Blikle skończy jak Zielona Budka? Oto dlaczego wieloletni szef cukierni odcina się od własnej firmy

Historia lubi się powtarzać. Kiedy w 2010 r. Andrzej Blikle oddał władzę w rodzinnej cukierni swojemu synowi, nie spodziewał się, że za pięć lat familia zupełnie straci wpływ na losy firmy, a on będzie musiał odcinać się od własnego biznesu. Co się stało?
Źle się dzieje w firmie, której były szef na Facebooku musi tłumaczyć, że nie jest już szefem i za wszelkie zmiany odpowiada zarząd. Jeszcze gorzej, kiedy tą firmą jest ikona i wzór rodzinnego biznesu - cukiernia Blikle.

"W związku z kierowaną do mnie korespondencją i głosami w sprawach firmowych czuję się w obowiązku poinformować państwa, że od grudnia 2010 roku nie zarządzam już moją rodzinną firmą, a od grudnia 2012 roku rodzina Blikle nie ma żadnego wpływu na dokonujące się w firmie przekształcenia" - napisał na Facebooku wieloletni szef cukierni prof. Andrzej Blikle.

Na końcu dodał, że wszelkie przekształcenia "od zimy 2012 r. są dziełem trzech kolejnych zarządów naszej firmy". Trzy lata, trzy zarządy. Nie można dobitniej dać znać, że rodzinna firma pozostała rodzinna już tylko na billboardach.

Szanowni Państwo,Przyjaciele, klienci, kontrahenci i pracownicy firmy A.Blikle sp. z o.o.W zawiązku z kierowaną do...

Posted by Andrzej Blikle Doradca on 24 październik 2015


Co się więc stało z biznesem Bliklego?

Za analogię niech posłuży przykład Zielonej Budki, innego słodkiego imperium.

1. Zielona Budka, swojego czasu sygnowana nazwiskiem właściciela Zbigniewa Grycana, została sprzedana na początku 2000 r. funduszowi Enterprise Investors w zamian za pieniądze na inwestycje.
2. Z czasem Grycan chciał postawić na jakość swoich produktów, fundusz na masowość.
3. Doszło do sprzecznych interesów, odmiennych wizji i właściciel został zmuszony sprzedać część swoich udziałów, osierocając firmę, której poświęcił kilkadziesiąt lat swojej kariery.

Smutne, ale historia Zielonej Budki zdaje się w przypadku Bliklego symptomatyczna.

Gorzki okres dla cukierni rozpoczął się jesienią 2012 roku, kiedy to Łukasz Blikle (przejął stery firmy dwa lata wcześniej) odszedł z funkcji prezesa. Wtedy też do rodzinnego biznesu dołączył inwestor finansowy - fundusz Vertigo. Na początku wszystko szło dobrze, do czasu, aż fundusz zaczął za bardzo rozpychać się łokciami. Gdy stał się większościowym udziałowcem, zapowiedział nowe otwarcie i wielkie zmiany. Plany nowego inwestora najwyraźniej zaczęły się rozmijać z wizją rodziny Blikle.

Choć firma się cały czas rozwija (do 2018 r. ma powstać ponad 40 nowych cukierni), niesmak rodziny spowodowany marginalizacją pozostał.

"Trzy lata, trzy zarządy. Już czas odzyskać firmę, aby przywrócić jej świetność i rodzinność" - napisał jeden z komentujących pod wpisem prof. Andrzeja Bliklego. O tym samym marzy na pewno sam profesor.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas





Więcej o:
Komentarze (5)
Blikle skończy jak Zielona Budka? Oto dlaczego wieloletni szef cukierni odcina się od własnej firmy
Zaloguj się
  • guru133

    0

    Niestety, ale konflikt pomiędzy jakością i ilością produkcji w kapitalizmie jest normalną rzeczą i niestety, zwykle wygrywa ilość.

  • ubudubu4

    Oceniono 2 razy 0

    firmę przejął fundusz inwestycyjny, czyli bankowcy/finansiści,
    z ich "etosem" pracy..........(kasa za wszelką cenę)

  • montagnes44

    Oceniono 1 raz 1

    Też jestem ciekawy, kto tam kupuje, gdy wokół tyle firm oferujących produkty wyższej jakości i po niższych cenach.. Blikle to już nie to co kiedyś.

  • acc4

    Oceniono 1 raz 1

    Firma zeszła na psy. Sławetne pączki są coraz mniejsze, za to coraz droższe. Ciasta niejadalne, zwłaszcza w okresach świątecznych (pieczone na zapas, nieświeże), delikatesy nie zasługują na taką nazwę... długo by jeszcze wymieniać... Ja od dawna omijam sklepy Blikle'go szerokim łukiem.

  • calmy

    Oceniono 2 razy 2

    Przykre, ale trochę naiwne. Jeśli się posiada rodzinny biznes, to oznacza to odpowiedzialność członków rodziny 24/7 przez 365 dni w roku. Nie ma czegoś takiego jak wyjść z pracy i nie myśleć o niej do następnego dnia. To trzeba kochać i być gotowym do poświęceń i nieustannej pracy na swoim
    Nasi rodzimi kapitaliści chcieliby mieć kasę na inwestycje lub przyjemności od rozmaitych funduszy i splendor wynikający z własnego nazwiska na szyldzie. A tak się niestety nie da. Praca na swoim to najcięższa i najmniej pewna, ale też dająca najwięcej satysfakcji praca. Praca, a nie odcinanie kuponów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX