Czy UOKiK czepia się firm pożyczkowych?

Przez cztery miesiące Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów badał reklamy 37 firm pożyczkowych znalezione w prasie, radiu, telewizji, internecie i na ulotkach. Dwie trzecie z nich podpadły urzędnikom.
Niektóre firmy (np. Profi Credit) reklamujące się hasłem "bez opłat wstępnych" tak naprawdę nie pobierały jedynie opłat za złożenie wniosku, za to już po przyznaniu pożyczki klient musiał płacić prowizje.

UOKiK ma za złe firmom pożyczkowym sugestie, że rozdają pieniądze bez sprawdzania wiarygodności klientów. UOKiK uważa, że tak właśnie można rozumieć popularne hasło "pożyczka bez BIK".

Tymczasem firmy pożyczkowe mają obowiązek sprawdzać wiarygodność pożyczkobiorców, a często stosują ściślejszą kontrolę ryzyka niż banki. Np. Kredito24.pl prosi o zgodę na dostęp do profili klientów w serwisach społecznościowych.

UOKiK krytykuje też pożyczkodawców za to, że nagminnie obiecują, iż ich pożyczki są "najtańsze". Żadna z firm w toku kontroli nie udowodniła urzędnikom, że warunki jej pożyczki są naprawdę najatrakcyjniejsze na rynku. Hasła o braku dodatkowych opłat też odbiegały od rzeczywistości - zawierający umowę o pożyczkę wnosił opłatę rejestracyjną lub przygotowawczą, w niektórych przypadkach musiał także opłacić ubezpieczenie.

Czytaj też: Skontrolował mnie UOKiK

Urząd podkreśla też, że część istotnych dla klientów informacji wciąż zapisywana jest drobnym drukiem. Pożyczkodawcy żerują też na nieznajomości przepisów. Niektórzy (np. Provident) jako szczególną zaletę oferty przedstawiają to, do czego ma prawo każdy klient, np. odstąpienie od umowy w ciągu 14 dni. Zdarzało się też, że pożyczkodawcy reklamowali pożyczki jako... kredyty bankowe. Zdaniem UOKiK to nadużycie, ale jak zwraca uwagę Loukas Notopoulos z Vivusa, słowa "kredyt" i "pożyczka" są wymiennie stosowane zarówno przez bankowców, jak i klientów. I nawet ustawa, która reguluje m.in. działalność firm pożyczkowych, to ustawa o kredycie konsumenckim.

Sześciu spośród 37 badanych pożyczkodawców (m.in. Sildex, Regita, i Fant) złamało podstawowe standardy działalności finansowej: nie informowały np. o stopie oprocentowania, wysokości rat czy kwocie pożyczki do spłacenia. Czasem firmy podają prawidłowo koszty pożyczek, ale dla "podkręconych" na użytek reklamy, mało realnych przykładów, np. PKF Skarbiec pokazał przykładowe koszty pożyczki dla hipotetycznego klienta, który pożycza... 45 tys. zł na 15 lat. UOKiK zapytał, ilu klientów wzięło kredyt na takich warunkach. Firma odpowiedziała, że... 71.

UOKiK ogłosił, że mniejsze lub większe naruszenia praw konsumentów nastąpiły w reklamach aż 23 na 37 skontrolowanych firm. Prezes UOKiK wszczął wobec nich postępowania. Ewentualne kary finansowe mogą być dotkliwe: za wprowadzanie w błąd konsumentów grozi kara nawet do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu.

Co na to firmy pożyczkowe? Roman Jamiołkowski, rzecznik Providenta, największego niebankowego pożyczkodawcy na rynku (nie licząc SKOK-ów), cieszy się, że jego firma w raporcie UOKiK "wsławia się" tylko w jednym punkcie, czyli wyróżnianiu informacji o możliwości odstąpienia przez klienta od umowy. - Uwzględniliśmy tę informację w jednym z artykułów w prasie, ponieważ naszą misją jest m.in. edukowanie klientów w kwestii praw, które im przysługują. Ale przyjrzymy się temu zapisowi.

Pożyczkodawcy nieoficjalnie mówią, że wyjątkowo surowa ocena ich reklam to "odreagowanie" UOKiK-u po aferze Amber Gold. Szefowa Urzędu Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel wielokrotnie zapewniała, że Amber Gold nie wprowadzało w błąd konsumentów, choć firma sugerowała, że "gwarantuje" złożone przez klientów pieniądze i reklamowała "lokaty w złoto" (choć oferty lokat są zastrzeżone dla banków).

Więcej o: