Statki handlowe omijają szlaki uchodźców. "Armatorzy wolą płacić za dłuższe szlaki"

Armatorzy wybierają nawet okrężne drogi morskie, by nie napotkać łodzi uchodźców. Nie chcą być posądzeni o współpracę z przemytnikami ani przeżywać traumy z powodu tonących na ich oczach rozbitków.

Z informacji Niemieckiego Diakonatu Morskiego wynika, że statki handlowe zmieniają swoje kursy, by nie natrafić na łodzie przemytników, którymi poruszają się uchodźcy. - Armatorzy wolą płacić za dłuższe szlaki, by nie narazić się na zarzut pośredniej pomocy przemytnikom – powiedział niemieckiej Ewangelickiej Agencji Prasowej (EPD) diakon morski Markus Schildhauer. Zjawisko to ma miejsce przede wszystkim we Włoszech, gdzie za ratowanie ludzkiego życia na morzu można ponieść karę.

Kolejny powód Schildhauer widzi w dotychczasowych doświadczeniach. Wielokrotnie marynarze statków handlowych robili wszystko, by pomóc wycieńczonym ludziom w dostaniu się na ich statek. Ci jednak, pnąc się na wysoką burtę, z braku sił spadali do morza i tonęli, a ich łodzie, na ogół zupełnie nieprzystosowane do morskich podróży, szły na dno. To wszystko działo się na oczach marynarzy, którzy chcieli pomagać. – Widziałem już bardzo straumatyzowanych ludzi morza – mówi diakon.

Dziesiątki tysięcy uratowanych

Zdaniem Markusa Schildhauera, najcięższe wypadki podczas prób ratowania rozbitków  miały miejsce podczas intensywnego napływu migrantów w latach 2015 i 2016. Z informacji Niemieckiego Diakonatu Morskiego wynika, że w 2015 roku uratowano w ten sposób 50.000 ludzi na Morzu Śródziemnym. W 2016 było ich 60.000. Diakon podkreśla, że choć dziś szlaki uchodźcze się zmieniły, to załogi wciąż jeszcze obawiają się spotkania z łodziami przemytników.

Prawo morskie zobowiązuje do niesienia pomocy potrzebującym na morzu. – Żaden statek nie może się odwrócić – mówi diakon. Jednak trudno jest dostrzec człowieka zza burty wysokiego na 25 metrów kontenerowca. Poza tym na takim statku jest miejsce tylko dla około 20-osobowej załogi, nie ma tam ani wystarczającej przestrzeni, ani ilości wody czy warunków sanitarnych dla większej liczby osób.

Psycholog na pokładzie

- W akcji ratowania rozbitków z reguły giną ludzie – podkreśla Schildhauer. Szczególnie obciążające dla załogi jest to wówczas, gdy robi ona wszystko, by pomóc, a potem widzi, jak ludzie toną. Dlatego statki coraz częściej wyruszają w podróż z psychologiem na pokładzie.

Diakon kieruje placówką Niemieckiej Misji Morskiej w Aleksandrii. Diakoni ewangelickich organizacji odwiedzają załogi w portach i wspierają duchowo marynarzy, którzy nierzadko cierpią z powodu rozłąki z rodzinami i walczą z poczuciem izolacji w wielonarodowych załogach.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o:
Komentarze (37)
Statki handlowe omijają szlaki uchodźców. "Armatorzy wolą płacić za dłuższe szlaki"
Zaloguj się
  • mateusztt

    Oceniono 22 razy 16

    Rozbitek to ofiara katastrofy morskiej. Użycie tego określenia wobec czekających na podwózkę nielegalnych imigrantów jest bezpodstawne i oszukańcze.

  • gazeta1960

    Oceniono 24 razy 16

    "Zjawisko to ma miejsce przede wszystkim we Włoszech, gdzie za ratowanie ludzkiego życia na morzu można ponieść karę".
    Nie za "ratowanie ludzkiego życia", tylko za pomoc przemytnikom. Jak sądzicie, kto finansuje te "statki ratownicze" (ich kupno lub wynajęcie), kto opłaca załogę, paliwo, żywność na całe miesiące rejsu? Tu nie wystarczy spontaniczna zrzutka kilkudziesięciu lub kilkuset osób, to są celowe i długotrwałe działania wymagające regularnego dopływu pieniędzy.
    Poza tym "chcącemu nie dzieje się krzywda", więc skoro ci "uchodźcy" DOBROWOLNIE wsiadają na takie pontony, to sami świadomie narażają się na utonięcie. Sprawę można prosto i po ludzku rozwiązać: dowolny statek "ratuje" tych rozbitków i od razu powiadamia straż przybrzeżną. Ta podpływa, przejmuje "rozbitków" i odwozi ich do miejsca startu. Po kilku takich akcjach nikt już (przynajmniej z tego powodu) nie tonie, bo wszyscy wiedzą, że w TEN SPOSÓB legalnie do Europy nie da się dostać. Oczywiście tych, którzy w jakiś sposób dopłynęli do miejsca przeznaczenia też odsyłać ciupasem do miejsca startu. Pomoże, gwarantuję. Tym, którzy uważają, że "tak nie można". Nie chce podawać przykładu, że "spróbujcie tak wjechać do USA", ale podam blizszy kraj. Spróbujcie dostac się bez dokumentów do Rosji.

  • kler-killer

    Oceniono 20 razy 14

    Pomagać na morzu i odstawiać do Afryki.

  • goostav234

    Oceniono 17 razy 13

    Szczątki Josepha Goebbelsa i Juliusa Streichera pozieleniały właśnie z zazdrości....

  • kac

    Oceniono 22 razy 12

    Jest jedna nieścisłość w tym artykule, piszecie 'współpracę z przemytnikami' a tak na prawdę przecież trzeba napisać 'współpracę z organizacjami pozarządowymi'. W końcu nie jest żadną tajemnicą ani to, że te organizacje właśnie organizują import imigrantów ani też to, kto te organizacje finansuje, nawet się z tym w żaden sposób nie kryjąc. Wiem, że Wam Gazeto nieco niewygodnie o tym finansowaniu pisać, ale tak właśnie jest i warto nie naginać prawdy pod własne tezy (o ile w ogóle są one Wasze własne, w co też trochę powątpiewam). Nie ma darmowych deserów, prawda?

  • nosorozecwlochaty

    Oceniono 14 razy 10

    Nie opowiadajcie głupot o "straumatyzowanych marynarzach". Armatorzy zwyczajnie nie chcą problemów.

    Zostawić ludzi na pontonie rzeczywiście jest trochę głupio ale przede wszystkim ktoś może to sfilmowac telefonem, puścić w świat i wtedy mamy przechlapane.

    Wziąć ich na pokład to z kolei kłopoty, trzeba ich karmić, leczyć, pilnować by czegoś nie ukradli albo nie zniszczyli, by nie przywlekli jakiejś tropikalnej choroby itp. Ponadto ryzykujemy że nie wpuszczą nas do naszego portu docelowego i będziemy się tak z nimi bujać przez nieokreśloną ilość czasu.

  • feldkuratkatz

    Oceniono 16 razy 10

    sralis mazgalis, liczy sie kasa i tylko kasa. Armatorzy nie chcą opóźnień, a akcja ratownicza to po pierwsze opóźnienie, a po drugie, w myśl przepisów, konieczność dezynfekcji statku, więc znowu opóźnienie i dodatkowe koszty. Znam kapitana, który wbrew woli armatora włączył się w akcję ratowniczą na morzu śródziemnym. To był jego ostatni rejs, już nie jest kapitanem.

  • qawsedrftg

    Oceniono 24 razy 10

    Uchodźców czy migrantów? Wie ktoś? Niemcy znowu szaleją, jak za Adolfa. Wtedy Naród Panów, dziś multi-kulti. Milion? Dwa miliony? Dziesięć? Czterdzieści? Wir schaffen das!

    "Ratowanie życia" - gdy wyłowimy rozbitka 10 km od Władysławowa, odstawimy go tamże czy 400 km do Szwecji?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX