Big Data, czyli firmy wiedzą o tobie więcej niż ty sam/-a

W nasze życie wkracza właśnie Big Data. Zanim pomyślisz, że potrzebujesz nowej lodówki, dostaniesz mejlem ofertę kredytu skrojoną na miarę. Powinniśmy się cieszyć czy bać?
Na bankowych serwerach są terabajty danych nie tylko o kredytach i depozytach, ale też o tym: ile zarabiamy, komu przelewamy pieniądze, ile płacimy za prąd, gaz i telefon, w której firmie telekomunikacyjnej mamy telefon, gdzie jeździmy na wakacje, w którym sklepie i za co płacimy kartą. Do tej pory banki nie potrafiły nic sensownego z tymi zasobami zrobić. Przynajmniej w Polsce, bo banki w USA już od kilku lat zarabiają na Big Data (analizowaniu dużych zbiorów danych i wyciąganiu z nich wniosków). Amerykański Citibank za grube miliony sprzedał niedawno hiszpańskiej firmie odzieżowej informacje o konsumenckich zwyczajach swoich klientów. Koncern na tej podstawie zaplanował, gdzie budować nowe sklepy.

Big Data zaczyna się w Polsce

U nas spadające dochody z odsetek i kryzys kredytowy sprawiają, że wyciśnięcie więcej z wiedzy o klientach staje się priorytetem. - Big Data to jedno z najważniejszych wyzwań dla branży - przyznał w lutym Paweł Borys z PKO BP, największego polskiego banku. Krótko przedtem Michał Hucał, wiceprezes Alior Banku, jako pierwszy przedstawiciel branży przyznał oficjalnie, że buduje specjalny zespół, który ma stworzyć algorytmy pozwalające lepiej wykorzystywać wiedzę o klientach. - Chodzi o dane z portali społecznościowych i dane dotyczące zachowania klientów w internecie, które chcemy łączyć z danymi firm telekomunikacyjnych - powiedział w wywiadzie dla TVN CNBC. To wyznanie wywołało burzę. Bank został posądzony o to, że chce inwigilować klientów. Szef Aliora Wojciech Sobieraj uspokajał, że nie chodzi o handel danymi, lecz tylko o analizowanie informacji, które klienci dobrowolnie zostawili w banku, i kojarzenie ich z tymi, które - też dobrowolnie - zostawiają w internecie.

Czy powinniśmy się bać?

Na pierwszy rzut oka - nie. - Im więcej bank o nas wie, tym lepiej może zaadresować ofertę - mówi Michał Panowicz z mBanku. Klient, który często kupuje wejściówki do klubu fitness, jest mniej zagrożony otyłością i jest mniej podatny na choroby cywilizacyjne - można mu więc zaoferować tańszy kredyt hipoteczny. Zyskuje bank i klient. Ale jest i druga strona medalu. Niedawno Alior Bank odmówił debetu klientowi, który nie zapłacił w terminie mandatu za przekroczenie prędkości. Banki w Ameryce na podstawie transakcji dokonywanych przez klienta kartą (np. regularne wynajmowanie pokoju w hotelu w mieście, w którym ma dom) szacują, kiedy klient się rozwiedzie, a więc zmienią się jego możliwości kredytowe. Na wykorzystaniu Big Data bazuje m.in. nowy program rabatowy mBanku o nazwie mOkazje. To rodzaj pasażu handlowego: bank wystawia oferty rabatów, a klient przy zakupie w danym sklepie (o ile zapłaci kartą mBanku) dostaje obiecaną zniżkę.

Handel danymi

Ale nic za darmo. Nie dzieje się to "na ślepo". Bank dopasowuje oferty do profilu klienta na podstawie historii jego rachunku i transakcji. Sklepy są zainteresowane pozyskaniem tych, którzy kupują u konkurencji. Jeśli więc tankuję na stacjach BP, to bank podsunie mi rabat, ale... do Shella albo Orlenu. Już dwa banki korzystają z usług krakowskiej firmy SalesManago, która oferuje system do identyfikacji i monitorowania osób przeglądających daną stronę. Jeśli np. wejdziesz na stronę banku i klikniesz "kredyt gotówkowy", to w ciągu kilku sekund system wyśle ci SMS lub mejl z ofertą kredytu "tylko dla ciebie". - Jesteśmy najbardziej regulowanym sektorem gospodarki. Ci, którzy obawiają się "inwigilacji" ze strony banków, powinni najpierw sprawdzić, jak są śledzeni, i to bez żadnego nadzoru państwa, przez firmy działające w internecie i e-handlu - mówi Michał Panowicz z mBanku.



Więcej o: