Singiel w banku (nie)mile widziany

Dla banku nie ma znaczenia stan cywilny. To czy dostaniemy kredyt i w jakiej wysokości, zależy przede wszystkim od zarobków
Dzieci, studenci, prawnicy, lekarze, nauczyciele, przedsiębiorcy, zmotoryzowani, zakupoholicy, rolnicy - w cyklu "Edukacja w finansach" podpowiadaliśmy już niemal wszystkim grupom bankowych klientów, jak korzystać z kont osobistych, kredytów, kart kredytowych oraz jak oszczędzać i inwestować pieniądze.

Dzisiaj bierzemy pod lupę ofertę dla dość specyficznej grupy - dla klientów, którymi równie dobrze mogą być studenci, biznesmeni czy osoby uzależnione od robienia zakupów - prześwietlamy ofertę dla tzw. singli.

Kim jest singiel? To, jak go zdefiniujemy, zależy głównie od tego, z której strony na niego spojrzymy. W społeczeństwie to po prostu osoba żyjąca poza związkiem małżeńskim czy konkubinatem. A dla banku?

W kilku sytuacjach ma znaczenie, czy klienci, którzy chcą coś w banku kupić, są formalnie małżeństwem. Na przykład do niedawna jednym z warunków otrzymania kredytu hipotecznego z rządową dopłatą było właśnie przedstawienie aktu małżeństwa.

Z reguły jednak kredyt hipoteczny czy gotówkowy bez problemu mogą wziąć wspólnie osoby formalnie ze sobą niezwiązane. Czyli single biorący wspólnie kredyt dla banku już singlami nie będą.

Singiel zauważony po latach

W ofertach banków nie znajdziemy kont bankowych, kart kredytowych czy innych produktów szytych specjalnie dla osób samotnych. Jeśli chcemy założyć np. konto, bank nie powinien więc pytać nas o stan cywilny. Poza tym w przypadku rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych możemy ustanowić współwłasność i upoważnić do korzystania z nich dowolną osobę - członka rodziny, partnera czy znajomego. Podobnie jest w przypadku produktów ubezpieczeniowych. Tu jako upoważnionego do uzyskania świadczenia ubezpieczeniowego w różnych sytuacjach losowych też można wskazać dowolną osobę, a nie tylko z nami spokrewnioną. Fakt bycia lub nie singlem nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy interesujemy się kredytami. Zresztą w bankach to pojęcie zaczęło robić furorę całkiem niedawno, przy okazji zmian we wspomnianym już systemie preferencyjnych kredytów w ramach programu "Rodzina na swoim". Program działa od kilku lat i z założenia ma ułatwić młodym małżeństwom - lub osobom samotnym, ale wychowującym dzieci - zakup własnego mieszkania. Państwo przez osiem lat dopłaca do mniej więcej połowy odsetek kredytu hipotecznego.

Ale od początku z dobrodziejstw ustawy nie mogli korzystać właśnie single, za co program był krytykowany. Dopiero od września również i oni mogą składać wnioski o kredyty z dopłatami, choć to decyzja jakby na otarcie łez, bo przy tej okazji zaostrzono inne warunki.

Obniżone zostały wskaźniki, które służą do obliczania maksymalnych cen nieruchomości, które można sfinansować preferencyjnym kredytem. Efekt? Jest po prostu mniej mieszkań, które kwalifikują się do dopłat.

Nie dość, że program stał się mniej atrakcyjny dla wszystkich, to singli dopuszczono do niego prawie na sam koniec (program ma być stopniowo wygaszany) i na jeszcze mniej zachęcających warunkach. Żeby dostać dopłatę, powierzchnia mieszkania nie może być większa niż 75 m kw., ale państwo "dopłaca" tylko do 50 m kw. Singiel, żeby załapać się na dopłatę, nie może kupić mieszkania większego niż 50 m kw., a dopłatę dostanie tylko do 30 m kw. Przy tak przykręconej śrubie można odnieść wrażenie, jakby państwo na zawsze chciało skazać singli na życie w małych mieszkaniach. Kto wie, może pomoc w zakupie większego lokum skłoniłaby niejednego singla do założenia rodziny.

Mniejsza czy większa zdolność

Zostawmy preferencyjny kredyt. Sprawdźmy, jaką pozycję ma singiel, gdy chce wziąć kredyt na rynkowych zasadach. Na prośbę "Gazety" Invigo, internetowy pośrednik hipoteczny, policzył, kto - singiel czy trzyosobowa rodzina - ma szansę dostać większy kredyt mieszkaniowy.

Przejęliśmy, że aktualnie singiel i małżeństwo z dzieckiem mieszkają w wynajmowanym mieszkaniu. Oprócz czynszu i opłat eksploatacyjnych - razem 500 zł - nie mają innych zobowiązań, np. limitów na kartach kredytowych czy kontach osobistych (takie limity banki biorą pod uwagę). Ale trzeba za coś przeżyć, dlatego banki uwzględnią dodatkowo po 300 zł miesięcznie na osobę.

W wyliczeniu dostępnej kwoty kredytu nie bierze się natomiast pod uwagę opłaty za wynajem mieszkania. Dlaczego? Jest to opłata, która po zakupie mieszkania na kredyt zniknie z listy wydatków domowego budżetu. Chyba że ktoś chce spłacać kredyt i nadal wynajmować mieszkanie, co wydaje się jednak absurdalne.

Do zrobienia symulacji brakuje jeszcze najważniejszego założenia - zarobków. Przyjęliśmy, że każdy dorosły zarabia średnią krajową. Według danych GUS średnie wynagrodzenie to prawie 3,6 tys. zł, czyli na rękę ok. 2,5 tys. zł. Taką kwotą dysponuje więc singiel, a trzyosobowa rodzina ma do dyspozycji 5 tys. zł.

Jak potraktują ich banki? Singiel dostanie maksymalnie 164 tys. zł. Licząc 7 tys. zł za m kw., starczy mu na 23-metrowe mieszkanie. Zdolność kredytowa rodziny, mimo że na jej utrzymaniu jest jedna niepracująca osoba, będzie prawie trzy razy większa. Jak wynika z obliczeń Invigo, banki mogłyby pożyczyć rodzinie "pod korek" aż 458 tys. zł, czyli stać by ją było na zakup 65-metrowego lokum (przy cenie 7 tys. zł za m kw.).

Oczywiście to tylko przykład pokazujący, że dla banków nie ma znaczenia to, ile osób liczy gospodarstwo domowe. Banki biorą pod uwagę przede wszystkim dochody kredytobiorców. Singiel zarabiający 5 tys. zł na rękę, z pewnością dostałby znacznie większy kredyt niż nasza przykładowa rodzina.

Na pocieszenie można dodać, że również małżeństwa mogą mieć w banku pod górkę. Kiedy jeden z małżonków przychodzi do banku po większy kredyt, banki zwykle wymagają zgody współmałżonka. To słuszna praktyka, bo ogranicza ryzyko zadłużania się za plecami żony lub męża. Ale singiel nikogo o zgodę nie musi pytać.



Dla "Gazety"



Elżbieta Kopka, Invigo

Większe szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego zwykle ma rodzina. Singiel - osoba w wieku 25-30 lat - może napotkać problemy, zwłaszcza w bankach, które stosują metody scoringowe do oceny potencjalnych kredytobiorców. W przypadku singli zdarza się też, że bank w trosce o zwiększenie bezpieczeństwa spłaty kredytu prosi o dołączenie do kredytu np. rodziców czy rodzeństwo. Ale szanse na uzyskanie kredytu można zwiększyć. Jak? Na przykład rezygnując z kart kredytowych, limitów w kontach, z których nie korzystamy. Takie działania poprawią zdolność kredytową i zwiększą dostępną kwotę kredytu.

Sabina Salamon, Deutsche Bank PBC Często klienci ubiegający się o kredyt są przekonani, że osoby samotne mają mniejsze szanse na uzyskanie finansowania niż osoby będące w związku małżeńskim. Należy jednak pamiętać, że o dostępności czy koszcie kredytu nie decyduje stan cywilny kredytobiorców, ale przede wszystkim łączne dochody na tzw. gospodarstwo domowe. Małżeństwa i single mogą więc liczyć na takie samo oprocentowanie. Może zdarzyć się też tak, że małżonkowie, choć łącznie mają wyższe dochody, mogą dostać kredyt w niższej kwocie niż singiel. Dlaczego? Oprócz dochodów banki biorą pod uwagę również koszty utrzymania przypadające na każdego członka rodziny. Jeśli więc małżeństwo ma na utrzymaniu dwójkę czy trójkę dzieci, zdolność kredytowa ich gospodarstwa domowego będzie niższa.

Więcej o: