Warto pożyczać, ale z głową

Banki zaczęły w ostatnich dniach ostro licytować się w walce o nasze względy jako pożyczkobiorców. Kiedy pożyczka może być dobra, a kiedy prawie na pewno doprowadzi cię do katastrofy?
W bankowych promocjach chodzi oczywiście o szybkie pożyczki gotówkowe, czyli o pieniądze, które możemy wydać na cokolwiek: na remont, zakup sprzętu RTV lub AGD albo jakiś weekendowy wyjazd.

Co najmniej w trzech bankach właśnie ruszyły akcje, dzięki którym możemy zbić oprocentowanie roczne takiej pożyczki gotówkowej w okolice 11-12 proc. w skali roku. Jak na "szybką gotówkę" to rzeczywiście niewiele, bo przeważnie banki żyłują oprocentowanie takich kredytów, żądając odsetek dobijających do 20 proc. w skali roku. A tymczasem np. w PKO BP można wziąć pożyczkę na 11,99 proc., zaś w Banku Pocztowym - na 11,49 proc. w skali roku. A Bank BPH będzie co miesiąc zwracał klientom część raty - od 10 do 100 zł.

Banki kuszą

Takich z pozoru kuszących ofert będzie w najbliższym czasie coraz więcej. Dlaczego tak uważam? Zarządy banków wiedzą, że w tym roku nie będzie ożywienia na rynku kredytów hipotecznych. Liczba udzielanych kredytów spadła w zeszłym roku o 20 proc., a w tym może spaść o kolejne 20-30 proc. Przyczyną jest najzwyczajniejszy w świecie brak popytu ze strony klientów. Kto ma pieniądze, czeka na niższe ceny nieruchomości. A kto chciał kupić za pieniądze banku, poszedł po kredyt w ramach zakończonej w grudniu 2012 r. "Rodziny na swoim".

Jeśli w tym roku banki nie będą zwiększały portfeli kredytów hipotecznych, a jednocześnie będą psuły się kredyty udzielone pod hipotekę w poprzednich latach, to banki będą chciały zrekompensować te straty. Zrobią to poprzez podwyżki opłat związanych z kontami osobistymi oraz przez udzielanie kredytów gotówkowych. One oczywiście wiążą się dla banku z ryzykiem (bo jakieś 15 proc. pożyczkobiorców nie oddaje pieniędzy w terminie). Ale banki mają trzy patenty na zmniejszenie tego ryzyka.

Po pierwsze, mogą oferować niskie oprocentowanie tylko osobom mającym pewne zatrudnienie, np. urzędnikom, pracownikom firm państwowych. To dla nich jest preferencyjna oferta Banku Pocztowego. Po drugie, mogą udzielać tańszej pożyczki pod warunkiem, że klient zgodzi się spłacać ją przez długi czas. Im dłuższy kredyt, tym większa jego skumulowana rentowność. To z kolei pomysł PKO BP, który pożyczy pieniądze na 11,99 proc., ale... tylko na co najmniej pięć lat. A przecież ta sama pożyczka w wysokości 5000 zł i z oprocentowaniem 11,99 proc. spłacana przez rok będzie kosztowała 303 zł odsetek, zaś przez pięć lat - już 1523 zł odsetek. Po trzecie, banki mogą obwarować ofertę warunkami (to pomysł BPH, który dopłaci do raty kredytu nawet 100 zł, gdy założysz w tym banku ROR, weźmiesz kartę i będziesz ich aktywnie używał).

Czy warto pożyczać na takich warunkach?

Jeśli często pożyczasz pieniądze, choć mógłbyś przez kilka miesięcy oszczędzać i kupić coś za własne zaskórniaki, to pewnie dobrze znasz ten dylemat. Jeśli zaś jesteś typem konsumenta, który nigdy nie zadłużył się w banku nawet na złotówkę, bo kredytów po prostu się boi, to na pewno choć raz zastanawiałeś się, czy aby twoja ostrożna strategia jest słuszna. W dzisiejszym odcinku naszego cyklu odpowiemy na pytania, czy każdy kredyt jest zły i w jakich warunkach warto się zadłużyć, a kiedy jest to prosta droga do bankructwa.

Czy każdy kredyt jest zły?

Nie! Jeśli kupujesz na kredyt coś, na co musiałbyś oszczędzać przez pół życia - np. mieszkanie - to kredyt może być niezbędny. Nawet jeśli wszystkie odsetki, różnice kursowe (jeżeli pożyczyłeś w walucie), opłaty i prowizje dodane do rat sprawiają, że mieszkanie na kredyt kosztuje dwa, trzy razy więcej, niż gdybyś kupił je za gotówkę - to nie ma wyjścia. Bez kredytu miałbyś mieszkanie, ale na starość.

A kiedy kredyt jest zły?

* Gdy kupujesz coś, na co cię stać. Korci cię, żeby wziąć kredyt na kino domowe i mieć je od zaraz? Nim uchylą się przed tobą drzwi banku, policz, ile miesięcy musiałbyś oszczędzać. Osiem? A może pięć? Naprawdę nie możesz poczekać? Co nagle, to drożej, i to dużo drożej.

* Gdy pożyczasz za dużo. Kredyt staje się niebezpieczny, jeśli może zrujnować domowy budżet. Nigdy nie kupuj na kredyt, jeśli miesięczna rata ma przekraczać połowę dochodów. Jeśli zarabiasz 2500 zł, a 1300 zł przeznaczasz na spłatę kredytów, balansujesz na krawędzi. Kredyt jest bezpieczny, gdy miesięczna rata nie przekracza jednej trzeciej dochodów.

* Gdy nie masz oszczędności. Paradoksalnie długi możesz zaciągać dopiero, gdy masz oszczędności. Bo każdy kredyt to wielka niewiadoma i trzeba mieć jakieś rezerwy, by w razie choroby, utraty pracy itp. choćby część pieniędzy oddać bankowi od ręki. I zredukować miesięczne raty do minimum. Poza tym kredyt człowieka oszczędnego jest tańszy - bank mniej policzy sobie za swoje ryzyko.

Menedżerowie mawiają, że lepiej wyłożyć na inwestycję pieniądze banku niż swoje. Własne pieniądze radzą trzymać, by mieć poduszkę finansową. Jeśli np. masz na lokacie 5 tys. zł, a chcesz kupić 50-calowy telewizor, który kosztuje mniej więcej tyle, to częściowo kup go na kredyt. Finansiści nazywają to dbaniem o płynność finansową. Bo "cash is the king" (gotówka jest królem).

* Gdy się panicznie boisz. Są takie przypadki, że ktoś po wzięciu kredytu nie może spać po nocach, wciąż zerka na kursy (jeśli kredyt jest walutowy), wylicza raty itp. To nie ma sensu.

Kredyt bezpieczny to...

Jeśli masz kredyt, to powinieneś jednocześnie gromadzić oszczędności, np. wpłacając na konto po 100-200 zł miesięcznie. Jak się postarasz, to odsetki od oszczędności zrównają się z tym, co płacisz bankowi za kredyt! Jak to możliwe? W matematyce nazywają to procentem składanym. Jak odłożysz 1000 zł na 5 proc. rocznie, to dostaniesz 50 zł odsetek, ale w następnym roku bank będzie liczył oprocentowanie już od 1050 zł. I tak dalej. Im dłużej oszczędzasz, tym więcej zarabiasz.

Odkładając przez 20 lat po 200 zł miesięcznie, przy średnim zysku np. 7 proc. rocznie, odbierzesz 102 000 zł. Z tego mniej niż połowa (48 000 zł) to wpłacane przez ciebie pieniądze. Reszta to zysk. Z niego możesz spłacić część kredytów, które zaciągnąłeś.

Jakich zasad przestrzegać, by się zadłużać w sposób rozsądny i bezpieczny? Poniżej garść porad dla tych, którzy jednak zdecydowali się na kredyt, ale chcą się zadłużyć, zachowując zasady zdrowego rozsądku. Czyli w taki sposób, by ograniczyć do minimum ryzyko, iż kiedyś spłata rat okaże się wysiłkiem ponad siły.

* Zobacz, czy masz rezerwy w budżecie. Zanim podejmiesz decyzję o zaciągnięciu pożyczki, dokładnie policz, czy stać cię na jej spłacanie przez kolejnych kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy. Zsumuj miesięczne dochody i stałe wydatki. Policz, ile wydajesz na życie, i zobacz, jak dużą masz rezerwę. Jeśli jest ona niewielka - np. nie przekracza 10 proc. domowego budżetu - głęboko się zastanów, czy warto się zadłużać. Kredyt jest bezpieczny wtedy, gdy jego spłaty nie zachwieją stabilnością domowych rachunków nawet w przypadku nieprzewidzianych kłopotów, np. większych wydatków na leki, konieczności poważniejszej naprawy samochodu.

* Sprawdź, jaką część dochodów zabiorą raty. Jeśli widzisz w swoim domowym budżecie wystarczająco duże luzy, by spłata kolejnego kredytu nie zagrażała jego stabilności, to... Nie, nie, jeszcze nie idź do banku. Najpierw zrób jeszcze jeden test. Eksperci od finansów twierdzą, że powinno się zabraniać pożyczania pieniędzy osobom, które łącznie wydawałyby na spłatę rat wszystkich swoich kredytów więcej niż połowę miesięcznych dochodów. To rozsądny limit. Zrób sobie podobny rachunek. Jeśli np. zarabiasz 2500 zł, twoja żona 1500 zł, ale macie na koncie spłatę rat kredytu gotówkowego (400 zł miesięcznie), karty kredytowej (300 zł), kredytu samochodowego (1000 zł) i hipotecznego (1500 zł), to nie ma mowy o tym, by kolejny kredyt był bezpieczny.

* Nie sugeruj się procentami. Prawie żaden (nie wykluczam chlubnych wyjątków) bank nie przedstawia w reklamach prawdziwego kosztu pożyczki. Pamiętaj, że do oprocentowania, które rzeczywiście niekiedy wygląda bardzo atrakcyjnie, doliczane są prowizje sprawiające, że spłacane raty okazują się wyższe. Do prowizji banki dodają niekiedy również obowiązkowe składki ubezpieczeniowe. Z pozoru wyglądają niegroźnie (np. 0,5 proc. wartości pożyczki miesięcznie), ale po zsumowaniu okazuje się, że mocno podbijają koszt kredytu. 0,5 proc. składki to dodatkowe 6 proc. w skali roku! Porównując oferty, sumuj oprocentowanie, prowizje, opłaty.

* Porównuj miesięczne raty. Tak naprawdę to nawet porównanie procentów nie powie ci jeszcze całej prawdy. Bo przecież wystarczy, że jeden bank wlicza koszty prowizji w poszczególne raty, a drugi każe zapłacić je z góry, i już wszystkie rachunki biorą w łeb. Jak sprawdzić, ile naprawdę zapłacisz? Jedyna rada to, by w każdym odwiedzanym banku zapytać o konkretną symulację dla określonej kwoty i okresu kredytowania i tym sposobem porównać miesięczne raty.

* Wyciśnij soki z dotychczasowego długu. Jeśli już masz kredyty, zamiast iść do banku po kolejną szybką pożyczkę, zastanów się, w jaki sposób uzyskać dodatkowe pieniądze z już istniejącego zadłużenia. Są na to dwa najpopularniejsze sposoby.

Powiększenie kredytu hipotecznego. Jeśli kilka lat temu zaciągnąłeś kredyt hipoteczny, twoje mieszkanie może być warte więcej niż w momencie zakupu. Z drugiej strony spłaciłeś część kredytu. Te dwie okoliczności powodują, że udział kredytu w wartości nieruchomości spadł. Możesz więc wystąpić do banku, by dopożyczył ci pieniędzy. Zrobi to chętnie, choć być może pobierze za to 1-2 proc. prowizji. Będziesz płacił nieco wyższe raty, ale ponieważ owa dopożyczona kwota rozłoży się na kilkadziesiąt lub nawet kilkaset rat, różnica będzie prawie niezauważalna. Jest tylko jedno ograniczenie - w ten sposób nie możesz dopożyczać małych kwot, trzeba od razu wziąć 10, 20 lub 30 tys. zł.

Kredyt konsolidacyjny. Jeśli masz na koncie kilka wcześniej zaciągniętych szybkich kredytów i kilka kart kredytowych z wykorzystanym limitem, pomyśl nad skupieniem tego zadłużenia w ramach jednego kredytu. Prawie wszystkie banki oferują tzw. kredyty konsolidacyjne, które pozwalają obniżyć ratę zadłużenia. Największe oszczędności osiągniesz, jeśli przy okazji konsolidacji dotychczasowych kredytów zaproponujesz bankowi zabezpieczenie w postaci nieruchomości (np. własnego mieszkania). Wtedy możesz liczyć na oprocentowanie blisko dwukrotnie niższe od tego, które dziś spłacasz.

To był już ostatni odcinek cyklu "Finanse w dobrym stylu". Kolejne poradniki o twoich pieniądzach już wkrótce w "Gazecie"!

Łukasz Mickiewicz, Nordea Bank

Kredyt czasami stwarza niesamowite możliwości. Wyobraźmy sobie młodych małżonków z 2-letnią córką, którzy wynajmują mieszkanie za 1500 złotych miesięcznie. Jeśli mogą je kupić na kredyt i przez 30 lat płacić za nie 1500 złotych miesięcznie raty kredytowej, to ich sytuacja w tym drugim przypadku jest o niebo lepsza. Nie dość, że będą mieli dużą satysfakcję z własnego "M", to jeszcze po spłacie kredytu ich majątek będzie większy o wartość mieszkania. Aby było to możliwe, wystarczy, że znajdą na tyle tani kredyt hipoteczny, żeby jego rata zrównała się z kosztem najmu. Przy kredytach hipotecznych jest to możliwe. Innym przykładem taniego, a wręcz darmowego kredytu są "raty zero procent". W tym przypadku odsetki od kredytu de facto płaci za nas sprzedawca. Z kolei, dużo drożej wyjdzie kupno na kredyt gotówkowy czy ostatnio popularne medialnie "chwilówki". Można więc ustalić ogólną zasadę, że warto brać tanie kredyty i unikać drogich. Jednak decyzje o przyspieszonym zakupie są kwestią bardzo indywidualną. Na koniec i tak wszystko sprowadza się do decyzji, czy chcemy coś mieć już lub czy możemy na to jeszcze poczekać.

Daniel Szewieczek, ING Bank Śląski

Kiedy przychodzi taka chwila, że decydujemy: tak, chcemy to mieć, wiemy już, co chcemy kupić, to pomysł, jak ten zakup sfinansować, jest kolejnym etapem. Często na etapie decyzji o zgromadzeniu pieniędzy na nasz wymarzony zakup zatrzymujemy się, bo nie mamy pieniędzy teraz, bo są ważniejsze wydatki, a szkoda - bo przemyślenie sposobu zgromadzenia pieniędzy może być bardzo konstruktywne. Pierwsze pytanie: kiedy chcemy dokonać zakupu? Czy już teraz, jak najszybciej, czy zakup może poczekać. Jeżeli podejmujemy decyzję pod wpływem chwili, impulsu, a nie mamy odpowiednich oszczędności, możemy zdecydować się na kredyt lub pożyczkę albo zakup na raty, jednak zobowiązanie do przyszłych spłat i koszt kredytu skłaniają nas do myślenia: może tego tak naprawdę nie potrzebujemy, nie stać nas na to. Jest jednak druga opcja - zaoszczędzimy pieniądze i kupimy, mało, że nie zapłacimy odsetek, to jeszcze je dostaniemy. Odłożenie pewnej kwoty nie jest takie trudne, bo przecież co miesiąc wydajemy pieniądze na rzeczy, których nie potrzebujemy, a wydajemy, bo się przyzwyczailiśmy. Wtedy dokonujemy krótkiej kalkulacji - ile musimy odkładać, żeby uzbierać na planowany zakup. Jeżeli już mamy trochę odłożonych pieniędzy, to zakładając lokatę na sześć miesięcy od 1000 zł, otrzymamy 19 zł odsetek przy oprocentowaniu 3,75 proc. Jednocześnie zmotywujemy się i będziemy odkładali na koncie oszczędnościowym po 300 zł co miesiąc, przy oprocentowaniu konta oszczędnościowego 4,5 proc. po pół roku będziemy już mieli 1824 zł razem z odsetkami. Czy damy radę tyle odkładać - tak, bo to umowa z samym sobą - traktujemy siebie poważnie i damy radę. Łącznie będziemy mieli już 2843 zł i możemy kupować, a dodatkowo cieszymy się, że zaczęliśmy myśleć, na co wydajemy pieniądze, i okazało się, że mamy ich więcej, niż się spodziewaliśmy - jesteśmy zatem systematyczni i wytrwali.

Więcej o: