Wyciśnij z konta jak najwięcej

Konto osobiste możesz mieć za darmo. Pod warunkiem że wykorzystasz wszystkie możliwości, by wycisnąć z niego jak najwięcej. Najpopularniejsze sposoby to konta oszczędnościowe i rachunki bilansujące
Samo posiadanie konta kosztuje cię przynajmniej kilkadziesiąt złotych rocznie (wliczając tylko abonament, a przecież są jeszcze prowizje za uruchomienie linii kredytu odnawialnego, wydanie karty czy opłaty za przelewy). Ale jest kilka sposobów, by te obciążenia zminimalizować. Jeśli wyciśniesz siódme poty ze swoich oszczędności, tkwiących przynajmniej od czasu do czasu na koncie, na odsetkach odrobisz przynajmniej część poniesionych kosztów.

Wystarczy założyć związane z kontem osobistym tzw. konto oszczędnościowe. Ma je w ofercie coraz więcej banków. Takie konta mają to do siebie, że są oprocentowane tak samo wysoko jak lokaty, ale pieniądze można z nich wypłacać dużo łatwiej. Prawie każdy bank oferujący konto oszczędnościowe pozawala przynajmniej raz w miesiącu bez prowizji pobrać z niego pieniądze. A są i banki, w których można wpłacać i wypłacać pieniądze bez żadnych ograniczeń!

Na konto oszczędnościowe warto przerzucać każdą większą gotówkę, która wpłynie na konto. Nawet wtedy, gdy będziesz jej za tydzień lub dwa potrzebował, np. po to, żeby zapłacić comiesięczne rachunki. Różnica w oprocentowaniu pieniędzy jest znaczna - większość ROR-ów ma oprocentowanie rzędu ułamków proc., a na kontach oszczędnościowych można zarobić 3-4,5 proc.

Policzmy - jeśli w każdym miesiącu przez dwa tygodnie będziesz przechowywał na koncie oszczędnościowym oprocentowanym na 4 proc. np. 1000 zł, to rocznie na odsetkach zarobisz 20 zł. Nie są to kokosy, ale z drugiej strony... w niektórych bankach to tyle, ile kosztuje prowadzenie konta przez cztery miesiące lub pół roku. Przy wyższych kwotach oszczędności stają się jeszcze wyższe, np. przechowując na takim rachunku średnio 3000 zł przez dwa tygodnie w każdym miesiącu, zarobimy już 60 zł. To tyle, ile roczna prowizja za prowadzenie konta w niektórych bankach. ROR może też służyć do zmniejszania rat spłacanych kredytów. Jeśli masz kredyt hipoteczny i zarazem wysokie wpływy na konto, nawet te nieregularne - załóż związany z ROR-em rachunek bilansujący.

Cóż to takiego? To rachunek podobny do odnawialnej linii kredytowej. Mechanizm jest następujący: gdy pieniądze wpływają na ROR, są na nim tylko jeden dzień. Następnego na koncie zostaje jedynie kwota odpowiadająca minimum wysokości raty kredytu. Nadwyżka zaś leżakuje na koncie bilansującym i pomniejsza wartość zaciągniętego kredytu. Jeśli np. kredyt wynosi 300 tys. zł, a na koncie bilansującym jest 30 tys. zł, to odsetki kredytu płacimy tylko od kwoty 270 tys. zł.

A jeśli potrzebujemy większej gotówki? Np. minimum pozostawiane na koncie wynosi 2 tys. zł, a chcemy w ciągu dnia wydać 3 tys. zł? Wtedy wystarczy wydać dyspozycję przelewu z rachunku bilansującego (choćby przez internet). Pieniądze natychmiast będą dostępne na ROR. Jeśli ich nie wydamy - grzecznie wrócą one następnego dnia na konto bilansujące.

Z zablokowanych na koncie bilansującym pieniędzy można skorzystać w dowolnej chwili, dzięki czemu taki rachunek to wygodny "kredyt na żądanie", bez żadnych wniosków, opłat, oczekiwania na uruchomienie, weksli, ubezpieczenia itd.

Jest jeszcze jedna zaleta. Przerzucanie pieniędzy na rachunek bilansujący sprowadza go pod względem podatkowym do atrakcyjnej lokaty. Zakładając klasyczną lokatę, nie unikniemy 19-proc. podatku Belki. Jeśli te same pieniądze trafią na rachunek bilansujący, zyskiem klienta są tak naprawdę niższe odsetki kredytu i zmniejszenie jego raty. To coś jakby odwrócona lokata. I nie ma tu mowy o płaceniu podatku.