Firmy rozliczeniowe uspokajają: karty zbliżeniowe są bezpieczne

Tylko jedna transakcja na 10 tys. nosi znamiona oszukańczej. To średnio sześć razy mniej niż w Unii Europejskiej - podała First Data, największa w kraju firma rozliczeniowa, do której należy marka Polcard.
Z danych First Data wynika, że pomiędzy październikiem 2012 r. a marcem 2013 r. współczynnik wszystkich transakcji nieuprawnionych wyniósł niespełna 0,01 proc. Natomiast jeśli chodzi o płatności dokonane przy użyciu kart zbliżeniowych, system Polcard wyłapał tylko 504 oszukańcze transakcje.

Czy to dużo? Firma przekonuje, że w sytuacji, gdy każdego miesiąca rozliczanych jest kilka milionów płatności zbliżeniowych, taka liczba to mikroskopijna kropla w oceanie płatności zrealizowanych prawidłowo. First Data podała, że w pierwszej połowie 2011 r. firma rozliczyła ok. 900 tys. transakcji bezstykowych, w drugiej połowie 2012 r. już 15 mln.



Skąd tak niski odsetek nieuprawnionych transakcji? Janusz Diemko, prezes First Data Polska, przekonuje, że polska infrastruktura płatnicza naszpikowana jest najnowszymi rozwiązaniami w dziedzinie bezpieczeństwa. - Obsługując dziesiątki tysięcy akceptantów kart płatniczych w Polsce, wiele uwagi poświęcamy systemom zabezpieczeń antyfraudowych. Jest to pierwsza linia obrony przed nieuprawnionymi transakcjami. Równie ważna jest edukacja konsumentów i ścisła współpraca między wszystkimi graczami ekosystemu rynku płatności. Ostatnie wyniki pokazują, że możemy być przykładem dla innych - mówi Diemko.

Chodzi m.in. o wdrożony przez First Data Polska system PRM Merchant, który w czasie rzeczywistym monitoruje i typuje transakcje podwyższonego ryzyka, np. dokonywane w nietypowych dla danego użytkownika karty lokalizacjach, na rzadko spotykane sumy lub ilości towarów.

Czy media przesadzają?

Zdaniem szefa First Data znikomy procent transakcji oszukańczych świadczy o tym, że technologia zbliżeniowa jest bezpieczna. Odniósł się w ten sposób do niedawnych doniesień medialnych dotyczących zagrożeń związanych z kartami zbliżeniowymi, a które jego zdaniem mogły obniżyć zaufanie do tej formy płatności.

O czym pisały media? Na łamach "Gazety" i stronach serwisu Wyborcza.biz wielokrotnie opisywaliśmy historie oszukanych klientów. Co prawda każdy bank ustala dzienne limity na transakcje zbliżeniowe, dzięki czemu bez podawania PIN-u (przy transakcjach do 50 zł) można wydać nie więcej niż 200-300 zł dziennie. Znamy jednak przypadki, kiedy złodziejom udało się ukraść zbliżeniówką kilka tysięcy złotych. Jak?

Limity da się ominąć dzięki temu, że transakcje zbliżeniowe bywają zatwierdzane w trybie offline, czyli bez kontaktu z bankiem, bo taki mechanizm przyspiesza płatność. Wtedy można dokonać wielu transakcji zbliżeniowych, a bezpiecznik w postaci limitu nie zadziała. Banki mogą dowiedzieć się o hurtowym użyciu karty dopiero wtedy, gdy ktoś dokona nią transakcji, która wymaga podania PIN-u (np. zakupy powyżej 50 zł).

Banki, organizacje płatnicze, agenci rozliczeniowi, powołując się na statystyki, uspokajają i przekonują, że zbliżeniowe płacenie jest bezpieczne. Ale Narodowy Bank Polski chce mieć całkowitą pewność. Po naszych tekstach w "Gazecie" powołał zespół, który ma ocenić, czy system jest w pełni bezpieczny. Wnioski i ewentualne zalecenia, co w systemie należy poprawić, ogłosi za kilka tygodni.

Czy chętnie płacisz zbliżeniowo?
Więcej o: