Rząd zmienia IKZE. Czy nowe zasady zachęcą do oszczędzania?

Zamiast procentowego kwotowy limit wpłat oraz znana z góry stawka podatku, jakim objęte będą wypłaty oszczędności - zdaniem rządu takie zmiany zachęcą do odkładania na IKZE, czyli indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego.
IKZE to obok indywidualnych kont emerytalnych (IKE) i pracowniczych programów emerytalnych (PPE) element trzeciego filaru, czyli dobrowolnego oszczędzania na emeryturę.

W praktyce inwestujemy w fundusze inwestycyjne czy na giełdzie, ale opakowanie tych inwestycji w jeden z produktów trzeciofilarowych daje nam pewne ulgi podatkowe.

Polacy wolą lokaty

W IKZE zachętą jest brak 19-proc. podatku Belki, który płaci się od zysków z inwestycji. Jest też druga ulga. Każdy co roku może odłożyć na koncie do 4 proc. swojego wynagrodzenia brutto. Czyli osoba zarabiająca 3,5 tys. zł nie może wpłacić na IKZE więcej niż 140 zł miesięcznie lub 1680 zł rocznie.

Jest jednak górny limit wpłat. W 2012 r. na IKZE można było wpłacić nie więcej niż 4031 zł, w tym roku - 4231 zł.

Następnie to, co wpłacimy, możemy odliczyć od podstawy opodatkowania w deklaracji PIT. Czyli tak naprawdę odpisać 18 lub 32 proc. (w zależności od tego, jaki podatek dochodowy płacimy) sumy wpłat od podatku. Osoba zarabiająca 3,5 tys. zł odda fiskusowi o 302 zł mniej (18 proc. rocznych wpłat).

Po blisko dwóch latach działania zainteresowanie IKZE jest znikome. Na koniec 2012 r. instytucje finansowe (banki, TFI, firmy ubezpieczeniowe, biura maklerskie) prowadziły 497 tys. kont, z tego jedynie na niespełna 33 tys. dokonano chociaż jednej wpłaty. To oznacza, że tylko 6,6 proc. wszystkich IKZE było kontami aktywnymi.

Na kolana nie powala też wartość zgromadzonych na IKZE oszczędności - zaledwie 52,8 mln zł (dane na koniec 2012 r.). Dla porównania: na lokatach bankowych i kontach oszczędnościowych Polacy trzymają blisko 540 mld, a w funduszach inwestycyjnych ok. 120 mld zł.

Rząd zmienia IKZE dla zachęty

- IKZE nie sprawdziły się. Nadal zbyt mało Polaków odkłada dodatkowo na emeryturę. Dlatego potrzebne są mocniejsze zachęty do samodzielnego oszczędzania na starość - mówi "Gazecie" minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dlatego rząd chce wprowadzić dwie zasadnicze zmiany.

Pierwsza to zamiana procentowego limitu wpłat na kwotowy. Rząd proponuje, by każdy bez względu na to, ile zarabia, mógł rocznie odłożyć w IKZE ok. 4 tys. zł.

Powód? - Procentowy sposób wyliczania ulgi okazał się zbyt skomplikowany - tłumaczy Kosiniak-Kamysz.

Dzisiaj na IKZE można wpłacić rocznie 4 proc. pensji, ale tym, którzy zarabiają nieregularnie, trudno jest oszacować, ile to jest 4 proc. Poza tym procentowy limit faworyzuje lepiej zarabiających, bo tylko oni mogą w całości wykorzystać limit wpłat.

Druga zmiana to wprowadzenie zryczałtowanego podatku, którym objęte będą wypłaty z IKZE. Na dzisiejszych zasadach oszczędzanie w tej formie może się okazać pułapką. Wpłacając pieniądze na IKZE, zaoszczędzimy 18 proc. na podatku, ale wypłacając pieniądze za kilkadziesiąt lat, podatek i tak będziemy musieli zapłacić. Według jakiej skali? 18, 32 proc., a może jeszcze wyższej? Tego dzisiaj nie wiadomo.

Aby rozwiać te obawy, rząd proponuje stawkę 15 proc. dla wypłat z IKZE. - Chcemy, żeby Polacy mieli pewność, że po latach dodatkowego odkładania na starość, przechodząc na emeryturę, nie zapłacą wyższego podatku od zgromadzonych oszczędności - tłumaczy Kosiniak-Kamysz.

Więcej o: