Czy to początek piwnej wojny w Polsce? AleBrowar: "Piwa koncernowe to typowe sikacze". Tyskie: "Nie mamy niczego do ukrycia"

W 2013 roku kupiliśmy blisko 3,8 mld l piwa za 19,3 mld zł. To spory kawałek tortu do podziału, na który od dłuższego czasu mają chęć również zdobywające coraz więcej sympatyków browary rzemieślnicze. Z jednej strony widzimy wielkie koncerny, z drugiej - rozwijającą się kulturę picia piw niszowych. Czy to już początek piwnej wojny w Polsce?
Ekspansja małych browarów była w ostatnich latach jednym z najważniejszych i najciekawszych trendów na polskim rynku piwa. Konkurencje zaczęli dostrzegać tacy giganci, jak Żywiec czy Kompania Piwowarska, lider na rynku piwa w Polsce, która wypuściła na rynek kilka rodzajów Książęcego. Pełzająca wojna? Zacznijmy od początku.

Mały, a namieszał

Na początku XXI wieku rynek piwa był dość zmurszały. Królowały lagery, jasne pełne, a smakosze nie za bardzo mieli w czym wybierać. Kilka lat temu to się zmieniło.

To właśnie małe firmy były w dużej mierze inicjatorem fali kilku ciekawych nowych produktów, takich jak piwa smakowe, np. miodowe. Proponowały również zupełnie inne style piwne niż standardowy lager. Zwróciły też uwagę konsumentów na kwestie zastosowanych technologii wytwarzania, utrwalania i wykorzystanych surowców. "Tym samym razem z częścią większych koncernów zbudowały podstawy dla kultury koneserstwa piwnego w Polsce" - czytamy w raporcie KPMG o rynku alkoholi w Polsce za 2013 r.



Małe browary to ciągle niszowy gracz na rynku. Chociaż jak wynika z badań KPMG, konsumenci są niezwykle otwarci na nowe propozycje i przygotowani, by zapłacić więcej za lepszej jakości marki, firmy rzemieślnicze mają cały czas ok. 2 proc. rynku i 774 mln zł do podziału (sprzedaż za 2013 r.). W tym segmencie zaczyna się robić ciasno, a klient piwem koncernowym jest już wyraźnie zmęczony.

Lokale stawiają na lokalność

Naprzeciw wzmożonym poszukiwaniom alternatywy wśród piw wyszli właściciele pubów i restauracji browarniczych. - W naszej ofercie mamy tylko i wyłącznie piwa z małych browarów. Nie chcemy promować browarów koncernowych. Zależy nam, żeby nasi klienci docenili smak piwa rzemieślniczego - mówi nam Agata Kiełtucka, manedżerka krakowskiego lokalu Pracownia Piwa i Przyjaciele "Tap House".

Miejsc, gdzie można się napić niszowych piw, powstaje w Polsce coraz więcej i zdobywają one coraz większą rzeszę fanów. - Nasi goście przychodzą ze znajomymi, a później ci znajomi przyprowadzają swoich znajomych. Ludzie coraz częściej doceniają smak piwa, a nie samą ilość - mówi Kiełtucka.

Dyskonty sięgają po regiony

W samej Warszawie powstało w ostatnim czasie kilka takich lokali. To samo w mniejszych miejscowościach. Na przykład w Zduńskiej Woli koło Łodzi dużą popularnością cieszy się pub Fermentacja, który oferuje różnorodne piwa regionalne i kontraktowe. Czy właśnie na naszych oczach dokonuje się w Polsce mała piwna rewolucja?

Nawet dyskonty zauważyły nowy trend. We wrześniu 2014 r. Lidl do swojej oferty wprowadził na jakiś czas piwa regionalne. Można było kupić między innymi porterowe piwo Komes z browaru w Miłosławiu, piwa pszeniczne oraz miodowe. Najdroższe kosztowało nie więcej niż 5 zł.



Jednak, jak podkreśla w raporcie KPMG, rynek piw jest już nasycony, co wzmaga nerwowość w branży. Niektóre małe browary mają wyraźny żal do swoich dużo większych kolegów o nieczyste zagrania.

AleBrowar: "Wkurza mnie to, że koncerny próbują się pod nas podszywać"

O piwach koncernowych i ideałach przyświecających małym browarom porozmawialiśmy z Bartkiem Napierajem, jednym z założycieli AleBrowaru, browaru kontraktowego, który ruszył w 2012 r. i cieszy się w Polsce coraz większym zainteresowaniem.

Damian Szymański, Pieniadze.gazeta.pl: Często się na nas wkurzasz?

Bartosz Napieraj, AleBrowar: Wkurza mnie to, co robią koncerny.

A to, że Polacy piją głównie piwa przemysłowe?

Nie denerwuję się na ludzi. Jak widzę faceta z tyskim, to wiem, ile jeszcze przed nami roboty, żeby pokazać lepszą alternatywę. Wkurza mnie to, że koncerny próbują się pod nas podszywać, mówiąc jednocześnie, że jesteśmy tylko sezonowym wybrykiem. Wkurza mnie, jak chcą zdewaluować to, co robimy. Zobacz, z browarami regionalnymi mamy pewnie jakieś 2-3 proc. rynku. Jak bardzo musi ich to wizerunkowo boleć, że istniejemy, skoro tak wielki Goliat pochyla się nad tak małym Dawidem.

Chcesz powiedzieć, że Goliat ma gliniane nogi?

Nie oceniam tego. Bawią mnie jednak próby wypuszczania piw nowofalowych, np. Żywca APA, czyli robienia tego, czym my się zajmujemy. To jest nieprawdziwe. Mam wrażenie, że ludzie, którzy tam pracują, nie za bardzo wiedzą, co zrobić w obliczu spadków. Szef Kompanii Piwowarskiej mówi o regresie na rynku piwa, a marketingowcy się motają i szaleją. Oczywiście nie uzurpujemy sobie prawa do tego, że tylko my możemy robić piwo nowej fali, ale ze strony wielkich koncernów jest to po prostu hipokryzja.

Uważasz, że to dopiero początek piwnej wojenki w Polsce?

Jest w Stanach taki film, nazywa się "Beer Wars". Opowiada o otwartym konflikcie między koncernami a rynkiem rzemieślniczym i walce o klienta. To jest niedaleka przyszłość, to, co nas czeka w Polsce. Wystarczy chwilę poczekać i pojawi się zupełnie nowa marka piwa koncernowego jawnie nawiązująca do piw rzemieślniczych. To dopiero będzie obłuda.

Założyliście browar kontraktowy. Co to dokładnie oznacza?

Wiem, że ludziom te wszystkie nazwy mogą się mylić. Na końcu przecież i tak liczy się tylko piwo i jego jakość. Jednak jest zasadnicza różnica między nami a tzw. browarami rzemieślniczymi. One fizycznie istnieją, tzn. mają swoje zakłady produkcyjne, a piwowarzy z takich zakładów zazwyczaj zaczynają od warzenia piwa domowego. My z kolei nie mamy własnego browaru, ale mamy swój pomysł, swoje receptury i swoje składniki. Dzierżawimy linię produkcyjną w innym browarze i produkujemy swoje piwa. Nie jest ich wiele. Na razie mamy ograniczone zasoby, ale z czasem się to zmieni.

Wiesz, że tak ostre wypowiedzi na pewno nie przysporzą wam fanów wśród koncernów.

Ja cenię niektóre korporacje, ale nie w Polsce. Te same koncerny, które w Belgii czy Niemczech kupują regionalne browary i robią rzetelne, prawdziwe piwo, jakoś w naszym kraju tego nie robią. SABMiller potrafi utrzymać dobre marki. Wiem, że tam jest też bardziej wymagający rynek. Lepiej poinformowany klient pewnie z zasobniejszym portfelem. Jakby mi przypalali stopy i zamknęli w żelaznej dziewicy, to z koncernówek wymieniłbym portery. Te piwa mają jeszcze jakiś smak i coś sobą reprezentują.

Ale po co wydawać 10 zł na piwo, skoro można mieć w tej cenie cztery?

Dlatego tak ważne dla nas jest to, żeby za naszym piwem szedł komunikat. Dlaczego jest trochę droższe, czym się różni od typowego sikacza i tego, z czym się to ogólnie je. Przeciętny klient będzie pewnie na nasze piwo narzekał, że drogie, i jeszcze do tego gorzkie. Jako Polska mamy jednak olbrzymi potencjał, by stać się piwną potęgą. Miejmy więc wybór.

Kompania Piwowarska: "Nie mamy nic do ukrycia"

O komentarz do ostrych zarzutów o podszywanie się pod piwa niszowe zapytaliśmy Joannę Kwiatkowską, kierowniczkę ds. kontaktów z mediami Kompanii Piwowarskiej, producenta takich piw jak Tyskie, Książęce, Lech czy Żubr. Ta odpiera zarzuty. - Browary kontraktowe istnieją zaledwie kilkanaście miesięcy. Nic dziwnego, że poszukują swojej tożsamości i budują ją poprzez tworzenie opozycji między małymi i dużymi browarami - mówi.

Tłumaczy, że browary dzielą się nie na duże i małe, ale na dobre i słabe. Kwiatkowska podkreśla, że Kompania ma obsesję na punkcie jakości i transparentności. - Nie mamy nic do ukrycia. Każdy może się przekonać, że nie stosujemy żadnej chemii - przekonuje. A co sądzi o swoich mniejszych konkurentach z rynku? - Popularność tych piw jest ograniczona do niewielkiego, ale bardzo elokwentnego kręgu konsumentów. Tylko garstka konsumentów piw niszowych powraca do nich stale, w dużej mierze konsumenci testują nowe smaki, przy kolejnych zakupach zaopatrują się w kolejne marki czy warianty - wyjaśnia.

Kwiatkowska mówi nam również, że w czasie tworzenia nowych smaków i marek Kompania kieruje się nie propozycjami małych browarów, ale jedynie gustami konsumentów. - Nigdy nie udawaliśmy browaru regionalnego - kończy.

Rynek piw w Polsce zdaje się coraz bardziej rozdarty. Z jednej strony widzimy piwa niszowe, które chcą zagarnąć coraz większą część finansowego tortu. Z drugiej są potentaci, którzy za wszelką cenę starają się im to uniemożliwić, wpychając na rynek własne marki smakowe. Czy to już otwarta wojna? Na razie browary regionalne to wciąż za mały gracz, żeby mieć realny wpływ na odchodzenie stałych klientów od dużych koncernów. Trend jest jednak widoczny i z czasem rzeczywistość amerykańskiego filmu "Beer Wars" może się stać i naszą rzeczywistością.

Od ilu stuleci towarzyszy człowiekowi alkohol? Przeczytaj w książce "Radość picia" >>

POLUB NAS




Więcej o:
Komentarze (251)
Czy to początek piwnej wojny w Polsce? AleBrowar: "Piwa koncernowe to typowe sikacze". Tyskie: "Nie mamy niczego do ukrycia"
Zaloguj się
  • Jakub Chalimoniuk

    Oceniono 476 razy 434

    Pani Kwiatkowska bredzi. Zaklina rzeczywistość. KP ma już ból zadka bo sprzedaż spada. Mam dla nich prostą radę. Zacznijcie produkować prawdziwe piwo z jęczmienia, chmielu i drożdży to problem zniknie. Dla wyjaśnienia koszt wytworzenia butelki piwa to ok.0,70 zł. Tego koncernowego sikacza. Koszt wytworzenia piwa prawdziwego to ok. 0,90 ( lagera ). Te 0,20 zł to w skali sprzedaży KP kilkaset milionów złotych przychodu. I wszystko jasne. Lepiej produkować szczyny i wmawiać ludziom, że to piwo.

  • grzybniazpatatajnia

    Oceniono 369 razy 299

    nie chce mi się tego czytać. wiem jednak że to co się dzisiaj sprzedaje po nazwą piwa, to zwykłe szczyny w porównaniu z tym co smakowałem ćwierć wieku temu.

  • seth11

    Oceniono 299 razy 231

    Diabeł mnie podkusił żeby kupić butelkę pszenicznego wypuszczonego przez Żywiec.
    Nazywało się to chyba Białe. Nigdy więcej.
    I pomyśleć że tęsknię za dawnym smakiem Żywca. Tym sprzed ponad 20-tu lat.

  • raddi1

    Oceniono 195 razy 183

    To co jest na etykiecie to guzik prawda. Niech browary przyznają się czemu kupują kukurdzę zamiast słodu jęczmiennego i dlaczego nie piszą tego na etykiecie.

  • bruno_ja

    Oceniono 174 razy 166

    "Kompania Piwowarska: "Nie mamy nic do ukrycia""
    To dlaczego ukrywacie się za zapisem "Zawiera słód jęczmienny". Dlaczego surowce są takie tajne? W Książęcym się da, a w reszcie wyrobów nie? Czyżbyście się obawiali, że piwa z melasy, kukurydzy czy czego tam jeszcze używacie nikt nie kupi? O HGB i ekstrakty chmielowe, to już nawet nie ma sensu pytać.

  • kotmiki

    Oceniono 202 razy 150

    Polskie piwa przemysłowe kojarzą mi się z moczem pawiana nie obrażając tego ostatniego ; więc kupuje najchętniej czeskie z małych prywatnych browarów

  • gawithh

    Oceniono 133 razy 121

    Pamiętam ten smak w ustach - piwa Lech sprzed 20 laty. Było gorzkie, miało intensywny zapach.
    To przyjemne wspomnienia.

    Do tych sików. co teraz do butelek z etykietką Lech się wlewa, nie umywa się!

    Mam nadzieję, że prędzej czy później ta pazerność wielkich koncernów (by przyspieszać produkcję i sprzedawać więcej i więcej kosztem jakości) zostanie ukarana.
    Bo skoro potrafią uważyć dobre piwo, to czemu tego nie robią?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX