Afryka dzika czy piękna Tajlandia? Wyglądamy za granicę

Afryka dzika czy piękna Tajlandia? A może Ameryka Łacińska, z Brazylią na czele, której kryzys się nie ima? Dziś przeglądamy możliwości inwestowania za granicą z funduszami inwestycyjnymi.
Od kilkunastu tygodni zajmujemy się różnymi sposobami inwestowania pieniędzy, które dają większe szanse zarobku niż trzymanie oszczędności w banku, na koncie oszczędnościowym bądź w obligacjach skarbowych. W sierpniu i wrześniu gruntownie prześwietliliśmy fundusze inwestycyjne i polisy typu unit-link. Później przyglądaliśmy się możliwości zarabiania na zmianach cen walut, a także sprawdzaliśmy, jak uchronić się przed stratami, gdy złoty mocno spada lub zbyt szybko się umacnia.

W zeszłym tygodniu zaczęliśmy wyższą szkołę jazdy, przynajmniej tej inwestycyjnej. Przyjrzeliśmy się rynkom inwestycji alternatywnych. Zastanawialiśmy się, czy warto zainwestować w złoto, jak zarobić na tym, że na światowych giełdach rosną ceny ropy naftowej, czy nasze oszczędności mogą iść w górę razem z cenami zboża lub wieprzowiny.

Dziś na dobre wyglądamy za granicę. Sprawdzimy, gdzie - poza Polską - warto zainwestować swoje pieniądze. Będziemy szukali najlepszych funduszy inwestycyjnych z całego świata. Za tydzień również w ramach przeglądu możliwości inwestowania na całym świecie przyjrzymy się bliżej produktom strukturyzowanym.

O tym, jak ważne jest w inwestycjach magiczne słowo "dywersyfikacja", przekonały się setki tysięcy Polaków, którzy zbytnio zaufali warszawskiej giełdzie. Najwięksi pechowcy stracili w czasie załamania nawet połowę pieniędzy i więcej. Stracili nie tylko dlatego, że trafili na zły moment do inwestowania na giełdzie, ale często też dlatego, że zdali się tylko na jedną inwestycję. Mając w portfelu np. fundusz inwestycyjny lokujący w Chinach lub Rosji, taki, który trzyma pieniądze w akcjach południowoamerykańskich kopalni złota, albo ten, który lokuje gotówkę swoich klientów w akcje spółek brazylijskich, można było znacznie ograniczyć straty.

Powtórzę jeszcze raz cytat, który już na tych łamach padł, a którego autorem jest Mark Mobius, legendarny zarządzający znanej na całym świecie grupy funduszy inwestycyjnych Franklin Templeton: "Wartość polskiego rynku akcji i obligacji stanowi tylko 1 proc. wartości rynku światowego. Ci Polacy, którzy mają na tyle duży kapitał, aby jego część zainwestować za granicą, ale z tego nie korzystają, tracą 99 proc. szans na zarobek".

O różnicowaniu inwestycji powinni myśleć już posiadacze 20-30 tys. zł oszczędności. Owszem, dopiero inwestor z kilkusettysięcznym portfelem może sobie pozwolić na dywersyfikację na całego, czyli uwzględnienie niemal wszystkich dostępnych rodzajów inwestycji, ale już dysponując średniej wielkości kapitałem warto włożyć do portfela jakiś fundusz, który inwestuje za granicą. Jakie są możliwości?

1. Azja i BRIC - inwestycja w przyszłość

Część (choćby niewielką) pieniędzy inwestowanych na rynku akcji warto zanieść do funduszy, które inwestują w krajach Azji. Do wyboru są fundusze lokujące w Tajlandii lub Korei, kusi dwucyfrowy wzrost PKB, jaki osiągają co roku Indie czy gigantyczna gospodarka Chin. W krótkiej perspektywie ryzyko inwestycji w Azji jest jednak wysokie, zwłaszcza w perspektywie spowolnienia gospodarki USA, co rykoszetem może uderzyć w Chiny (bo zmniejszy się popyt Amerykanów).

Potencjalnie dobrą inwestycją na najbliższe lata mogą być tzw. fundusze BRIC - inwestujące w Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach (stąd właśnie skrót). W tych czterech krajach mieszka prawie połowa światowej populacji, a każdy z krajów BRIC ma inny atut. Brazylia to potęga w produkcji rolnej, gospodarka rosyjska to kopalnia surowców, w Indiach najszybciej na świecie rozwijają się wysokie technologie i sektor usług. Chiny to rezerwuar taniej siły roboczej i błyskawicznie rosnący przemysł oraz budownictwo.

Udziały funduszy azjatyckich i BRIC sprzedają w Polsce najbardziej renomowane grupy zarządzające aktywami: Franklin Templeton, Merrill Lynch BlackRock, Robeco czy Fortis. Takie subfundusze można też znaleźć w funduszach parasolowych rodzimych TFI, np. w Pioneer Pekao czy AIG.

2. Afryka dzika. Czas ją odkryć?

Zdaniem wielu ekspertów najbardziej opłacalnymi inwestycjami w długim terminie będą nie te azjatyckie lub rosyjskie, ale te poczynione na rynku afrykańskim. Entuzjaści inwestowania w Afryce podają trzy powody: potężne zasoby naturalne, stosunkowo młode społeczeństwo oraz zwiększone zainteresowanie ze strony bogatych rynków wschodzących.

Afryka ma jedne z największych na świecie złóż surowców, a do tej pory wykorzystano zaledwie niewielką część tego potencjału. Chiny czy Indie potrzebują coraz więcej surowców, a przedsiębiorstwa z takich krajów, jak Rosja czy Brazylia, szukają nowych rynków do dalszej ekspansji. "Produkcją zlokalizowaną w Afryce i skierowaną na afrykańskie rynki zainteresowanych jest coraz więcej przedsiębiorstw z całego świata, a w szczególności spółek z rynków wschodzących, które wiedzą, jak prowadzić działalność w trudnych warunkach politycznych i ekonomicznych" - mówił niedawno Mobius.

Kłopotem dla miłośników inwestowania w Afryce jest specyfika tamtejszego rynku. Niektóre obiecujące kraje są rządzone przez dyktatorów (np. Libia), inne są przeżarte korupcją. Fundusze inwestujące w Afryce mają w ofercie zarówno polskie grupy funduszy (np. Nordea Akcji Afrykańskich, Noble Fund Africa), jak i zagraniczne: Julius Baer Northern Africa, Ocean Fund MENA.

3. Europa Środkowa: cudze chwalicie... 

Dlaczego by nie włączyć do portfela inwestycji czegoś mniej egzotycznego? Na przykład akcji spółek z Europy Środkowej lub, dajmy na to, z Turcji? Ten region należy nie od dziś do najbardziej atrakcyjnych miejsc do inwestowania. Zyski spółek rosną tu znacznie szybciej niż na rozwiniętych rynkach, np. w Europie Zachodniej lub USA, wiele sektorów gospodarki ma tu jeszcze solidny potencjał wzrostu. Jak sądzicie, dlaczego największe europejskie grupy bankowe, jak włoski UniCredit, belgijskie KBC, austriackie Raiffeisen i Erste czy francuskie Société Générale, kontrolują prawie połowę środkowoeuropejskiego rynku bankowego? One wiedzą, że tu można się rozwijać szybciej niż na ich domowych rynkach.

W inwestowaniu wszystkiego należy się uczyć stopniowo, zaczynając od rynków w pewnym stopniu skorelowanych z naszym. Wyniki inwestycji w Europie Środkowej siłą rzeczy nie będą się diametralnie różniły od tych osiąganych przez "polską" część portfela. Choćby dlatego, że jest to ten sam region świata, którego gospodarka jest uzależniona od zbliżonych czynników (choć każdy kraj Europy Środkowej ma przecież swoją specyfikę).

4. Nieruchomości i kruszce - coś na złe czasy

Dobrą inwestycją na długi okres, a zwłaszcza na czas bessy giełdowej, mogą być też fundusze nieruchomości. Ale uwaga - w grę powinny wchodzić tylko takie fundusze, które rzeczywiście kupują osiedla lub biurowce, a nie takie, które inwestują w giełdowe spółki budowlane. W Polsce działają takie fundusze, m.in. Arka Rynku Nieruchomości, BPH Sektora Nieruchomości oraz Skarbiec Rynku Nieruchomości. Zapewne ich liczba będzie rosła i warto czekać na okazję wejścia z pieniędzmi w któryś z nowych funduszy.

Warto też włożyć do portfela udziały funduszy inwestujących na rynku surowców. W Polsce działają fundusze, które umożliwiają zarabianie na wzroście cen złota, srebra, miedzi czy platyny (Investor Gold, Superfund Gold, Idea Surowce Plus, Skarbiec Akcji Nowej Europy Rynków Surowcowych). Dostępne są też fundusze zagraniczne inwestujące w surowce, np. BGF Word Gold. Notowania surowców często idą w odwrotnym kierunku niż ceny akcji, więc takie fundusze są dobrym sposobem na uodpornienie portfela na bessę giełdową.

5. Fundusze zagraniczne i "zagraniczne"

Jeśli chcesz inwestować część pieniędzy za granicą, masz do wyboru dwa rodzaje funduszy. Pierwszy to polskie fundusze, najzwyczajniej w świecie kupujące akcje za granicą. Ma je w swojej ofercie - obok funduszy polskich akcji - już niemal każde Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych (TFI). Druga opcja to inwestycja w międzynarodowy fundusz, który nie ma w Polsce siedziby, a tylko sprzedaje u nas udziały na podstawie specjalnego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego. Tak działają fundusze Templetona, Merrill Lyncha, BlackRock czy WIOF.

Podstawowa różnica pomiędzy polskimi funduszami inwestującymi za granicą a globalnymi funduszami należącymi do światowych grup zarządzających aktywami, które jedynie oferują u nas jednostki uczestnictwa, jest taka, że polskie TFI tworzą swoje zagraniczne fundusze wyłącznie dla polskich klientów, na potrzeby lokalnego rynku. Zagraniczne grupy zaś po prostu wpuszczają polskich inwestorów do swoich funduszy dostępnych dla inwestorów z całego świata.

Międzynarodowe grupy funduszy oferują dużo szerszą paletę możliwości niż polskie TFI. Zagraniczna oferta naszych powierników zwykle ogranicza się do kilku funduszy, a Templeton, HSBC czy Robeco dają do wyboru kilkanaście lub kilkadziesiąt funduszy o najróżniejszym profilu - inwestujących w Azji, w rejonie Pacyfiku, w branżę surowcową, firmy wydobywające miedź czy diamenty, fundusze inwestujące w energetykę czy np. fundusze BRIC. Ich oferta pozwala lepiej zróżnicować portfel inwestycyjny.

6. Gdzie kupić fundusz zagraniczny?

Fundusze mające siedzibę za granicą nie podlegają polskiemu nadzorowi. Ich działalność regulują zagraniczne instytucje nadzorcze. Jednak nie ma to większego znaczenia z punktu widzenia bezpieczeństwa pieniędzy. Zarówno w polskich, jak i w zagranicznych funduszach pieniądze są tak samo bezpieczne. Dla międzynarodowych grup zarządzających aktywami reputacja jest najważniejsza.

O ile polskie fundusze są dostępne w oddziałach niemal każdego banku, o tyle zagraniczne grupy oferują udziały swoich funduszy głównie poprzez sieci doradców finansowych (Expander, Open Finance, Xelion i inne) oraz nieliczne sieci bankowe, np. Deutsche Banku czy Citi. Procedura zakupu udziałów jest identyczna jak w przypadku polskich funduszy - trzeba wypełnić odpowiedni formularz i wpłacić pieniądze na konto. Po zakończeniu inwestycji pieniądze są wpłacane przez fundusz na wskazane w umowie konto.