Płacisz kartą zbliżeniową? Uważaj na debet

Karta zbliżeniowa, którą można płacić za małe zakupy, nie podając PIN-u, mogą wpędzić w tarapaty nie tylko tych, którzy ją zgubią i nie zdążą w porę zastrzec. Łatwo z ich powodu wpaść również w kosztowny, niedozwolony przez bank debet
Opisaliśmy we wczorajszej "Gazecie" problemy klientów, którym skradziono z portfeli karty płatnicze wyposażone w funkcję zbliżeniową. Takie plastiki - jest ich w naszych portfelach kilkanaście milionów - pozwalają szybko i łatwo płacić bez podawania PIN-u niewielkie rachunki - do 50 zł. Wszystko po to, by zachęcić nas do wyciągania karty nawet wtedy, gdy kupujemy kawę i pączka w kawiarni czy bilety i gazetę w kiosku. Banki co prawda ze względów bezpieczeństwa ograniczają liczbę takich transakcji bez PIN np. do trzech dziennie (co limituje wartość potencjalnych strat w przypadku kradzieży karty do 150 zł), ale - jak ujawniliśmy wczoraj - część banków stosuje przy takich transakcjach tzw. autoryzację offline.

Jak to działa? Otóż terminal w sklepie, w którym płacimy za zakupy, nie łączy się z bankiem i nie sprawdza, czy mamy na koncie pieniądze oraz czy nie zostały przekroczone dzienne limity transakcyjne. Bankowcy, ustawiając autoryzację w tryb offline, myślą oczywiście o naszej wygodzie, bo transakcja bez łączenia się z bankiem trwa 5-6 sekund, a w trybie online - przynajmniej 12-13 sekund. Ale jest i druga strona tego medalu. Jednemu z czytelników, zanim zastrzegł kartę, w 78 transakcjach skradziono ponad 3 tys. zł. Każda z transakcji była poniżej 50 zł, więc złodziej ani razu nie musiał podawać PIN-u.

Bankowcy zapewniają, że przypadki takich kradzieży są niezmiernie rzadkie. Kłopot w tym, że niektórzy okradzeni klienci nie odzyskują wszystkich pieniędzy, gdyż banki wpisują im w straty ok. 650 zł "udziału własnego" (nie dotyczy to tylko tych klientów, których bank ubezpieczył lub tych, którzy sami wykupili w banku specjalną polisę "antykradzieżową"). Banki nie zawsze też dają klientom wybór - część w ogóle nie ma w ofercie kart bez funkcji zbliżeniowej. A w już wydanych kartach tej funkcji nie da się nijak legalnie zablokować (można zniszczyć mikroantenkę, co niektórzy robią; ale karta jest własnością banku, więc jest to działanie bezprawne).

Na styku z debetem

Okazuje się jednak, że kłopoty ze zbliżeniówkami mają nie tylko ci klienci banków, którzy stracili swoje "plastiki". Brak połączenia terminalu z bankiem sprawia, że zakupy przez zbliżenie czasem narażają klientów na konieczność zapłacenia kar. Np. za... niedozwolony debet.

Pan Marek, klient banku Alior Sync, już dwa razy wpadł w tarapaty, bo płacił za zakupy bez PIN-u. Bank zezwalał na transakcje, choć na koncie nie było już pieniędzy. - Naliczyli mi opłatę za niedozwolony debet w wysokości 20 zł. Debet powstał po płatnościach kartami zbliżeniowymi, które spływały do statystyk konta po pięciu-siedmiu i więcej dniach. Bank nawet nie blokował środków na rachunku. Byłem przeświadczony, że skoro płatności przechodzą, to znaczy, że jeszcze mam pieniądze na koncie - żali się pan Marek.

Pan Piotr, klient mBanku, dał się skusić i wziął kartę kredytową. - Od razu na początku współpracy zostałem ukarany prowizją 35 zł za przekroczenie limitu kredytowego o 3,78 zł, mimo że pod kreską byłem tylko przez jeden dzień! - pisze pan Piotr. Skąd manko? - Ostatnie transakcje, które wykonałem, były transakcjami zbliżeniowymi. Gdy tylko zobaczyłem, że przekroczyłem saldo, spłaciłem kartę. Niestety, o kilka godzin za późno.

To sprawa klienta

Czy banki mają prawo naliczać karne prowizje w takich sytuacjach? Przecież to nie z winy klienta, ale wskutek ustawienia parametrów karty transakcje nie są księgowane od razu, tylko z trudnym do przewidzenia opóźnieniem. Pan Adam ma kartę wydaną przez ING Bank Śląski. - Pewnego dnia wykonałem cztery operacje: dwie normalnie i dwie zbliżeniowo. Mam włączone powiadomienia SMS-ami o każdej transakcji, ale okazało się, że dostałem tylko dwa SMS-y, na koncie bank zrobił tylko dwie blokady: na kwoty transakcji dokonanych za pomocą PIN-u - opowiada czytelnik. SMS-y potwierdzające zawarcie pozostałych dwóch transakcji dostał dopiero za kilka dni.

Pan Adam zażądał od banku wyjaśnień, bo powiadomienia SMS służą m.in. do tego, by mógł szybko zastrzec kartę, gdyby ktoś mu ją ukradł. - Skoro bank nie dokonuje blokad i nie wysyła SMS-ów, to skąd będzie wiedział, że nie wolno pozwolić na wykonanie kolejnej operacji? - zapytał czytelnik. Wiemy już, że zapytał nie bez racji.

Klient zapytał też ING, czy z powodu ustawienia kart w trybie offline bank może obciążyć klienta karnymi prowizjami, jeśli ten nieświadomie przekroczy saldo? "Brak blokady na kwotę transakcji lub dokonanie blokady na niepełną kwotę transakcji lub zniesienie blokady nie zwalnia posiadacza rachunku od obowiązku utrzymania na rachunku środków gwarantujących rozliczenie wszystkich transakcji. Posiadacz rachunku zobowiązany jest utrzymywać na rachunku środki gwarantujące rozliczenie wszystkich dokonanych transakcji". Nie ma więc znaczenia, czy bank zablokował pieniądze "pod" dokonane przez klienta transakcje - to klient ma pilnować, czy nie przekroczył salda lub dozwolonego debetu.

Niestety, takie problemy mogą nas spotkać nie tylko przy okazji transakcji zbliżeniowych. Pan Tomasz, klient Banku Millennium, przekroczył saldo swojego konta, choć nie ma karty zbliżeniowej. Okazało się, że niektóre jego zakupy nie zostały rozliczone online i czytelnik wpadł w debet. - Nigdy nie wnioskowałem ani nie miałem debetu. Robiłem zakupy, płacąc kartą. Płatności przechodziły, więc byłem spokojny, bo przecież jakbym pieniędzy nie miał, to system odrzuciłby operację - tłumaczy czytelnik. Okazuje się, że choć karta działała na PIN, to niektóre terminale miały... wyłączoną opcję zatwierdzania transakcji online. Efekt? Bank Millennium obciążył klienta karnymi odsetkami w wysokości - uwaga - 8 gr. - Dla mnie to niezrozumiałe, że muszę ponosić koszty tego, iż jakiś tam terminal działał w trybie offline i nie mógł zweryfikować w banku, czy mam wystarczające środki na koncie - piekli się pan Tomasz. Niestety, przepisy są nieubłagane: to klient odpowiada za debet na koncie. Również za taki, o którym nie wiedział ani klient, ani nawet bank.