W Ameryce bank tylko w komórce! A za konto płacisz, ile chcesz!

Pierwszy bank w USA, który jest tylko w komórce, wprowadził do swojej tabeli opłat... ruchomą cenę za prowadzenie konta osobistego. Klient sam może decydować, ile miesięcznie jest gotów płacić.
Jeśli uzna, że usługi jego banku są warte np. 3 dol. miesięcznie - deklaruje, że będzie płacił 3 dol. i bank nie ściągnie ani centa więcej. Jeśli klient dojdzie do wniosku, że bank jest wart 5 dol. miesięcznie, płaci mu dokładnie tyle. Klient może też uznać, że nie stać go na płacenie za usługi bankowe lub też, że bank nie zasłużył, żeby mu płacić. Wtedy taki delikwent ma konto za darmo i nikt nie wypowiada mu umowy.

W banku milcząco przyjmują do wiadomości, że tego pana obsługuje się za free. Maksymalny abonament, który można opłacać, to 9 dol. miesięcznie. Takie klasyczne "co łaska", które w Polsce spotykamy właściwie tylko w kościołach. O, pardon, blog Subiektywnie o finansach opisywał jakiś czas temu warszawskiego restauratora, który usunął ceny z menu! Oszalał?

Tym razem mówimy o GoBanku, podobno pierwszym na świecie banku, z którego usług można korzystać wyłącznie przez smartfona. To, że GoBank nie ma żadnych placówek, to pikuś. On nie ma nawet serwisu internetowego, z którego można byłoby skorzystać przez laptopa. Jedynym kanałem dostępu jest tu smartfon i aplikacja zainstalowana w jego pamięci. Cudo to wymyśliła firma Green Dot Bank, której głównym biznesem jest wydawanie kart płatniczych typu pre-paid.

Czytaj też: Nowy mBank prawie gotowy do startu! Wiadomo już, czym nas zaskoczy!

Czytaj też: Na czym może zarabiać bank, pobierający opłaty w wysokości "co łaska"?

To bank transakcyjno-depozytowy z pakietem usług, które nie powalą na kolana fanów bankowości w Polsce, bo większość z tych innowacji znamy już z własnego doświadczenia. Ale jak na warunki amerykańskie - jest to bank niezwykle nowoczesny.

Przede wszystkim GoBank oferuje ROR i sprzężone z nim konto oszczędnościowe (między rachunkami można przesuwać pieniądze bez żadnych ograniczeń i całkiem za darmo), a także szybkie przelewy na numer telefonu oraz poprzez Facebooka. Takie same, jakie ma w ofercie Alior Sync, a od niedawna Getin Bank).

I takie same, jakie oferuje pozabankowa firma Blue Media. W GoBanku można też założyć mobilny depozyt (najłatwiej zrobić to, skanując czek lub inne polecenie zapłaty). Bank wydaje tradycyjne karty płatnicze (można zaimportować swoją mordkę z Facebooka i wstawić ten wizerunek na kartę, kosztuje to 9 dol.), ma też umowę na bezpłatne korzystanie przez klientów z 40 tys. bankomatów. Najbliższy bankomat można znaleźć, używając funkcji geolokalizacji w telefonie. Jest też program do zarządzania domowymi finansami, który będzie sygnalizował alertem przekroczenie progów, które oznaczają koniec płynności finansowej. To też rozwiązanie nieobce klientom polskich banków.

Czytaj też: Wystarczy, że znasz numer telefonu kolegi i już możesz przesłać mu pieniądze. Dojdą w 5 minut! Jak?

Na czym bank chce zarabiać, skoro nie narzuca opłat za ROR, nie kasuje ani centa za przelewy, daje darmowe bankomaty (i wpłatomaty przy okazji też) i nie każe płacić za kartę ze standardowym wzorem? Podobno model biznesowy zakłada po pierwsze to, że wokół banku stworzy się społeczność klientów, którzy będą chcieli go zasilać dobrowolnie, bo potraktują go jako "swój". Średni miesięczny abonament za konto w amerykańskim banku to 12 dol., więc jeśli GoBank pozwala płacić 0-9 dol., to i tak jest dużo tańszy.

Drugim źródłem dochodów mają być opłaty interchange za to, że klienci aktywnie będą korzystać z karty i płacić nią w sklepach. Trzecie źródełko to prowizje za wypłaty z bankomatów poza siecią gratisowych maszyn 2,5 dol.) oraz za granicą (opłata surcharge 3 proc. od wartości transakcji). No i są też opłaty za indywidualny wizerunek na karcie (wspomniane wyżej 9 dol.). Generalnie jednak ma być tanio i prosto - te cechy mają przyciągnąć klientów do GoBanku. Czytaj też: Nowy gracz na rynku atakuje superelastyczną kredytówką. Na rok zawieszą ci spłaty, ale...

Big Data w praktyce: Czy banki wkrótce pierwsze będą wiedziały, komu zbiera się na rozwód?

Więcej o: