Grecja wraca znad przepaści. Chętni biją się, by pożyczać jej pieniądze. Na warunkach takich, jak mają Niemcy

Grecja sprzedała na wolnym rynku za niecałe pół miliarda euro obligacje z ujemną rentownością. To oznacza, że inwestorzy, którzy będą trzymać je do dnia wykupu, za trzy miesiące de facto stracą pieniądze.

Cztery lata temu Grecja była niemal bankrutem. Ważyły się jej losy jako członka Unii Europejskiej, gospodarka była w głębokiej recesji, nikt poważny nie chciał jej na wolnym rynku pożyczyć pieniędzy, wiedząc że dług publiczny szybko zmierza w kierunku 200 proc. PKB – na koniec ubiegłego roku wynosił 180 proc. PKB.

Greckie państwo przetrwało – również jako członek Unii Europejskiej – dzięki rekordowym pożyczkom od europejskich rzadów i MFW. Łącznie, mniej więcej od początku dekady, Grecy dostali 204 mld euro międzynarodowych pożyczek – nikt nigdy wcześniej nie pożyczył tak wiele pojedynczemu państwu.

Koszty kryzysu jednak i wymuszonych przez kredytodawców pożyczek były ogromne. Ateny zmniejszyły np. liczbę urzędników o jedną czwartą, a wynagrodzenia w sektorze publicznym o 30 proc. Do tego przez kryzys jej gospodarka skurczyła się o jedną czwartą, a bezrobocie w najgorszym czasie dobijało do 30 proc.

Zaufanie do Grecji jako dłużnika szorowało po dnie. Jeszcze całkiem niedawno bo w 2012 roku, Grecy musieli sprzedawać obligacje na wolnym z rentownością niemal 24 proc. Ale to już przeszłość.

Niezwykła sprzedaż

W środę greckie ministerstwo finansów sprzedało obligacje trzymiesięczne o wartości 487,5 mln euro i z rentownością na poziomie minus 0,02 proc., a chwilę wcześniej dziesięcioletnie z rentownością plus 1,5 proc. To naprawdę wyśmienite warunki, które stawiają Grecję na równi z takimi krajami jak Niemcy, Hiszpania, Włochy i Czechy, które również sprzedawały obligacje z ujemną rentownością.

Atenom udało się sprzedać takie papiery z dwóch powodów. Po pierwsze, najważniejsze banki centralne, w tym EBC, utrzymują stopy procentowane w pobliżu zera lub poniżej. Przypomnijmy, że na ostatnim posiedzeniu EBC obniżył stopę depozytową z minus 0,4 proc. do minus 0,5 proc.

Po drugie, Grecy prowadzą ostatnio prorynkowe reformy – np. zamierzają obniżyć podatki. To podoba się inwestorom.

I po trzecie, obligacje z niewielką ujemną rentownością wcale nie są takim złym papierem wartościowym. Nie kupuje ich zwykły Kowalski czy Brown, ale chętnie robią to banki i inne instytucje finansowe, które wykorzystują je w celach zabezpieczeń (gwarantowania) innych operacji.

Więcej o: