Duzi pozywają małych. Tak wielkie koncerny walczą o odzyskanie części rynku przejętej przez młode firmy

Duże międzynarodowe firmy coraz częściej czują na karku oddech małych regionalnych producentów. Jak walczą o odzyskanie odebranej im części rynku? Wykorzystują swoją przewagę finansową. Duzi gracze pozywają małych konkurentów, zarzucając im m.in. nierzetelną reklamę. Zobacz dlaczego i ile może kosztować ewentualna przegrana w takiej sprawie.
Z badań przeprowadzonych przez Boston Consulting Group wynika, że w ostatnich latach duże przedsiębiorstwa systematycznie tracą udziały w rynku na rzecz małych producentów. Ostatnio część z nich postanowiła podjąć walkę o wpływy rynkowe na polu bitwy, na którym wygrywają swą wielkością - przed sądami federalnymi.

Tylko w tym roku trzech największych na świecie producentów z branży FMCG (produktów szybkozbywalnych), uginając się pod naciskiem inwestorów zaniepokojonych spowalniającym wzrostem zysków, pozwało w Stanach Zjednoczonych swoich dużo mniejszych konkurentów do sądów federalnych za wprowadzanie w błąd w przekazach reklamowych.

W sądzie drożej

Do tej pory tego typu kwestie były rozstrzygane w Stanach Zjednoczonych przez dział reklamy (National Advertising Division) przy radzie organizacji konsumenckiej Biur Lepszego Biznesu (Council of Better Business Bureaus). Co ważne - postępowania te były o wiele mniej kosztowne od prowadzonych przez sądy. Jak podaje "Advertising Age" postępowanie przed sądem federalnym kosztuje od 500 tys. do miliona dolarów za rozprawę, podczas gdy rozpatrzenie podobnego sporu przez BBB to koszt od 25 tys. do 100 tys. dol.

- NAD zapewnia równiejsze szanse małym firmom - mówi David Mallen, były urzędnik rady, a obecnie prawnik zajmujący się rynkiem reklamowym, cytowany przez "Ad Age". Uważa, że duże firmy myślą taktycznie i zakładają, że mali konkurenci ugną się pod presją drogiego sporu przed sądem federalnym. Zaznaczył jednak, że mniejsze firmy wydają się również bardziej agresywne i mniej skłonne przestrzegać orzeczeń NAD.

Niektórzy uznają kierowanie pozwów przeciwko małym firmom za znęcanie się nad słabszymi, ale wielcy gracze odpowiadają, że jedynie podejmują odpowiednie kroki, aby walczyć z wprowadzaniem klientów w błąd. I tak pod koniec października Unilever pozwał Hampton Creek - producenta Just Mayo - zarzucając mu, że oferowany przez niego produkt nazywany jest majonezem, podczas gdy w swoim składzie nie posiada jajek.

W styczniu z kolei Procter&Gamble pozwał Hello Products, utrzymując, że produkowana przez tę firmę pasta do zębów "W 99 proc. naturalna", zawierała w rzeczywistości w swym składzie 50 proc. chemicznych składników.

Rzecznik Procter&Gamble w wiadomości przesłanej do "Advertising Age", napisała, że firma podejmuje kroki prawne w momencie, gdy konsumenci są tak ewidentnie wprowadzani w błąd przez reklamy, że wymagane jest natychmiastowe wydanie nakazu tymczasowego przez sąd. Zaznaczyła, że P&G nie bierze pod uwagę wielkości pozywanej firmy.

Broń obosieczna?

Jednak pozwy kierowane do sądów federalnych odbijają się czkawką również dużym graczom. Hello Products upomniane w ubiegłym roku przez P&G zgodziło się na zmianę wspomnianej etykiety na paście do zębów, mimo że prezes firmy Craig Dubitsky nie uważał, że wprowadzała ona konsumentów w błąd.

Kiedy kilka miesięcy później etykiet wciąż nie zmieniono, P&G pozwało producenta do sądu. Hello Products zgodził się wówczas na wycofanie wcześniej wyprodukowanych partii z półek sklepowych, ale wystosował kontrpozew przeciwko P&G, zarzucając firmie, że złamała ich umowę o odstąpieniu od drogi sądowej, jeśli etykiety zostaną zmienione na nowej partii produktu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

POLUB NAS




Więcej o:
Skomentuj:
Duzi pozywają małych. Tak wielkie koncerny walczą o odzyskanie części rynku przejętej przez młode firmy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX