Sąd w Hiszpanii rozwiązał umowę o kredyt walutowy. "To spekulacja"

Czy kredyt hipoteczny denominowany w walucie obcej to "instrument inwestycyjny o charakterze spekulacyjnym"? - tak właśnie orzekł sąd w Barcelonie. I rozwiązał umowę kredytową. Czy klienci polskich banków w przyszłości mają szansę również skorzystać z tego precedensowego wyroku?
Posiadacze kredytów hipotecznych we frankach, którzy z powodu wzrostu kursu szwajcarskiej waluty oraz spadku cen nieruchomości mają dziś do spłaty znacznie więcej, niż pożyczyli, są dziś zakładnikami banków. Kilkaset tysięcy rodzin - według różnych szacunków od 400 do 500 tys. - żyje ze świadomością, że ich nieruchomości bank w każdej chwili mógłby zająć na poczet długów, gdyż formalnie są warte mniej niż kredyty obciążające hipoteki. Oczywiście banki tego nie zrobią, zwłaszcza że klienci w przygniatającej większości przypadków zaciskają zęby i spłacają raty, często okraszone ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego.

Ale kredyty walutowe były przed kryzysem finansowym modne nie tylko w Polsce. Gdy my zadłużaliśmy się we frankach, np. Hiszpanie zaciągali kredyty w jenach japońskich i również w szwajcarskiej walucie. W Hiszpanii, podobnie jak w Polsce, ochocze sprzedawanie przez banki kredytów walutowych wzbudza wątpliwości obrońców praw konsumentów. Na początku 2013 r. sąd pierwszej instancji w Barcelonie unieważnił umowę kredytu w walucie obcej udzielonego przez Catalunya Banc. Tekst na ten temat ukazał się w katalońskiej gazecie "Inversión y Finanzas". Sprawę opisał gazetowy blog "Subiektywnie o finansach".

Czytaj też: Pieniądz tani jak barszcz. Oprocentowanie kredytów hipotecznych spadnie grubo poniżej 5 proc.?

Najciekawsze w tym nieprawomocnym jeszcze wyroku jest uzasadnienie. Otóż sąd uznał, że przedmiotem umowy nie był produkt kredytowy, lecz "produkt wysoko złożony, o charakterze spekulacyjnym, niedostosowany do profilu ryzyka osoby, która ten kredyt zaciągnęła". Sąd przyznał rację pełnomocnikowi klienta, który argumentował, że bank pod przykrywką kredytu zaoferował klientowi kredyt z inwestycją w pakiecie. Uznał też, że bank nie spełnił podstawowych warunków, które są wymagane przez prawo Unii Europejskiej przy oferowaniu klientom produktów inwestycyjnych.

Gdyby ten wyrok utrzymał się w drugiej instancji, byłby to precedens na skalę europejską. Interpretacja, która uznaje kredyt hipoteczny w walucie obcej za produkt kredytowo-inwestycyjny o charakterze spekulacyjnym, "wysoko złożony", otworzyłaby klientom posiadającym takie kredyty - nie tylko w Hiszpanii, ale też zapewne na terenie innych krajów Unii Europejskiej - do prób zakwestionowania umowy. Żaden bank nie ma najmniejszego dowodu, że sprzedając mu kredyt w walucie, pytał klienta o to, czy ten jest gotowy podjąć grę w kasynie walutowym, czy jego sytuacja pozwala na inwestycję wysokiego ryzyka.

Czytaj też: Masz kredyt we frankach? Bank kusi ubezpieczeniem od... wysokiego LIBOR-u. Okazja czy pułapka?

W hiszpańskiej prasie można znaleźć opinie prokonsumenckich prawników, m.in. Juana Ignacio Navas Marquésa, udziałowca kancelarii Navas & Café Abogados, które dają nadzieję tamtejszym kredytobiorcom. "Navas uważa, że hipoteki w walutach obcych to produkt sprzedawany w Hiszpanii niepoprawnie. I doradza klientom banków, którzy czują się oszukani, by starali się renegocjować polubownie, a jeśli nic to nie da, by poszli do sądu. Jego zdaniem jest duża szansa, że orzeczenia będą korzystne dla dłużnika" - pisze katalońska gazeta w tekście poświęconym wyrokowi sądu.

Fernando Herrero, dyrektor w Adicae (Stowarzyszenie Użytkowników Usług i Produktów Bankowych i Ubezpieczeniowych): - Hipoteki w walutach obcych stanowią produkt wysokiego ryzyka, zupełnie niedostosowany dla klientów "z ulicy". W Hiszpanii w okresie boomu na nieruchomości banki starały się za wszelką cenę udzielać kredytów hipotecznych. Kredyty w walutach obcych mogą zostać uznane za produkty toksyczne - mówi Herrero, powołując się na wspomniane wyżej przeze mnie orzeczenie sędziego z Barcelony. Juan Ignacio Navas ocenia, że można wnosić o unieważnienie umów oraz zmiany w formule kredytu zakładające jego przewalutowanie na euro. Marta Arnal Frisas, adwokat z kancelarii IURE Abogados: - Można zakładać sprawy z roszczeniem o unieważnienie umowy, gdyż zgoda [podpis] na umowie została udzielona w błędzie.

Czytaj też: Sukces klienta w wojnie z bankiem. Sąd każe zwrócić część odsetek!

Czy można mieć nadzieję, że sądy - zaczynając od tych hiszpańskich - otworzą drogę do renegocjacji umów kredytowych? Niestety, szanse na to są raczej mgliste. Po pierwsze, wyrok jest jeszcze nieprawomocny. Po drugie, w Polsce klienci banków mają problemy z uznaniem przez sąd dużo mniejszych roszczeń. "Nabici w mBank" w ramach największego w kraju pozwu zbiorowego wciąż nie mogą się doprosić uznania przez sąd, że stosowane przez bank klauzule w umowach, uzależniające oprocentowanie kredytu od decyzji zarządu banku, były niezgodne z prawem. A rozwiązanie przez sąd umowy kredytowej dlatego, że niesie ze sobą ryzyko walutowe, wydaje się marzeniem ściętej głowy każdemu frankowemu kredytobiorcy.

- Bardzo ciekawe, ale u nas nie przejdzie. Nie mamy aż tak prospołecznego sądownictwa. Oburzeni na mBank mają problem z uznaniem przed sądem swoich racji. Ostrożnie podchodziłbym także do możliwości rozszerzenia prawomocnego wyroku - precedensu - na grunt polski - komentuje Michał Sutarek, jeden z czytelników blogu "Subiektywnie o Finansach", na facebookowym fan-page-u blogu.

Więcej o: