Jak zreformować OFE? Każdy ma swój pomysł

Rząd, PiS i SLD zgodne jak nigdy chcą dobrowolności. Likwidacji OFE i minimalnej emerytury obywatelskiej domaga się Ruch Palikota i Centrum Adama Smitha. Funduszy bronią już tylko ekonomiści z komitetu obrońców OFE
Rząd przedstawił w środę przegląd emerytalny, w którym znajdują się analizy wpływu otwartych funduszy emerytalnych na gospodarkę, dług publiczny i wysokość przyszłych emerytur. Przedstawił też swoje propozycje zmian w OFE. Z trzech rekomendowanych wariantów zmian zostanie wybrany jeden.

Co proponuje rząd?
- Umorzenie wszystkich obligacji zakupionych do tej pory przez OFE i zapisanie tych środków na subkoncie w ZUS. Towarzystwa emerytalne miałyby też zakaz inwestowania w obligacje rządowe.
- Wprowadzenie dobrowolnej przynależności do OFE. Emeryci będą mogli wybrać, czy chcą zostać w OFE, czy przenieść całość składki emerytalnej do ZUS. Ci, którzy nie złożą deklaracji, zostaną automatycznie przeniesieni do ZUS.
- Tzw. dobrowolność plus. Jeśli przyszły emeryt chce oszczędzać w OFE, to będzie musiał do funduszy przekazywać jeszcze dodatkową część swojego wynagrodzenia. Przy takim wyborze składka do OFE będzie zmniejszona do 2 proc. Tyle samo przyszły emeryt musiałby dorzucić z własnej kieszeni.

Co na to opozycja? - Wprowadzenie systemu kapitałowego w Polsce kilkanaście lat temu było jednym wielkim błędem - ocenił szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Uznał, że przedstawione przez rząd propozycje są zagmatwane i potrzebne jest proste rozwiązanie. - Taką ofertę PiS złożyło - powiedział. Chodzi o propozycję dobrowolności OFE, taką samą jak w drugim wariancie przedstawionym przez rząd. Swój projekt ustawy PiS złożyło w Sejmie i czeka on na rozpatrzenie przez posłów.

Pomysł dobrowolności OFE popiera również SLD. Jednak - jak mówił szef SLD Leszek Miller - pieniądze przenoszone z OFE nie powinny trafiać bezpośrednio do ZUS, tylko do specjalnego emerytalnego funduszu inwestycyjnego działającego podobnie jak Fundusz Rezerwy Demograficznej. Obecny system OFE skrytykowali też posłowie Solidarnej Polski.

W obronie obecnego systemu stanęli wczoraj ekonomiści z komitetu obrońców OFE. Zarzucili rządowi, że przygotowany przez niego raport jest nierzetelny. O co chodzi? Z przygotowanych przez rząd analiz z przeglądu emerytalnego wynika, że gdyby nie było OFE, dług publiczny, liczony według metodologii Unii Europejskiej, wynosiłby na koniec 2012 r. 38,1 proc. PKB. A wyniósł 55,6 proc. PKB.

Autorzy rządowego raportu nie zgadzają się z częścią ekonomistów, którzy twierdzą, że OFE przyczyniły się do wzrostu PKB. Wręcz przeciwnie: spowolniły nasz wzrost gospodarczy. Rząd wyliczył również, że stopa zwrotu OFE była niższa od waloryzacji w ZUS.

Komitet obrońców OFE nawołuje: "Panie premierze! Z liczbami się nie dyskutuje, ale trzeba je dobrze liczyć!". Kwestionują zarówno wyliczenia wpływu OFE na dług publiczny, jak i - na przekór wyliczeniom nie tylko rządu, ale także Narodowego Banku Polskiego czy "Gazety" - twierdzą, że od startu reformy stopa zwrotu OFE była większa niż waloryzacja w ZUS.

Rekomendowane przez rząd zmiany w OFE ekonomiści nazywają nacjonalizacją funduszy i twierdzą, że mogą być one niezgodne z konstytucją. - Zaproponowana dobrowolność jest tylko pozorna. To zamiar nacjonalizacji. Jeszcze nie tak silna jak na Węgrzech, ale już zbliżamy się w stronę Orbána. Rząd chce przejąć kapitał zgromadzony przez te wszystkie lata w OFE - powiedział prof. Wojciech Otto. Chodzi o to, że w rządowym wariancie dobrowolności niezdecydowani, czyli ci, którzy nie wyślą deklaracji, czy chcą zostać w ZUS, czy przejść do OFE, trafią do ZUS.

Rząd odpowiada na zarzuty. - Nie chcemy pod przymusem kierować ludzi do OFE, wciągać ludzi w grę rynkową, jeśli się na tym nie znają i nie chcą ryzykować. To jest niemoralne. Z drugiej strony tym, którzy świadomie wybiorą OFE, proponujemy "uwolnienie" OFE, czyli likwidacje limitów inwestycyjnych i konieczność osiągania minimalnych stóp zwrotu. Niech ludzie wybiorą, nie KOBE za nich - powiedział "Gazecie" Ludwik Kotecki, główny ekonomista MF.

Jeszcze w zupełnie inną stronę idą eksperci z Centrum Adama Smitha. Na wczorajszej konferencji apelowali o całkowitą likwidację OFE i wprowadzenie tzw. emerytury obywatelskiej finansowanej z podatków. Tłumaczyli, że dzięki temu spadną koszty pracy, a to one najbardziej hamują poprawę sytuacji demograficznej.

Przekonywali, że w obecnym systemie "przez opodatkowanie pracy ludzie nie robią dzieci". - Młodzi ludzie nie robią dzieci przez system emerytalny, bo nie mają, za co ich wychowywać - mówił Robert Gwiazdowski. - Złe są nie tylko OFE, ale cały obecny system emerytalny oparty na tym, że ludzie odkładają ze swoich składek na swoją przyszłą emeryturę.

Według nich rządowy raport dość dokładnie diagnozuje ten problem, ale proponuje zbyt "nieśmiałe rozwiązania". Według nich receptą są tzw. emerytury obywatelskie, czyli świadczenie na minimalnym poziomie wypłacane z budżetu państwa.

Za wprowadzeniem emerytur obywatelskich jest też Ruch Palikota. - Obecny system jest niedobry, zły - mówił na konferencji prasowej w Kielcach. - Jako Ruch Palikota skłaniamy się do koncepcji kanadyjskiej, gdzie jest pewna minimalna emerytura dla wszystkich. Ona powinna być wyższa od płacy minimalnej, czyli 1500 zł, i każdy ją dostaje - dodał. Jeśli ktoś chciałby mieć wyższą emeryturę, musiałby sam dodatkowo się ubezpieczyć.

MF: - To odejście nawet od tej dobrej części reformy z 1999 roku, czyli powiązania tego, ile odłoży ze swoich składek od dochodów za prace z wysokością emerytury. To zburzyłoby całą koncepcję nowego systemu.

Palikot nie wykluczył jednak poparcia trzeciej rządowej propozycji - tzw. dobrowolności plus. - Jest to jakiś kierunek, wokół którego można pracować. Jeżeli wprowadzilibyśmy system minimalnej emerytury dla każdego i dobrowolność z ulgą podatkową - powiedział.



Więcej o: