Czy można nie spłacić kredytu na mieszkanie?

Maciej Samcik
19.07.2013 01:00
A A A
Wpadł w tarapaty przez własną głupotę czy przez chciwych bankowych sprzedawców? Kupił za kredyty we frankach mieszkania na wynajem. Dziś jest bankrutem. Czy banki powinny mu pomóc?
Choć w Polsce kredyty hipoteczne są generalnie spłacane przez klientów terminowo - z kwoty 320 mld zł pożyczonych pod hipotekę banki traktują jako zagrożone tylko kredyty o wartości 9 mld zł - to przynajmniej 250 tys. kredytobiorców nie może spać spokojnie. Ich kredyty są dziś większe od wartości nieruchomości, które kupili za pożyczone pieniądze. Przygniatająca większość z tej grupy to ci, którzy skusili się na kredyty we frankach. A na domiar wszystkiego mieli pecha i zadłużyli się w czasie, kiedy ta waluta była bardzo tania (w latach 2006-08 r. za franka płacono 2-2,5 zł). Teraz cena szwajcarskiej waluty sięga 3,5 zł, co podbija zarówno wysokość rat, jak i zadłużenie.

Zagrał w "kasynie" walutowym

Wśród tych, którzy stoją pod ścianą (kredytu nie da się ani przenieść, ani mieszkania sprzedać), są bankruci nie tylko "potencjalni", ale najzupełniej realni. Z 1 mln 700 tys. wszystkich kredytów hipotecznych 38 tys. jest spłacanych nieterminowo, z czego 34 tys. banki uważają za zagrożone. W ciągu zeszłego roku liczba klientów niespłacających kredytów hipotecznych na czas wzrosła o 5 tys.

W tej grupie są klienci tacy jak pan Jarosław z Opola, który zagrał w "kasynie" walutowym i przegrał wszystko. Dziś domaga się od banków-kredytodawców umorzenia przynajmniej części długu. Banki łaskę okazują, ale nie w takiej skali, jak oczekuje nasz bohater. Kto ma rację?

Stan inwentarza pana Jarosława to trzy mieszkania i wszystkie na kredyt. Dwa są zadłużone w Getin Banku, jedno z kredytem w BGŻ. Wszystkie kupione w 2006 r., w samym szczycie nieruchomościowej bańki. Miejsce akcji: samo centrum Opola, miasta mającego kilka dużych uczelni. - Studenci potrzebują pokojów, wydawało mi się, że to dobra okazja do zainwestowania w mieszkania pod wynajem - opowiada czytelnik. - Banki sprzedały mi kredyty we frankach, argumentując, że to będzie bardziej opłacalne niż kredyty w złotych, a równie bezpieczne - dodaje. Wartość kredytów w sumie wynosiła 820 tys. zł.

Cena franka zaczęła "zatapiać"

Kredyt we frankach wówczas oferował większą zdolność kredytową niż złotowy, czyli sprzedawcy (wynagradzani od wartości umów) mogli na tym więcej zarobić, bank udzielić wyższego kredytu (a więc też więcej zarobić), a klient - kupić pod wynajem trzy mieszkania zamiast dwóch. I też w przyszłości zarabiać. Niestety, okazało się, że w "kasynie" walutowym nie zawsze się wygrywa.

- Cena franka zaczynała nas "zatapiać" na dobre już jakieś dwa lata temu - opowiada pan Jarosław. Dziś wartość jego mieszkań stanowi 30-50 proc. kredytów, które w sumie wynoszą 1,35 mln zł. A więc, nawet gdyby banki zabrały mu mieszkania, to problem gigantycznego długu by został: deficyt wynosi pół miliona złotych. Przychody z najmu nie pokrywają nawet rat kredytów, nie mówiąc o czynszu i remontach. - Nasz dochód z mieszkań jest ujemny - przyznaje czytelnik.

Co na to banki? BGŻ zaproponował obniżenie raty o połowę przez trzy lata. Getin - płacenie połowy raty przez rok plus wydłużenie okresu kredytowania. Pan Jarosław obie propozycje odrzucił, uważając, że oznaczają tylko odkładanie w czasie jego bankructwa. I zastanawia się, czy nie przestać w ogóle spłacać kredytów. - Zostanę bez mieszkań i bez grosza przy duszy, ale przynajmniej z minimum socjalnym, bo komornik nie może zabrać całości wynagrodzenia, musi zostawić kwotę wolną od zajęcia.

Czy banki powinny pójść na rękę?

Czy banki powinny pójść nierozsądnemu czytelnikowi na rękę i umorzyć - bo taka jest jego propozycja - część kredytów, by miał szansę spłacić resztę? Gdy sprawa ujrzała światło dzienne w gazetowym blogu "Subiektywnie o Finansach", rozgorzała zażarta dyskusja internautów.

- Ten pan podjął decyzję biznesową i pomylił się. Źle przeliczył, nie brał pod uwagę wszystkich ryzyk. Sorry, Winnetou. Oczekiwanie na wspaniałomyślność banku i redukcję długu jest mało poważne. Ja też tak chcę - piszą jedni. Inni dorzucają, że jeśli już banki miałyby komuś pomagać, to nie ludziom, którzy przeinwestowali kupując mieszkania na wynajem, ale tym, którzy kupili mieszkanie dla siebie. Ale są też głosy, że banki nie powinny przerzucać wszystkich ryzyk na klientów. - Dlaczego nie można oddać bankowi mieszkania i to rozliczałoby całość długu? Wtedy banki pożyczałyby odpowiedzialnie - piszą niektórzy internauci. Kto ma rację?

Podyskutuj z autorem tekstu! maciej.samcik@wyborcza.biz



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najważniejsze informacje