Włącz Excel i już dziś zweryfikuj swój domowy budżet

Domowy budżet się nie spina? Brakuje ci do pierwszego? Posiłkujesz się szybkimi pożyczkami gotówkowymi lub wpadłeś w debetową pętlę? To znaczy, że nadszedł czas na życie z ołówkiem w ręku. Oto kilka porad, jak zaoszczędzić kilkaset złotych miesięcznie i zmienić swoje nawyki, nie obniżając standardu życia.
Mądre zarządzanie pieniędzmi należy zacząć od kontroli swoich wydatków. To prosta operacja polegająca na spisywaniu wszystkich kosztów. Wymaga od nas jedynie odrobiny wytrwałości i regularności.

- Kluczem do zmniejszenia domowych wydatków jest odpowiednie zarządzanie. Tak naprawdę jednak nic nie zastąpi rzetelnej analizy naszego domowego budżetu - podsumowania i podziału wydatków z ostatnich kilku miesięcy. Dzięki temu będziemy mogli sprawdzić, na co wydajemy najwięcej, czy są to rzeczy i usługi niezbędne, czy takie, z których możemy zrezygnować - przyznaje Bartosz Suchecki, ekspert z Toyota Banku.

Istnieje wiele narzędzi (część jest płatnych, ale nie brakuje też darmowych), które mogą to ułatwić. Można korzystać z aplikacji udostępnianych przez banki lub utworzyć konto na którymś z serwisów internetowych do zarządzania budżetem. Tego typu urządzenia są bardzo popularne za granicą, zwłaszcza w USA. Moda przychodzi do nas w doskonałym momencie, bo w dobie kryzysu wszyscy mówią o oszczędzaniu, które jest niemożliwe bez analizy wydatków, planowania i bieżącej weryfikacji budżetu. Najprostszym sposobem jest najzwyklejszy arkusz kalkulacyjny, w którym samodzielnie można zaplanować kategorie wydatków (jak rozrywka, jedzenie, opłaty mieszkaniowe, prezenty, wakacje itd.).

Z kolei klienci korzystający z bankowości elektronicznej, m.in. takich banków jak Alior, ING czy Millennium, mają do dyspozycji aplikacje, które działają podobnie. Ocenie podlegają wszystkie transakcje dokonywane kartami płatniczymi oraz na rachunkach osobistych czy oszczędnościowych. Transakcje są automatycznie kategoryzowane i grupowane oraz prezentowane w formie wykresów i raportów dostępnych od ręki przez całą dobę. Aplikacja automatycznie klasyfikuje dane według odpowiednich kategorii (np. rozrywka, dom, zdrowie) i podkategorii (np. sport, remont, lekarstwa). Millennium chce iść krok dalej - na kolejnym etapie klienci otrzymają możliwość tworzenia budżetów na kolejne miesiące oraz ustawiania powiadomień w momencie zbliżania się do przekroczenia budżetu lub jego realizacji w 50 czy 70 proc. Klienci będą też mogli rozdzielać pojedyncze transakcje, np. wypłaty bankomatowe, na różne kategorie, np. wydatki na papierosy, prasę i owoce, oraz grupować transakcje niejednorodne w określone grupy typu "wakacje w Chorwacji".

W Alior Sync jest też dostępne narzędzie Asystent płatności, które pomaga zapanować nad wydatkami poprzez ich kategoryzację i powiadomienia o zbliżających się terminach płatności. Klienci Alior Sync mogą być na bieżąco informowani alertami o stanie rachunków i o przeprowadzanych operacjach. Klienci mają też do dyspozycji jeden z trzech wariantów wizualizacji, dzięki czemu mogą w łatwy sposób sprawdzić, na co wydają pieniądze.

Jeśli zaś nie mamy przy koncie asystenta wydatków, w internecie można znaleźć wiele serwisów pozwalających na podobną kontrolę wydatków, jak choćby www.finser.pl czy kontomierz.wyborcza.biz, gdzie po zalogowaniu się będziemy mogli sprawniej zarządzać domowym budżetem.

- Trzy-cztery miesiące obserwacji powinny wystarczyć. Na początku może to się wydawać trudne, ale po pewnym czasie zbieranie paragonów staje się oczywiste, wystarczy potem raz na kilka dni poświęcić pół godziny na podliczenie i opisanie wydatków - mówi Marcin Krasoń, analityk Open Finance. - Kilka miesięcy obserwacji wystarczy, żeby dostrzec, na co wydajemy najwięcej, i wtedy można zabrać się do szukania oszczędności, których efekty powinny być widoczne natychmiast - dodaje Krasoń.

Dzień większości Polaków wygląda podobnie: poranny dojazd do pracy, praca, w której spędzamy czasami nawet ponad osiem godzin dziennie, powrót i obowiązki domowe, do których należą choćby zwykłe codzienne zakupy. Zacznijmy więc naszą analizę wydatków od początku, czyli dojazdu do pracy.

Transport

W większości przypadków pracodawca nie pokrywa nam tych kosztów. Najtańszym środkiem transportu jest rower. Oczywiście zaraz może się podnieść chór polskich malkontentów: jak w polskim klimacie dojeżdżać na rowerze, garnitur mi się ubrudzi itd. Wystarczy spojrzeć na inne europejskie miasta, choćby niemieckie, angielskie czy francuskie, o holenderskich nie wspominając, by zobaczyć, że tam jakoś z tym problemem sobie poradzono, choć pogoda tam również nie rozpieszcza mieszkańców. A jeśli nie rower, to warto przesiąść się do komunikacji publicznej.

- Kwartalny koszt dojazdów samochodem do pracy oddalonej o 10 km to ok. 600 zł, podczas gdy bilet kwartalny w Warszawie to wydatek 220 zł. Miesięcznie można więc oszczędzić 200 zł jeżdżąc rowerem lub 125 zł, korzystając z komunikacji miejskiej. A każdy dodatkowy kilometr to kolejne oszczędności. Samochód zostawmy na weekendowe wyjazdy do rodziny lub na wakacje - jazda nim w kilka osób zwykle wychodzi taniej niż pociągiem lub autobusem - wylicza Krasoń.

Jedzenie

Prawda stara jak świat mówi, że jak Polak głodny, to zły. Z pustym żołądkiem źle się myśli i pracuje, o pracy z młotkiem czy kilofem nie wspominając. Warto zmienić więc nasze nawyki w pracy. Jedzenie w restauracjach ma oczywiście swój urok i smak, ale można traktować je jako wyjątek, a nie normę. Gotowanie obiadów we własnym zakresie jest nie tylko tańsze, ale i na pewno zdrowsze, bo wiemy, co jemy. Podobnie z przygotowywaniem drugich śniadań. Przeciętny lunch w stołówkach to wydatek średnio powyżej 20 zł, samodzielnie za te pieniądze przyrządzimy obiad dla dwóch osób. Doliczając koszty kanapek, jogurtów i innych przekąsek kupowanych w pracy, miesięcznie zaoszczędzić można od 100 do 200 zł na osobę. Warto także zastanowić się nad wydatkami na używki, jak alkohol czy papierosy. Około 10 zł na paczkę fajek dziennie to wymierna korzyść w postaci zaoszczędzonych co miesiąc 300 zł.

Dom

Miniona epoka nie zaszczepiła w Polakach dbania o oszczędzanie wody czy prądu, jak w krajach zachodniej Europy. Dopiero teraz zaczynamy dostrzegać, ile to kosztuje. Z reguły na początku roku łapiemy się za głowę, kiedy przychodzi podwyżka ceny gazu, prądu czy wody. Zaczynamy dostrzegać potrzebę zakręcania wody przy myciu zębów czy wkręcania energooszczędnych żarówek. Nie zostawiajmy więc urządzeń w trybie standby. Z reguły prąd jest tańszy nocą, pomyślmy więc może o włączeniu pralki czy zmywarki właśnie nocą. I oczywiście nie róbmy tego wtedy, kiedy wrzucamy do tych maszyn po dwie rzeczy.

Można też zmienić domowe nawyki dotyczące ogrzewania i zakręcać zimą kaloryfer. Nie musi przecież być rozkręcony na full przez całą dobę. Zakręcajmy również kaloryfery w pomieszczeniach, które wietrzymy lub gdzie aktualnie nie przebywamy, a rachunki za ogrzewanie mogą być niższe nawet o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Nierozsądne "zabawy" kaloryferem mogą pochłonąć 70-80 proc. opłat.

- Zmniejszenia wydatków szukać można także w rozrywce i kulturze, i to bez większego uszczerbku na korzystaniu z niej. Zamiast wybrać się ze znajomymi do kina, można wypożyczyć płytę i obejrzeć w domu - przy czterech osobach oszczędzimy ok. 70-80 zł. Zamiast kupować książkę, warto odwiedzić bibliotekę. Pracujące tam osoby mają też często dużo większą wiedzę niż sprzedawcy w sklepach i potrafią doradzić ciekawą lekturę, a obniżka kosztów wyniesie 100 proc. - radzi Marcin Krasoń z Open Finance.

Bank

Wielu ludzi z przyzwyczajenia posiada ROR-y, które zakładali jeszcze w czasach, kiedy nie było darmowych internetowych kont. Banki za prowadzenie konta pobierają horrendalne opłaty, a przecież nie musimy przenosić się do innego banku, żeby mieć darmowe konto internetowe. Bardziej dociekliwi w internecie znajdą wiele zestawień opłat wszystkich banków i tego, za co je pobierają.

Bartosz Suchecki z Toyota Banku radzi, by rozważyć także zlecenie stałych przelewów za nasze rachunki, dzięki czemu nie będziemy musieli nigdy płacić żadnych kar za spóźnianie się z regularnymi płatnościami. Warto zweryfikować, jak dużo kosztuje nas prowadzenie konta osobistego, ile kosztują przelewy, których wykonujemy kilka czy kilkanaście w miesiącu, a także ile płacimy za obsługę karty płatniczej. - Może okazać się, że z tego tytułu dopłacamy nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie, a w innym banku mielibyśmy te usługi za darmo - twierdzi Suchecki z Toyota Banku.

Jeśli już musimy posiłkować się - ale tylko w ostateczności - kartą kredytową, to wybierzmy taką z grace period, czyli okresem bezodsetkowym, który pozwala nam w ciągu 51, a czasem nawet 56 dni spłacić zadłużenie bez żadnych kosztów. To dobry pomysł np. na sfinansowanie wakacji albo małego remontu.

Z kolei Marcin Krasoń z Open Finance radzi zrezygnować z trzymania pieniędzy na zwykłym bankowym koncie. Większość rachunków jest oprocentowana na 0 proc. lub niewiele więcej, a prawie każdy bank ma w ofercie konta oszczędnościowe, czyli dodatkowe rachunki oferujące wyższe odsetki. Dzięki zagospodarowaniu w ten sposób 10 tys. zł miesięcznie można zarobić ok. 30-50 zł.

- Z szacunków Open Finance wynika, że na nieoprocentowanych rachunkach Polacy trzymają ok. 100 mld zł. Gdyby choć połowę tych pieniędzy przelać na oprocentowane rachunki, każdego miesiąca zarobilibyśmy ok. 200 mln zł - mówi Krasoń.

Warto także wziąć pod lupę nasze stare kredyty. Warto pamiętać, że braliśmy je w innym otoczeniu finansowym i na innych warunkach. Niektórym osobom może opłacać się kredyt konsolidacyjny albo zamiana kredytu samochodowego na inny. W banku, w którym braliśmy kredyt hipoteczny, warto co jakiś czas zapytać, czy bardziej nie opłacałoby się np. przewalutowanie naszego kredytu.

- Jeśli mamy kredyt hipoteczny, można zweryfikować jego atrakcyjność. Jeśli aktualnie oferowane stawki są dużo niższe niż te z naszej umowy, spróbujmy renegocjować obniżkę. Przykładowo zadłużając się w kryzysowym roku 2009, dostaliśmy kredyt z marżą ok. 3 pkt proc., a dziś stawki wynoszą maksymalnie 1,5 punktu. Renegocjowanie takiego kredytu oznacza ratę niższą o ok. 100 zł na każde 100 tys. zł zadłużenia, czyli obniżkę o kilkanaście procent - wyjaśnia Krasoń.

W jaki sposób kontrolujesz codzienne wydatki?
Więcej o: