz.

Przedawnienie czy nie?

Z drugiej strony, frankowicze (i ich prawnicy) przekonują, że nie tylko nie powinni po unieważnieniu umowy płacić bankowi żadnego wynagrodzenia, ale wręcz nie muszą oddawać nawet tego, co od banku otrzymali. Powołują się tutaj na argument, że roszczenia banku już się przedawniły. Są zdania, że czas przedawnienia liczy się od wypłaty kredytu.

Banki przekonują z kolei, że trzyletni okres rozpoczyna się dopiero wraz z chwilą uprawomocnienia wyroku stwierdzającego nieważność umowy. To zdanie ZBP jest zbieżne z opinią niektórych prawników - a mianowicie, że unieważnienie umowy kredytowej nie oznacza, iż była ona nieważna od samego początku (zwykle od kilkunastu lat), ale że ta podstawa prawna jednak aż do unieważnienia umowy istniała. To by faktycznie oznaczało, że przedawnieniami roszczeń nie trzeba sobie już zaprzątać głowy.

Żeby jeszcze zagmatwać sprawę, można dodać, że od 2018 r. w kodeksie cywilnym znajduje się przepis mówiący o tym, że "w wyjątkowych przypadkach sąd może, po rozważeniu interesów stron, nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi, jeżeli wymagają tego względy słuszności". To budzi obawy frankowiczów - że sąd powołując się na "względy słuszności" zignoruje okres przedawnienia.

Tylko w ramach uzupełnienia warto też nadmienić, że TSUE w ubiegłym tygodniu stwierdził także, że gdyby sąd doszedł do wniosku, że unieważnienie umowy jest niekorzystne dla klienta, może utrzymać umowę dodając w niej w miejsce niedozwolonej klauzuli inne zapisy. Z kolei w nawiązaniu do ewentualnych roszczeń banków za korzystanie z kapitału należy przypomnieć, że cała dyrektywa, którą interpretował Trybunał, odnosi się do ochrony konsumentów. Byłoby więc absurdem, gdyby działanie prokonsumenckie w rezultacie byłoby na niekorzyść klienta.

Będą kolejne pytania do TSUE?

Jak rozliczane będą więc wzajemne roszczenia po unieważnieniu umów? Tutaj orzecznictwa jeszcze nie ma, więc trudno to przewidywać. Prof. Ewa Łętowska, były Rzecznik Praw Obywatelskich i  sędzia Trybunału Konstytucyjnego sugeruje wręcz, że konieczne mogą być kolejne pytania prejudycjalne do TSUE (czyli kolejne pytania co do interpretacji przepisów unijnych - 3 października br. TSUE odpowiadał na takie pytania prejudycjalne Sądu Okręgowego w Warszawie). 

Jedno jest natomiast pewne - kwestia kredytów frankowych wkracza na kolejny poziom. Wyrok TSUE nie był końcem, nie był rozstrzygnięciem. Jeśli już, to mógł dać początek nowemu etapowi w bataliach frankowiczów z bankami.

Więcej o: