Jak płacić bez pinu, żeby nie stać się ofiarą kradzieży? Coś nie styka w zbliżeniówkach

W naszych portfelach jest kilkanaście milionów kart z funkcją zbliżeniową, które dają możliwość płacenia małych rachunków bez podania PIN-u. Ile z nich jest niewłaściwie zabezpieczonych? I co zrobić, żeby nie stać się ofiarą kradzieży pieniędzy z takiej karty?
Czy oszałamiająca kariera kart zbliżeniowych w Polsce - według MasterCarda już 20 proc. wszystkich transakcji kartami tej organizacji to te zbliżeniowe, zaś co trzeci z terminali zainstalowanych w polskich sklepach (w sumie 80 tys.) pozwala na dokonywanie takich transakcji - odbywa się kosztem bezpieczeństwa naszych pieniędzy? Takie pytanie zadajemy dziś na pierwszej stronie "Gazety", przytaczając mrożące krew w żyłach opowieści klientów, którym skradziono karty z funkcją zbliżeniową. Złodzieje w kilkanaście minut wyczyścili konta, dokonując kilkudziesięciu transakcji o niskiej wartości, niewymagających podania PIN-u.

To podstawowa wada kart zbliżeniowych. O ile kradzież pieniędzy ze zwykłej karty wymaga nie tylko wyjęcia nam plastiku z portfela, ale i ustalenia kodu PIN do naszej karty (stąd tak ważne jest, by nigdzie go nie zapisywać, tylko nosić w pamięci), o tyle w przypadku kart z funkcją zbliżeniową sprawa nie jest tak oczywista. Niby każdy bank nakłada na takie karty dzienny limit transakcji możliwych do wykonania bez podania PIN-u. Po jego wyczerpaniu terminal powinien przy kolejnej transakcji zażądać już od klienta podania PIN-u. Te limity są niskie, wynoszą w poszczególnych bankach 200-300 zł i trzy-pięć transakcji dziennie.

Ale czasem nie działają, bo ograniczenia organizacji płatniczych (w przypadku kart Visa) oraz decyzje banków dotyczące sposobu autoryzowania transakcji (w przypadku kart MasterCard) powodują, że transakcje zbliżeniowe bywają zatwierdzane w trybie off-line, czyli bez kontaktu z bankiem. To oznacza, że w chwili dokonywania zakupów bank, choć obciąża kwotą transakcji posiadacza karty, nie wie, czy na koncie są jakieś pieniądze i czy nie zostały przekroczone limity dzienne liczby i wartości transakcji.

Czy bank jest ślepy i głuchy?

Kiedy bank może się zorientować, że ktoś używa karty "hurtowo", chcąc w jak najkrótszym czasie dokonać jak największej liczby transakcji na kwotę poniżej 50 zł? Bankowcy niechętnie odpowiadają na to pytanie, tłumacząc się względami bezpieczeństwa. Wszystko wskazuje na to, że w przypadku kart autoryzujących transakcje zbliżeniowe off-line taka wiedza dociera do banku dopiero wtedy, gdy ktoś dokona takim plastikiem "tradycyjnej" transakcji na PIN, a więc gdy terminal połączy się z bankiem. - Ewentualny kontakt zastrzeżonej karty z czytnikiem stykowym spowoduje wysłanie przez nasz system skryptu blokującego mikroprocesor - tłumaczy Krzysztof Olszewski z mBanku.

W praktyce to oznacza, że bank może być "ślepy i głuchy" aż do momentu, kiedy sam klient powiadomi go o kradzieży karty. Albo kiedy sprzedawca w sklepie zorientuje się, że coś jest nie tak, i to on zawiadomi bank. Ale przykłady takiej "rewolucyjnej czujności" są, niestety, rzadkie. - W kilku sklepach poinformowano mnie, że ekspedientki podejrzewały, iż karta jest kradziona. Ale poprosiwszy klienta, żeby ją pokazał, usłyszały, że nie musi, bo to jest "zbliżeniówka". W innym sklepie dokonano około dziesięciu transakcji jedna po drugiej. I nikogo nie zastanowiło, dlaczego klient nie zapłaci za zakupy raz, zatwierdzając je PIN-em! - opowiada pani Joanna, zdruzgotana czytelniczka "Gazety", która z powodu przestępczych transakcji zbliżeniowych straciła 1800 zł.

Ile kart w Polsce działa w ten sposób i klientów których banków to dotyczy? Nie wiadomo, bo zarówno banki, jak i organizacje płatnicze niechętnie mówią o szczegółach zabezpieczania transakcji. - Możliwość wykonania danej transakcji zależy od parametrów karty, konfiguracji terminalu oraz mechanizmów przeciwdziałania nadużyciom stosowanych przez bank. Szczegółowe zasady działania zabezpieczeń są poufne - ucina dyskusję na ten temat Julian Krzyżanowski z Alior Banku.

- Z naszych analiz wynika, że karty zbliżeniowe są równie bezpieczne jak standardowe plastiki. Procent reklamacji dotyczących nieuprawnionego użycia tych kart jest na podobnym poziome co w przypadku tradycyjnych plastików. I, co najistotniejsze, jest marginalny - zapewnia Krzysztof Olszewski. Zaś Maciej Gajewski z polskiego oddziału organizacji Visa (to logo nosi 70 proc. kart w naszych portfelach), idzie jeszcze dalej. - Nie otrzymaliśmy od banków wydawców zbliżeniowych kart Visa żadnych informacji o transakcjach nieuprawnionych, związanych z funkcją zbliżeniową kart, w wyniku których klienci utracili swoje pieniądze.

Kłopoty z reklamacjami

Z punktu widzenia klientów największym problemem jest to, że banki niechętnie uznają reklamacje dotyczące kradzieży pieniędzy za pomocą transakcji zbliżeniowych. Pani Joanna walczy z Alior Bankiem o pieniądze już od grudnia. - Po dwóch miesiącach od zgłoszenia reklamacji w banku powiedzieli, że mam sporządzić oświadczenia o tym, że karta była używana bez mojej zgody. Dla każdej transakcji oddzielnie! Albo żądają ode mnie podania adresów sklepów, w których ktoś kupował na moje konto. Wiele transakcji było wykonanych w sieci Żabka, na wyciągu z karty nie ma adresów tych sklepów... - relacjonuje klientka swoją drogę przez mękę.

- W przypadku transakcji zbliżeniowych z uwagi na regulacje MasterCard klient informowany jest o konieczności zwrócenia się z reklamacją do firmy ubezpieczeniowej, która obejmuje karty ochroną. Dopiero w przypadku odrzucenia roszczeń przez ubezpieczyciela bank może podjąć decyzję o ewentualnym zwrocie pieniędzy z własnej kieszeni - tłumaczy Julian Krzyżanowski.

Ale klientka Aliora i tak jest w niezłej sytuacji, bo jej karta była ubezpieczona. Pozostali nasi czytelnicy albo nie odzyskali pieniędzy w ogóle, albo bank potrącił im z ukradzionej kwoty równowartość 150 euro z tytułu "wkładu własnego" (a to ponad 650 zł!). A przecież bank nie jest w stanie udowodnić, że to jego klient wykonał kwestionowane transakcje - nie ma ani PIN-u, który by to potwierdzał, ani podpisu, ani żadnego innego dowodu. A banki mimo to nie chcą oddawać klientom wszystkich pieniędzy. Czy istnieje jakieś realne zabezpieczenie interesów klienta w sytuacji, w której traci kartę z funkcją płatności zbliżeniowych i ktoś robi na jego konto zakupy? - pytamy rzecznika mBanku.

- Takim zabezpieczeniem jest zgłoszenie zastrzeżenia karty. Odpowiedzialność za transakcje dokonane po zastrzeżeniu karty spoczywa na banku - odpowiada Krzysztof Olszewski. - Dlaczego bank, nawet jeśli oddaje pieniądze, żąda od klienta "wkładu własnego"? - Bank ma ustawowy obowiązek przejęcia odpowiedzialności za transakcje dokonane utraconą kartą bez użycia PIN-u powyżej 150 euro. Odpowiedzialność za transakcje poniżej tej kwoty ponosi użytkownik karty lub ubezpieczyciel w przypadku kart ubezpieczonych od tego rodzaju przestępstw - odpowiada Olszewski.

W bankach niektóre karty są ubezpieczone "z automatu", a w przypadku innych klient ma obowiązek dodatkowo płacić za zniesienie "wkładu własnego" w przypadku kradzieży plastiku i wyczyszczenia konta. Klientom się to nie podoba. - Skoro bank dopuszcza transakcje bez jakiejkolwiek autoryzacji, jednocześnie nie dając klientowi żadnego narzędzia ani możliwości wyłączenia tych opcji, powinien uwzględniać reklamacje takich transakcji z automatu. Nie powinno mieć znaczenia, czy klient wykupił dodatkowe ubezpieczenie, czy też nie - oburza się okradziona klientka mBanku, pani Marta.

Klient ma wybór, ale... go nie ma

Inna "ofiara" technologii zbliżeniowej, pani Joanna, dodaje: - Po smutnych doświadczeniach usiłowałam ustalić jakieś limity wartości transakcji dokonywanych przez paypass - nie da się! Ani w mBanku, ani w Alior Sync po prostu nie ma takiej usługi! - mówi czytelniczka. Pytamy więc w bankach: czy funkcję płatności zbliżeniowych można wyłączyć lub w jakiś sposób zablokować, ewentualnie poprosić o wydanie karty bez tej funkcji? - Obecnie nie ma możliwości, aby w wydawanych przez nas kartach wyłączyć funkcję zbliżeniową. Warto zapytać organizacje płatnicze, czy dopuszczają taką możliwość w ramach swoich wytycznych - mówi Krzysztof Olszewski z mBanku. Pytamy więc o to rzecznika Visy, ale nie jest zbyt rozmowny: - O funkcjonalności karty udostępnianej klientowi decyduje bank wydawca - słyszymy w odpowiedzi.

Julian Krzyżanowski z Alior Banku też rozwiewa nasze złudzenia. - Oferujemy klientom również karty, które nie posiadają funkcjonalności paypass. Decyzja o wyborze produktu jest suwerenną decyzją klienta. Nie dajemy natomiast możliwości wyłączenia funkcjonalności zbliżeniowych w kartach, które zostały już wydane i posiadają taką funkcjonalność - mówi rzecznik Alior.

O możliwości zamówienia karty bez opcji transakcji zbliżeniowych wspomina też Krzysztof Olszewski z mBanku. - Obecnie większość kart wyposażona jest w funkcję zbliżeniową. Dla części produktów można jeszcze zamówić kartę bez funkcji zbliżeniowej - mówi. Ale niektórzy czytelnicy donoszą nam, iż wybór jest tylko teoretyczny. - Zadzwoniłem na infolinię mBanku i zapytałem, czy da się wyłączyć możliwość płatności zbliżeniowej lub zamienić swoją kartę debetową na taką "starego typu", bez możliwości płacenia zbliżeniowo? Konsultant odpowiedział: Niestety, nie mamy już w ofercie "starych" kart - relacjonuje pan Piotr.

Co w sytuacji kradzieży karty i dokonania płatności zbliżeniowej przez złodzieja? Konsultant miał dla naszego czytelnika następującą radę: - Powinien pan zastrzec jak najszybciej kartę. Zwrotu pieniędzy może pan dochodzić od sprzedawcy, u którego wykorzystano kartę, ponieważ jego obowiązkiem jest zweryfikowanie właściciela karty. Może pan też wykupić pakiet "Bezpieczna karta" za 1,75 zł miesięcznie.

Więcej o: