Graniczny Inspektorat Weterynarii twierdził, że tygrysy "mogły kontynuować podróż". Teraz się tłumaczy

Robert Kędzierski
Transport dziesięciu tygrysów, który zakończył się padnięciem jednego ze zwierząt, wciąż budzi kontrowersje. Redakcja Next Gazeta.pl rozmawiała z przedstawicielem Inspektoratu Weterynaryjnego, który oglądał zwierzęta. Potwierdził wcześniejsze stanowisko przedstawione przez Główny Inspektorat Weterynarii - stan zwierząt miał nie budzić wątpliwości. Eksperci wciąż je jednak mają.

Główny Inspektorat Weterynarii w swoim oświadczeniu dotyczącym tygrysów, które transportowane były przez przejście graniczne w Koroszczynie, stwierdził, że zwierzęta były zdolne do dalszej podróży, a ich stan "nie budził wątpliwości".

Po tym, jak jedno ze zwierząt padło, w mediach pojawiły się wątpliwości: czy faktycznie tygrysy były transportowane w odpowiednich warunkach, jak to się stało, że jedno z nich jednak padło?

W internecie pojawiły się zdjęcia klatek, w których miały być przewożone dzikie koty. Warunki, w których je transportowano, oceniła też Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego ogrodu zoologicznego.

Jeden z tygrysów jest w stanie bardzo ciężkim. W jego oczach widzimy rozpacz, ciemność, która była w tych klatkach, które są zbyt małe, w których zwierzęta nie mogły się nawet przemieścić i siedziały we własnych odchodach

- przyznała ze łzami w oczach w rozmowie z dziennikarzami. Nagranie z jej wypowiedzią zamieścił reporter RMF FM Mikołaj Chłystun. 

"Jesteśmy w tej chwili po oględzinach wykonanych przez panią doktor specjalizującą się w akcjach ratunkowych prowadzonych przez Adwokatów Zwierząt. Do tej pory, po naszej kilkudniowej opiece, tygrysy są w kondycji dramatycznej. Zwierzęta są wyniszczone. Ten, kto przepuścił ten transport do Białorusi, naruszył ustawę o ochronie zwierząt i jest współwinny. Nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości. Mój lekarz weterynarii, który był na miejscu, stan zwierząt określił jako dramatyczny" - powiedziała nam Zgrabczyńska w rozmowie z TOK FM.

Inspektorat weterynarii tłumaczy kulisy kontroli

Redakcja Next Gazeta.pl rozmawiała z Jarosławem Nestorowiczem z Granicznego Inspektoratu Weterynarii w Koroszczynie. To jednostka, która dokonywała kontroli transportu przewożącego tygrysy.

Wyjaśnił nam, że przewoźnik, który na przejściu pojawił się w nocy z czwartku na piątek, podczas kontroli okazał dokumenty, w których stwierdzono pewne braki. Nie było urzędowych świadectw weterynaryjnych. Organizator transportu miał zostać poinformowany, że może być to powodem zawrócenia transportu z Białorusi.

Pojazd został otwarty, dwóch inspektorów weszło do środka oglądać tygrysy. Wówczas były w dobrej kondycji transportowej i mogły kontynuować podroż.

- stwierdził Nestorowicz.

Wyjaśnił też, że według deklaracji przewoźnika, po ok. 10 godzinach zwierzęta miały zostać wyładowane i odpocząć.

Samochód wyjechał na Białoruś, jednak w piątek wieczorem został cofnięty - jednym z powodów był brak wiz dwóch osób - obywateli Włoch. Trzecia z osób zajmująca się transportem, Rosjanin, wizy nie potrzebowała.

Informacja o tym, że jeden z tygrysów padł pojawiła się w niedzielę ok. godz. 18.35. Wtedy strona białoruska zażądała nie tylko oryginału certyfikatu weterynaryjnego, ale i sekcji zwłok padłego zwierzęcia wraz z protokołem.

Według prawa odpowiedzialny jest przewoźnik

Przedstawiciel Granicznego Inspektoratu Weterynarii wyjaśnił również, że odpowiedzialność za transport zwierząt spoczywa na przewoźniku. To on musi zorganizować transport tak, by nie narazić zwierząt na uszczerbek. A ten konkretny przewoźnik miał wymagane prawem certyfikaty.

Jarosław Nestorowicz zapewnił też, że jego jednostka przez wiele godzin szukała miejsca, które chciałoby przyjąć zwierzęta, jednak dopiero po kilkudziesięciu godzinach udało się uzyskać odpowiednią deklarację ze strony poznańskiego ZOO.

Na przyjęcie zwierząt nie chciał się zgodzić żaden inny ogród zoologiczny ani inna jednostka opiekująca się zwierzętami.

Eksperci o sprawie tygrysów: czy lekarze weterynarii wiedzą jak ocenić stan dzikich zwierząt?

Wątpliwości co to tego, czy stan tygrysów podczas transportu faktycznie nie budził wątpliwości, wyraziły ekspertki goszczące w programie "Studio Biznes". Maria Geremek, lekarz weterynarii, założycielka fundacji Make A Change oraz Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska pytały, czy lekarze weterynarii są przeszkoleni, by oceniać stan dzikich zwierząt.

Argumentowały, że zazwyczaj mają do czynienia ze zwierzętami gospodarskimi. Możliwe więc, że lekarze weterynarii mają zbyt małe doświadczenie, by prawidłowo ocenić zachowanie dzikich zwierząt.

Zarzuty za organizację transportu w niewłaściwych warunkach

Sprawa tygrysów skończyła się postawieniem zarzutów znęcania nad zwierzętami. Usłyszał je 32-letni obywatel Federacji Rosyjskiej, jeden z uczestników transportu. - Mężczyźnie postawiono zarzut zorganizowania transportu zwierząt z Włoch do Rosji w niewłaściwych warunkach - mówi Agnieszka Kępka rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Zdaniem śledczych tygrysy były przetrzymywane w klatkach ograniczających ich swobodę, bez zapewnienia odpowiedniej ilości pokarmu i dostępu do wody oraz w sposób powodujących ich cierpienie i stres. W wyniku tego jedno ze zwierząt padło. Agnieszka Kępka zaznacza, że jeżeli padnie kolejne zwierzę, to zarzut może zostać zmodyfikowany. Czynności śledcze trwają, przesłuchiwani są świadkowie. Prokuratura przeprowadziła sekcję zwłok zwierzęcia i czeka na jej wyniki. Monitoruje też stan pozostałych zwierząt.

Dziesięć tygrysów zamkniętych w klatkach w ciężarówce wyjechało 22 października z Włoch do Dagestanu w Rosji. Jedno ze zwierząt nie przeżyło transportu. Pozostałe 9 tygrysów od soboty przebywało na granicy polsko-białoruskiej w Koroszczynie. Wcześniej strona polska przepuściła transport. Cofnęła go strona białoruska z powodu braku dokumentów weterynaryjnych (pojawiają się też informacje, że chodziło o brak wizy kierowcy). Pomimo dostarczenia w piątek dokumentów, graniczny lekarz weterynarii, widząc zły stan zwierząt, nie zgodził się na ich wjazd na Białoruś. Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie znęcania się nad zwierzętami.

Więcej o:
Komentarze (172)
Graniczny Inspektorat Weterynarii tłumaczy się ze słów, że tygrysy "mogły kontynuować podróż". "Odpowiedzialny przewoźnik"
Zaloguj się
  • bambaramba

    Oceniono 1 raz 1

    Pan Bogdan Konopka Główny Lekarz Weterynarii w Polsce wziął w łapę ileś tam euro od mafii włoskiej i puscił transport przez Polskę a teraz rżnie głupa

  • zelenyles

    Oceniono 2 razy 2

    w takich klatkach mogły podróżować przez całą Europę ????? chyba ten chłop jest kompletnie walnięty!!! on powinien zamiatać a nie cokolwiek kontrolować !!!

  • pachikun

    Oceniono 1 raz 1

    Nie trzeba byc lakarzem wterynarii, to jest absolutnie niepotrzebne. ta opinia obecnych lekarzy tylko to potwierdza.Wystarczy spojrzec na te przerazajace metalowe, ohydne klatki by byc pewnym, ze tak nie wolno transportowac zwierzat. Potwierdza to tylko niekompetencje lekarzy weterynarii, zreszat ci tzw. lekarze maja do czynia ze zwierzetami gospodarski a to oznacza, ze nikt specjalnie nie przejmuje sie stanem tych zwierzat nie wspominajac juz o stresie bo to juz jest w ogole lewacka filozofia. Zreszat niekompetencja zawsze byal silna strona wszelkich sluzb, nie ma sie wiec czemu dziwic. Te tygrysy mialy szczescie, pytanie ktore samo sie narzuca brzmi ile temu podpobnych transportow przepuszczono? Za tym stoja olbrzymie pieniadze pamietajmy!

  • bunga-bunga

    Oceniono 2 razy 0

    Tygrysy zawdzięczają życie tak naprawdę Łukaszence który korupcję wypalił na Białorusi czerwonym żelastwem. Tam nikt jak u nas nie przepuści za bakszysz trefnej przesyłki (no chyba że sam to organizuje i ryzykuje łagrem). Wystarczyło kilka pokazowych procesów milicjantów drogowych i innych łapówkarzy żeby zerwać z kilkusetletnią słowiańską tradycją.

  • anitenanita

    Oceniono 2 razy 2

    Do takich raportów weterynaryjnych zawsze powinny być dołączone zdjęcia żeby nie było odpięrdalania ważnej czynności samym długopisem. Te przepisy powinny być natychmiast wprowadzone przez Unię.

  • anitenanita

    Oceniono 2 razy 2

    Jak weterynarze mogli cokolwiek określic skoro nie było nawet możliwości obejrzenia tygrysów w klatkach połozonych głębiej i wykonanych z pełnych ścian? Odpięrdolili po prostu nocną biurokrację i tyle. Do oceny kondycji potrzebny jest dostęp. To powinno być w przepisach. Faktycznie wieźli je na śmierć do przerobu na jakieś amulety.

  • titta

    Oceniono 2 razy 2

    Ich stan mogl byc dobry - na tyle na ile dalo sie ocenic zagladajac pobieznie do samochodu. Przeciez nie dalo sie ich wyladowac do badania. To calkiem rozsadna decyzja przyspieszyc transport gdy nie podstaw i warunkow (!) do konfiskaty zwierzat.
    Jednak po kilkudziesieciu godzinach na zimnie bez jedzenia i picia stan zwierzat musial stac sie dramatyczny.

  • pinky69pinky

    0

    Główny czy Graniczny??

  • pinky69pinky

    Oceniono 3 razy 3

    Jarosław Nestorowicz, ile bierzesz za przepuszczenie przemytu?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX