Obligacje Orlenu sprzedane na pniu! Banki będą miały problem?

Gigantyczny sukces obligacji detalicznych paliwowego koncernu PKN Orlen, który w ciągu dwóch dni sprzedał na pniu papiery za 200 mln zł, może mieć ogromne znaczenie dla wszystkich, którzy walczą o nasze oszczędności.
Jak wynika z ostatnich statystyk Analiz Online, oszczędności Polaków - nie tylko te zainwestowane, ale też gotówka w obiegu - wynoszą 813,2 mld zł. W ciągu roku Polacy powiększyli swoje oszczędności o 61,3 mld zł. Z naszych zaskórniaków 537 mld zł to pieniądze w bankach (zarówno lokaty, jak i konta oszczędnościowe i osad na ROR), a detaliczne fundusze inwestycyjne to kolejne 73,5 mld zł. Do tego dochodzi jakieś 30 mld zł w akcjach spółek, 20 mld zł składek w funduszach ubezpieczeniowych (plany systematycznego oszczędzania), 10 mld zł w obligacjach skarbowych.

O skali sukcesu obligacji PKN Orlen świadczy choćby to, że w ciągu zaledwie dwóch dni, zanim zdążono rozkręcić kampanię informacyjno-promocyjną, firma pozyskała od ciułaczy więcej pieniędzy, niż rząd pozyskuje ze sprzedaży obligacji skarbowych przez miesiąc. W marcu Polacy kupili papierów skarbowych za 166 mln zł, a w kwietniu - za 185 mln zł. Zarząd GPW w zeszłym roku puchł z dumy, kiedy udało mu się sprzedać poprzez giełdę papiery za 75 mln zł. A tu mamy sprzedaż obligacji wartych 200 mln zł w dwa dni, i to przy oprocentowaniu takim sobie jak na rynek papierów korporacyjnych. Przeciętne oprocentowanie obligacji nawet porządnych firm sięga zwykle WIBOR plus 3 proc. (pkt proc.), a PKN Orlen płacił tylko WIBOR plus 1,5 proc.

Czytaj też komentarz w blogu Samcika: Polacy bezgranicznie zaufali obligacjom Orlenu. Co na to banki i minister Rostowski?

Czytaj też: Przerażające dane o kredytach hipotecznych. Tylko dlaczego ceny mieszkań nie spadają? To wina... lokat bankowych?

Po pierwsze, pokazuje, że kryzys zaufania do obligacji korporacyjnych został przełamany, przynajmniej w odniesieniu do dużych, wiarygodnych i rozpoznawalnych firm. W zeszłym roku, kiedy fundusze inwestujące w obligacje korporacyjne zaczęły pokazywać gigantyczne straty z powodu niewykupionych na czas obligacji firm budowlanych, wydawało się, że miną długie lata, zanim klient detaliczny odzyska zaufanie do tego rodzaju inwestycji. Zwłaszcza jeśli zauważyć, że fundusze inwestycyjne do dziś nie odzyskały w pełni zaufania drobnych ciułaczy po krachu z 2008 r. Owszem, aktywa funduszy są najwyższe w historii, ale rekordy były możliwe dzięki pieniądzom klientów instytucjonalnych, a nie zwykłych ciułaczy. Ci do kupowania funduszy inwestycyjnych wzięli się raźniej dopiero późną jesienią 2012 r. Jeśli PKN Orlen nie miał najmniejszych kłopotów, by sprzedać obligacje korporacyjne za 200 mln zł, a pewnie sprzedałby ich też za 600 mln zł, to znaczy, że Polacy wciąż chcą inwestować w obligacje korporacyjne dużych, wiarygodnych firm.

To czytelny sygnał dla wszystkich wielkich korporacji: banków, firm telekomunikacyjnych, koncernów energetycznych: klient indywidualny może zapewnić wam solidną dywersyfikację źródeł finansowania, być może tańszą niż banki i zapewne tańszą niż hurtowy rynek papierów dłużnych. Są firmy, które z tego już korzystają, np. Getin Noble Bank co kilka miesięcy wpuszcza na rynek obligacje detaliczne (żeby zainwestować trzeba mieć 25 tys. zł lub więcej) o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Jeśli za przykładem Orlenu pójdą inne wielkie i rozpoznawalne firmy, to przed ciułaczami otworzy się nowy, ogromny wybór lokowania pieniędzy z umiarkowanym ryzykiem. Do tej pory do wyboru mieliśmy właściwie tylko lokaty bankowe, obligacje skarbowe i fundusze inwestujące w obligacje lub na rynku pieniężnym. Rynek obligacji korporacyjnych był "zabawką" dla wtajemniczonych. Jeśli choć część tego rynku wartego w zeszłym roku ponad 31 mld zł przesunie się w kierunku naszych, detalicznych kieszeni, to skutki dla wszystkich, którzy walczą o nasze oszczędności, mogą być większe, niż nam się wydaje.

Czytaj też: Minister kastruje obligacje dziesięcioletnie i czaruje marketingowymi sztuczkami. Jak nie dać się nabrać?

Czytaj też: Nowa moda w bankach. Sprawdź jak nie dać sobie wcisnąć funduszowego kitu

Przede wszystkim urodziłby się znienacka silny konkurent dla banków. Oczywiście obligacje korporacyjne to inna klasa aktywów i - przynajmniej teoretycznie - nie można mówić, że są porównywalne pod względem bezpieczeństwa z lokatami bankowymi. Ale po częściowej konfiskacie dużych depozytów na Cyprze i zapowiedziach z Brukseli, że podobne rozwiązania mogą być stosowane w innych krajach mających chore systemy bankowe, pojęcie rządowych gwarancji dla depozytów nieco zmieniło sens. I wcale nie jest pewne, czy w oczach nabywców obligacje Orlenu są mniej wiarygodne niż obligacje polskiego rządu albo lokata w banku, której gwarantem jest państwo mające rocznie 40 mld zł deficytu w swoim budżecie. Gdyby na rynku pojawiły się kolejne duże emisje detalicznych obligacji, firmowane przez wiarygodne firmy, które wszyscy znają i których produktów masowo używamy, banki byłyby zmuszone do podjęcia rękawicy. Już dziś średnie oprocentowanie lokat jest o 0,5 pkt proc. powyżej ceny pożyczek na rynku międzybankowym, a pieniądze wyciekają z banków w rekordowym tempie (6,7 mld zł ubyło tylko w kwietniu).

Podobno część oszczędności najbogatszych przepływa na rynek nieruchomości, bo dochód z wynajmu jest wyższy niż z trzymania pieniędzy w banku. Jeśli konkurencję bankom zaczną robić także duże korporacje, wypuszczając swoje obligacje z wyższym oprocentowaniem, to banki będą miały problem. Być może taka sytuacja dałaby także do myślenia ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu. Co prawda spadek oprocentowania depozytów sprawił, że Polacy - po załamaniu popytu na początku roku - znów kupują co miesiąc obligacje za 160-180 mln zł (choć w lepszych czasach bywało i 250 mln zł), ale zobaczymy, jaką część popytu na obligacje skarbowe "zdjął" niespodziewanie Orlen.

Nie wiemy, czy projektów podobnych do obligacji Orlenu będzie więcej (zarząd płockiej firmy podaje, że zastanawia się nad kolejnymi emisjami) i jakie będą ich warunki, ale skoro papiery oprocentowane zaledwie 1,5 proc. powyżej stawki WIBOR, i to z koniecznością zablokowania pieniędzy na cztery lata (to ryzyko: przy wyższych stopach procentowych najlepsze lokaty mogą przynosić znacznie więcej niż 1,5 proc. powyżej WIBOR-u, o czym pisałem tutaj), sprzedały się na pniu, to znaczy, że Polacy aż przebierają nogami, by zabrać swoje zaskórniaki z banków, nawet jeśli do ugrania jest niewiele wyższy zysk niż na lokacie.

Oszczędności najchętniej lokuję...
Więcej o: