Raty "zero procent" - nikłe szanse żeby z nich skorzystać

Sieciowe sklepy ze sprzętem RTV i AGD utrudniają klientom skorzystanie z rat "zero procent" - alarmują czytelnicy "Gazety". - Sprzedawca przez pół godziny wmawiał mi, że muszę dokupić obowiązkowe ubezpieczenie. Dopiero w domu przeczytałam, że ubezpieczenie było dobrowolne
Raty "zero procent" to dziś główny wabik sklepów ze sprzętem RTV-AGD. Coraz większą część zakupów sprzętu domowego przejmują tańsze sklepy internetowe, ale stacjonarne sieci kuszą tym, że wymarzony sprzęt można nie tylko obejrzeć, dotknąć, ale i od razu zabrać do domu, płacąc tylko kilkadziesiąt złotych. W Saturnie można rozłożyć cenę na 30 rat, a w Euro RTV AGD - nawet na 40 miesięcy.

W blogu "Subiektywnie o finansach": Poradnik przebojowego sprzedawcy, czyli jak naciąć klienta na ubezpieczenie do rat 0%?

Jeszcze 5-6 lat temu w umowach ratalnych roiło się od dodatkowych kosztów, prowizji, oprocentowania naliczanego, gdy nie spłaci się ostatniej raty przed terminem itp. Teraz zero procent to często rzeczywiście zero procent, zaś zyskiem sklepu jest po prostu odpowiednio wyżej ustawiona cena, w której schowany jest koszt kredytowania. W sklepach doskonale wiedzą, że przygniatającą większość dużych zakupów, na kilka tysięcy złotych, klienci sfinansują ratami. Ci, którzy płacą gotówką, i tak de facto ponoszą koszt kredytu ukrytego w cenie, mimo że z tego kredytu nie korzystają.

Winne ubezpieczenia do kredytu

Niestety, na klientów kupujących na raty czeka groźna pułapka - ubezpieczenia dokładane do kredytów. Sprzedawcy są gotowi na każde poświęcenie, by wmówić klientowi, że jest obowiązkowe i że bez niego nici z rat zero procent. - Postanowiłem kupić robota kuchennego. Co prawda miałem odłożoną gotówkę, ale w oczy bije informacja o możliwości zapłaty w 40 ratach zero procent. Obok podana jest wartość raty. Wziąłem kalkulator, przemnożyłem, co do grosza się zgadzało. Rzeczywiście, zero procent. Idę do okienka i mówię, że chętnie bym skorzystał z rat, na co pani odpowiada, że raty są, owszem... ale wymagane jest ubezpieczenie kredytu w wysokości 0,9 proc. wartości zakupu za każdy miesiąc! - opowiada jeden z klientów sieci Euro RTV AGD.

Jak łatwo obliczyć, wysokość ubezpieczenia sumuje się do jakichś 11 proc. w skali roku, czyli do oprocentowania niedrogiego kredytu gotówkowego. Tyle że klienta kusiły raty zero procent, więc dlaczego miałby płacić za kupowanego robota aż o 11 proc. więcej? - Pani w sklepie powiedziała, że nie można zrezygnować z tego ubezpieczenia, mimo że na stronie internetowej sklepu Euro RTV AGD jest napisane, że ubezpieczenie jest dobrowolne - wścieka się klient, który dał się nabrać i zapłacił za raty z ubezpieczeniem.

To powszechna praktyka

Okazuje się, że to powszechna praktyka sprzedawców.

Pan Michał miał identyczną historię i to w tej samej sieci sklepów. - Pani w Euro RTV AGD próbowała mi za wszelką cenę wmówić, że bez ubezpieczenia nie dostanę rat - bank się nie zgodzi. Konsekwentnie obstawałem, że ubezpieczenia nie chcę, i że ma wysłać wniosek bez ubezpieczenia. Raty oczywiście dostałem. Sprzedawcy mają obowiązek wciskać klientom za wszelką cenę ubezpieczenie - mówi czytelnik.

Pani Paulina opowiada inną historię: jej mama chciała kupić na nieoprocentowane raty jakiś drobny sprzęt. Sprzedawczyni przekonywała ją, że wniosek jest odrzucany. Mama poskarżyła się kierowniczce sklepu. Co się okazało? - Pani kierownik powiedziała, że sprzedawczyni nigdy nie złożyła wniosku o kredyt ratalny i tylko wmawiała mojej mamie, że jej wniosek został odrzucony - opowiada pani Paulina.

Pan Wojciech: - Ja też się z tym spotkałem. Sprzedawczyni powiedziała, że muszę złożyć wniosek z ubezpieczeniem. Na moją prośbę, żeby choć spróbowała bez ubezpieczenia, powiedziała w końcu po cichu, że nie może złożyć takiego wniosku.

Pomysłowość sprzedawców nie zna granic: - Uparłam się w sklepie na opcję rat bez ubezpieczenia. Wniosek nie przeszedł. Dlaczego? Okazało się, że pani w sklepie wpisała mi w formularzu, który wysyła do weryfikacji w banku... że mam pięcioro dzieci na utrzymaniu. Ciekawa pomyłeczka, prawda? - mówi kolejna czytelniczka.

Rzecznik Ubezpieczonych: "Obowiązkowe" ubezpieczenia są nieetyczne

Rzecznik Ubezpieczonych nie ma wątpliwości, że wmawianie klientom, że ubezpieczenie kredytu jest obowiązkowe, to nieetyczna praktyka. "Ubezpieczeniem obowiązkowym jest wyłącznie ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej lub ubezpieczenie mienia, jeżeli ustawa nakłada obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia. Żadna ustawa nie mówi o obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia kredytu. Zazwyczaj zawarcie umowy jest wyłącznie wymogiem banku, nie jest to jednak obowiązek ustawowy konsumenta" - pisze w jednej z ekspertyz Biuro Rzecznika Ubezpieczonych.

Czytaj też: Nie zawiadomili klienta o podwyżce raty. A zamiast przeprosić...

Czytaj też: Trzy dziewice orleańskie i Samcik, czyli rzecz o odpowiedzialnym pożyczaniu

Tomasz Siedlecki z sieci Euro RTV AGD przyznaje, że ubezpieczenie jest opcjonalne, ale nie zgadza się z zarzutem, że firma wpuszcza klientów w maliny. - Stosowna informacja o dobrowolności ubezpieczenia jest zamieszczona przy każdym stanowisku ratalnym w sklepie, jak również na naszej stronie internetowej.

Siedlecki nie chciał podać nam informacji, jaka część wszystkich kredytów ratalnych jest "wyposażana" przez sprzedawców w dodatkowe ubezpieczenie. - Nie jesteśmy upoważnieni przez kredytodawców do udzielania informacji na temat danych biznesowych realizowanych przez te instytucje za pośrednictwem sieci Euro - ucina.

Czytaj też: Mocny wynalazek, czyli kredyt zero procent, którego... nie da się spłacić!