W których bankach dzieci mają lepiej niż dorośli?

Jak zabrać się do uczenia dziecka szacunku do pieniędzy, jak oswoić oseska z oszczędzaniem i co zrobić, by maluch w przyszłości swobodnie się poruszał w świecie nowoczesnych finansów?
Najlepiej zasady obchodzenia się z pieniędzmi wkładać dziecku do głowy od najmłodszych lat. Już przedszkolak powinien wiedzieć, że 20 zł ma większą wartość niż 5 zł. A 9-10-latek powinien umieć dokonywać pierwszych finansowych wyborów, np. czy lepiej kupić sobie dziś gazetkę z tanim gadżetem za 7 zł, czy też raczej oszczędzać przez kilka tygodni lub miesięcy, by było go stać na bakugana za 40 zł?

No i oczywiście każdy osesek musi wiedzieć, że pieniądze nie rosną na drzewach, a to, że można je w każdej chwili wyjąć z bankomatu, nie oznacza wcale, że potrzeba ograniczania wydatków jest jakimś dziwnym wymysłem skąpych Szkotów. Hm... łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?

Bo pieniądze nie rosną na drzewach

Przede wszystkim dziecko w wieku przedszkolnym - a oczywiście tym bardziej takie, które chodzi już do szkoły - warto wtajemniczać w niektóre sprawy dotyczące domowych finansów. Rozmawiajcie ze swoim dzieckiem o tym, gdzie pojechać na wakacje, która oferta jest bardziej korzystna, a która wymaga pożyczenia pieniędzy z banku. I ile taka pożyczka będzie kosztowała.

Uświadomcie dziecko, jakimi pieniędzmi dysponuje cała rodzina. Że np. na zakupy przez cały miesiąc jest 1000 albo 2000 zł. Że mieszkanie kosztuje tyle a tyle miesięcznie, a dniówka rodziców wynosi tyle a tyle. I że jak pieniądze skończą się w połowie miesiąca, to nie będzie można już nic kupić. Dzieci nie wiedzą, ile wydajecie na prąd w mieszkaniu i ciepłą wodę w kranie. Trzeba im to uświadomić.

Zabierajcie dzieci na zakupy - niech sprawdzają, ile kosztują poszczególne produkty, niech uczą się, że w sklepie kupujecie tylko produkty zapisane na liście sporządzonej przed wyjściem z domu. Dzieci powinny wiedzieć, że w sklepie nie ma dowolności w zakupach i liczy się dyscyplina. Nie kupujemy tego, co nam się podoba, ale to, co jest nam potrzebne.

Kupcie dziecku skarbonkę lub mały portfelik. I wkładajcie tam pieniądze, które maluch dostanie od czasu do czasu w prezencie. Od czasu do czasu idźcie razem do sklepu z zabawkami i przypomnij mu, ile pieniędzy kosztują niektóre z wymarzonych zabawek. Potem rzut oka na skarbonkę lub portfel i ocena sytuacji - ile jeszcze brakuje.

Możecie wręczyć dziecku kartę przedpłaconą załadowaną np. kwotą 30-40 zł i poprosić, by ją wypróbował. Metodą prób i błędów dziecko dojdzie do smutnego wniosku, że na karcie płatniczej pieniądze mogą się skończyć. I że taki plastik jest tylko metaforą skarbonki. Przy okazji pociecha na własnej skórze przekona się o tym, że wygodniej robić zakupy, płacąc kartą niż gotówką. To nawyk, który będzie owocował przez całe życie.

Odkładaj pieniądze z myślą o przyszłości dziecka

Jedną z najlepszych rzeczy, jakie możecie zrobić dla swoich pociech, to zacząć odkładać choćby niewielkie kwoty na ich przyszłość. Im wcześniej, tym lepiej. Nawet jeśli będzie to tylko 50 lub 100 zł miesięcznie. Ta przysłowiowa stówka odkładana przez całe dziecięce i dorosłe życie dziecka pod koniec jego kariery zawodowej uczyni go milionerem - i to niezależnie od tego, czy dziecko będzie prezesem banku, lekarzem, prawnikiem, czy nauczycielem lub urzędnikiem państwowym.

Sprawę widzę w taki sposób: każde wasze dziecko powinno zostać wyposażone w plan systematycznego inwestowania, na który powinniście wpłacać po 50 lub 100 zł miesięcznie. Uzasadnienie tej koncepcji jest proste: jak wiadomo ze względu na magię procentu składanego, odkładanie pieniędzy warto zacząć jak najszybciej. Dorosły człowiek, by zebrać solidny kapitał, ma znacznie mniej czasu niż kilkuletni osesek, przed którym jest jeszcze całe dzieciństwo i dorosłe życie.

Startując do inwestowania w wieku 30 lat i zakładając, że te pieniądze odkładalibyście systematycznie aż do emerytury, czyli 65. roku życia (z przeciętnym rocznym zyskiem 7 proc., to więcej niż na lokacie i w obligacjach, ale mniej, niż dawała w swej historii warszawska giełda), na koniec zainkasowalibyście 290 tys. zł (bez podatku Belki, zakładamy, że wszystko odbywa się pod przykrywką IKE). Ale jeśli swojemu dziecku już w pierwszym roku jego życia założycie program systematycznego inwestowania z taką samą kwotą 100 zł miesięcznie, wasza pociecha na emeryturę przejdzie z kapitałem w wysokości... prawie 2,5 mln zł! Oczywiście te 2,5 mln będzie warte realnie jedną czwartą tego, co dziś jest warta podobna suma (inflacja!), ale tak czy owak będzie to pokaźny kapitał.

Daj dziecku kieszonkowe, ale nie przesadzaj!

A drugi prezent, który możecie dać swojemu dziecku dziś, a który zaowocuje w przyszłości, to... kieszonkowe. Zachęcam wszystkich, których dziecko skończyło sześć lat, by spróbowali nauczyć malucha szacunku do pieniędzy. Niech dostaje po 5 zł tygodniowo albo 10 zł miesięcznie i niech próbuje gospodarować tą kwotą. Stwórzcie rodzinny bank, w którym dziecko może ulokować swoje zaskórniaki i uzyskać dodatkowy procent. Za wyjątkowe osiągnięcia przyznawajcie premie, za brak postępów w nauce bądź niewywiązywanie się z podstawowych obowiązków - karzcie obniżką pensji.

Pomysł z kieszonkowym będzie działał dopóki wy, rodzice, będziecie konsekwentni i nie rozluźnicie zasad. Bo dziecko prędzej czy później spróbuje wycisnąć z was premię za wykonanie zwykłego obowiązku, który do niego należy. A stąd już prosta droga do płacenia dziecku np. za odrabianie lekcji. Uważajcie! Niestety, prawdziwe konto i kartę w Polsce może mieć dopiero 13-latek. Jak już pozwolą mu założyć konto, to ma w banku lepiej niż dorosły. Ale... młodsze dzieci musimy, niestety, edukować finansowo we własnym zakresie.

Nie wszędzie tak jest. Tatra Bank, jeden z większych banków na Słowacji, w zeszłym roku uruchomił nowy pakiet - Detske Konto, czyli po naszemu Konto Dziecięce. To ciekawy projekt, który ma połączyć biznes i edukację. Słowacki bank wszedł na rynek z kontem internetowym przeznaczonym już dla dzieci od ósmego roku życia. Głównym elementem pakietu jest karta płatnicza z chipem i funkcją płatności zbliżeniowych (czyli aby zapłacić, wystarczy zbliżyć kartę do czytnika, dziecko nie musi wypuszczać jej z rąk). Na karcie są oczywiście bohaterowie kreskówek, bo bank porozumiał się z wytwórnią Warner Bros., by mógł wykorzystać np. wizerunek Supermana. Konto oczywiście jest przystosowane do nadzoru rodziców, którzy mogą dowolnie ustalać wszelkie limity transakcji i kontrolować online historię transakcji. W drugiej połowie zeszłego roku co czwarte nowe konto zakładane w Tatra Banku to było Detske Konto!

Jakie konto wybrać dla dziecka?

Po ukończeniu 13. roku życia wasza pociecha powinna mieć już samodzielne konto w banku. Choćby po to, by tam właśnie - a nie w skarbonce - deponowało swoje oszczędności. Wtedy ich wydawanie stanie się rozsądniejsze. Tylko kilka banków ma w swojej ofercie konto dla małolatów, z czego dwie instytucje oferują konta z naprawdę przyzwoitą paletą zalet.

Toyota Bank ma Konto Młodzieżowe Click, które można założyć już od 13. roku życia. Konto jest naprawdę sensownie oprocentowane - 5 proc. w skali roku. Odsetki naliczane są codziennie, tak więc dziecko będzie mogło każdego dnia obserwować, jak jego pieniądze się rozmnażają. Do tego Toyota Bank dodaje kartę z chipem działającą zbliżeniowo oraz z możliwością zakupów w internecie. Wszystkie bankomaty w Polsce są za darmo (ale tylko do trzeciej wypłaty miesięcznie, każda następna kosztuje 4,5 zł). Cały pakiet kosztuje złotówkę miesięcznie. A jak się trafi na promocję, to bank podwoi oprocentowanie konta - np. w zamian za dobre stopnie w szkole. W zeszłym roku szkolnym uczniowie, którzy na świadectwie mieli wysoką średnią, dostali od banku premię - dodatkowe odsetki od pieniędzy zgromadzonych na rachunku.

Niezły pomysł, ale tym razem dla gimnazjalistów, ma Polbank EFG, który oferuje Ale Konto! Konto - do 1000 zł - daje aż 7 proc. rocznych odsetek (potem oprocentowanie spada do zera, ale przecież dzieci rzadko mają na koncie więcej). Konto i karta do niego są za darmo, tak samo jak wypłaty z bankomatów Polbanku i Euronetu. Do konta z automatu podpięte są niskie limity transakcji, a karta jest ubezpieczona od kradzieży.

Konto dla młodych - pod nazwą izzyKonto - ma też mBank, a także Bank Pekao (Konto Kieszonkowe). Tyle że oprocentowanie pieniędzy jest tam niewielkie, choć Pekao przynajmniej wiąże z dziecięcym kontem program rabatów w niektórych sklepach. Jest też kilka innych banków, które nie zapominają o młodzieży, powinniście więc spojrzeć do oferty tego, w którym macie konto - może akurat ma też coś dla waszej pociechy? W PKO BP mają np. program Szkolne Kasy Oszczędności i związane z nimi książeczki oszczędnościowe. W PKO podwyższają oprocentowanie kont SKO, planują też umożliwienie dzieciom dostępu do pieniędzy przez internet.