Budżet Unii Europejskiej. Finlandia ma plan. Jeszcze większe zaciskanie pasa dla Polski?

Finlandia, która sprawuje teraz prezydencję w Radzie UE, prosi kraje Unii, by do 26 sierpnia zaproponowały swój zarys budżetu unijnego na lata 2021-27. Już widać, że polityka spójności jest narażona na dalsze cięcia.

Podstawą negocjacji jest projekt planu budżetowego („wieloletnich ram finansowych”), który Komisja Europejska przyjęła w maju 2018 r. Przewiduje unijny budżet na poziomie około 1,11 proc. DNB (dochodu narodowego brutto w UE) i obejmuje cięcia funduszy z polityki spójności dla Polski o 23 proc., czyli z 83,9 mld euro (w budżecie 2014-20) do 64,4 mld euro w budżecie 2021-27 (w cenach z 2018 r.). Główny płatnik do wspólnej kasy, czyli Berlin, dość ogólnikowo powtarza, że jest gotów płacić na odpowiednie priorytety UE. Jednak część innych płatników netto (więcej wkładają niż wyjmują ze wspólnej kasy) od początku chciała zbić wspólny budżet do około 1 proc. DNB (to np. Szwecja, Dania, Holandia). A Finlandia sprawująca w tym półroczu prezydencję z Radzie UE wcześniej stawiała na 1,06 PKB.

Czytaj więcej: Przemilczany konflikt w UE. Chodzi o podział dużych pieniędzy w nowym budżecie

Jeszcze mniej na spójność?

Przedstawiciele fińskiej prezydencji zapewniają nas, że pod koniec października wpiszą liczby do swego projektu kompromisu budżetowego – po zebraniu i na podstawie opinii od wszystkich krajów Unii. Helsinki z racji prezydencji musiały teraz przyjąć rolę neutralnego negocjatora. Jednak we wstępnych rozmowach przedstawicieli części płatników netto – jak wynika z naszych rozmów w Brukseli – często słychać o kompromisowym progu 1,06 DNB. To oznaczałoby cięcie projektu Komisji Europejskiej o 60-70 mld euro, z czego – jak wyjaśnia nasz rozmówców w instytucjach UE zaangażowany w tematykę budżetową – zapewne około 25 mld redukcji przypadłoby na politykę spójności. Ta na razie jest planowana na 330 mld euro w latach 2021-27, czyli około 10 proc. mniej w porównaniu z obecną siedmiolatką 2014-2020.

Każda dodatkowa redukcja w polityce spójności to zagrożenie dodatkowymi stratami dla Polski w unijnych funduszach po 2020 r. – A już na pewno oznaczałoby to brak szans na jakiekolwiek odrobienie strat z projektu Komisji Europejskiej z zeszłego roku – tłumaczy nasz rozmówca z euroinstytucji.

Brak funduszy na plany von der Leyen

Odchudzanie nowego budżetu kłóci się z ambitnymi zapowiedziami Ursuli von der Leyen (w listopadzie ma zastąpić Jeana-Claude’a Junckera na czele Komisji Europejskiej), która w Parlamencie Europejskim obiecała np. ostre przyspieszenie walki z kryzysem klimatycznym. A zbijanie emisji gazów cieplarnianych jest w ramach Unii wspomagane m.in. z polityki spójności.

– W sprawie walki z kryzysem klimatycznym i nierównościami społecznymi kluczowe są regiony i miasta. Dlatego wspieramy silną politykę spójności. Tylko poprzez wzmacnianie inwestycji publicznych i współpracę na wielu poziomach [w ramach polityki spójności] wywiążemy się z zapowiedzi – tłumaczy nam szef unijnego Komitetu Regionów Karl-Heinz Lambertz pytany o budżet 2021-27 i zapowiedzi von der Leyen.

Pieniądze a praworządność

Kwestionariusz, który fińska prezydencja przekazała w zeszłym tygodniu wszystkim krajom Unii, dotyczy też tematu praworządności. „W sprawie wieloletnich ram finansowych i państwa prawa: Jaką drogę widzą państwo w sprawie ochrony budżetu UE w przypadku uogólnionych braków w praworządności?” – głosi fiński dokument przekazany krajom Unii, który udało nam się poznać. Odpowiedzi należy przekazać do 26 sierpnia.

– W ogóle na ten temat nie ma rozmowy – tak premier Mateusz Morawiecki, który spotkał się wiosną z komisarzem UE ds. budżetu Guentherem Oettingerem, odpowiadał wówczas na pytanie o projekt rozporządzenia „pieniądze za praworządność”. A jednak plan zawieszania, a w skrajnych wypadkach odbierania funduszy unijnych za łamanie praworządności, który jest firmowany przez Oettingera, staje się przedmiotem intensywnych rozmów w Brukseli. – Jesteśmy przyjaciółmi projektu powiązania funduszy UE z przestrzeganiem reguł państwa prawa – powiedziała w zeszłym tygodniu fińska minister ds. UE Tytti Tuppurainen. Von der Leyen deklaruje, że sięganie po takie narzędzie budżetowe powinno być absolutną ostatecznością.

W Brukseli rośnie grono pesymistów, którzy tracą nadzieję, że negocjacje nad unijną siedmiolatką budżetową 2021-27 mają szanse zakończyć się w tym półroczu. Kolejny semestr to prezydencja Chorwacji. A choć niemiecka dyplomacja zarzeka się, że nie chce brać na siebie rokowań budżetowych, to już dziś nie można wykluczyć, że ich finisz przypadnie dopiero na drugie półrocze 2020 r., czyli czas niemieckiego przewodnictwa w Radzie UE. 

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o:
Komentarze (24)
Budżet Unii Europejskiej. Jeszcze większe zaciskanie pasa dla Polski?
Zaloguj się
  • jednooki.pirat

    0

    Nic dziwnego, że nie chcą dawać na politykę wspólności. Chcielibyście finansować w rodzinie kuzyna, który ciągle chodzi pijany i się awanturuje?

  • piotre1987

    Oceniono 2 razy -2

    Wiadomo im gorzej dla Polski tym lepiej dla Europy ale zaprzaństwo i zdrajcy z gazety wyborczej i przyklepujacy im lewackie lemingi wyznają zasadę wróg PISu jest naszym przyjacielem nawet jak by to był diabeł.

  • javall

    Oceniono 5 razy -3

    Usilnie stara sie o to tuskowa ferajna, Kopaczowa juz sie popisywala chorymi pomyslami. Metr w glab.

  • hellk

    0

    Na szczescie wielu rodakow przekulo ulotne zjawisko dofinansowania z UE w trwale przejawy dobrobytu. Jak hacjenda w slonecznej Italii - na przyklad;)

  • rascalow

    Oceniono 6 razy 4

    Ma to swoje dobre strony. Skończy się budowanie lotnisk bez samolotów, aquaparków i dróg do nikąd , wycinanie drzew i betonowanie placów.

  • westgreg

    Oceniono 1 raz 1

    Czas najwyższy, aby część funduszy unijny przekierować ze "spójności" na wzrost konkurencyjności zewnętrznej unii. To dobrze, że kraje bogatsze przykładają się do rozwoju tych biedniejszych, ale czas pomyśleć o przyszłości całej organizacji (w szczególności, jeżeli chce się podjąć walkę z globciem).

  • cysiowps

    Oceniono 4 razy 2

    W krajach starej Unii też są wyborcy oraz podatnicy i ciężko wytłumaczyć im że powinni dotować kraje nowej Unii w sytuacji gdy w nich odradza się nacjonalizm. W dodatku Polska OIS zupełnie otwarcie mówi, że ważniejsze dla niej są stosunki z USA niż wzmacnianie UE.

  • kurdupel_zoliborski

    Oceniono 10 razy 6

    Tak czy owak nikt nie ma ochoty pomagac pisuarowi ani EU, ani USA ani oczywiscie pan Putin. Niech wiec teraz pisie sqrwysyny krystianizuja sobie wolske za wlasne piniadze - (a budzet po Brexicie automatycznie musi byc nizszy).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX