Scenariusz, wielkie marzenia i znikające prywatne fundusze

We wrześniu ubiegłego roku, gdy Sanjay Sanghoee postanowił nakręcić w Hollywood film na podstawie swojej własnej książki, ten początkujący filmowiec wytypował swoich inwestorów.
Powieść, zatytułowana "Merger", będąca korporacyjnym thrillerem ze szpiegowskim zwrotem o międzynarodowym zasięgu, została wydana bez rozgłosu w 2005 roku. Sanghoee wymarzył sobie wersję filmową w typie indie, wartą 5-7 mln dolarów, adresowaną do szerszej publiczności, być może atrakcyjną dla gwiazdy pokroju Jake'a Gyllenhaala.

Wyższa poprzeczka

Jednak tak wiele funduszy hedgingowych i osób prywatnych inwestujących w akcje zwykłe chciało utopić pieniądze w tym projekcie, że Sanghoee, sam będąc pracownikiem jednego z nowojorskich funduszy hedgingowych, przesunął poprzeczkę wyżej. Wkrótce budżet potroił się, osiągając wysokość 15 mln. W październiku Sanghoee zrezygnował z wyjazdu do Dubaju, gdzie miał pozyskiwać fundusze. - Teraz już tego nie potrzebujemy - powiedział w wywiadzie przeprowadzonym w tamtym okresie.

Jednak działo się to przed zamętem hipotecznym na Wall Street, przed pogorszeniem sytuacji na rynku kredytów i przed skwaśnieniem gospodarki - oraz przed paradą kiepskich wyników kasowych filmów finansowanych przez inwestorów. Strugi prywatnych pieniędzy płynących do Hollywood zmieniły się w małą strużkę. Teraz Sanghoee płucze piasek w poszukiwaniu złota w zupełnie innym strumieniu.

Inwestorzy zainteresowani "Mergerem" albo dali po hamulcach, albo zniknęli. Fundusz z Atlanty, rozważający inwestycję w wysokości 7,5 mln dolarów, zmniejszył oferowaną kwotę do 3 mln. Warta 5 mld dolarów grupa funduszy hedgingowych, która miała zająć się obsługą finansową długu, w chwili obecnej ma inne priorytety, a dokładnie likwidację 80 proc. swojego portfela.

- Sprawy trochę się skomplikowały, w dodatku całkiem niespodziewanie - powiedział Sanghoee.

Każdy mógł robić filmy

Sanghoee znalazł się w potrzasku: w niepewnej sytuacji gospodarczej oraz pośród zdenerwowanych pożyczkodawców, podobnie jak inni początkujący filmowcy, ponieważ zdobycie prywatnych pieniędzy stało się trudniejsze.

Ousiderzy marzący o życiu w świetle filmowych reflektorów zawsze mieszkali w stolicy kina. Jednakże w ciągu dwóch ubiegłych lat, gdy w produkcję filmową wpompowano około 12 mld prywatnych dolarów, ziszczenie tego marzenia stało się łatwiejsze. Każdy mający odrobinę determinacji i paru znajomych mógł zdobyć tak zwaną łatwą kasę i wywiesić tabliczkę z napisem "film".

Kurek nie został całkowicie zakręcony. Chociaż nie wiadomo dokładnie, ile prywatnych funduszy istnieje obecnie w Hollywood - są przecież prywatne - niezależni producenci z umowami dystrybucyjnymi nadal uzyskują finansowanie, chociaż z trudnością. Wydaje się, niestety, że doskonała passa dla początkujących producentów, takich jak Sanghoee, zakończyła się.

Jednakże marzenia w Hollywood trudno wykończyć. Sanghoee, łysiejący 35-latek ze srebrnym sygnetem i w okularach Versace, pilnie zamieni biuro w Midtown na dom z basenem. Zamiast się poddać, restrukturyzuje swój plan finansowy i zmienia zestaw narzędzi do promowania swego pomysłu wśród inwestorów. Od samego początku wiedział, jaką nazwę nada swojej firmie producenckiej: "Relentless Pictures", czyli "Nieustępliwe Filmy". Logo? Mężczyzna pchający pod górę wielki głaz.

Znaleźć inwestorów

W 2005, gdy oddział wydawnictwa Macmillan opublikował "Merger", Sanghoee stanął przed wyborem: sprzedać prawa do filmu jakiemuś producentowi czy nakręcić film samemu?

Znalezienie własnych inwestorów nie wydawało się naciąganym pomysłem.

Nie posiadając żadnego doświadczenia zdołał wydać książkę, która zdobyła przychylne recenzje. ("Przepych, krew i jeszcze więcej", napisano w Barron's.) Co więcej, zauważył, że w napływie outsiderów do Hollywood było coś z ducha czasu: nawet w "Rodzinie Soprano" dwie postacie szukały inwestorów, aby wyprodukować krwawy horror w oparciu o własne mafijne doświadczenia.

"Co ma Tony Soprano czego nie mam ja?" zapytał niedawno Sanghoee, próbując (bezskutecznie ) zamienić hinduski akcent na akcent z New Jersey.

Podobnie jak wielu innych pracowników korporacji, Sanghoee był nieco znudzony. Wyjechał z Indii w 1991, aby studiował na Columbia, gdzie zdobył licencjat z inżynierii komputerowej, oraz magisterium z zarządzania. W trakcie kolejnej dekady pracował na różnych stanowiskach na Wall Street.

W 2005 roku Sanghoee pracował w Ramius, wartym 11,5 mln dolarów funduszu hedgingowym na Manhattanie. Dojeżdżał z mieszkania na Upper East Side do biura w Midtown, gdzie inwestował pieniądze funduszu w alternatywne źródła energii, radiostacje i ubezpieczenia. Wieczorami i w weekendy pracował nad książką i specjalistycznymi scenariuszami odcinków serialu "Law and Order". Żadnych nie nakręcono.

- Sława i fortuna - mówi Sanghoee - były rzeczami o których nie mogłem przestać rozmyślać.

Co więcej, siedział w pierwszym rzędzie, gdy fundusze hedgingowe zaczęły postrzegać Hollywood jako parking dla pieniędzy. W 2006 Ramius postanowił rozpocząć ocenę umów na finansowanie filmów, chcąc wejść w inwestowanie w filmy, a Sanghoee został wybrany na szefa tego projektu. Poleciał do Los Angeles na spotkanie z kierownictwem William Morris Agency oraz Brillstein Entertainment, firm zarządzających i producenckich.

Historia do sprzedania

Sanghoee wylądował w samym środku boomu. Ponad 12 mld dolarów było w trakcie przepływu do 150 filmów, zgodnie z szacunkami branżowymi. Fundusze hedgingowe, opływające w forsę, chętnie wypisywały czeki. W restauracji Spago fraza "Zbieram kapitał" zastąpiła frazę "Nie wiesz kim jestem?".

Ramius w końcu zdecydował się wyjąć palec z wody, oceniając ryzyko jako zbyt wysokie, ale Sanghoee doznał olśnienia. Z powieścią pod pachą i Rolodexem pełnym wizytówek z funduszy i Hollywood postanowił sam zrobić film.

- Nie miałem pojęcia, w co się pakuję - powiedział.

W połowie 2007 roku zaczął dzwonić do ludzi. (Twierdził, że otrzymał od szefów zgodę na zajmowanie się filmem.) Jednym z rozmówców był Jai Khanna, kierownik w Brillstein Entertainment, który wcześniej przeczytał "Merger" i zareagował przychylnie. Brillstein na swoim koncie ma między innymi udział w produkcji "Scary Movie 2"("Straszny Film 2") oraz serial telewizyjny "Just Shoot Me".

- Historia wydała mi się naprawdę możliwa do sprzedania - powiedział Khanna. Skontaktował Sanghoee ze świeżo upieczonym scenarzystą Neerajem Chaudhurym, i razem napisali scenariusz.

Scenariusz

"Merger" to historia hinduskiego korporacyjnego tytana, który rozpoczyna wrogie przejęcie firmy satelitarnej transmitującej informacje z CIA. Nowojorski bankier inwestycyjny pracujący nad transakcją czuje, co się święci, i zwraca się po pomoc do byłej dziewczyny, bezczelnej reporterki prasowej. Okazuje się jednak, że tytan jest w posiadaniu zdjęć przedstawiających właściciela - operatora firmy satelitarnej uprawiającego seks z młodymi chłopcami.

Gdy bankier i reporterka pracują pośpiesznie, aby ujawnić spisek, unikając przy tym śmierci z rąk płatnych zabójców, na jaw wychodzi jeszcze większe zagrożenie. Hinduski biznesmen planuje sprzedać sekrety CIA arabskim terrorystom.

Ze scenariuszem w ręku, Sanghoee zaczął rozmowy z funduszami hedgingowymi. Do typowego lansu doszło 3 listopada, podczas rozmowy telefonicznej z szefem prywatnej firmy inwestującej w akcje zwykłe, z siedzibą w stanie Connecticut. Na samym początku rozmowy szef oświadczył, że firma zamierza zainwestować 7 mln dolarów w filmy w ciągu nadchodzących 6 tygodni.

Sanghoee zaczął od rozmowy o swojej książce. Zgodnie z danymi z Nielsen BookScan, śledzącej blisko 75 proc. sprzedaży, "Merger" rozszedł się w ilości 2 tys. egzemplarzy; Sanghoee twierdzi, że raczej bliżej do 20 tys., wyjaśniając, że wiele egzemplarzy zostało sprzedanych przez hurtowników nieujętych przez te statystyki.

W poszukiwaniu "frajera"

"Filmy i książki teraz świetnie sprzedają siebie nawzajem", zaczynał Sanghoee, "dlatego sądzę, że "Merger" staje się dzięki temu jeszcze bardziej sensownym projektem. Wiemy, że książka sprzeda film."

"Fantastycznie", odpowiedział potencjalny inwestor, Alex, który zgodził się na udział reportera w rozmowie, pod warunkiem, że jego nazwisko nie zostanie ujawnione.

Rozmowa trwała około 40 minut i dotyczyła struktury ewentualnej umowy, oraz planu zaangażowania dużego studia do dystrybucji filmu. Jak związałby duże studio? "Mogę wziąć telefon i umówić się na takie spotkania, jakie chcą", Sanghoee zapewnił Alexa.

Sanghoee znalazł kolejnego "frajera", jak żartobliwie to określił, będąc na randce. Pewnego wieczoru, Sanghoee i jego towarzyszka natknęli się w barze na Petera Delahunta, handlującego akcjami przedsiębiorstw komunalnych, znajomego towarzyszki Sanghoee. Sanghoee, nigdy nie przepuszczający okazji do zareklamowania się, zaczął rozmowę o książce, a kilka tygodni później podarował nowemu znajomemu egzemplarz z autografem. Wkrótce Delahunt zobowiązał się dorzucić sześciocyfrową sumę na koszty rozwoju.

- Sądziłem, że warto zaryzykować, ponieważ historia obfituje w zwroty akcji - powiedział Delahunt w wywiadzie. Dodał, że zdał sobie sprawę, iż jego własne kontakty w Hollywood mogą pomóc przepchać projekt dalej. - Mój syn chodził do klasy z bratem Anne Hathaway - powiedział.

Brat Meryl Streep, Dana Streep, był kolejnym kontaktem. - Pracowałem z nim dawno temu - powiedział Delahunt. - On jeszcze tego nie wie, ale powinien spodziewać się telefonu ode mnie.

Winona Ryder reporterką

Pomimo dużego zainteresowania - pewien kanadyjski inwestor zaoferował wyłożenie całej sumy, czyli 15 mln dolarów, z pewnymi zastrzeżeniami - większość inwestorów była niechętna zawrzeć umowę przed zapoznaniem się z obsadą, nawet w tymczasowym składzie. Sanghoee rozważał zwrócenie się do Gyllenhaala, ale Brillstein sprzeciwił się temu pomysłowi.

"Każdy myśli, że to, co napisał, jest genialne", ocenił Brillsteina Khanna. "Jestem tu po to, aby powiedzieć Sanjayowi, że pewne rzeczy nigdy nie zostaną wykonane."

Z pomocą Khanny, Sanghoee zatrudnił dwóch dyrektorów obsady, którzy pracowali w filmach takich jak "The Good Shepherd" oraz "Coyote Ugly". Ci przygotowali listę, która wszystkim wydała się realistyczna. Do roli bankiera inwestycyjnego chcieli zaangażować aktorów takich jak Ryan Phillippe i Matthew Fox, zgodnie z biznesplanem jaki został sporządzony przy pomocy Brillsteina. Winona Ryder i Claire Danes miałyby zostać zaangażowane do roli reporterki.

Do głównej roli czarnego charakteru chciano zaangażować Amitabha Bachchana, gwiazdę Bollywood, dzięki czemu "Merger" wszedłby na rynki międzynarodowe, stanowiące coraz większe źródło dochodów filmów amerykańskich.

Hollywood to nie raj

Nawigowanie po Hollywood okazało się bardziej skomplikowane niż Sanghoee sądził na początku. - Brak snu i codzienna doza walenia głową w mur zaczęły mnie męczyć - powiedział w styczniu. - W mechanizmie tego biznesu jest sporo pasywnej agresywności. W gruncie rzeczy stare porzekadło, że w Hollywood nikt nigdy nie mówi "nie", jest szokująco prawdziwe.

Ożywił się trochę na wieść o powodzeniu w castingu. Aktorka Lara Flynn Boyle wyraziła ustnie zgodę - przez swojego menedżera - na zagranie drugoplanowej roli zmysłowej poplecznicy. "Możemy użyć jej nazwiska rozmawiając z inwestorami oraz agentami i menedżerami o harmonogramach ich klientów, szukając dalszej obsady", napisał w mailu Stephen Vincent, jeden z dyrektorów castingu.

Sanghoee namówił Harveya L. Pitta, byłego szefa Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, do pracy przy filmie w charakterze konsultanta. Pitt powiedział w wywiadzie, że poznał Sanghoee kilka lat wcześniej, kiedy pisarz zwrócił się do niego z prośbą o wskazówki niezbędne do jednego ze scenariuszy.

- W sumie historia jest całkiem niezła - powiedział Pitt. - Postać szefa Komisji nie jest szczególnie atrakcyjna, ale jak rozumiem, to licencja poetycka.

Fundusze hedgingowe oraz osoby prywatne inwestujące w akcje zaaprobowały to, co zobaczyły. Dwóch zawodowych koszykarzy (których nazwisk Sanghoee nie ujawnia), fundusz stojący za filmem z 2006 zatytułowanym "The Namesake" ("Imiennik"), oraz fundusz Connecticut rozpoczęli poważne rozmowy - tak utrzymuje Sanghoee. Southern Sky, fundusz z siedzibą w Atlancie, zgodził się wyłożyć 7,5 mln dolarów.

W kwietniu Southern Sky zaniepokoił się, powiedział Sanghoee. Panika na Wall Street wywołana upadkiem Bear Stearns spowodowała bezprecedensowe wkroczenie federalnych regulatorów na rynek. Gospodarka, jadąca już na oparach, doznała kolejnego wstrząsu po eskalacji cen ropy i gwałtownym spadku pewności wśród konsumentów.

Gdy złe wieści dotarły do rynku akcji, Sanghoee stanął przed kolejnym problemem. - Ludzie zaczęli pytać, czy to aby na pewno dobry moment na zrobienie filmu o Wall Street - mówi.

W międzyczasie, filmy takie jak "The Kingdom" ("Królestwo") oraz "The Other Boleyn Girl" ("Kochanice króla"), które powstały dzięki wsparciu inwestorów, nie odniosły znacznych sukcesów kasowych. Być może, koniec końców, Hollywood nie był strzałem w dziesiątkę.

Southern Sky nie wycofał pieniędzy, ale zaczął wywierać nacisk na Sanghoee, aby przygotować mniej ryzykowny plan, na przykład zaangażować doświadczonego reżysera zamiast samego siebie. Starając się ułagodzić finansistę, Sanghoee zaproponował zmniejszenie inwestycji do 4,5 mln dolarów.

Inni już by się poddali

Kiedy fundusz hedgingowy obsługujący finansowanie zadłużenia upłynnił większość swoich środków, Sanghoee pomyślał o zwróceniu się do GE Capital Solutions, obsługującego hollywódzkie transakcje finansowe, jednak jeszcze tego nie zrobił.

- Wiem, że inni poddaliby się już dawno - powiedział w wywiadzie tydzień temu. - Jednak jestem wystarczająco doświadczony, aby wiedzieć, że te trudności są wyłącznie przejściowe.

W rzeczywistości, Sanghoee twierdzi, że Grosvenor Park, związana z branżą rozrywkową firma oferująca usługi finansowe kilka dni temu wyraziła zainteresowanie poparciem projektu.

Gdy w październiku Sanghoee rozpoczął namawianie inwestorów, panował odpowiedni moment. Powiedział w tamtym miesiącu potencjalnemu inwestorowi, że wytwórnia 20th Century Fox pracuje nad ciągiem dalszym filmu "Wall Street", w którym w 1987 zagrał Michael Douglas.

- Będziemy mogli płynąć na fali popularności tamtego filmu, zyskując zainteresowanie naszym filmem - powiedział w czasie rozmowy.

Jego nowe nastawienie? Największy przeciwnik odpadł z gry.

- Sądzimy, że "Wall Street 2" nie zostanie nakręcony - powiedział w wywiadzie udzielonym w połowie kwietnia. - To dla naszego filmu doskonała okazja.

Czy idąc do kina chętniej wybierasz amerykańskie kino niezależne czy hollywoodzkie super produkcje?