Polisy inwestycyjne - bardzo drogi sposób na oszczędzanie

Oszczędzać można bezpośrednio w funduszach inwestycyjnych. Można też robić to samo, ale za pośrednictwem zakładów ubezpieczeń. Wtedy jednak klient płaci dwa razy za to samo, a ochrony ubezpieczeniowej - która ma być atutem takiej formy oszczędzania - najczęściej nie ma. Bywają oczywiście wyjątki i niektóre firmy ubezpieczeniowe oferują prawdziwą polisę na życie dołączaną do UFK, ale wtedy część wpłacanych pieniędzy idzie na ochronę, a część jest inwestowana.
W ostatnim czasie coraz popularniejsze stają się polisy inwestycyjne, czyli ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe (UFK). To inwestycje w opakowaniu ubezpieczenia na życie stanowiące główną konkurencję dla funduszy inwestycyjnych (TFI).

Chociaż może wydawać się, że UFK i TFI to produkty bardzo do siebie podobne, to jednak koszty ponoszone przez klientów się różnią.

W funduszach inwestycyjnych, które można kupić w bankach i domach maklerskich, klienci płacą prowizję za zarządzanie i opłatę od składki. Prowizja różni się w zależności od tego, w jaki fundusz klient chce inwestować, i wynosi od 0,5 proc. w przypadku bezpiecznych funduszy, które inwestują w rynek pieniężny czy obligacje skarbu państwa, do maksymalnie 3,5 proc. dla funduszy inwestujących w akcje. Opłaty od składki w niektórych instytucjach czasami nie ma. Tak jest np. w mBanku, kiedy klient skorzysta z oferty przez internet.

Jak to wygląda w przypadku polis inwestycyjnych? UFK inwestują w fundusze inwestycyjne. Oznacza to, że klient, tak samo jak oszczędzając bezpośrednio w TFI, płaci opłatę od składki i prowizję za zarządzanie. Najczęściej jednak prowizja za zarządzanie jest zaszyta w wycenie jednostki funduszu i - jak podkreślają sami agenci - klient nie zdaje sobie sprawy, że ponosi taką opłatę. Na tym jednak nie koniec. Ubezpieczyciele pobierają jeszcze dodatkowo swoją prowizję za zarządzanie, czyli klient de facto płaci dwa razy za to samo.

Jednak Polacy polubili polisy inwestycyjne. Powód? Oprócz inwestycji część składki idzie na ochronę ubezpieczeniową. Tak jest m.in. w ING. To gwarantuje odszkodowanie na wypadek nieszczęśliwego wypadku czy świadczenie dla rodziny, jeżeli klient umrze. Ale nie wszyscy ubezpieczyciele dają klientom ochronę. Np. Europa całość przeznacza na inwestycje, suma ubezpieczenia wynosi 1 proc. wpłaconych pieniędzy.

Jest jeszcze jeden często przytaczany atut polis inwestycyjnych: oszczędzanie jest w formie polisy, klient unika płacenia podatku Belki (podatku od zysków kapitałowych). Jednak nic bardziej mylnego. Jeśli chodzi o sumę ubezpieczenia na wypadek zgonu, to w Europie zazwyczaj wynosi ona 100 proc. wartości rachunku plus 1 proc. wpłaconych składek. Czyli rodzina po śmierci ubezpieczonego dostanie 101 proc. zgromadzonego przez niego kapitału. W takim wypadku całość wpłacanych oszczędności jest inwestowana.

Pokutuje również przekonanie, że od wypracowanych zysków nie zapłacimy podatku Belki. To również nie do końca prawda. W odróżnieniu od funduszy inwestycyjnych podatek zapłacimy tylko wtedy, kiedy zdecydujemy się wycofać pieniądze. Inwestując w TFI, płacimy ten podatek zawsze, kiedy chcemy przenieść nasze oszczędności pomiędzy funduszami, np. z funduszu inwestującego w akcje do bezpieczniejszego inwestującego w obligacje. Nie jest to jednak reguła - niektóre fundusze dają klientom możliwość przenoszenia oszczędności pomiędzy funduszami bez ponoszenia kosztów podatku (tzw. fundusze parasolowe).

Agenci przekonują, że UFK mają tę zaletę, że zmuszają do systematycznego oszczędzania (czyli co miesiąc klient musi wpłacić określoną kwotę). To też nie jest domeną tylko polis inwestycyjnych. Decydując się na oszczędzanie w TFI, również można skorzystać z programu systematycznego oszczędzania, w którym fundusz będzie nas zmuszał do regularnego odkładania pieniędzy.

Więcej o: