Maystadt: Dałem Polsce kolejny miliard

Rozmowa z Philippe Maystadtem, prezesem Europejskiego Banku Inwestycyjnego
- Podpisał pan decyzję o przydzielenie Polsce kolejnych pożyczek - tym razem dwóch o łącznej wartości miliarda euro. To duża kwota i nie pierwsze pożyczki EIB w tym kraju.

- Dokładnie tak - 30 czerwca podpisałem decyzję o przyznaniu dwóch pożyczek. Pierwsza z nich to 600 mln euro na wsparcie inwestycji związanych z wydatkami na badania i rozwój. Drugi kredyt, 400 mln euro, to pieniądze na modernizację polskich kolei. Chodzi tu o trasę Warszawa - Gdańsk, która niezależnie od wagi dla Polski jest również korytarzem europejskim. Wyremontowanie torów i istotne skrócenie czasu podróży na tej trasie, z obecnych pięciu godzin do 2,5 godziny będzie miało ogromne znaczenie. Pozwoli również na zwiększenie konkurencyjności transportu kolejowego wobec transportu lotniczego. Wystarczy wspomnieć, że pociąg na tej trasie będzie mógł rozwijać prędkość do 200 km na godzinę. Ale to nie tylko kwestia infrastruktury. Projekt jest bardzo proeuropejski również dlatego, że wskutek zwiększenia konkurencyjności kolei zostanie znacznie zredukowana emisja gazów cieplarnianych, w tym także dwutlenku węgla, do atmosfery.

Polska jest naszym szóstym klientem wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej w wartości udzielonych pożyczek i kredytów. W ubiegłym roku udzieliliśmy Polsce pożyczek o łącznej wartości 2,3 mld. euro. Największymi naszymi beneficjentami są obecnie Hiszpania, Niemcy i Włochy. Zaraz za nimi znajdują się Francuzi i Wielka Brytania. Polska - jak oceniam - ze swoim szóstym miejscem ma natomiast szansę na jeszcze większy udział w korzystaniu z naszych środków w najbliższych latach.

- Czy sądzi pan, że nowe kraje członkowskie UE są w wystarczającym stopniu doinformowane o możliwościach korzystania z pomocy EIB jako źródła finansowania istotnych dla tych gospodarek problemów?

- Nie wszędzie jesteśmy tak dobrze znani, jak we Włoszech czy Hiszpanii, gdzie wiedza o EIB jest nieporównywalnie większa. Mamy tam zresztą bardzo dużo programów realizowanych w sektorach zarówno publicznym, jak i prywatnym. Bo trzeba powiedzieć, że również prywatne firmy mogą liczyć na naszą pomoc, mimo powszechnej m.in. w Polsce opinii, że wspomagamy wyłącznie inwestycje publiczne, w tym przede wszystkim infrastrukturę. Na przykład w przypadku projektów z segmentu badań i rozwoju, łączymy pieniądze dla naszych klientów z budżetu Unii Europejskiej oraz środki, które są naszym zyskiem. Bo jeśli weźmiemy pod uwagę badania, to mogą przynieść albo doskonałe wyniki, albo skończyć się zupełnym niepowodzeniem. Problem tkwi w ryzyku, które trzeba podjąć. Inwestowanie w badania naukowe i rozwój jest uznawane za inwestycje wysokiego ryzyka. Podobnie ma się sprawa z inwestycjami w infrastrukturę. Bo jeśli w ramach Partnerstwa Publiczno-Prywatnego zostanie zbudowana autostrada, a przez pierwszy rok ruch na niej będzie znacznie mniejszy niż oczekiwany, to inwestycja w tym pierwszym roku będzie przynosić straty. Nasze pieniądze są po to, aby można było poradzić sobie właśnie w tym trudnym okresie. Na oba rodzaje finansowania 1 mld euro pochodzi z budżetu Unii Europejskiej, zaś drugi miliard właśnie z naszych środków.

Dotychczas z tego naszego programu, w ramach Partnerstwa Publiczno-Prywatnego korzystały przede wszystkim prywatne firmy z Hiszpanii i Niemiec. Zgłosiła się do nas również pierwsza firma francuska. Oczekujemy, że wykorzystywanie tych właśnie środków stanie się popularne również w Polsce.

- Co trzeba zrobić, żeby EIB skredytował prywatną firmę?

- To oczywiście zależy od rozmiaru inwestycji. Jeśli to inwestycja wystarczająco duża - mam tu na myśli środki na poziomie 20-25 mln euro, to po prostu trzeba się z projektem zgłosić do naszego biura w Warszawie. Oceniamy wówczas finansowe, techniczne aspekty problemu, często jego wpływ na środowisko naturalne. Jeżeli projekt uzyska naszą akceptację, finansujemy go. Ponieważ wiceprezesem EIB jest Marta Gajęcka, Polka, która silnie lobbuje na rzecz polskich projektów, warto się do nas zgłaszać. W przypadku mniejszych inwestycji, nie dofinansowujemy ich bezpośrednio. Robią to natomiast lokalne banki, z którymi współpracujemy. Polegamy wówczas na naszych miejscowych partnerach i ich metodach oceny ryzyka. Faktycznie to właśnie banki oceniają, czy przedsięwzięcie ma szanse na zysk, czy nie. My dzielimy z tymi bankami ryzyko. Większość liczących się w Polsce banków komercyjnych to nasi partnerzy. Myślę, że przedsiębiorcy powinni się pytać o nasze wspólne produkty właśnie w tych bankach.

- Czy polska gospodarka jest dla EIB wystarczająco stabilna?

- Pyta pan o gospodarkę, czy działania rządu?

- Pytam o jedno i drugie.

- Polska dała się poznać jako kraj dynamicznie rozwijający się. Wasza gospodarka jest w trendzie wzrostowym, zaś jej fundamenty są bezpieczne. A ponieważ wzrost gospodarczy tego kraju jest bardzo wysoki, widzimy ogromne możliwości współpracy z inwestorami stąd. Wydaje mi się, że choćby w ciągu ostatniego roku znacznie zmienił się na korzyść klimat inwestycyjny, a to jeden z istotnych wskaźników.

Jeśli chodzi o rządy w poszczególnych krajach. Nigdy nie komentujemy sytuacji politycznej państw, z którymi współpracujemy. Taka jest zasada działalności banku. Poza tym rząd, jaki by nie był, jest wybrany w demokratycznych wyborach. Do tego oczywiście sytuacja polityczna nie ma aż takiego znaczenia, jeśli podejmujemy się finansowania słusznego z naszej perspektywy projektu.

- Czy do EIB wpłynęły jakieś wnioski o kredyty związane z inwestycjami, których powodem są Mistrzostwa Europy Euro 2012? Skąd - z Polski, z Ukrainy?

- Z obu krajów. Jeśli chodzi o Euro 2012, to dla nas oznaczają one wyłącznie inwestycje w rozbudowę i unowocześnienie infrastruktury. Nie finansujemy budowy obiektów sportowych, stadionów ani tak zwanej infrastruktury tymczasowej. Mamy natomiast pieniądze na takie inwestycje, które przetrwają mistrzostwa i będą służyć społeczeństwu znacznie dłużej.

- Czy EIB będzie finansował europejskie inwestycje w Afryce? Jeżeli tak, to w których krajach?

- Najpierw muszę tu wyjaśnić pewne podstawowe założenia naszej działalności. Naszą podstawą jest finansowanie inwestycji promujących spójność gospodarczą i społeczną Unii Europejskiej, które przyczyniają się do rozwoju transeuropejskich sieci transportowych - zwłaszcza w ramach europejskiej inicjatywy na rzecz wzrostu, przyczyniają się do ochrony środowiska, wspierają inwestycje małych i średnich przedsiębiorstw oraz zrównoważone i bezpieczne dostawy energii. Współpracujemy w tym zakresie z Komisją Europejską, Radą Europy oraz Parlamentem EU. Jeżeli inwestycje - nie tylko w Afryce, ale w całym sektorze ACP, czyli w krajach Afryki, Azji Południowej i Pacyfiku - wspierają unijną politykę rozwoju i współpracy na rzecz krajów partnerskich UE, to tak. Przy czym znacznie większy nacisk kładziemy na finansowanie krajów sąsiadujących z Unią, które w perspektywie mogą się stać krajami członkowskimi. Kraje ACP mogą być dla Unii partnerami głównie ze względu na to, że w dużej części są byłymi koloniami państw członkowskich UE. Jednak nawet kiedy operujemy u nich, nakłady na inwestycje poza granicami wspólnoty nie mogą przekraczać 10 proc. tego, co wydatkujemy w krajach samej Unii.

- Nie o takie inwestycje mi chodziło. Spójrzmy na europejską gospodarkę, która nie jest w najlepszej kondycji w związku z kryzysem subprime w USA. Jak pan wie, najlepszym sposobem na przezwyciężenie kryzysu jest inwestowanie. W przypadku Europy naturalne wydają się inwestycje na kontynencie afrykańskim. Z całą pewnością na Afrykę zdecydowali się Chińczycy.

- Chińczycy inwestują także w Europie. Uważam, że inwestycje europejskie w badania, rozwój i rozbudowę infrastruktury powinny być dla krajów wspólnoty priorytetem. Szczególnie że UE może stać się liderem na niektórych płaszczyznach. Co innego Chiny - to państwo inwestuje w Afryce, ale jest zainteresowane przede wszystkim zasobami naturalnymi krajów, z którymi podpisuje umowy. W naszym przypadku misja wygląda zupełnie inaczej. Niezależnie od działań biznesowych zależy nam na walce z nędzą, istotną i korzystną zmianą w rozwoju gospodarczym społeczeństw, przede wszystkim tych najbiedniejszych. Zresztą, naprawdę jesteśmy przekonani, że szansą dla Europy nie są inwestycje w innych krajach, ale finansowanie tych, które mogą wyrównać różnice między starszymi i nowymi członkami Unii Europejskiej oraz przygotować do integracji państwa będące kandydatami. W tej mierze nasze cele pokrywają się w dużym stopniu z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju