W Anglii nie mieli skrupułów, a w Polsce... pożyczają odpowiedzialnie?

Brytyjski urząd ds. ochrony konkurencji sprawdza, czy firmy pożyczkowe oferujące chwilówki nie wpuszczają klientów celowo w spiralę długów. A jak te same firmy działają u nas?
Działalności brytyjskich pożyczkodawców od kilkunastu miesięcy przyglądał się The Office of Fair Trading (OFT), organizacja zajmująca się tropieniem nieetycznie działających firm. Wstępny raport na temat firm chwilówkowych OFT ogłosiła już w marcu tego roku, ale dopiero teraz przekazała śledztwo w ręce Competition Commission, czyli urzędu ds. ochrony konkurencji.

Brytyjski rynek pożyczek większy niż polski

Choć wyniki śledztwa będą gotowe najwcześniej za kilkanaście tygodni, to już ustalenia OFT mrożą krew w żyłach. Wynika z nich, że brytyjscy pożyczkodawcy tak mocno ścigali się, by ich pożyczki były jak najbardziej dostępne, że spowodowali tym fatalne konsekwencje finansowe dla budżetów domowych niektórych klientów. W zeszłym roku mniej więcej połowa przychodów firm oferujących pożyczki-chwilówki pochodziła od osób, które nie były w stanie spłacić w terminie pierwszej wziętej pożyczki. Tacy klienci z konieczności prolongują zadłużenie na coraz mniej korzystnych dla siebie warunkach.

The Money Advice Trust, organizacja zajmująca się doradzaniem osobom z kłopotami finansowymi, w ciągu ostatnich 12 miesięcy zanotowała aż 20 tys. skarg na brytyjskie firmy pożyczkowe - dwa razy więcej niż w poprzednim roku. W Wielkiej Brytanii rynek firm pożyczkowych jest znacznie bardziej rozwinięty niż w Polsce. Obroty ponad 50 największych firm szacuje się na 2 mld funtów (10 mld zł). To przynajmniej dziesięć razy więcej, niż wart jest ten biznes w Polsce. Więcej różnic nie ma, bo oprocentowanie, które płacą Brytyjczycy za mikropożyczki, jest mniej więcej takie same, jak u nas - 4-5 tys. proc. w skali roku.



A jak to jest w Polsce?

To niepokojący raport, bo skoro w Wielkiej Brytanii firmy pożyczkowe udzielające krótkoterminowych mikropożyczek dopuszczają się nieetycznych praktyk, to dlaczego inaczej miałoby być w Polsce? Niedawno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił raport, z którego wynika, że dwie trzecie reklam pożyczkodawców zawierało jakieś błędy, niepełne informacje bądź po prostu wprowadzało konsumentów w błąd.



Polscy pożyczkodawcy bardzo stanowczo reagują na próby wiązania nieetycznej postawy brytyjskich odpowiedników z ich działalnością w Polsce. Marcin Borowiecki z Wongi twierdzi, że ani na Wyspach, ani w Polsce firma nie stosuje praktyk opisanych przez OFT, a odsetek osób, które zaciągają kolejną pożyczkę na spłatę poprzedniej, wynosi tylko kilka procent. Szef polskiej Wongi przypomina też, że jego firma współpracuje z Biurem Informacji Kredytowej, co oznacza, że nie finansuje osób będących w złej sytuacji finansowej.

Wtóruje mu Łukasz Drywa z Kredito24. - Firmy pożyczkowe działające odpowiedzialnie nie mają żadnego powodu, by wpędzać klientów w pętlę zadłużenia. W Kredito24 osoba, której wniosek o pożyczkę został odrzucony, ponownie aplikować może dopiero po 30 dniach. Po spłacie pożyczki o kolejną można starać się dopiero po ośmiu dniach. Wszystko to ma uchronić klientów przed tzw. pętlą zadłużenia. Przekazywanie spraw do windykacji nie opłaca się nikomu, ani firmie pożyczkowej, ani tym bardziej klientowi - mówi Drywa.

Czytaj też komentarz Macieja Samcika: W Anglii kantują na całego, w Polsce - "pożyczają odpowiedzialnie". Łzy wzruszenia zalewają mi oczy

Stare czasy, stare grzechy?

Loukas Notopoulos z firmy Vivus uważa z kolei, że raport OFT to efekt starych, przedkryzysowych grzechów banków oraz firm pożyczkowych, które - jak anegdotycznie opowiada Notopoulos - badały wiarygodność kredytową klientów "na zasadzie lusterka". - Przyłożyć lusterko do ust wnioskodawcy, jeśli oddycha, znaczy że ma zdolność kredytową - mówi Notopoulos. - Wizja rozdawania pożyczek na prawo i lewo, bez sprawdzania wiarygodności, i liczenie na zysk z ich wielokrotnego rolowania do momentu, aż ostatecznie będzie można wyciągnąć pieniądze klienta w bezwzględnym postępowaniu windykacyjnym, należy do gatunku business fiction.

A jednak niektóre praktyki działających w Polsce firm pożyczkowych mogą budzić kontrowersje. To właśnie Vivus wszedł na rynek z pożyczką bez oprocentowania. W ten sposób nowy klient może pożyczyć nawet 1200 zł. Czy to nie wygląda na wpuszczanie klienta w pętlę długów? - Nie, o ile będziemy odrzucali wnioski od klientów słabo rokujących. A tak robimy - odpowiadają pożyczkodawcy.

Czy przekonają Komitet Stabilności Finansowej, który chce wprowadzić ograniczenie rzeczywistej stopy oprocentowania pożyczek (tzw. RRSO)? Co prawda nadzór bankowy jest przeciw, ale im więcej będzie wątpliwości wokół działań firm pożyczkowych za granicą, tym więcej będzie argumentów, że w Polsce trzeba bardziej patrzeć im na ręce.

Więcej o: