NBP: Emeryci mogliby mieć z OFE więcej, gdyby inwestowały taniej

NBP krytykuje sposób inwestowania OFE i wysokość pobieranych przez nie opłat. Przekonuje, że oszczędności emerytów mogłyby być o 12 proc. wyższe, gdyby inwestować taniej
Nasze przyszłe emerytury będą się składać z dwóch filarów: pierwszego - ZUS i drugiego - OFE. Prawdopodobnie aż trzy czwarte przyszłych świadczeń będą stanowiły środki z ZUS, a jedną czwartą nasze oszczędności w OFE.

W OFE oszczędza już 16,2 mln Polaków. To jeden z trzech filarów naszej przyszłej emerytury składającej się po części z ZUS (pierwszy filar), właśnie OFE (drugi filar) oraz dobrowolnych produktów emerytalnych (trzeci filar).

Czytaj także: Co z naszymi emeryturami? Kasa w OFE znowu kusi

NBP przyjrzał się temu, jak OFE inwestowały w ostatnich 10 latach. "W opinii Narodowego Banku Polskiego maksymalną zyskowność lokat OFE przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa inwestycji zapewniłoby stosowanie pasywnej polityki inwestycyjnej" - rekomenduje bank centralny w analizie, do której dotarła "Gazeta".

O co chodzi? Teraz OFE szukają okazji na giełdzie i je wykorzystują w ramach dozwolonych prawem limitów. Ustawa pozwala im inwestować do 48 proc. (w przyszłości ten limit wzrośnie aż do 90 proc.) zgromadzonych oszczędności w akcje giełdowych spółek i do 5 proc. (wzrośnie z czasem aż do 30 proc.) poza granicami Polski. Do wyboru mają też obligacje skarbowe, drogowe, samorządowe i korporacyjne, a także bankowe lokaty.

Gdyby opłaty były niższe

NBP przeprowadził eksperyment. Porównał wyniki OFE z hipotetycznym funduszem, który pobierałby niskie opłaty - 0 proc. od składki i 0,1 proc. za zarządzanie. Jego portfel inwestycyjny wzorowany był na indeksie akcji (35 proc. środków) oraz indeksie obligacji (65 proc. środków). Co się okazało? Wynik stworzonego przez NBP funduszu byłby aż o 12 proc. lepszy od osiągniętego przez OFE.



A jak wyglądają wyniki OFE na tle ZUS? Sprawdziliśmy to na przykładzie hipotetycznego konta, na które co miesiąc - od czerwca 1999 r. do grudnia 2012 r. - wpływa 100 zł składki. Na obu kontach sprawdzamy, o ile faktycznie urosły oszczędności przyszłych emerytów od początku istnienia OFE, czyli od 1999 roku. W przypadku OFE przy obliczeniach uwzględnialiśmy wszystkie pobierane opłaty. Z kolei przy wyliczeniach dla konta w ZUS nie braliśmy pod uwagę opłat, ponieważ nie są one podawane. ZUS informuje tylko o łącznych kosztach funkcjonowania. Co się okazało? Na hipotetycznym koncie w ZUS zgromadziliśmy od początku reformy 26 tys. zł. W tym samym czasie w OFE zebrało się 25,8 tys. zł, czyli prawie tyle samo.

"Zarządzanie aktywne może przynieść korzyści w krótkim okresie, jednak w długim horyzoncie czasowym nie zapewnia lepszych rezultatów niż replikacja indeksów rynkowych" - pisze NBP. I przekonuje, że zamiast szukać na rynku okazji, OFE powinny stworzyć portfel inwestycyjny wzorowany na indeksie akcji i obligacji.

Nasze pieniądze w akcjach i obligacjach

Obecnych ustawowych limitów OFE i tak nie wykorzystują. W akcjach trzymają średnio 36 proc. aktywów, czyli 100 mld zł. W obligacjach skarbowych - 45 proc., czyli 125 mld zł.

Zmiana polityki inwestycyjny OFE - zdaniem NBP - "powinno sprzyjać wzrostowi konkurencji pomiędzy funduszami w obszarze opłat". NBP za przykład stawia działające na świecie fundusze ETF. "Roczna opłata za zarządzanie wynosi nawet 0,03-0,05 proc. aktywów. Dla porównania, w 2011 r. średnia wysokość tej opłaty w OFE wyniosła 0,51 proc. aktywów" - przekonuje NBP.

Teraz za zarządzanie oszczędnościami przyszłych emerytów OFE pobierają opłaty: najpierw 3,5 proc. od każdej wpłaconej składki, a potem jeszcze do 0,5 proc. aktywów rocznie. W zeszłym roku członkowie zapłacili im w sumie 1,3 mld zł. Od początku działalności OFE w opłatach pobrały w sumie 16 mld zł. To dlatego, że początkowo opłaty były znacznie wyższe i sięgały nawet 10 proc. od wpłacanych pieniędzy. Dopiero po kolejnych akcjach "Gazety" prowizje obniżył rząd - najpierw do maksymalnie 7 proc. w 2004 r., a potem do obecnych, nie więcej niż 3,5 proc. w 2010 r.

NBP krytykuje również obecny sposób oceny wyników inwestycyjnych OFE. Nie uwzględnia on rzeczywistych stóp zwrotu możliwych do osiągnięcia na rynku. "Takie rozwiązanie pozwala OFE osiągać stopy zwrotu znacznie poniżej możliwości rynkowych" - ocenia NBP. Właściciele OFE nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Dopłacać swoim klientom muszą jedynie w sytuacji, gdy ich fundusz wypadnie znacznie gorzej od konkurencji. Sposób oceny wyników nie karze więc OFE za osiągnięcie wyników gorszych od rynku.

Dlatego NBP proponuje wprowadzić zewnętrzną ocenę wyników OFE. Miałaby ona być oparta na indeksach akcji i obligacji. Gdyby OFE nie osiągnęły wymaganej stopy zwrotu tak jak dzisiaj, ich właściciele musieliby dopłacić różnicę przyszłym emerytom ze swojej kieszeni.

- W długim okresie to jedyne sensowne rozwiązanie - tak propozycję NBP ocenia główny ekonomista MInisterstwa Finansów Ludwik Kotecki. Jego zdaniem w krótkim czasie OFE mogą nawet być lepsze od rynku, ale już nie w dłuższej perspektywie. - W związku z tym nie powinniśmy walczyć o wyższą stopę zwrotu, ale skupić się na cięciu kosztów.

Więcej o: