Krach na chińskiej giełdzie może pogrążyć światową gospodarkę? Ekspert: "Nie ma się czego obawiać"

Krach na chińskich giełdach, które od połowy czerwca straciły na wartości ponad 30 proc., budzi coraz większe obawy o kondycję globalnej gospodarki. W końcu Chiny to druga największa gospodarka na świecie i jej kłopoty mogą bardzo zaszkodzić reszcie świata. Jednak czy naprawdę jest to takie groźne?
O bańce spekulacyjnej w Chinach mówi się już od jakiegoś czasu. W ciągu tylko ostatniego roku notowania głównego indeksu giełdowego - Shanghai Composite - wzrosły ponaddwukrotnie i to mimo ewidentnych oznak, że gospodarka Chin zwalnia (wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale tego roku wyniósł 7 proc. i był najniższy od 2009 r.).



Jednocześnie władze tego kraju zachęcały zwykłych obywateli do inwestowania na giełdzie. Bardzo wielu z nich, skuszonych olbrzymimi wzrostami na giełdzie, dało się namówić.

Pęknięcie bańki spekulacyjnej

Jednak w połowie ubiegłego miesiąca akcje na giełdzie w Szanghaju zaczęły spadać na łeb na szyję. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca z tamtejszego rynku wyparowały ponad 3 bln dolarów, czyli tyle, ile łącznie wypracowała cała polska gospodarka w latach 2009-14.



- Ostatnie spadki to efekt pęknięcia bańki spekulacyjnej na chińskiej giełdzie, na której ok. 80 proc. akcji jest w posiadaniu inwestorów indywidualnych, a tylko 20 proc. należy do instytucji. Tak więc takie krachy dodatkowo napędzane są paniką i stadnym zachowaniem inwestorów. W Europie i Stanach te proporcje są raczej odwrócone i większość akcji jest w rękach inwestorów instytucjonalnych, którzy są mniej podatni na panikę - tłumaczy Błażej Kiermasz, analityk TMS Brokers.

Dodatkowo inwestorzy wystraszyli się działań chińskich władz, które wstrzymały pierwsze oferty publiczne, a także, w porozumieniu z największymi firmami maklerskimi, obiecały wpompować w rynek 20 mld dol., by odwrócić niekorzystne trendy i poprawić nastroje na giełdach. Bardzo wielu z nich uznało, że skoro władze ingerują w rynek, to musi być na nim źle.

Zagrożenie dla Europy i Stanów Zjednoczonych?

Problemy chińskiej giełdy wzbudziły obawy o wpływ na kondycję globalnej gospodarki, ponieważ kłopoty drugiej największej gospodarki świata mogą odbić się czkawką całej reszcie świata. Jednak zdaniem analityka TMS Brokers nie ma powodu do paniki, ponieważ chiński rynek giełdowy jest w dużym stopniu odizolowany od innych giełd światowych i nie ma na nie aż takiego wpływu.

- Zagrożenie nie jest bardzo duże, a spadki na giełdzie będą miały marginalny wpływ na chińską gospodarkę i wzrost gospodarczy, ponieważ zaledwie 10 proc. obywateli Chin inwestuje na giełdzie. Tak więc nawet jeśli przełoży się to na jakąś niższą konsumpcję czy obniżenie PKB, będzie to niewielki spadek - rzędu 0,1 proc. - mówi Błażej Kiermasz.

Wydarzenia na chińskim parkiecie w większym stopniu mogą wpływać za to na inwestorów w Europie i Stanach Zjednoczonych.

- Kiedy giełdy w Chinach idą w dół, automatycznie odbija się to na nastrojach inwestorów w Europie i USA. Jeśli jednak chodzi o takie bezpośrednie przełożenie, to inwestorzy zagraniczni nie mogą inwestować w spółki z najmocniej spadających indeksów - Shanghai Composite i Shenzhen Composite, w związku z czym nie tracą bezpośrednio pieniędzy, tylko wpływa to na ich nastroje i indeksy w innych krajach spadają. Ale nie ma mowy o jakimś wielkim przełożeniu na globalne giełdy - dodaje analityk.

Wydarzenia na chińskim parkiecie mają największe znaczenie dla rynku surowców i związanych z nim spółek.

- Spadki cen surowców wpływają na niższe ceny spółek, które zajmują się ich sprzedażą - w wielu indeksach są to jedne z większych spółek i na tych giełdach mogą powodować jakieś większe spadki. Dzieje się tak, ponieważ to właśnie Chiny są największym odbiorcą surowców na świecie - tłumaczy Kiermasz.

Chińskie giełdy w górę

Dzięki zdecydowanej interwencji chińskich władz na rzecz ustabilizowania potencjalnie groźnej sytuacji na rynku papierów wartościowych udało się w końcu zakończyć kilkutygodniowe spadki kursów akcji i powrócić do wzrostów. Dziś indeks giełdy w Szanghaju był w chwili zamknięcia 5,76 proc. na plusie, a na giełdzie w Shenzhen wzrost wyniósł 4,25 proc., z kolei giełda w Hongkongu zyskała blisko 4 proc.

Zdaniem Błażeja Kiermasza taka sytuacja powinna się utrzymywać jeszcze przez kilka dni, jednak kluczowe będzie odwieszenie notowań większości spółek notowanych w indeksie giełdy w Szanghaju.

- W najbliższych dniach powinniśmy mieć do czynienia co najmniej z korektą wzrostową, ponieważ ta panika nieco została zastopowana, ale nie należy wykluczać dalszych zniżek, bo wciąż bardzo wiele spółek jest zawieszonych - wczoraj to było ok. 75 proc. wszystkich podmiotów notowanych w indeksie Shanghai Composite. Jeśli giełda odbije jakoś znacząco, to ich odwieszenie nie będzie miało tak negatywnego skutku, jeśli jednak odbicie nie będzie znaczące albo będziemy poruszać się w trendzie bocznym, to jeżeli w końcu dojdzie do odwieszania notowań poszczególnych spółek, to może się to przełożyć na kolejną falę spadkową - mówi analityk TMS Brokers.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Zainstaluj wtyczkę Gazeta.pl na Chrome >>>

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas





Więcej o:
Skomentuj:
Krach na chińskiej giełdzie może pogrążyć światową gospodarkę? Ekspert: "Nie ma się czego obawiać"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX