W roju obligacji na rynku pierwotnym i wtórnym

Inwestor zainteresowany obligacjami skarbowymi ma do wyboru albo nabyć je bezpośrednio od państwa, albo z drugiej ręki na giełdzie. Na giełdowym rynku Catalyst może też zainwestować w papiery wypuszczone przez samorządy, przedsiębiorstwa i banki
Przed podjęciem decyzji o oszczędzaniu w obligacjach warto sobie odpowiedzieć na pytanie, na jak długo chcemy rozstać się z pieniędzmi. Rząd oferuje na rynku pierwotnym, czyli sprzedając z pierwszej ręki, detaliczne papiery "żyjące" dwa lata (symbol DOS), trzy lata (TZ), cztery lata (COI) i dziesięć lat (EDO). Po upływie "życia" papieru, gdy następuje w zimnym języku finansów tzw. zapadalność, rząd wykupuje obligacje, czyli zwraca kapitał właścicielowi. Drobny inwestor zainteresowany kupnem obligacji emitowanych przez prywatne firmy albo samorządy również powinien zwrócić uwagę na długość ich "życia". Rzadko ma możliwość nabycia ich na rynku pierwotnym, bo są to emisje z reguły przeznaczone dla ograniczonej liczby instytucji finansowych i są sprzedawane w ofertach prywatnych, a nie publicznych. Wtedy chętnemu nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z rynku wtórnego, np. giełdy, gdzie obligacje może odkupić z drugiej ręki.

Z pierwszej ręki od państwa

Wszystkie detaliczne obligacje skarbowe oferowane przez rząd mają ten sam nominał - 100 zł. Umożliwia to inwestowanie nawet niewielkich kwot, bo gdyby nominał wynosił np. 1000 zł, wykluczyłoby to zapewne część chętnych ze względu na zbyt wysoko zawieszoną poprzeczkę. Mniej zamożni musieliby bowiem gromadzić kapitał, aż za każdym razem uzbierałoby się 1000 zł. "Skarbówki" są oferowane po cenie nominalnej 100 zł albo np. z upustem. W kwietniowej ofercie po nominale oferowane są papiery dwuletnie, czteroletnie i dziesięcioletnie, zaś trzyletnie mają upust 10 gr od nominału.

Sprzedaż detalicznych obligacji skarbowych na rynku pierwotnym prowadzi tylko kontrolowany przez państwo bank PKO BP. Można je kupić na kilka sposobów: osobiście w placówce banku, przez telefon lub internet ze strony www.zakup.obligacjeskarbowe.pl. Kto posiada konto w internetowym banku Inteligo, także należącym do PKO BP, może skorzystać z jego strony. Każdy sposób zakupu ma swoją odmienną procedurę. Idąc do placówki, powinniśmy mieć ze sobą dokument tożsamości (np. dowód osobisty). Na miejscu podaje się, ile papierów i jakiego typu chce się nabyć, a także w jaki sposób zapłacić (np. przyniesioną ze sobą gotówką lub przelewem). Po transakcji oszczędzający otrzymuje potwierdzenie zakupu. Gdy jego papiery "zapadną", otrzyma zwrot kapitału przelewem na wskazane konto lub do odbioru w PKO BP.

Korzystanie z pośrednictwa internetu lub telefonu jest mniej czasochłonne niż wizyta w placówce banku, ale trzeba pamiętać o terminie zapłaty za zamówione papiery. Na przelew są trzy dni robocze, z wyjątkiem gdy zamówienie było złożone w dwóch ostatnich dniach prowadzenia sprzedaży danej emisji. Kupując przez internet lub telefon, musimy wskazać numer rachunku bankowego, na który wpłyną pieniądze (nominał plus odsetki) po terminie wykupu papierów przez państwo.

Jednak konia z rzędem temu, kto potrafi w 100 proc. przewidzieć, że na pewno nie wycofa pieniędzy z obligacji przed terminem ich zapadalności. Każdemu może się przecież finansowo powinąć noga albo może znaleźć alternatywną, bardziej opłacalną formę inwestowania. Co zrobić, kiedy ktoś nagle potrzebuje pieniędzy zamrożonych w obligacjach? Warto o tym pomyśleć już przy wyborze papierów, bowiem różnią się one sposobem, w jaki można z nich wyjść. Z czterech typów obligacji (dwu-, trzy-, cztero- i dziesięcioletnich) tylko trzylatki trafią do obrotu wtórnego na warszawskiej giełdzie, gdzie będzie można je wystawić do sprzedaży i w ten sposób pozbyć się przed terminem wykupu. Pozostałe typy obligacji na giełdzie nie będą notowane. Ale i na to jest sposób. Obligacjami można handlować tak jak każdym innym towarem na podstawie umowy cywilnoprawnej. Ale tu podstawowym problemem może być znalezienie drugiej strony transakcji. Pół biedy, jeśli trafimy na kogoś wśród znajomych lub krewnych. Ale może być tak, że nie znamy nikogo, kto byłby zainteresowany odkupieniem.

Wtedy ostatnią deską ratunku jest przedstawienie ich do wcześniejszego wykupu przez państwo. Jednak nic za darmo. Posiadacz chcący wyjść z papierów przed terminem, musi ekstra za to zapłacić. Pewna kwota jest potrącana przy przedterminowym wykupie. I tu są różnice. W przypadku obligacji dwuletnich (DOS) i czteroletnich (COI) przed terminem należne odsetki od każdej obligacji są pomniejszane o 1 zł. Jeszcze inaczej jest w wypadku papierów dziesięcioletnich (EDO). Do wcześniejszego wycofania zniechęca konieczność potrącenia w takim wypadku aż 2 zł od każdej obligacji. Skąd ta różnica? Oprocentowanie papierów dziesięcioletnich jest z reguły wysokie na tle lokat oferowanych przez banki komercyjne. Dlatego inwestorzy mogliby sobie robić z takiej inwestycji namiastkę atrakcyjnej np. rocznej lokaty bankowej. Tymczasem po upływie roku po odjęciu aż 2 zł od odsetek obligacji oprocentowanej na 6,5 proc. pozostaje już jedynie 4,5 zł odsetek brutto, co raczej nie skłania do takiej operacji. Ale gdyby potrącenie wynosiło tylko 1 zł, to po roku obligacja EDO byłaby ekwiwalentem lokaty bankowej oprocentowanej na 5,5 proc., co podnosiłoby atrakcyjność takiego rozwiązania.

Z drugiej ręki na giełdzie

Detaliczny inwestor, który chce mieć większy wybór obligacji niż na rynku pierwotnym, może zainteresować się warszawską giełdą, na której koncentruje się handel papierami dłużnymi nie tylko skarbu państwa, ale również samorządów, przedsiębiorstw i banków. Do przeprowadzenia transakcji potrzebuje rachunku inwestycyjnego w domu maklerskim.

Zlecenia na obligacje różnią się od zleceń na akcje. Cena obligacji jest podawana w procentach i nie zawiera odsetek.

Wśród papierów skarbowych notowanych na giełdzie z detalicznych obecne są tylko trzyletnie (TZ). O rozpoczęciu i zakończeniu notowań każdej emisji informuje giełda. Jednak papierów rządowych na parkiecie jest jeszcze więcej, bo inwestor może również wybierać między różnymi obligacjami tzw. hurtowymi, którymi handlują głównie instytucje finansowe. Podstawowa różnica dla detalisty to wysoki nominał - od 1000 zł. TZ to jedyne "skarbówki" na giełdzie o nominale 100 zł.

Ale to nie wszystko. Oszczędzający może także zainteresować się dużą paletą obligacji notowanych na giełdowym rynku papierów dłużnych Catalyst. Przykładem są obligacje Giełdy Papierów Wartościowych, które zanim trafiły na Catalyst, zostały sprzedane w ofercie publicznej drobnym inwestorom za 75 mln zł. Nominał papierów dłużnych GPW jest taki sam jak skarbowych obligacji detalicznych oferowanych przez rząd, czyli 100 zł. Ich oprocentowanie zależy od sześciomiesięcznej stawki WIBOR plus marża 1,17 proc. Odsetki są płatne co pół roku. W pierwszym okresie odsetkowym dają 6,17 proc. w skali roku. Giełdzie bardzo zależy na rozkręceniu handlu obligacjami na Catalyst, bowiem może być to alternatywa inwestycyjna dla np. lokat bankowych, a dzięki temu firmy mogą pozyskiwać kapitał. Na Catalyst notowanych jest już ponad ćwierć tysiąca serii papierów należących do ponad setki przedsiębiorstw, gmin i emitentów spółdzielczych. Zainteresowani taką formą lokowania oszczędności powinni jednak brać pod uwagę wyższe ryzyko, ponieważ w wypadku niewypłacalności np. emitenta komercyjnego mogą stracić zainwestowany kapitał. Dlatego ważne jest, aby zwracali uwagę nie tylko na wysokość odsetek, ale również na kondycję finansową podmiotów, którym chcą pożyczyć pieniądze, nabywając ich obligacje.

Więcej o: