Na "Bogach" zarobił już 100 proc. Odda całą dotację PISF. Gdy szukał pieniędzy na film, słyszał: "Rodzice ci nie dadzą?"

"Bogowie" to największy kinowy sukces ostatnich miesięcy. Film, którego budżet nawet nie zbliżył się do sum wydanych na dotychczasowe hity polskiego kina, bije rekordy popularności - obejrzało go już ponad 2 mln widzów. O przepisie na sukces, pieniądzach i nowatorskim podejściu do tworzenia filmu rozmawiamy z producentem "Bogów" Piotrem Woźniakiem-Starakiem.
Piotr Woźniak-Starak, właściciel studia Watchout Productions produkującego reklamy i filmy fabularne, jest absolwentem prestiżowej Parsons The New School of Design w Nowym Jorku. Jedenaście lat spędził za granicą, ale w 2005 r. wrócił do Polski, gdzie postanowił na poważnie zająć się filmem. Pracował m.in. przy produkcji Volkera Schlöndorffa "Strajk - Die Heldin von Danzig". W 2006 r. przy produkcji serialu "Oficerowie", a rok później asystował Andrzejowi Wajdzie w trakcie zdjęć do "Katynia".

Jego rodzice zajęli w tym roku siódme miejsce na liście najbogatszych Polaków magazynu "Forbes". Anna Woźniak jest właścicielką restauracji Belvedere w warszawskich Łazienkach, a Jerzy Starak zarządza m.in. Polpharmą - jednym z największych polskich producentów leków. Ich majątek szacowany jest na 3 mld zł.

Dwa lata po debiucie producenckim z 2012 r. ("Big Love"), Piotr Woźniak-Starak wyprodukował "Bogów" w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Opowieść o początkach kariery Zbigniewa Religi bije rekordy popularności, od październikowej premiery film obejrzało już 2,1 mln widzów.

Paweł Borecki, Pieniadze.gazeta.pl: Prosto z mostu: jak zarobić na filmie? Proszę o receptę.

Piotr Woźniak-Starak: Receptą na sukces jest jakość produktu, budżet i widz. Na przykład, jeśli robię następny film z Jankiem Komasą, który jest drogim reżyserem, i w związku z tym przewiduję budżet na poziomie 10 mln zł, to muszę tę historię tak ubrać, żeby publika była zainteresowana tym filmem. Powiedzmy, że opowiada on o życiu gangstera. Ja wiem, że męska widownia pójdzie do kin, ale kobiety nie będą tą produkcją zainteresowane. Natomiast jeśli opowiem tę historię przez pryzmat kobiety, to poszerzam widownię. I to jest złoty środek.

Jak to się sprawdziło w przypadku "Bogów"?

- Gdy Krzysztof Rak przyszedł do mnie z tym projektem, pomyślałem: "Boże święty, Zbigniew Religa". Postać, która automatycznie kojarzy nam się z polityką. Ale gdy zacząłem czytać scenariusz i historię człowieka, który walczył i osiągnął sukces, stwierdziłem, że czegoś takiego w polskim filmie nie ma. I to zagwarantowało sukces "Bogów" - historia człowieka, który wygrywa mimo wielu przeciwności.

Film kosztował niecałe 6 mln zł. To niewiele jak na polskie superprodukcje. Ile zarobiliście na nim do tej pory?

- Powiem tak: jeśli byłby pan naszym koproducentem i zainwestował w "Bogów" np. 300 tys. zł, to dziś panu wypłacam te 300 tys. plus kolejne 300 tys. zł. Mówimy o zysku wyłącznie z dystrybucji kinowej.

Świetna inwestycja. Do tej pory pańska firma Watchout Productions zajmowała się produkcją reklam. Skąd pomysł na zrobienie filmu?

- Reklama była nudna. (śmiech)

Ale chyba dochodowa?

- Rzeczywiście. Gdybym skupił się na reklamie, mógłbym zarobić dużo więcej. A gdybym chciał zarabiać naprawdę duże pieniądze, pewnie działałbym na rynku farmaceutycznym.

Gdyby chciał pan zarabiać, nie robiłby filmów? Przecież robicie je dla zysku.

- Film robimy głównie z pasji, ale to nie jest tak, że nie próbujemy na tym zarobić. Jesteśmy, oczywiście, świadomi, jak potwornym ryzykiem jest produkcja filmowa, ale zmniejszamy je, modyfikując sposób finansowania.

Jak?

- W Polsce producent, mając scenariusz i zaczynając pracę nad produkcją filmową, robi coś co się nazywa najmniejszym ryzykiem w danym momencie, tzn. nie inwestuje za dużo środków, robiąc wszystko jak najtaniej. Ja zmieniłem tę zasadę. My inwestujemy w development. Bardzo wcześnie przyciągam różnych członków ekipy - operatorów, scenografów, dźwiękowców. To buduje nam koszty, ale daje większą gwarancję sukcesu. To widać po naszym filmie, który jest spójny i rytmiczny. Osiągnęliśmy to, zmieniając system developmentu w produkcji filmowej.

Czy mając dobry scenariusz, ale nie dysponując środkami, można w ogóle myśleć o produkcji filmu?

- Absolutnie tak. Pieniądze zawsze można znaleźć. To nie jest łatwe, ale tak naprawdę dużo trudniejsze od poszukiwania pieniędzy jest napisanie dobrego scenariusza. Jeśli ma pan dobry pomysł, to znajdzie pan pieniądze na film.

Łatwo było zdobyć pieniądze na film, zmieniając podejście do produkcji?

- To był absolutny hardkor. Budowanie domu produkcyjnego na potrzeby filmu wyglądało trochę jak budowa kliniki Religi: będą pieniądze czy ich nie będzie? Potwornie ciężka sprawa.

Musi pan przyznać, że nazwisko trochę pomogło...

- 6 milionów złotych to są duże pieniądze. Firmy, które mogłyby wziąć udział w tym przedsięwzięciu, nie były zbyt chętne, widząc nazwisko Starak. Pytali: "Dlaczego przychodzisz do nas, skoro rodzice mogą ci dać?". A ja zostałem tak wychowany, że sam muszę zarobić, nic nie dostaję za darmo. Muszę jednak przyznać, że teraz - po sukcesie filmu - wygląda to inaczej. Zrobiliśmy tę produkcję bez pomocy funduszy rodzinnych i teraz dla koproducentów jesteśmy w pewnym sensie gwarancją sukcesu.

Polski Instytut Sztuki Filmowej dotował "Bogów" kwotą 2 milionów złotych.

- Tak. I muszę się pochwalić - jesteśmy pierwszym filmem w historii PISF, który zwróci całą dotację. Pani dyrektor instytutu jest bardzo zadowolona z tego powodu.

Mówi pan, że musiał radzić sobie sam, ale jednak Polpharma, firma pańskiego ojca, zainwestowała w "Bogów".

- Polpharma domknęła nam budżet i została mecenasem filmu. Firma korzysta na tym wizerunkowo, ponieważ to jest film o lekarzu, o jego powołaniu. Film jest dość ciężką materią, na której moi rodzice się nie znają, ale jeśli chodzi o kwestie biznesowe, inwestycje, formy negocjacji, radzę się ich bardzo często.

A dlaczego pan nie poszedł w ich ślady? Nie interesowała pana praca w gastronomii czy przemyśle farmaceutycznym?

- To nie jest tak, że nie poszedłem w ślady rodziców. Zależy, jak na to spojrzymy. Moja mama prowadzi restaurację, w której pracowałem jako kelner, barman, przerobiłem tam wszystkie szczeble. To stamtąd wyniosłem pewne motto, że jeśli coś robię, to muszę się na tym bardzo dobrze znać. Ja nie jestem producentem filmowym, który siedzi za biurkiem, jestem producentem aktywnym i kreatywnym, który siedzi z ludźmi na planie i prowadzi cały zespół. Po mamie odziedziczyłem dbałość o detale, natomiast po ojcu mam pasję. Jego pasją jest firma farmaceutyczna, moją - produkcja filmów. Ta druga stała się naszą wspólną.

Na planie filmowym jest pan codziennie?

- Codziennie. Ja otwieram i zamykam plan.

Zostaje jeszcze czas na inną działalność?

- Kiedyś zajmowałem się kożuchami, ale to była przeszłość. Teraz wszystko postawiłem na jedną kartę.

Kożuchy?

- Gdy pierwszy raz pojechałem do Zakopanego, zamówiłem u górala ręcznie szyty kożuch. Poleciałem w nim później do Nowego Jorku i już w drodze z lotniska do domu trzy osoby spytały mnie, gdzie go kupiłem. Gdy zainteresowała się nim dziesiąta osoba, stwierdziłem, że może to być pomysł na biznes. Znalazłem więc górali, którzy te kożuchy szyli, a ja sprzedawałem je, jeżdżąc po szwajcarskich kurortach. Sprzedałem wówczas 50 sztuk. Zapowiadało się na niezły interes, jednak porzuciłem to i zająłem się filmem.

Już ponad 2 mln osób obejrzały "Bogów". Jest pan zadowolony z tego wyniku?

- Jestem bardzo zadowolony. Powiedziałbym nawet, że jestem mile zaskoczony. Założyliśmy próg rentowności filmu na 600 tys. widzów, więc te 2,1 miliona to dla nas niewątpliwie sukces.

Przeczytaj recenzje filmu "Bogowie" >>>



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

POLUB NAS




Więcej o:
Komentarze (144)
Na "Bogach" zarobił już 100 proc. Odda całą dotację PISF. Gdy szukał pieniędzy na film, słyszał: "Rodzice ci nie dadzą?"
Zaloguj się
  • ewuer

    Oceniono 712 razy 594

    Znakomite. Pierwszy człowiek polskiego odrodzenia, który nie narzeka, tylko ma pomysły i pracuje, by je realizować. Wzór dla nieudaczników spod znaku, już Państwo wiedzą kogo.

    europejczyk48

  • uthark

    Oceniono 469 razy 417

    "A ja zostałem tak wychowany, że sam muszę zarobić, nic nie dostaję za darmo"

    Dobre wychowanie. Moi rodzice też tak mnie wychowywali, ale po prostu musieli tak wychować. Nie są właścicielami dużej firmy.

    Pan Starak stara się, nie opiera się na rodzicach, robi coś swojego, ma pomysł. Życzę dalszego powodzenie w biznesie i Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! Następnych tak udanych filmów.

  • theorema

    Oceniono 249 razy 237

    urzekło mnie jedno zdanie - żeby coś robic, trzeba się na tym bardzo dobrze znac. W Polsce ciągle jeszcze pokutuje mit kombinowania. Ktoś, kto chce inwestowac w swoją edukację, czyta fachową literaturę, pracuje bez limitów czasowych nad doskonaleniem się - to frajer. Wystarczająco dobra to może byc sprzątaczka, ale już artysta, naukowiec, lekarz, czy producent stojąc w miejscu tak naprawdę się cofa. W Polsce jest pogarda dla ludzi, którzy mówią - nie zajmę się tym, bo nie czuję się wystarczająco kompetentny, bo muszę się jeszcze doszkolic, bo brakuje mi predyspozycji. Szczerośc w tej materii jest postrzegana jako frajerstwo. Udawaj, że umiesz, że się znasz i jakoś to będzie. No i potem jesteśmy jakoś obsługiwani, jakoś nam doradzają, jakoś wytrzymują te produkty "aby do końca gwarancji", jakoś nam mało śmiesznie na komediach i jakoś nic szczególnego nie pamiętamy z koncertów. Jakoś się żyje. Ktoś, kto zauważa, że podstawą jest po prostu solidne przygotowanie i dbałośc o jakośc, ma u mnie dużego plusa.

  • muppetshow1982

    Oceniono 170 razy 154

    Bogowie to przykład tego jak brakuje w naszym kraju scenariuszy. Żeby scenariusz był dobry potrzeba dobrej dokumentacji, potrzeba zainwestowania czasu w kolejne przeróbki, ciągłe szlifowanie. W Polsce gdzie scenarzysta musi pracować samodzielnie i sprzeda pozniej swoje dzielo za 20-30 tysiecy zlotych nie bardzo to wychodzi. Kto moze sobie pozwolic na tyle czasu i pisanie ? Dlatego mamy takie filmy jakie mamy

  • sharn1

    Oceniono 145 razy 133

    Mimo wszystko pieniądz robi pieniądz i tyle.
    Inwestor rozumie z kim robi interesy, a duzo pewniejszy jest wypłacalny młodzieniec niz gołodupiec.

  • mietekkowalski

    Oceniono 177 razy 97

    Ludzie, ktorzy mysla, ze bylby w tym samym miejscu bez starych sa zabawni. Najwidoczniej za duzo szkolen szamanow od autokreacji przebyli. p.s. Nigdy nie glosowalem na pis

  • mikrus44

    Oceniono 98 razy 76

    Przypomina mi się Bolec z "Chłopaki nie płaczą" :D

  • carolina_reaper

    Oceniono 74 razy 68

    Trudno miec jakiekolwiek pretensje do kogos kto sie urodzil w bogatej rodzinie, ludzie (poniektorzy) pomyslcie najpierw zanim zaczniecie pisac bzdury. Starak i tak wykonuje piekny gest w kierunku PISF zwracajac dotacje a dalej nalezy go chwalic za film bardzo dobrej jakosci i o tematyce nie kazdemu wygodnej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX