Wziąłeś kredyt hipoteczny w 2008 r.? Uważaj, możesz mieć kłopoty!

Maciej Bednarek, Maciej Samcik
21.03.2012 01:00
A A A
Udział kredytów opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni udzielonych w latach 2005-11

Udział kredytów opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni udzielonych w latach 2005-11

Z ofert banków zniknął właśnie ostatni kredyt we frankach, a banki udzielające kredytów w euro można już policzyć zaledwie na palcach jednej ręki. Tymczasem już udzielone kredyty frankowe zaczęły się coraz szybciej "psuć". Feralny rocznik: 2008
Rolę ostatniego Mohikanina na rynku kredytów frankowych pełnił skandynawski bank Nordea, jeden z tych, które od początku nie miały oporów, by pożyczać ludziom pieniądze w walutach obcych. Ale nawet twardzi Skandynawowie ulegli perswazji Komisji Nadzoru Finansowego, która od wielu miesięcy toczy krucjatę przeciwko zadłużaniu się w walutach obcych. Nadzór nałożył na banki obowiązek bardziej restrykcyjnego badania zdolności kredytowej klientów na zadłużanie się we frankach i w euro, a także wymógł na bankach żądanie posiadania wyższego wkładu własnego niż dla kredytów w złotych.

Resztę załatwiła wysoka cena franków na rynku międzybankowym (banki muszą je kupować, by pokryć portfel udzielonych kredytów). Kredytodawcom przeszła więc ochota, by udzielać takich pożyczek. Według danych ZBP w 2008 r. kredyty we frankach stanowiły aż 69 proc. wartości nowo udzielonych, a w 2011 r. - już tylko 7 proc. Na wymarciu są też kredyty w euro - jak wynika z obliczeń Home Broker udziela ich tylko sześć banków.

Choć era kredytów walutowych w Polsce dobiega końca - a jeśli chodzi o kredyty frankowe, to już definitywnie odeszła do historii - to wiele wskazuje, że ten eksperyment jeszcze długo będzie się bankom odbijał czkawką. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że najbardziej psuje się portfel kredytów udzielonych tuż przed wybuchem kryzysu finansowego. Był to okres, kiedy banki udzielały kredytów lekką ręką, głównie walutowych. Na blisko 300 tys. kredytów wówczas wypłaconych dwie trzecie stanowiły kredyty walutowe, a przygniatającą większość z nich - te we frankach szwajcarskich. Ludzie je brali, bo były tańsze od złotowych. W ten sposób poprawiali sobie też zdolność kredytową - przy określonych zarobkach, zaciągając kredyt "pod korek", mogli pozwolić sobie na zakup droższego mieszkania (a trzeba pamiętać, że ceny nieruchomości w tamtym czasie też biły rekordy).



To, że portfel kredytowy się psuje, nie jest jeszcze niczym niezwykłym. - Udział kredytów obsługiwanych z opóźnieniem z natury rośnie z czasem. O jakości portfela świadczy natomiast to, w jakim tempie przyrastają złe kredyty - mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK. A z tych statystyk wynika, że najgorszy jest rocznik 2008. Na koniec ubiegłego roku aż 1,17 proc. posiadaczy kredytów walutowych udzielonych w 2008 r. spóźniało się z płaceniem raty powyżej 90 dni. Dla porównania - opóźnione kredyty z rocznika 2005 r. stanowiły 1,1 proc. Czyli starsze kredyty obsługiwane są lepiej niż udzielone później, choć powinno być na odwrót. To oznacza, że z kredytami frankowymi udzielonymi kilka lat temu zaczyna dziać się coś złego. Trudno jeszcze powiedzieć, kiedy ten trend się zatrzyma i ilu kredytów będzie dotyczył.

Łatwiej mówić o powodach coraz szybszego psucia się kredytów walutowych. Przed kryzysem były one udzielane przy rekordowo mocnym złotym. Problemy kredytobiorców zaczęły się, kiedy złoty zaczął tanieć, a więc raty kredytowe rosły. Początkowo kredytobiorcy tego nie odczuli, bo negatywny wpływ osłabiającego się złotego na wysokość rat amortyzowały niższe stopy procentowe. Ale kolejna fala osłabienia się złotego z połowy zeszłego roku uderzyła już we wszystkich, bez względu na to, kiedy się zadłużyli.

Czy szybsze, niż oczekiwano, psucie się portfela hipotecznego to wina zbyt łatwo dostępnych kredytów walutowych, jak utrzymuje Komisja Nadzoru Finansowego? Odpowiedź nie jest oczywista. Okazuje się bowiem, że kredyty złotowe są wciąż gorzej obsługiwane niż walutowe. Najbardziej "zepsuty" wśród kredytów złotowych - tak samo jak w kredytach frankowych - jest rocznik 2008. Już 3 proc. osób, które zaciągnęły wtedy kredyty, nie spłaca ich terminowo. Może więc waluta kredytu nie ma znaczenia, a KNF popełnia błąd, zakazując bankom udzielania kredytów w euro i we frankach?

Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF, od wielu miesięcy powtarza, że szczególnie dobra kondycja kredytobiorców we frankach to mit, bo w procesie windykacji każdy zły kredyt walutowy zamieniany jest na złotowy i to sprawia, że w statystykach kredyty złotowe wyglądają gorzej. - Nie potwierdzamy tego zjawiska - mówi jednak Andrzej Topiński z BIK. Na obronę surowego stanowiska KNF pozostaje wciąż jednak drugi argument - wartość kredytów w euro czy we frankach zbyt mocno waha się w zależności od kursów walut. Dziś 300 tys. kredytów ma wartość większą niż wartość nieruchomości, które są ich zabezpieczeniem. Zdaniem KNF to tykająca bomba zegarowa i dla banków, i dla ich klientów.

Polacy pokochali jedzenie poza domem, byle nie było drogo >>


PYTANIE Czy to dobrze, że nie bedzie już kredytów we frankach?

 Tak
 Nie
 Trudno powiedzieć
 Nie biorę kredytów
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane