Bank do klienta: "Nie przetwarzamy pana danych". Klient: "Nie wierzę"

Czy bank ma obowiązek wystawić klientowi zaświadczenie, że nie będzie już dłużej przetwarzał jego danych osobowych? Postanowił sprawdzić to jeden z czytelników blogu "Subiektywnie o finansach". Co się okazało?
O tym, że nie jest łatwo rozstać się z bankiem i że to bywa bolesne, kosztowne rozstanie, niekiedy emocjonalnie gorsze nawet niż rozwód, mogli wielokrotnie czytać miłośnicy "Subiektywnie o finansach". Ale jeszcze trudniej sprawić, by bank - po "rozwodzie", który z nim uzgodniliśmy - zapewnił nas o tym, że nie będzie chował urazy, ani... danych zgromadzonych na nasz temat. I że za dziesięć lat niespodziewanie nie zaproponuje nam założenia nowego konta, wysyłając pocztówkę na adres domowy albo SMS na komórkę.

Klient banku Alior Sync postanowił rozstać się z tą instytucją. Choć miał w banku założoną tylko lokatę, to przekonanie o tym, iż po jej zerwaniu nić łącząca go z bankiem zostanie też zerwana, okazało się naiwne. "Podczas rozmowy telefonicznej z infolinią Sync okazało się, że mimo wycofania lokaty mam nadal aktywną umowę ramową oraz nadal aktywne pozwolenie na przetwarzanie moich danych osobowych przez bank" - relacjonuje klient. "Postanowiłem zatem, że wypowiem umowę ramową oraz zastrzegę pozwolenie na przetwarzanie moich danych".

Czytaj też: Sprawdź gdzie trafią dane, które zebrał o tobie bank. Może do Azji?

Czytaj też: Nie zawiadomili klienta o wzroście raty. A zamiast ładnie przeprosić...

Pan z infolinii poinformował klienta, że jego dyspozycje zostały wprowadzone i umowa ramowa została wypowiedziana, zaś zastrzeżenie na przetwarzanie danych zostało wprowadzone do systemu. A więc sukces? Połowiczny, bo czytelnik zapragnął mieć to wszystko na piśmie. "Sądziłem, że Sync będzie w stanie potwierdzić dyspozycję np. e-mailem" - wyraził nadzieję. Okazuje się jednak, że bank nie ma takiej procedury i nie wysyła potwierdzeń wypowiedzenia umowy ramowej oraz zastrzeżenia przetwarzania danych osobowych - ani e-mailem, ani pocztą tradycyjną.

Klient wpadł na szatański pomysł. "Pomyślałem o reklamacji. Zadzwoniłem do banku, żeby takową złożyć. Ale bank okazał się chytrzejszy niż ja. Pan w infolinii stwierdził, że do złożenia reklamacji w sprawie wydanie potwierdzenia, że nie posiadam umowy ramowej w Alior Sync, musiałbym posiadać... aktywną umowę ramową" - zakończył swą historię mój czytelnik. Czy bank miał prawo tak postąpić? Zapytałem o to Martynę Kośkę, prawniczkę pomagającą czasem czytelnikom blogu "Subiektywnie o finansach".

Czytaj też: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale sprawdź, czy bank o ciebie pytał

Czytaj też: Nowy pomysl finansowych naciągaczy. Darmowe "szkolenia"

Pani Martyna zacytowała z ustawy o ochronie danych osobowych art. 32: "Każdej osobie przysługuje prawo do kontroli przetwarzania danych, które jej dotyczą, zawartych w zbiorach danych, a zwłaszcza prawo do:(...) żądania uzupełnienia, uaktualnienia, sprostowania danych osobowych, czasowego lub stałego wstrzymania ich przetwarzania lub ich usunięcia, jeżeli są one niekompletne, nieaktualne, nieprawdziwe lub zostały zebrane z naruszeniem ustawy albo są już zbędne do realizacji celu, dla którego zostały zebrane".

I dalej mamy powiązany z nim art. 33: "Na wniosek osoby, której dane dotyczą, administrator danych jest obowiązany, w terminie 30 dni, poinformować o przysługujących jej prawach oraz udzielić, odnośnie do jej danych osobowych, informacji (...). Na wniosek osoby, której dane dotyczą, informacji (...) udziela się na piśmie". No, ale dotyczy to tylko tych danych, którymi ktoś administruje. A tu mamy sytuację, w której klient żąda zaświadczenia, że bank jego danymi już nie administruje. Zdaniem Kośki bank ani żadna instytucja nie ma obowiązku przedkładać żadnych pisemnych potwierdzeń dotyczących usunięcia danych. Owszem, byłoby to w dobrym tonie, ale obowiązku nie ma.

"Ustawa nie przewiduje żadnego określonego sposobu usuwania danych. Wynika z niej też, że jeśli wnioskodawca zorientuje się, że jego wniosek nie został zrealizowany (bo np. nadal otrzymuje reklamy z danej firmy), może poskarżyć się GIODO na nierespektowanie jego uprawnień. Wcześniej może mieć tylko nadzieję, że jego prośba została przyjęta do realizacji" - komentuje Kośka.

Czytaj też: Krwawa jatka o 43 zł. Klient nie odpuścił i wygrał! A bank do końca kłócił się nawet o 4 zł!

Czytaj też: Niepamięci cud, czyli skąd mieć pewność, że bank nie będzie już przetwarzał naszych danych

Kolejny czytelnik, klient mBanku, chciałby, żeby jego dane osobowe były wysyłane zawsze listem poleconym. Czytelnik przeniósł do mBanku swoje konto IKE i poprosił mBank, żeby ten wystawił mu zaświadczenie o zawarciu umowy o prowadzenie IKE. Z tym kwitem klient chciał pójść do firmy, z którą do tej pory oszczędzał na emeryturę, żeby zlecić w niej przelew pieniędzy do mBanku. mBank zaświadczenie wystawił, ale... "Dokument, który zawiera ważne dane: imię, nazwisko, adres, PESEL, numer dowodu osobistego mBank wysyła zwykłym listem". Cóż, zawsze parę groszy do przodu, bo polecony byłby droższy. Choć przecież bank pobiera za wydanie takiego kwitka aż 40 zł prowizji, więc byłoby go stać na list polecony.

Niestety, okazało się, że zaświadczenie, które wystawił mBank, ma jakiś drobny błąd. Klient poprosił o drugie. To drugie do niego... nie dotarło. "Mam obawy, że mogło dostać się w niepowołane ręce, a razem z nim moje pełne dane. Niewykluczone, że bank naraził mnie na masę zagrożeń, jakie mogą wyniknąć z faktu utraty moich danych". Kto jest winny: bank, że wysłał list zwykłą przesyłką, więc teraz szukaj wiatru w polu? Poczta, której list gdzieś się zawieruszył? "Z usług mBanku korzystam aktywnie od 2007 r. i do tej pory byłem zadowolony. Jednak sytuacja opisana powyżej mocno zachwiała moim zaufaniem" - kończy czytelnik.

Więcej o: