Sześć sposobów jak banki naciągają Cię na świątecznych kredytach

Sezon przedświąteczny to czas zwiększonych wydatków, a równocześnie czas żniw dla banków sprzedających szybkie i drogie kredyty. Instytucje finansowe rozpędzają w tym czasie swoje machiny promocyjne. Choć z reguły działają w granicach prawa, zdarza im się sięgać przy tym po niezbyt szlachetne metody. Warto poznać te triki, by bardziej świadomie decydować o zawarciu umowy z bankiem. Z jednej strony kredytu nie ma co się bać, ale z drugiej - nie należy zadłużać się bezrefleksyjnie.
1. Promują kredyty gotówkowe kosztem limitów kredytowych w rachunku i kart kredytowych

Geneza tego zachowania jest jasna - kredyt gotówkowy to produkt, który zapewnia bankowi wysoki i przewidywalny dochód (niewielu klientów rozlicza się z takich umów przedterminowo), a w dodatku można go sprzedać nie tylko stałemu klientowi, ale także osobie, która zgłasza się do banku po raz pierwszy. Jednak z punktu widzenia osoby potrzebującej finansowania z reguły korzystniejszym produktem jest linia kredytowa w rachunku, a bardzo często - także karta kredytowa. Przy identycznym oprocentowaniu z trzech rodzajów kredytów na dowolny cel (karta kredytowa, kredyt w rachunku, kredyt gotówkowy) zwykle najdroższy okaże się ten ostatni. Krótkoterminowy kredyt na karcie kredytowej może być darmowy, każdy wpływ na konto osobiste zmniejsza saldo kredytu powiązanego z tym rachunkiem, natomiast kredyt gotówkowy nie ma wbudowanego żadnego z tych mechanizmów.

Kredyt gotówkowy ma w zasadzie tylko jedną istotną przewagę nad pozostałymi formami finansowania. Sztywny harmonogram spłat może być wsparciem dla osób, które samodzielnie nie radzą sobie z utrzymaniem dyscypliny finansowej. Jeżeli bank żąda spłaty dokładne 650 zł nie później niż 20. dnia każdego miesiąca, to dzięki wielu kredytobiorców mobilizuje się do terminowego wykonania przelewu. W efekcie kwota zadłużenia z miesiąca na miesiąc się zmniejsza. Tam natomiast, gdzie zadłużenie można spłacać w dowolnym tempie, część klientów odwleka te spłaty i bardzo długo utrzymuje maksymalne dostępne saldo zadłużenia. Oczywistym skutkiem takiego działania jest zwiększenie kosztu kredytu.

Znajdź najlepszy kredyt dla siebie. Zobacz ranking kredytów




2. Sprawiają wrażenie, że cena kredytu jest niższa

Ten punkt mieści cały katalog różnych działań podejmowanych przez instytucje finansowe. Najbardziej oczywistym jest eksponowanie w materiałach reklamowych najniższej stawki, dostępnej tylko dla wybranych - gdy typowe oprocentowanie kredytu lub typowa prowizja są o kilka punktów procentowych wyższe.

Bardziej subtelnym zabiegiem jest chwalenie się tym składnikiem ceny kredytu, który na pierwszy rzut oka wygląda najbardziej efektownie. Bank może więc np. chwalić się bardzo niskim oprocentowaniem, a równocześnie znaczną część kosztów kredytu przenosić na prowizję, o której już nie wspomina w swoich materiałach reklamowych. Modelowym przykładem tak pomyślanego produktu jest kredyt bez odsetek z oferty Raiffeisen Polbanku - przy umowach na okres do 12 miesięcy klient zamiast odsetek płaci z góry 9% prowizji. Tymczasem, z uwagi na zmieniającą się wartość pieniądza w czasie, 100 zł zapłaconej z góry prowizji to wyższy koszt niż 100 zł odsetek zapłaconych z ostatnią ratą kredytu.

Na podobnej zasadzie działają oferowane przez niektóre banki gwarancje. Nikt nie chwali się w reklamach gwarancją najniższego RRSO ani gwarancją najniższego łącznego kosztu kredytu, a tylko najniższym oprocentowaniem (nieuwzględniającym prowizji, którą trzeba zapłacić z góry) albo najniższą ratą (również nie uwzględniającą prowizji). Im krótszy okres kredytowania, tym wyraźniej prowizja wpływa na łączny koszt kredytu.

Bardzo rzadko banki eksponują informację, czy umowa kredytowa przewiduje zmienną czy stałą stopę oprocentowania. Zepchnięcie informacji o zmiennym oprocentowaniu do drobnego druku na dole ulotki również może sprawić, że kredyt wyda się tańszy, niż jest naprawdę. Oprocentowanie kredytów gotówkowych jest na ogół bliskie maksymalnej stawce, na jaką zezwalają przepisy kodeksu cywilnego, czyli czterokrotności stopy lombardowej NBP. Dzisiejsze stawki oprocentowania kredytów są rozsądne głównie dlatego, że stopy procentowe w Polsce są rekordowo niskie. Gdy jednak w przyszłości stopy procentowe banku centralnego z czasem pójdą w górę (to bardzo prawdopodobny scenariusz), prawdopodobnie podrożeją też kredyty ze zmiennym oprocentowaniem, także te zaciągane dziś.

3. Utrudniają porównania cen

Trudno jest wybrać najkorzystniejszą ofertę, jeśli nie da się łatwo sprawdzić, ile będzie kosztował kredyt w wybranym banku. To niestety bardzo częste zjawisko. Tylko w mniej więcej co drugim banku wystarczy znać potrzebną kwotę kredytu i planowany okres spłaty, by poznać jego cenę. Reszta instytucji podaje tylko szeroki przedział oprocentowania i minimalną stawkę prowizji. Aby poznać warunki, na jakich bank będzie skłonny pożyczyć pieniądze konkretnemu klientowi, trzeba się do tego banku wybrać i poprosić o wykonanie indywidualnej symulacji. Ponieważ mało kto ma czas i ochotę, by odwiedzać 10 banków i prosić o wykonanie 10 symulacji, taka polityka zwiększa prawdopodobieństwo, że wybór kredytu będzie przypadkowy.

4. Przesadnie ułatwiają zaciągnięcie kredytu

To w zasadzie ciąg dalszy poprzedniego punktu. Licytowanie się przez banki, czy kredyt można otrzymać w godzinę, czy może wręcz w 15 minut to zachęta, by sięgnąć po niego impulsowo - podobnie jak kupuje się czekoladki ułożone przy kasie w sklepie spożywczym. Stanowczo sugerujemy, by decyzję o zaciągnięciu kredytu podejmować po namyśle i pamiętać o furtce, którą pozostawia polskie prawo. Od umowy o kredyt konsumencki można odstąpić w ciągu 14 dni od jej zawarcia, i to bez potrzeby uzasadniania takiej decyzji.

Aby skorzystać z niektórych promocji cenowych, trzeba kupić nie tylko kredyt gotówkowy, ale też dodatkowy produkt, np. otworzyć konto osobiste. Koszt prowadzenia takiego konta należy wtedy traktować jak dodatkowy składnik ceny kredytu. Bywa że żądania banku idą jeszcze dalej i wymagane jest nie tylko posiadanie takiego rachunku, ale też złożenie deklaracji przelewania wynagrodzenia na to konto - a to zdecydowanie zmniejsza atrakcyjność takiej łączonej oferty.

5. Stosują sprzedaż wiązaną

Tańszy kredyt z ubezpieczeniem spłaty kredytu lub droższy, ale bez ubezpieczenia - przed takim wyborem coraz częściej są stawiani klienci banków. Ta druga opcja zwykle opłaca się bardziej, bo wartość polis oferowanych wraz z kredytami jest wątpliwa - o czym pracownik banku zwykle "zapomni" wspomnieć. Ubezpieczenia są często obudowane tyloma wyłączeniami odpowiedzialności ubezpieczyciela, że bardzo trudno jest z nich skorzystać, a nawet gdy do tego dojdzie, towarzystwo nie spłaca za klienta całego kredytu, a tylko kilka rat. Produkt nazywa się jednak "ubezpieczeniem spłaty kredytu", a to mniej dociekliwych klientów banków może wprowadzać w błąd.

6. Pożyczają tym, którzy kredytu nie potrzebują lub nie powinni się zadłużać

Zaciągnięciem kredytu najbardziej zainteresowany jest ktoś, kto odczuwa niedobór pieniędzy - to truizm. Ale z drugiej strony ktoś, kto odczuwa niedobór pieniędzy, może mieć największy problem, by taki kredyt spłacić. Do propozycji banków, które proponują pieniądze bardzo szybko, bardzo tanio i na spełnienie wszelkich możliwych marzeń należy więc podchodzić ostrożnie.

Kilka lat temu dużo mówiło się o przekredytowaniu, a więc pożyczaniu wyższych kwot, niż kredytobiorcy byli w stanie spłacać. Problem udało się ograniczyć dopiero dzięki działaniom regulacyjnym Komisji Nadzoru Finansowego. W 2010 r. KNF sprecyzowała, jaką część swoich dochodów kredytobiorca może przeznaczyć na spłatę rat i zobowiązała banki do przestrzegania tego limitu. Jednak w 2013 r. zasady zostały ponownie rozluźnione. W efekcie znów wiele zależy od rozsądku kredytobiorców. Trzeba więc pamiętać o oczywistej rzeczy: bank proponuje kredyt nie po to, żeby pomóc klientowi spełnić marzenia, ale by na tym kliencie i na jego kredycie zarobić. A to już jest wystarczający powód, by z takiej propozycji korzystać dopiero po głębokim namyśle.

Więcej o: