Tanie konto dla żaka

Banki zabiegają o względy żaków, bo wiedzą, że jeśli dziś wychowają sobie lojalnego klienta, w przyszłości dobrze na nim zarobią. W którym banku warto więc założyć studenckie konto? Gdzie najłatwiej o debet? Kiedy możesz się starać o kartę kredytową? Oto nasz poradnik
Jesteś studentem? Bank już widzi w tobie żyłę złota, choć w kieszeni na razie pewnie masz niewiele grosza. Ale bankowcy doskonale wiedzą, że to się zmieni - gdy skończysz studia i zdobędziesz pracę, staniesz się cennym klientem. Dlatego banki z reguły mają dla studentów preferencyjne warunki korzystania z kont, kart i pożyczek.

Podstawa to oczywiście tanie i funkcjonalne konto osobiste - z możliwością sprawdzania salda i zlecania przelewów przez telefon i internet, dużą liczbą darmowych bankomatów. Do tego przydałyby się możliwość zaciągania taniego debetu, karta kredytowa z przyzwoitym limitem wydatków oraz możliwość zaciągnięcia kredytu na studia. Któremu bankowi najbliżej do tego ideału?

1. Nie płać za prowadzenie konta

Zaczynamy od przeglądu najlepszych kont osobistych dla studentów. Jeśli dobrze trafisz, w ogóle nie będziesz za nie płacił. Bankowcy doskonale wiedzą, że jak już uda im się pozyskać stałego klienta, to zarobią na oferowaniu mu dodatkowych usług, np. kart czy kredytów. Na prowizję za prowadzenie konta w tej sytuacji często machają już ręką.

Na bezpłatne konto możesz liczyć w mBanku, Inteligo, Toyota Banku, BPH, BZ WBK, Dominet Banku, ING, Lukas Banku, Nordea Banku i Millennium. W pozostałych bankach miesięczna opłata waha się od 1 do 4 zł. Za prowadzenie "dorosłego" konta trzeba płacić od 5,5 zł nawet do kilkunastu złotych miesięcznie.

Jeśli w oko wpadnie ci bank z darmowym kontem, koniecznie sprawdź, czy za zachętą w postaci "zero prowizji" nie kryje się jakaś pułapka. W BPH konto jest darmowe, ale tylko pod warunkiem, że konto w banku mają już rodzice studenta. W Inteligo konto jest darmowe, dopóki nie jest puste - średnie saldo na rachunku musi wynosić co najmniej 100 zł, inaczej trzeba zapłacić 4,99 zł za jego prowadzenie.

Bywa i odwrotnie. W Pekao SA, gdzie konta studenckie są generalnie drogie, (aż 4 zł miesięcznie), rozdają prezenty prymusom. Jeśli pochwalisz się średnią ocen w indeksie powyżej 4,2, bank machnie ręką na opłatę za konto i poprowadzi je gratis.

Zdarzają się i inne bonusy. Posiadacze kont studenckich w Lukas Banku dostają od 5 do 15 proc. rabatu na doładowywanie za pośrednictwem konta osobistego telefonów komórkowych typu pre-paid.

2. Weź darmowy dostęp przez internet

Koniecznie zadbaj o to, żeby twoje konto oferowało dostęp do pieniędzy przez internet (chyba że konto ma służyć tylko do wypłacania z bankomatu pieniędzy przysłanych przez rodziców). Zlecanie przelewów w oddziałach banków jest horrendalnie drogie i nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej dla studentów - za każdy przelew złożony osobiście bank bez litości pobierze aż od 2 do 5 zł.

Prawie wszystkie banki dają dostęp do pieniędzy przez internet i SMS-y w cenie konta. Dodatkowo każą sobie za to płacić tylko w PKO BP i BGŻ (oba złotówkę miesięcznie), a w BZ WBK i Lukasie trzeba zapłacić jeszcze kaucję za token (urządzenie generujące jednorazowe hasła potrzebne przy logowaniu).

Przelewy są albo całkiem za darmo (np. te zlecane przez internet w Multibanku, Lukasie, ING oraz w BPH), albo kosztują kilkadziesiąt groszy, góra złotówkę.

3. Włóż plastik do kieszeni

W każdym banku dostaniesz do konta również kartę debetową - do płatności w sklepach i wyjmowania pieniędzy z bankomatów. Ale uwaga! Niekiedy trzeba za nią dodatkowo zapłacić! Na przykład w Kredyt Banku karta kosztuje dodatkowo złotówkę miesięcznie, w BPH - co najmniej 2 zł miesięcznie, w PKO BP - 10 zł rocznie, a w Millennium - 15 zł rocznie.

Kilka innych banków też pobiera opłaty, ale uzależnia ją od tego, czy będziesz aktywnie używał plastikowych pieniędzy. Tak jest w BZ WBK, w którym 15-złotowa prowizja jest zwracana, jeśli przynajmniej kilka razy zapłacisz kartą w sklepie. Tak samo jest w Multibanku oraz w ING (tu zwracają złotówkę miesięcznej opłaty za kartę). Uwaga! Zwykle banki nie biorą pod uwagę wypłat z bankomatu, a tylko płatności kartą w sklepie!

Banki, w których karta jest w stu procentach darmowa - nie trzeba płacić ani za jej wydanie, ani za użytkowanie, ani spełniać żadnych warunków - są nieliczne. Taką zawsze darmową kartę ma np. mBank.

4. Poszukaj darmowych bankomatów

Co z tego, że będziesz miał darmową lub przynajmniej bardzo tanią kartę, jeśli nie będziesz mógł z niej skorzystać w darmowym bankomacie? Podejmowanie gotówki w urządzeniach z prowizją jest bardzo drogie, a banki nie stosują tu żadnych zniżek studenckich. Za każdą wypłatę - nawet 30 czy 50 zł - zapłacisz nawet do 5 zł prowizji.

Wybierając bank, zwróć więc baczną uwagę na to, ile darmowych bankomatów zainstalował w twojej okolicy. Niektóre banki, np. BZ WBK, celowo umieszczają swoje urządzenia jak najbliżej uczelni, licząc, że przyciągnie to studenta do założenia konta właśnie w tym banku.

Niektóre banki (np. mBank, Nordea czy Multibank) nie mają własnych bankomatów i polegają na maszynach niezależnych sieci, takich jak np. Euronet. Ale nie zawsze można z nich korzystać bez żadnych limitów. Na przykład w Nordei w każdym miesiącu gratisowe są tylko dwie pierwsze wypłaty z bankomatów Euronetu.

Ciekawą ofertę dla studentów mieszkających lub studiujących poza głównymi kampusami ma BGŻ. Bodaj jako jedyny oferuje ponad 1,5 tys. bezpłatnych bankomatów w mniejszych miejscowościach (własne, Kredyt Banku oraz banków spółdzielczych zrzeszonych m.in. w Mazowieckim Banku Regionalnym oraz w Banku Polskiej Spółdzielczości).

Wybierając bank, zapytaj, ile zapłacisz za wypłatę gotówki z obcego bankomatu, bo czasami możesz nie mieć innego wyjścia. Lepiej, jeśli bank pobiera stałą kilkuzłotową opłatę, gorzej, jeśli odejmie aż kilka procent od wypłacanej kwoty. Wówczas prowizja może sięgnąć nawet kilkunastu złotych!

Warto też wiedzieć, jakie nominały banknotów bank umieszcza w swoich bankomatach. Niektóre banki ze względów oszczędnościowych wkładają do bankomatów tylko najwyższe nominały: 50, 100 i 200 zł. Tak jest od dawna w bankomatach sieci Euronet. A przecież pod koniec miesiąca, gdy liczy się każdy grosz, warto mieć możliwość pobrania z bankomatu nawet drobnej kwoty, np. 10 czy 20 zł. Owszem, pieniądze zawsze można wypłacić w oddziale, ale to zwykle kosztuje 3-4 zł dodatkowej prowizji.

5. Sprawdź, czy bank da ci debet

Za darmo - i bez podpisywania dodatkowych umów - można mieć w kilku bankach jedynie niewielki debet do 300 zł. Mają je w ofercie m.in. PKO BP oraz Pekao.

Większość banków udostępnia studentom - tak samo jak "dorosłym" klientom - możliwość zejścia pod kreskę w ramach dołączonego do konta kredytu odnawialnego. Oczywiście ów limit jest ściśle związany z comiesięcznymi wpływami na konto i rzadko przekracza 1-2 tys. zł, ale jeszcze kilka lat temu student mógłby o takim udogodnieniu tylko pomarzyć.

Bodaj najtańszy kredyt odnawialny - oprocentowany tylko na 8,8 proc. rocznie - oferuje studentom Kredyt Bank. Niestety, za samo jego uruchomienie trzeba zapłacić minimum 50 zł. Od października najtańszy na rynku debet - oprocentowany na 8,5 proc. rocznie - będzie miał BGŻ.

Prowizje za udostępnienie kredytu odnawialnego pobierają też inne banki. Na przykład w ING trzeba się liczyć z opłatą w wysokości aż 1,8 proc. jego wartości, ale nie mniej niż 68 zł. Stosunkowo tani jest kredyt odnawialny w Nordei - tu prowizja przy uruchomieniu wynosi tylko 0,5 proc. (co najmniej 20 zł).

6. Poproś o tanią kartę kredytową

Coraz więcej banków oferuje studentom bardziej zaawansowany sposób na finansowanie bieżących potrzeb - karty kredytowe. Zwykle są to tzw. karty płaskie, charakteryzujące się stosunkowo niskim limitem oraz koniecznością każdorazowego potwierdzania transakcji przez bank, ale dają możliwość robienia zakupów na koszt banku i kilkadziesiąt dni darmowego kredytu.

Wydanie karty kredytowej kosztuje zwykle ok. 20-25 zł, choć niektóre banki - np. BPH czy PKO BP - anulują tę opłatę studentom, którzy będą często płacić swoją kartą w sklepie (np. w PKO BP trzeba co miesiąc "wyrobić" swoją kartą 500 zł zakupów). Większość banków wymaga, by student miał jednocześnie u nich konto osobiste, na które regularnie wpływają pieniądze, choćby niewielkie - w niektórych bankach wystarczy 200-300 zł, ale średnio trzeba co miesiąc mieć wpływy rzędu 400 zł.

7. Ucz się pilnie, pożyczysz więcej

Bywa, że bankowcy stawiają żakom starającym się o kartę kredytową dodatkowe warunki. Na przykład w Banku Pekao SA na kartę kredytową Visa Regata o limicie wydatków do 2,5 tys. zł może liczyć tylko student mający średnią co najmniej 3,5. Konieczne są też stałe dochody, ale tu bank nie jest tak pryncypialny - wystarczy tylko 200 zł miesięcznych wpływów, podczas gdy "zwykły" klient, by marzyć o takiej samej karcie, musi zarabiać co najmniej 500-600 zł na rękę.

Podobnie jest w banku BPH. Tu możesz liczyć na Bursztynową Kartę Kredytową bez dokumentowania dochodów, ale pod dwoma warunkami - że jednocześnie "wykupisz" w banku konto osobiste, a w poprzednim semestrze miałeś średnią przynajmniej 3,5. Jeśli nie jesteś prymusem, bank co prawda przyzna ci kartę, ale dopiero po trzech miesiącach posiadania konta osobistego i regularnych wpływów.

W Multibanku też warto mieć wysoką średnią, bowiem bank uzależnia od niej wysokość prowizji pobieranej za wydanie karty. Im lepsze oceny, tym "plastik" jest tańszy, a przy średniej przynajmniej 4,5 - nawet darmowy. Z kolei w mBanku od średniej ocen (a także kierunku studiów, przyznanych stypendiów itp.) zależy limit wydatków związany z kartą - może on wynieść od 800 zł do 1500 zł.

W czterech bankach - mBanku, Lukas Banku, Millennium oraz BZ WBK - możesz otrzymać kartę Euro<26, która poza tym, że jest zwykłą "kredytówką", daje też ponad 5 tys. zniżek w Polsce i ponad 100 tys. za granicą oraz ubezpieczenie. W zależności od opcji kosztuje od 50 do 75 zł (takie opłaty obowiązują np. w mBanku). Ale za to, by ją dostać, nie trzeba dokumentować dochodów, a maksymalny limit wydatków to 1500 zł.

Więcej informacji o kartach kredytowych - www.gazeta.pl/pieniadze.

8. Nie ma to jak kredyt studencki

Żadna komercyjna oferta bankowa nie przebije preferencyjnego kredytu studenckiego, dzięki któremu można pożyczyć pieniądze na studia, płacąc jedynie ok. 2,5 proc. rocznie odsetek! To pięć-sześć razy mniej, niż wynosi oprocentowanie zwykłych kredytów oferowanych przez banki. Resztę dopłaca państwo za pośrednictwem specjalnego funduszu.

Co ważniejsze, taki preferencyjny kredyt możesz zacząć spłacać dopiero dwa lata po ukończeniu studiów, zaś okres spłaty może być nawet dwukrotnie dłuższy niż czas, w którym pobierałeś pieniądze. Jeśli np. korzystałeś z kredytu przez cztery semestry, to możesz go spłacać przez cztery lata i co miesiąc będziesz oddawać bankowi ratę o połowę mniejszą niż ta, którą pobierałeś w czasie studiów.

Warto się starać o taki kredyt, bo to złoty interes. W tym roku można dostać maksymalnie 600 zł miesięcznie. Niestety, nie ma żadnej gwarancji, że się na niego załapiesz. Wniosków corocznie jest znacznie więcej niż pieniędzy, a pierwszeństwo mają studenci o najniższych dochodach (w przeliczeniu na osobę w rodzinie). Żeby zwiększyć swoje szanse, lepiej złóż wniosek w kilku bankach.

O preferencyjny kredyt możesz się ubiegać już na pierwszym roku studiów niezależnie od tego, czy kształcisz się na studiach zawodowych, magisterskich, czy doktoranckich, i bez względu na to, czy są to studia dzienne, wieczorowe, czy zaoczne. Warunek - w momencie rozpoczynania studiów nie możesz mieć więcej niż 25 lat. Pieniądze z kredytu możesz przeznaczyć na dowolny cel. Prawo mówi, że powinien on być związany z edukacją (np. zakup podręczników czy wynajem stancji), ale banki nie mają możliwości, by sprawdzić, na co przeznaczyłeś pieniądze.

Wniosek możesz złożyć do połowy listopada w jednym z siedmiu banków: PKO BP, Kredyt Banku, BGŻ, Pekao SA, BZ WBK, Banku Polskiej Spółdzielczości i Gospodarczym Bank Wielkopolskim, które za obsługę pobierają niewielką prowizję przygotowawczą. Jeśli dostaniesz pieniądze, to co semestr będziesz musiał zgłaszać się do banku i przedstawiać zaświadczenie, że zaliczyłeś kolejny semestr. A jeśli znajdziesz się w grupie 5 proc. najlepszych absolwentów swej uczelni, nie spłacisz co piątej złotówki od zaciągniętego kredytu.

Składając w banku wniosek o preferencyjny kredyt, musisz do niego dołączyć sporo dokumentów: zaświadczenie z uczelni potwierdzające, że jesteś studentem i zaliczyłeś ostatni semestr studiów, zaświadczenie o dochodach z urzędu skarbowego (dotyczące ciebie i twojej rodziny), a jeśli pracujesz - również zaświadczenie o dochodach z twojej firmy. Bank może też sobie zażyczyć, abyś przyprowadził poręczyciela i podpisał weksel.