EBC "dodrukuje pieniądze"? Niezupełnie. Wyjaśniamy, o co chodzi z miliardami nowych euro

Paweł Borecki
23.01.2015 12:55
A A A
EBC

EBC "dodrukuje" euro? (YVES HERMAN / REUTERS / REUTERS)

Ustalmy jedno: Europejski Bank Centralny nie włączy wielkiej drukarki i nie będzie drukował pieniędzy. "Dopisze jedno zero do posiadanych aktywów i za te pieniądze w postaci elektronicznej będzie skupował obligacje krajów strefy euro" - tłumaczy ekonomista. Wyjaśnia również, co ten ruch oznacza dla nas - konsumentów.
Wczoraj Europejski Bank Centralny podjął decyzję o skupie aktywów, który rozpocznie się w marcu. Co miesiąc, aż do września 2016 r., do obiegu będzie wprowadzał 60 mld nowych euro. W mediach już drugi dzień czytamy, że rozpoczyna się wielkie "drukowanie euro". Jednak czym w rzeczywistości jest "drukowanie pieniędzy"? Tę kwestię wyjaśnia nam Paweł Cymcyk, ekonomista ING TFI, tłumacząc również, co decyzja EBC oznacza dla nas wszystkich, w tym spłacających kredyt we frankach.

Paweł Borecki, Pieniądze.gazeta.pl: Czym właściwie jest "drukowanie pieniędzy"? Bo przecież nie fizycznym wprowadzaniem na rynek nowych banknotów...

Paweł Cymcyk, ekonomista ING TFI: - W dużym uproszczeniu tłumaczenie, że drukujemy pieniądze, jest jak najbardziej uprawnione, bo choć EBC nie wydrukuje pieniędzy fizycznie, to wykreuje je na swoim bilansie, a więc np. dopisze jedno zero do posiadanych aktywów i za te pieniądze w postaci elektronicznej będzie skupował obligacje krajów strefy euro. (EBC ma prawo "stworzenia" pieniędzy, które nie muszą mieć pokrycia w złocie czy innym kruszcu. Odkupi za nie obligacje od banków - red.). A więc, mimo że nie jest to fizycznie euro w postaci banknotów, to jest jak najbardziej realne w postaci gotówki, która wpłynie na rynek. Te pieniądze, którymi EBC wspomoże obligacje poszczególnych krajów, de facto zamienią się w gotówkę w bankach komercyjnych, od których te obligacje zostały kupione.

Co wczorajsza decyzja EBC oznacza dla nas, konsumentów?

- Tego jeszcze, niestety, nie wiemy, ale pozytywnym skutkiem powinna być przede wszystkim większa dostępność kredytów i większa chęć na wydawanie gotówki. Powstanie również tzw. efekt majątkowy, czyli poszczególne aktywa w naszym majątku będą droższe. A kiedy jesteśmy bogatsi, ponieważ drożeją domy, akcje, obligacje, wtedy automatycznie chętniej wydajemy gotówkę. Czyli decyzja EBC miałaby - czy tak się stanie jeszcze nie wiemy - doprowadzić do tego, że europejscy konsumenci będą chętniej wydawali pieniądze i sytuacja gospodarcza się poprawi.

Kolejnym plusem dla konsumentów może być osłabienie euro. Europejski przemysł na tym skorzysta, a gdy trzyma się on dobrze, jest to bardzo dobra informacja dla produkcji i dla całej gospodarki. Przedsiębiorcy będą więcej produkować, więcej eksportować, będą mieć więcej zysków oraz zatrudniać więcej ludzi, czyli trochę też zmniejszy się problem bezrobocia. Tylko spokojnie, to nie jest tak, że to zacznie się dziać już od jutra. "Drukowanie" zaczyna się w marcu, więc realnego wpływu na gospodarkę możemy się spodziewać najwcześniej trzy miesiące w przód, czyli za pół roku od dziś.

Najgorętszy temat ostatnich dni - kurs franka. Czy EBC jest w stanie nad nim zapanować?

- Wszyscy spodziewali się, że po decyzji EBC być może frank się osłabi, niestety, stało się inaczej - to euro się osłabiło. I choć jest to trochę ambitna prognoza na ten moment, jednak wydaje się, że jak najbardziej realna, że w przyszłości będziemy mogli zobaczyć dolara, franka i euro w tej samej cenie. Obecny trend jest nieubłagany i właśnie w tę stronę to zmierza.

Co konkretnie oznacza to dla spłacających kredyt we frankach?

- To oznacza, że frank pozostanie przez najbliższe kilka miesięcy bardzo mocny, a więc na poziomie 4,25-4,30 zł. Dopiero później, gdy strefa euro zacznie się rozbudzać z letargu, euro będzie rzeczywiście droższe. Ale na to musimy poczekać przynajmniej trzy miesiące od momentu rozpoczęcia "drukowania". Wtedy też frank zacząłby się osłabiać. Jednak na chwilę obecną scenariusz, który można przyjąć, to sześć kolejnych rat kredytu z wysokim kursem franka. Dopiero później szwajcarska gospodarka zacznie odczuwać skutki silnego franka, europejska gospodarka zacznie odczuwać pozytywne skutki słabszego euro i wówczas zaczną się te tendencje odwracać, czyli euro będzie droższe, frank tańszy. Dla złotego byłaby to szansa, że w III-IV kwartale tego roku moglibyśmy - przy dobrych wiatrach - kupować franka po 4,10-4,15 zł.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

POLUB NAS


Zobacz także
Komentarze (230)
Zaloguj się
  • dupa_dupy

    Oceniono 278 razy 202

    "Co wczorajsza decyzja EBC oznacza dla nas, konsumentów?

    - Tego jeszcze, niestety, nie wiemy..."

    Co to za ekonomista co nie wie co się dzieje po rozrzedzeniu pieniądza? Jaką szkołę Pan kończył?!?
    Odpowiedź jest bardzo prosta - pieniądz traci na wartości. To taki ukryty podatek który dotyczy wszystkich. Ceny wszystkich produktów pójdą w górę. Zyskają tylko banki i budżet euro (łatany jak nasz polski za Rostowskiego).
    Tak samo jak do wódy Panie "Ekonomisto" dolejesz wody. Więcej osób wypije tą samą ilość, ale nikt się nie nawali. Jakby się było na studiach to by się wiedziało. ;)

  • cometto-pl

    Oceniono 118 razy 108

    "Nie będzie drukował pieniędzy. "Dopisze jedno zero do posiadanych aktywów i za te pieniądze w postaci elektronicznej będzie skupował obligacje" - dobre, podoba mi się!
    Też tak zrobię - mam dopisać zero na banknotach, czy muszę wysłać pismo do banku, żeby mi to na koncie dopisali?

  • spiral_architect

    Oceniono 147 razy 73

    Oznacza to dla was drogie lemingozaury, ze poza waszym zasięgiem, wpływem i kontrolą banda polityków rozda sobie bez waszej wiedzy pojęcia i zgody takie karty jakie zechce, a wy nawet nie będziecie mogli się temu przyglądać. Zaś ekonomiczna waga tego ruchu - przelewającego z pustego w próżne albo jeszcze gorzej - opisana jest poniżej

    "
    "Dzisiaj w mediach główne tematy to pierwsze od dekady mądre słowa z ust kandydata SLD, dymisja któregoś z kilkudziesięciu rzeczników Pani Premier i któraś z kolei nowa partia JKM.
    Przed państwem można się ukryć, zakazy omijać, urzędników nabierać lub wprowadzać w błąd – jednak, kto kontroluje walutę, kontroluje majątki ludzi.
    To władza głębsza i bardziej dotkliwa niż fiskalizm i etatyzm. Unia planuje gigantyczny pakiet stymulacyjny o wartości 550 mld euro oparty na wykupie długów i obligacji przez banki centralne krajów członkowskich – czyli dodruk pieniądza.
    Szef EBC mami nas zbawczym wpływem inwestycji banków centralnych, obiecuje „rozruszanie gospodarek”. Tak samo próbowano „walczyć” z kryzysem w USA.
    Banki wypłaciły dywidendy, odprawy i premie, a pieniądze rozpłynęły się gdzie tylko się dało. Iluzja konstruktywizmu ekonomicznego zanęciła wszystkich pożytecznych keynesistów z norek. Będą brylować w blasku fleszy, przy poklasku mediów, by „uzdrowić gospodarkę”.
    Ręczę, że hasło „PKB wzrośnie” będzie odmieniane przez wszystkie przypadki, tak jak zwykle i jak zwykle zapłacimy za to my - wszyscy."

  • m.godwin

    Oceniono 75 razy 69

    - Nie rozumiem o co chodzi z tym drukowaniem euro.
    - Panie Pawle, siądźmy na chwilę przy kawie, to panu wytłumaczę.
    - E, wytłumaczyć, to ja tez potrafię.

  • spiral_architect

    Oceniono 82 razy 54

    "- Tego jeszcze, niestety, nie wiemy, ale pozytywnym skutkiem powinna być przede wszystkim większa dostępność kredytów i większa chęć na wydawanie gotówki. "

    Czyli keynesowskie bzdety według których wzrost i rozwój oparte są na konsumpcji a nie na oszczędnościach i realizowanych z nich inwestycjach. Jeśli ktoś pisze, że więcej kredytów=dobrze to doskonale wie o czym pisze, bo o zaiste znakomicie. Dla banków i sprzymierzonych z nimi polityków, wręcz panów Twojego życia i śmierci. Inflacja jest dla jednych i drugich kapitalną sprawą, a lemingów skutecznie mamią tym, że nie ma bez niej rozwoju.

  • Oceniono 54 razy 46

    Może ja wyjaśnię to gazecie, bo najwidoczniej nie rozumiecie konsekwencji drukowania pieniądza i to już DRUGI artykuł który traktuje to jak coś naturalnego co ma same zalety... Otóż Tak, to jest właśnie dodruk pieniądza, tyle że nie bezpośredni, kraje UE nie mają pieniędzy aby spłacić obligacje, zatem sobie je dodrukują i wtedy tymi pieniędzmi bez pokrycia spłacą swoje zobowiązania, dla normalnego człowieka taki czyn to przestępstwo - dla państw Unii to "narzędzie" hmmm... chory ustrój. Banki szybko te pieniądze wypuszczą na rynek w postaci pożyczek czy innych inwestycji, każde dziecko wie, że gdy na rynku jest więcej pieniędzy ceny rosną, a gdy ceny rosną jest coraz gorzej dla normalnego człowieka. Gdzie tu pozytywy?

  • Oceniono 43 razy 37

    "Powstanie również tzw. efekt majątkowy, czyli poszczególne aktywa w naszym majątku będą droższe. A kiedy jesteśmy bogatsi, ponieważ drożeją domy, akcje, obligacje, wtedy automatycznie chętniej wydajemy gotówkę."

    Inflacja sprawia, że jesteśmy bogatsi? Dajcie mu nobla. Piękny eufemizm dla inflacji - "efekt majątkowy", sugeruje że drożeją nasze posiadane aktywa... kłania się Noam Chomsky i produkowanie zgody (manufacturing consent).

    "Wszyscy spodziewali się, że po decyzji EBC być może frank się osłabi" - chyba w mokrych snach szefów banków centralnych strefy euro, bo jasną konsekwencją druku Euro jest spadek jego kursu.

  • tekameka

    Oceniono 39 razy 35

    Kto kontroluje zapasy żywności, ten ma władzę nad ludźmi.
    Kto kontroluje energię,
    ten ma władzę nad całymi kontynentami.
    Kto ma władzę nad pieniędzmi,
    ten ma władzę nad światem.
    HENRY KISSINGER (amerykański polityk, dyplomata)

  • dwa_grosze

    Oceniono 57 razy 35

    Jasne, tylko USA drukowalo pieniadze(sic), o czym bezustannie trabila propaganda w Gazeta.pl. Ale jak to samo bedzie czynione w eurokolchozie to trzeba nazwac juz inaczej, tak zeby lepiej brzmialo dla ucha i bardziej strawne bylo dla sfrustrowanych beznadziejnoscia czytelnikow.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najważniejsze informacje