Wysyłasz przelew z błędem, możesz słono zapłacić

Błędnie podany numer rachunku, wpisanie go niezgodnie z tzw. standardem IBAN, brak wiedzy o tym, kto - odbiorca czy zleceniodawca - płaci za przelew zagraniczny - z tym najczęściej sobie nie radzimy przy wysyłaniu przelewów.
Ile może kosztować wysłanie przelewu z błędem, przekonała się pani Agnieszka. Na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii. Kilka miesięcy temu na jej konto w brytyjskim banku miało trafić 60 tys. zł. Jej krewna, która wysłała przelew z rachunku w Crédit Agricole (dawniej Lukas Banku), popełniła błąd - podała nieprawidłowy numer rachunku.

Przelew odbił się od banku brytyjskiego i wrócił na rachunek zleceniodawcy, tyle że pomniejszony o ponad 4 tys. zł. Pani Agnieszka poczuła się oszukana. Oczekiwała zwrotu tej różnicy, ale bank odrzucił reklamację, tłumacząc, że wykonuje tylko dyspozycję klienta zgodnie z jej treścią. - To na kliencie spoczywa obowiązek zweryfikowania poprawności danych przelewu - tłumaczył bank.

Skąd wzięła się ta różnica? Z wahań kursowych. Nie znamy szczegółów transakcji, o której opowiedziała nam pani Agnieszka, ale mogło to wyglądać mniej więcej tak: Załóżmy, że w dniu wysyłania pieniędzy z Polski 60 tys. zł zostało zamienione na funty po kursie 5 zł. Do banku w Wielkiej Brytanii trafiło więc 12 tys. funtów. Pieniądze wracają do kraju, ale nie od razu. W ciągu kilku dni kurs funta spadł. Przyjmijmy, że bank w Polsce przelicza funty na złote po kursie 4,7 zł. Na koncie zleceniodawcy znajdzie się nie 60 tys., ale 56,4 tys. zł. Przy odrobinie szczęścia, a więc gdyby w odpowiednim momencie kurs funta poszedł w górę, taki błąd mógłby zadziałać na korzyść wysyłającego. Na konto wróciłoby ponad 60 tys. zł.

Ten przykład pokazuje, że zwłaszcza przy wysyłaniu przelewu zagranicznego - szczególnie kiedy będą przeliczane kursy walutowe - trzeba zachować szczególną czujność. Kluczowe jest wpisanie właściwego numeru rachunku. - Bank zleceniodawcy nie jest w stanie zweryfikować, czy wpisany został poprawny numer rachunku odbiorcy - mówi Katarzyna Walewska z departamentu bankowości transakcyjnej Raiffeisen Banku.

Błąd w nazwie

Ale nie znaczy to, że za każdą pomyłkę musi płacić klient. Pod koniec 2008 r. Sąd Najwyższy wydał precedensowy wyrok właśnie w sprawie przelewów. Poszło o ok. 400 tys. zł. Urząd skarbowy (z rachunku prowadzonego w NBP) wysłał przelew na konto firmy deweloperskiej w BRE Banku tytułem zwrotu podatku VAT.

Ale doszło do przestępstwa. Zgłoszenie aktualizacyjne NIP dewelopera zawierające nowy numer rachunku zostało sfałszowane. W wyniku tego zwrot VAT trafił nie na konto przedsiębiorcy, ale przestępcy. Sprawcę wykryto, ale pieniędzy nie udało się odzyskać. Urząd skarbowy musiał przelać pieniądze wraz z odsetkami jeszcze raz na właściwe konto dewelopera.

Na tym się jednak nie skończyło. Urząd skarbowy wytoczył proces BRE Bankowi, bo uznał, że bank nie sprawdził, czy numer rachunku rzeczywiście należy do dewelopera. Sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który częściowo przyznał rację urzędowi skarbowemu - urząd i BRE Bank musiały zapłacić deweloperowi po połowie. Sąd stwierdził, że bank ma obowiązek weryfikować, czy numer rachunku zgadza się z nazwą odbiorcy przelewu.

Jaki wpływ ma ten wyrok na miliony przelewów wysyłanych każdego dnia przez przeciętnych Polaków? Załóżmy, że wysyłamy przelew na konto Jana Kowalskiego i takie nazwisko podajemy w polu odbiorca, ale właścicielem rachunku jest Roman Malinowski.

- Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego bank nie powinien zaksięgować takiego przelewu. Nie chodzi oczywiście o drobne błędy, np. jeśli w nazwie adresata wkradnie się literówka, a o ewidentną niezgodność nazwy z numerem rachunku - tłumaczy Katarzyna Walewska.

Problem z zagranicznym

Błędy w numerach rachunków czy w nazwie odbiorcy to właściwie jedyne, jakie robimy przy przelewach krajowych. Więcej problemów sprawia nam wysyłanie pieniędzy za granicę, a więc korzystanie z przelewów walutowych.

Do państw Unii Europejskiej, ale też do Islandii, Liechtensteinu, Norwegii czy Szwajcarii najwygodniejszy i najtańszy będzie przelew europejski, zwany też SEPA - to szczególny rodzaj przelewu walutowego.

W większości banków po wybraniu opcji "przelew walutowy" należy wybrać opcję "przelew europejski" lub SEPA. Można go wykonać tylko w euro, a prowizją nadawca dzieli się z odbiorcą. Zaletą SEPA jest stosunkowa niska cena, zwykle 5-10 zł.

Ale żeby poprawnie wypełnić formularz przelewu europejskiego, trzeba znać numer rachunku odbiorcy w tzw. formacie IBAN oraz kod banku - tzw. BIC lub SWIFT (oprócz zwykłej nazwy banku). Te informacje powinna podać nam osoba, do której wysyłamy pieniądze.

Numer rachunku w standardzie IBAN może wyglądać np. tak: AT78 3500 4000 0020 8216. W tym przypadku dwie pierwsze litery to kod kraju, tutaj Austrii (Polska ma PL, Włochy IT), dwie kolejne cyfry służą do zweryfikowania poprawności numeru rachunku. Cztery kolejne to kod banku, następne cztery to kod oddziału. Po pozostałych cyfrach można zidentyfikować rachunek klienta.

Warto jednak wiedzieć, że nie zawsze rachunek IBAN składa się z tej samej liczby znaków. Podana struktura numeru IBAN dotyczy banków w Polsce. Tak będzie wyglądał numer naszego rachunku, który podamy komuś z zagranicy. Kiedy my chcemy przelać pieniądze za granicę, może być trochę inaczej, np. w Wielkiej Brytanii zamiast 8-cyfrowego kodu banku i jego oddziału będzie tylko 6-cyfrowy kod. O właściwy numer rachunku w formacie IBAN musimy upomnieć się u odbiorcy przelewu. - Jeżeli numer rachunku nie będzie podany poprawnie w formacie IBAN, trzeba liczyć się z tym, że bank pobierze za to opłatę - ostrzega Katarzyna Walewska.

BIC lub inaczej SWIFT to z kolei kod banku odbiorcy. Jeśli go nie dostaliśmy, a znamy nazwę banku, to możemy poszukać na stronie www.swift.com. Może się składać z 8 lub 11 znaków. Np. kod ING Banku wygląda tak: INGBPLPW. I w tym przypadku pierwsze cztery litery to kod banku, dwie następne to kod kraju, dwie ostatnie miasta (najczęściej centrali banku). Mogą pojawić się jeszcze trzy dodatkowe znaki, które oznaczają kod oddziału.

Poza Unią (i kilkoma krajami stowarzyszonymi) właściwie każdy bank na inny sposób może tworzyć numery rachunków. Jeśli bank odbiorcy znajduje się w systemie SWIFT (Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej), w formularzu przelewu trzeba wpisać kod BIC (SWIFT) banku tak, jak przy przelewie europejskim.

W innym przypadku trzeba podać jak najwięcej informacji o odbiorcy przelewu i jego banku. Jeśli wysyłamy np. pieniądze do USA, warto poprosić adresata przelewu o tzw. kod ABA. To kilkucyfrowy numer rozliczeniowy amerykańskich banków. W formularzu trzeba go wpisać obok nazwy banku.

Warto też wpisywać inne informacje o banku odbiorcy: kody, symbole przy jego nazwie. Jeśli wszystkie znaki nie mieszczą się np. w polu "numer rachunku", można je wpisać w polu "szczegóły przelewu". Wszystkie te informacje pomogą, by przelew trafił we właściwe ręce.

Ja płacę, pan płaci, my płacimy

Klienci banków często zaskoczeni są też różnymi opłatami, które pojawiają się przy przelewach zagranicznych. Skąd się biorą? Przelewy do banków spoza Unii najpierw muszą przejść przez tzw. banki pośredniczące. Każdy bank w Polsce ma swoich partnerów w innych krajach, w których posiada rachunek w danej walucie. Dopiero z tego banku przelewy docierają do banku docelowego. Stąd biorą się koszty. Jednak banki oferują na formularzu przelewu wybór tzw. opcji kosztowej, co pozwala zaoszczędzić.

Pierwsza to opcja "SHA", która oznacza, że podzielimy się prowizją z odbiorcą. Bierzemy na siebie koszty naszego banku (prowizja za przelew), odbiorca swojego (w przelewach europejskich można ustawić tylko tę opcję).

W opcji "OUR" to wysyłający bierze na siebie wszystkie koszty. Trzecia możliwość to "BEN" - za wszystko płaci odbiorca. W tym przypadku prowizje pobierane są z kwoty przelewu, co oznacza, że każdy bank biorący udział w rozliczeniu może skubnąć coś dla siebie. Warto o tym pamiętać, bo przysłowiowa stówka, którą chcemy wysłać, może do odbiorcy nie trafić w całości.