Minister Michał Kurtyka przekazał prezydencję Chile na COP25 w Madrycie

Prezydent szczytu klimatycznego COP24, minister klimatu Michał Kurtyka, przekazał prezydencję Chile, które od teraz będzie przewodniczyło obradom na szczycie klimatycznym COP25 w Madrycie. Tym samym zakończyła się roczna prezydencja Polski, trwająca od ubiegłorocznej konferencji klimatycznej w Katowicach.

Wybór prezydenta COP25 był pierwszym punktem madryckiego szczytu. COP25 to nazwa 25. Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu. Szczyt potrwa do 13 grudnia. Nowym prezydentem została minister środowiska Chile Carolina Schmidt. Jeszcze przed przekazaniem funkcji Michał Kurtyka krótko podsumował polską prezydencję. Zwracając się do delegatów z niemal 200 państw, wspominał moment, kiedy został prezydentem COP24.

Kurtyka podsumował polską prezydencję

Michał Kurtyka przypomniał, że liczba propozycji zgłoszonych przez różne kraje do negocjacji podczas szczytu była bardzo duża:

Ale razem udało nam się przeskoczyć blokadę oczekiwań i przyjąć bardzo potrzebny pakiet katowicki. Razem uzgodniliśmy podręcznik do efektywnego wdrażania porozumienia paryskiego. To był nasz wspólny sukces.

W Katowicach niemal 200 państw przyjęło jednogłośnie Pakiet katowicki, czyli końcowy dokument szczytu COP24. Dzięki niemu po trzech latach porozumienie klimatyczne z Paryża otrzymało niemal komplet reguł. Przypomnijmy - w 2015 roku w Paryżu prawie 200 państw zobowiązało się do podjęcia działań na rzecz zatrzymania globalnego ocieplenia. Cel to utrzymanie wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie niższym niż 2 stopni Celsjusza - a w razie możliwości - 1,5 stopnia powyżej poziomu sprzed rewolucji przemysłowej.

Tegoroczne negocjacje będą koncentrowały się na temacie, którego nie uzgodniono na szczycie COP24 w Katowicach. Chodzi o reguły globalnego handlu prawami do emisji dwutlenku węgla.

Mateusz Morawiecki na szczycie COP25 powiedział:

Musimy stawić czoła wyzwaniu, jakim jest neutralność klimatyczna. Leży też w samym sercu projektu europejskiego i nowego przywództwa europejskiego.(...) W Polsce znamy wartość solidarności, cieszymy się wolnością i szanujemy wszystkich. Rozumiemy, jak ważne jest poparcie naszych obywateli i jak ważne jest, by nie zostawiać nikogo samemu sobie. Ale bez akceptacji, odważne działania w zakresie klimatu po prostu się nie powiodą i będą skazane na porażkę (...).

Dodał - "Żeby wypełnić nasze zobowiązania zgodnie z porozumieniem paryskim, mój rząd wdrożył szereg różnych programów, które mają za cel przede wszystkim ochronę klimatu, ale też polepszenie jakości życia w Polsce. Te programy, które opiewają na 20 mld euro, pozwalają na zwiększenie wydajności energetycznej w gospodarstwach domowych i pozwalają na zamianę na czystą e-mobilność i jednocześnie zajmując się naszym środowiskiem, jak również publiczną służbą zdrowia".

Swoje wystąpienie podsumował:

Kiedy stawiamy czoła wyzwaniom cywilizacyjnym, to wtedy solidarność jest niezmiernie istotna. (...) Deklaracja katowicka i porozumienie paryskie pokazują, że możemy mówić jednym głosem. Mam nadzieję, że szczyt COP25 odniesie taki sam sukces, jak ten w Katowicach.

Szczyt w Katowicach. Trudny sukces

Podczas gdy polscy politycy podkreślają, że ubiegłoroczny szczyt był wielkim sukcesem polskiej dyplomacji, wielu obserwatorów od dawna wskazuje, że prawda leży nieco gdzie indziej. Greenpeace Polska przypisał część sukcesu Sekretarzowi Antonio Guterresowi, którzy wg organizacji "pod koniec szczytu po raz trzeci pojawił się w Katowicach i nieoficjalnie przejął stery". W to wątpiła jednak ekspertka zajmująca się negocjacjami klimatycznymi Lidia Wojtal, która na Twitterze zwróciła uwagę, że to raczej nie Guterres "siedział po nocy wysłuchując problemów grup, a wysłuchawszy edytował teksty tak, żeby wszyscy się zgodzili". Greenpeace pisał, że "trudno mówić o sukcesie, ale udało się uniknąć spektakularnej porażki - niestety, nie dzięki polskiej prezydencji". "Polscy politycy, jako gospodarze szczytu, nie zostaną zapamiętani za wizję, ani za silne przywództwo, lecz co najwyżej za serię wpadek" - oceniono.

Zdaniem ekologów zabrakło przywództwa polskiej prezydencji. "W ostatniej chwili sytuację uratował sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, który pod koniec szczytu po raz trzeci pojawił się w Katowicach i nieoficjalnie przejął stery oraz inicjatywę w negocjacjach" - czytamy.

Climatechangenews.com cytowało negocjatorów, którzy byli zaskoczeni wynikami szczytu, gdyż spodziewali się dużo słabszego dokumentu. Jeden z nich mówił, że spodziewał się tylko "kilkudziesięciu stron i pozostawienia wielu kwestii na później". Była dyplomatka z Francji nazwała uchwalenie zestawu zasad "uderzającym i bardziej kompletnym niż jakiekolwiek porozumienie". Z kolei przedstawicielka Sojuszu Małych Państw Wyspiarskich (którym najszybciej grożą poważne konsekwencje zmian klimatu i które najsilniej walczą o zdecydowane działania) oceniła, że dokument "nie zadowala ich całkowicie", ale jest "czymś, z czym da się działać". Najbardziej narażonym krajom udało się wywalczyć m.in. bardziej przewidywalne finansowanie oraz możliwość brania przy tym pod uwagę zniszczeń, wywołanych przez katastrofy klimatyczne - opisuje Climatechangenews.com. Nie udało się wynegocjować wszystkiego. Decyzje ws. zasad handlu emisjami nie zostały rozstrzygnięte i przełożono to na kolejny szczyt.

Nie zapominajmy też, że podczas COP2 Polska otrzymała nagrodę "Skamieliny Roku" od organizacji CAN EUROPE walczącej o przeciwdziałanie postępującym zmianom klimatycznym. Nagrodę dostaliśmy za bycie "najgorszym krajem na COP24". Antynagrodę uzasadniono słowami - "za to, że cały czas trzyma się swojego uzależnienia od węgla. Polska nadal buduje nowe kopalnie węgla i wydaje miliony euro na dopłaty do węgla. Kiepsko sprawdza się też jako lider negocjacji na COP24".

Więcej o: