Cena nowej rekomendacji KNF - trzy metry mieszkania mniej

Od nowego roku wchodzi w życie uzupełniona o nowe wytyczne rekomendacja S. Banki i pośrednicy alarmują, że wielu ludzi nie dostanie przez nią kredytu. KNF odbija piłeczkę. - Kredytów nie dostaną tylko ci, którym banki nie powinny ich udzielić - przekonują Paweł Sawicki i Maciej Brzozowski, dyrektorzy w KNF, którzy napisali nową rekomendację.
Rozmowa z twórcami rekomendacji Pawłem Sawickim i Maciejem Brzozowskim, dyrektorami w KNF

Mamy rekomendację S, która każe bankom ostrożnie udzielać kredytów walutowych. Mamy rekomendację T, która mówi, że raty kredytowe nie mogą być wyższe niż połowa zarobków. Za kilka miesięcy w życie wchodzą kolejne ograniczenia. Tamte nie wystarczą?

Paweł Sawicki: Trwa światowy kryzys. Wprowadzamy nowe regulacje, by ustrzec banki przed nadmiernym ryzykiem. Widzimy, że nie wszystkie banki stosują się do już obowiązujących zaleceń. Powodem wprowadzenia kolejnych jest nieostrożne zarządzanie ryzykiem kredytowym, a więc sytuacja, kiedy banki udzielają kredytów osobom, które mogą nie być w stanie ich spłacić. Były sygnały, że banki wracają do rozwiązań złych z punktu widzenia ryzyka kredytowego.

Na przykład jakich?

Maciej Brzozowski: Od kilku lat intensywnie rośnie popyt na kredyty. To cieszy bankowców, ale również wzmaga czujność nadzorców. Dostajemy sporo sygnałów, że banki udzielają kredytów zbyt lekką ręką, przez co wpychają niektóre osoby w sferę ubóstwa, bo ci nie radzą sobie ze spłatą. Nie chcemy ograniczać na siłę sprzedaży kredytów. Poprzez kolejne rekomendacje apelujemy do banków: badajcie rzetelnie zdolność kredytową i solidnie oceniajcie, czy wasi klienci będą w stanie spłacić kredyt.

Od nowego roku bank będzie musiał sprawdzić, czy klient byłby w stanie spłacić kredyt hipoteczny w 25 lat. Jeśli nie, to kredytu nie dostanie. Dlaczego akurat 25 lat?

M.B.: W naszej ocenie to rozsądna granica, do której można planować spłatę kredytu. Tymczasem niektóre banki zaczęły liczyć zdolność kredytową na 40, a nawet 50 lat po to tylko, by klientom maksymalnie obniżyć ratę. Przyjęcie 25-letniego okresu do zbadania zdolności kredytowej sprawi, że kredytobiorcy nie będą zaciągać kredytów o wartości przerastającej ich możliwości finansowe. Jeżeli kredytobiorca zda ten test, bank będzie mógł rozłożyć mu spłatę na dłuższy okres.

W ocenie zdolności kredytowej banki będą musiały uwzględnić wiek emerytalny, jeśli nakładać się będzie ze spłatą kredytu.

M.B.: Wiadomo, że po przejściu na emeryturę dochody gwałtownie spadają, raty nie. My mówimy bankom, żeby spadek dochodów uwzględniły w harmonogramie spłat kredytu. Chcemy zapobiec sytuacjom, kiedy emeryt nagle nie będzie miał z czego spłacać rat.

Trzecia istotna zmiana w rekomendacji S - raty wszystkich kredytów, wśród których jest też rata kredytu walutowego, nie będą mogły przekroczyć 42 proc. pensji na rękę. Dzisiaj ten próg wynosi 50 lub 65 proc. dla lepiej zarabiających. Kredyty walutowe należą teraz do najlepiej spłacanych. Po co więc to zaostrzenie?

M.B.: Zrobiliśmy wiele symulacji. Braliśmy pod uwagę kurs walutowy, wzrost gospodarczy, dochody kredytobiorców. Na podstawie danych historycznych sprawdzaliśmy, jak w przyszłości spłacany byłby przykładowy kredyt. Wyszło nam, że właśnie ten poziom jest bezpieczny. Przeznaczając na spłatę rat nie więcej niż 42 proc. miesięcznej pensji, tworzymy bezpieczny bufor głównie na wypadek osłabienia się złotego.

KNF zamierzała wprowadzić jeszcze jedno ograniczenie. Kredyty walutowe w portfelach banków nie mogły przekraczać 50 proc. Bank, który miałby ich więcej, musiałby automatycznie wstrzymać ich udzielanie. Co stało się z tym przepisem?

P.S.: Zrezygnowaliśmy z niego. W jego miejsce pojawił się wspomniany przepis, czyli 42-proc. relacja raty kredytu walutowego do dochodu. Jeżeli jakiś bank będzie chciał specjalizować się w udzielaniu kredytów walutowych, to formalnie tego nie zakazujemy.

Banki i pośrednicy kredytowi przekonują, że kolejne regulacje nie są potrzebne. Alarmują, że wiele gospodarstw domowych nie dostanie przez to kredytu.

M.B.: Żeby pokazać skutki nowej rekomendacji, przeprowadziliśmy symulacje. Zaostrzenie sposobu badania zdolności kredytowej może przełożyć się na zakup mieszkania średnio o 3 m kw. mniejszego niż dzisiaj, przy założeniu, że pozostałe parametry, np. ceny mieszkań, marże deweloperów, nie uległyby zmianie.

P.S.: Mówiąc o skutkach nowych regulacji, nie zapominajmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Banki przyjmują depozyty i zamieniają je na kredyty. Problem pojawia się wówczas, gdy kredytobiorca nie może lub nie chce spłacić kredytu. W takim przypadku lukę trzeba zasypać kapitałem własnym banku, ale jeżeli również i tego kapitału brakuje, bank staje przed widmem upadłości. Regulacje mają temu zapobiegać.

Poprawiona rekomendacja S na pewno zamknie drzwi do kredytów pewnej grupie, która dzisiaj kredyt by dostała.

P.S.: Po wejściu w życie nowej rekomendacji S kredytów nie dostaną tylko ci, którym banki nie powinny ich udzielić.